mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Po kilku miesiącach załatwiania, dopytywania i dostarczania dokumentów, dowiedzieliśmy się w końcu, że córka dostała miejsce w świetlicy, która specjalizuje się w pracy z autystykami. Oczywiście w placówce miejsce dużo nie ma i najpierw wylądowaliśmy na liście oczekującej (to było w kwietniu), po tym jak powiedziano nam, że miejsca w puli są już rozdane. Oczywiście aby móc się w ogóle dostać, musieliśmy najpierw zgłosić wniosek do Jugendamtu bo on decyduje o przyznaniu miejsca i później ponosi koszty (prawdopodobnie częściowe, tego jeszcze nie wiem, bo we wniosku musiałam podać nasze zarobki). W ciągu tych kilku miesięcy zdążyłam poznać 2 panie z Jugendamtu, które nas odwiedziły w domu aby poznać córkę i napisać o niej opinię. Opinia ich chyba pomogła, bo kilka dni temu pytałam o miejsce to dowiedziałam się, że jeśli ktoś zdecyduje się zrezygnować z miejsca, to córka automatycznie wskoczy i w ciągu dwóch tygodni dowiemy się jaka jest decyzja. Muszę powiedzieć, że się cieszę z tej decyzji, tam będzie miałą wszystkie potrzebne jej terapie, na miejscu – logopeda, ergoterapeuta i wsystko inne co by jej mogło pomóc. Jedyny „minus” tego to, że mała będzie busikiem wracała do domu po 17, codziennie ale od ok 12;30-13;00 kiedy po szkole przyjedzie busem, musi mieć kiedy zobić zadania, zjeść obiad, mieć terapie no i się pobawić ;)

Oprócz tej pomocy w formie świetlicy, mamy prawo prosić Jugendamt o opłacanie tzw opiekuna szkolnego (Sculbegleiter) dla córki, tzn dorosłego, któy jest z córką podczas lekcji i pomaga jej. O tej pomocy wspomniała nam niedawno nauczycielka i tutaj też już kilka miesięcy trwa załatwianie bo najpierw nie mogłam złapać osoby, która się tym zajmuje a gdy udało się, to się dowiedziałam, że pewnie znów Jugendamt będzie płacił bo chodzi o diagnozę autyzmu … Teraz znów się dowiedziałam od Jugendamtu, że będzie prawie niemożliwe załatwienie takiej pomocy równolegle z uczęszczaniem córki do świetlicy bo żadna klinika, w której córka była badana nie napisała takiego zalecenia … O autyźmie dowiedzieliśmy się w lutym …. dzwoniłam już do kliniki, która wystawiła nam diagnozę i spytałam czy mogą coś napisać ale bez kolejnego jeżdżenia do Augsburga bo to moim zdaniem niewiele zmieni … Póki co czekam na info.

Wpis „nieco” spóźniony, bo I Komunię obchodziliśmy 28. maja (taka tradycja w naszym mieście – ostatnia niedziela przed niedzielą zielonoświątkową, która w tym roku wypadała 4. czerwca) ale przygotowania zajęły trochę czasu, później 2 tygodnie ferii zielonoświątkowych i krótki rodzinny wypad do Lasu Bawaskiego, w sumie dopiero ten tydzień to był powrót do rzeczywistości – szkoła i obowiązki:)

Komunia była bardzo uroczysta :) świętowaliśmy w wąskim gronie – tylko chrzestni ze swoimi rodzinkami no i nasza czwórka. Rano przed mszą trzeba było się szybko wyszykować i małego zawieźć na zbiórkę już o 10:15 i zająć miejsce w kościele. Wszystkie dzieci komunijne szły potem w uroczystej procesji do kościoła. Kościół pękał w szwach bo tu jak się później dowiedziałam do jednego dziecka i 50 gości przyjechało :P Ławki rezerwowano tylko dla rodziców i rodzeństwa dziecka ale oczywiście zdarzyli się ludzie, którzy nie trzymali się tej zasady i my mieliśmy nawet problem ze znalezieniem miejsca, nie wspomnę o chrzestnych, którzy pewnie całą mszę musieli stać … Podczas mszy dzieci uroczyście zapalały swoje świecie komunijne, później niosły białe róże na ołtarz. Na koniec, wyszły w procesji z kościoła a następnie wróciły i na ołtarzu fotograf robił grupowe zdjęcia. Po mszy synek dostał prezent od swojej pani katechetki, która specjalnie na jego Komunię przyjechała do naszego kościoła. Następnie robiliśmy sobie wspólne zdjęcia z chrzestnymi pod kościołem i poszliśmy na uroczysty obiad do Chińczyka. Po południu w domu jak to tradycyjnie u Niemców – kawa i tort komunijny, nad którym pracowałam z kuzynką i szwagierką do 2:00 w nocy :)

DSC06099

W poniedziałek po I Komunii wszystkie dzieci przyszły jeszcze raz do kościoła ubrane w alby i przyniosły do poświęcenia swoje pamiątki komunijne. Także w tym dniu zbierano od dzieci dobrowolne ofiary na pomoc dzieciom potrzebującym. W ramach pzygotowań  przed i po komunijnych dzieci mogły w albach przyjść również na procesję Bożego Ciała. My jednak w tym czasie byliśmy na krótkim urlopie w Lesie Bawarskim (Bayerische Wald), niedaleko Czech. Wybraliśmy się tam specjalnie do fabryki szkła i kryształów, do JOSKA, w Bodenmais. W tym dniu organizowano specjalny dzień dla dzieci i rodzin, podczas którego można było samemu spróbować dmuchać szkło i swoje arcydzieło zabrać do domu. Innymi atrakcjami było szukanie minerałów oraz kręcenie kołem, malowanie na szkle czy odpowiadanie na pytania konkursowe. Po tych atrakcjach pojechaliśmy do St. Englmar przejśpobytu spędzić się po konstrukcji zbudowanej na wysokości koron drzew (jakieś 25 m nad ziemią), na końcu której stał domek do góry nogami :) Ostatni dzień pobytu spędziliśmy zwiedzając kopalnię srebra. Spędzając urlop w jednym z pensjonatów w Bodenmais, korzystaliśmy z tzw. Gastkarte, karty uprawniającej nas jako gości do korzystania z wielu darmowych atrakcji, m.in. wstępu na basen otwarty i kryty, zwiedzania kopalni srebra, przejażdżka gondolami na górę i zjazd tzw Rodellbahn (rodzajem letnich „sanek”) … W sierpniu znów odwiedzimy Las Bawarski ale inną jego część :)

A oto kilka widoków z urlopu:

 

DSC06341


DSC06389

 

DSC06394

 

DSC06405

 

DSC06409

Oj długo mnie na blogu nie było,niedobrze :) Wszystko z powodu przygotowań do I Komunii syna (o tym w osobnym poście), ferii i krótkiego wypadu do Pragi :)

Dzisiaj muszę się pochwalić osiągnięciem mojego młodszego dziecięcia :) W lutym szkoła przystąpiła do konkursu plastycznego, którego hasło brzmiało:”Przyjaźć jest … kolorowa!”. Dzieci miały w dowolnej technice wykonać pracę plastyczną. Musiałam dla każdego z dzieci wypełnić kupon zgłoszeniowy i szczerze mówiąc zapomniałam o tym konkursie:) Do dzisiaj bo oto okazało się, że moja Córka wygrała 1 miejsce w swojej klasie i w nagrodę dostała kupon rabatowy do kina oraz list od organizatorów. Ale była szczęśliwa! Troszkę się wstydziła jak nauczycielka jej wręczyła nagrodę ale cieszyła się jak tylko ona to potrafi – całą sobą :) Wstyd przyznać, ale niestety nie wiem jak wyglądało to dzieło bo córka malowała kilka obrazków, nie wiem, który w końcu nauczycielka plastyki wybrała do konkursu. Skontaktowałam się jednak z organizatorami i może dostanę jakąś odpowiwedź. W każdym razie jestem mega dumna, bo konurs był międzynarodowy i brało w nim udział 6500 dzieci a więc jest z czego się cieszyć :)

Jakiś czas temu pisałam o naszym domowym eksperymencie z domową hodowlą kryształów, no cóż, coś chyba źle porobiliśmy bo niewiele nam tych kryształów się pojawiło …. Tym razem poszukałam znów w necie innego przepisu, znalazłam coś takiego 
http://tipy.interia.pl/artykul_17463,jak-wyhodowac-krysztal-alunu-w-skorupce-jajka%C2%B7.html
. Tutaj zalecano przede wszystkim wymyć najpierw skorupki jajek i posmarowane wewnątrz klejem pozostawić do wyschnięcia na 24 godziny, oczywiście uprzednio posypane ałunem. Oczywiście nie chciało mi się tyle czekać ;P Jednak efekt był bardziej zadowalający niż poprzednio :)

Na zdjęciu kryształki w skorupkach, w pozostałych przygotowałam nasionka rzeżuchy :)

DSC05359

Robiąc z córką ostatnio ozdobny, tekturowy domek dla ptaszków znalazłam opis krok po kroku jak zrobić budkę lęgową dl przylatujących do naszego ogródka sikorek. W wolnej chwili może mąż zrobi z dzieciakami :)

http://ptasieogrody.pl/wiki/Wymiary_budki_dla_sikorek_typu_A

 

Budka typu A dla sikorek – wymiary

 


Oto strona dla majesterkowiczów. Rozebrałem i zwymiarowałem najbardziej uniwersalną budkę lęgową typu A (dla sikorek). Pomiary przedstawiono w centymetrach. Deski sosnowe mają grubość 2cm. Budki tego typu zostały przeze mnie przetestowane w badaniach naukowych (w sumie 160 budek) – sprawdzają się znakomicie.

 

 

Wymiary budki A podane w cm

Opis elementów:

A – ścianka przednia zewnętrzna(front) z nacięciem na zamek gwoździowy

B – ścianka tylna (15,1 powinno być 15cm)

C – dwie ścianki boczne

D – daszek

E – podłoga (10,5 powinno być 11cm)

F – ścianka przednia wewnętrzna

G – listwa mocująca

H – kominek wlotowy przedłużający korytarz wejściowy o kolejne 2 cm.

I – listwa mocująca do mocowania budki na drzewie

 

Średnica otworu: 3,5 dla wróbla; 3,3cm dla bogatki, mazurka innych sikor ; 2,7 tylko dla małych sikor (bez bogatki i mazurka)

 

Poszczególne etapy skręcania lub zbijania budki. Polecam gwoździe 5cm kub wkręty czarne 4,5 cm.

  • 1 zacznij od ściany tylnej bocznych oraz podłogi

  • 2 zbij ścianę przednia i dopasuj do listwy G

  • 3 przymocuj listwę mocującą oraz wykonaj nacięcie gwóźdź zamykający w ściance przedniej

  • gotowa skrzynka z zamknięciem

Moje maluchy uwielbiają wszelkie prace plastyczne, nie wspominając o eksperymentach (o tym pisałam w poprzednich postach, zapraszam do lektury 
http://mamawniemczech.blog.pl/2017/03/15/hodowla-krysztalow/
), dlatego zawsze przeglądamy Internet w poszukiwaniu nowych projektów. Córka bardzo lubi obecnie ptaszki, sowy i zobaczyła ostatnio podświetlany domek dla ptaszków i zakochała się w nim, „Mamoooo proszę zróbmy takie coś!” Nie pozostało mi nic innego, jak poszukać gdzieś jak takie cudeńko wykonać krok po kroku. Odkryłam taką stronkę 
http://czasnawnetrze.pl/zrob-to-sam/inne-techniki-dekoracyjne/14660-dekoracja-domek-dla-ptaszkow
 i popróbowałam sama jakoś podziałać. Oczywiście nasz domek nie wyglądał na koniec tak jak ten ze stronki bo nie posiadałam niestety jakiegoś (niezbędnego zapewnie!) kleju Vikol. Córka gdzieś natrafiła na lampkę w kształcie domku dla ptaszków z podwójnym wejściem, więc bardzo chciała żebym podobny domek jej wyczarowała. A więc wzięłam kawałek kartonu (dokładnie oderwałam część z jakiegoś pudełka, w którym coś zamówiliśmy, zawsze mamy furę kartonów bo dużo zamawiamy online a także próbujemy sprzedawać online:P), narysowałam 4 elementy domku (szerokość 10 cm, po bokach po 15 cm), wycięłam. Następnie odrysowałam je na ozdobym papierze i przykleiłam za pomocą gorącego kleju. Gotowe :) A ile radości dla dziecka ;) Kupimy później elektryczne „płomyczki” i wstawimy do domku – super dekoracja :)

A tak prezentuje się nasz domek

IMG_3129

Wczoraj przeglądając Facebooka, natrafiłam na ciekawy eksperyment dla dzieciaków. Moje pociechy uwielbiają takie sprawy :) Oczywiście teraz w sklepach z zabawkami można dostać całą serię takich cudeniek ale pytanie po co, skoro można wiele rzeczy przygotować samemu w domu a dzieciaki bardzo chętnie uczestniczą w takiej nauce.

Wczoraj na tapecie była domowa hodowla kryształów (źródło: http://www.genialetricks.de/bunte-eier/)

Do wykonania eksperymentu potrzebujemy:

- wydmuszki (mogą być też puste skorupki po robieniu jajecznicy)

- klej

- pędzelek

- ałun w proszku (potasowy kryształ)

- gorąca woda

- farbniki spożywcze

Wykonanie:

Zagotowujemy wode (2 szklanki) i wsypujemy do niej 3/4 szklani ałunu, następnie dodajemy barwnik spożywczy. Oczywiście jeśli chcemy zrobić różnego koloru kryształy, rozdzielamy płyn do miseczek i wtedy dodajemy wybrane kolory. Smarujemy pędzelkiem zamoczonym w kleju wnętrze skorupek. Wkładamy skorupki do wody (muszą być zanurzone w wodzie). Po 15 godzinach wyciągamy skorupki i obserwujemy, czy wytworzyły się na nich kolorowe kryształy.

Miłej zabawy

U nas po 15 godzinach pojawiło się trochę kryształków, niestety nie tyle ile na video z youtuba, myślę, że dlatego, że dodałam za mało ałunu. jak dojdę do ładu z pocztą na komputerze, to wrzucę fotkę.

 

Niestety nie miałam aż tyle ałunu więc zagotowałam szklankę wody, rozdzieliłam do miseczek, dodałam farbniki. Jednak skorupki nie były zanurzone, więc podolewałam wody, nie wiem czy to nie zepsuło eksperymentu :(

Przed nami I Komunia Święta synka … W Niemczech odbywa się to trochę inaczej niż w Polsce, przede wszystkim nie ma żadnego odpytywania dzieci z modlitw i przykazań na wyrywki :P Rodzice zapisują dzieci na uroczystość Komunii w kościele (na próżno oczekiwać jakiegoś pisma od katechety szkolnego czy się chce zapisać dziecko czy nie), nasz ksiądz uważa, że jeśli jest to uroczystość kościelna, to zaczyna i kończy się w kościele, włączając w to już zapisy. W październiku każdy rodzic otrzymał na spotkaniu informacyjnym listę terminów, głównie były to terminy ważniejszych mszy świętych, na które należy przyjść z dzieckiem oraz terminy 3 większych spotkań tzw Bibeltag (dni Biblii), gdzie przez kilka godzin dzieciom czyta się historię biblijne, rozwiązują one różne quizy biblijne, poznają miejsca ważne w kościele, poruszany jest temat 1 spowiedzi … Oprócz tego rodzice dzieci pierwszokomunijnych są podzieleni na grupy i spotykają się z księdzem, zastanawiają się wspólnie czemu często się dzieje tak, że dzieci przystępują do I Komunii, ewentualnie jeszcze do bierzmowania a później jakoś omijają kościół. Rozmawia się także o swojej Komunii i pierwszej spowiedzi, jak się ją wspomina i jak przebiegały spotkania. Wczoraj miało miejsce właśnie 2 Bibeltag, na który także się zgłosiłam do pomocy, jednak z powodu przeziębienia, musiałam odwołać obecność. Dzieciom czytano wczoraj historię o dobrym pasterzu, który zostawił swoje 99 owiec i poszedł szukać jednej, zaginionej. Rozmawiano też z dziećmi o pierwszej spowiedzi i przytoczono opowiadanie o dziewczynce, która przed wyjściem ze szkoły pokłóciła się z mamą, w szkole krzyczała na inną dziewczynkę i pokazała jej język. Pod koniec dnia jednak czuła, że nie postąpiła słusznie. Dzieci miały się zastanowić, jak można naprawić to co zrobiła. Całe spotkanie trwało od 9 do 12:00, z małą przerwą śniadaniową. Kolejne, dłuższe spotkania, ma odbyć się pod koniec kwietnia. Wówczas dzieci mogą wspólnie z rodzicami wykonać swoje własne świece pierwszokomunijne. Odbędzie się także kościelny quiz z różnymi stacjami, które należy z dzieckiem zaliczyć. Już teraz stworzono listy, na które mogli się wpisywać rodzice aby pomóc w przygotowaniu tego dnia, gdyż ksiądz zawsze podkreśla, że tylko z pomocą rodziców można zorganizować spotkania. Poprzednio zgłosiło się zbyt mało chętnych do pomocy rodziców i jeden Bibeltag musiał być skrócony. W zeszły wtorek na spotkanie informacyjne  przyszło za to sporo pomocników :) Od razu utworzono listę na spotkanie na 29 kwietnia. Tam zgłosiłam się jednak na upieczenie ciasta dla dzieci. Mam w planie upieczenie ciasta w formie koszulki (alby) i udekorowania jej symbolami religijnymi lub na próbę upiekę ciasto w formie książki.

Póki co znalazłam ciekawy przepis na ciasto (biszkopt) przekładane czekoladą i konfiturą

http://www.slodkiefantazje.pl/przepisy/3078/tort-komunijny-w-ksztalcie-ksiegi?AspxAutoDetectCookieSupport=1

Przyg: 120 minPieczenie: 40 min
Średni
 Porcje: 20

Kolejny tort przygotowywany w ramach akcji „Pieczemy tort komunijny”. Akcję jak już wiecie prowadzę razem ze sklepem ZlotyAniol.pl, z którego pochodzą wszelkie dodatki użyte do zdjęć, na czele z opłatkiem, serwetkami, etc.

Tym razem tort w kształcie księgi. Przyznam szczerzę, że trochę się go obawiałam, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Jeśli tylko prace rozłożymy sobie na poszczególne etapy (wcześniejsze przygotowanie kremu, upieczenie biszkopta, etc.) całość pójdzie nam dość sprawnie i stosunkowo szybko. Samo dekorowanie to już formalność.

Jeśli chodzi o smak, to postawiłam na klasyczny biszkopt, przełożony konfiturą z malin i puszystym kremem czekoladowym na bazie śmietanki. Wierzch to krem na bazie serka mascarpone i śmietanki kremówki wzbogacony o ulubiony aromat. Taki krem idealnie sprawdza się do dekoracji (są trwalsze niż te na bazie samej śmietanki kremówki) i nie musimy dodawać żadnych śmietan-fixów czy żelatyny).

Gorąco polecam!

Sposób przygotowania

Krem czekoladowy (dzień wcześniej):*

Czekoladę drobno posiekać. Podgrzać śmietankę do momentu aż zacznie wrzeć, zdjąć z ognia. Do gorącej śmietanki dodać czekoladę i pozostawić na kilka minut, by dobrze się rozpuściła. Po kilku minutach dokładnie wymieszać. Jeśli cała czekolada się nie rozpuściła, garnek ze śmietanką wstawić na mały ogień i mieszając rozpuścić dokładnie bryłki czekolady. Śmietankę wystudzić, wstawić do lodówki na cala noc, żeby mocno się schłodziła. Gotową, mocno schłodzoną masę czekoladową ubić na sztywny, puszysty krem, ponownie wstawić do lodówki/

*Masę czekoladową zamiast w lodówce można schłodzić w zamrażalniku, wtedy wystarczy kilka godzin (tą metodą można więc przygotować krem tego samego dnia).

Biszkopt:

Cukier i obie mąki podzielić na trzy równe części. Jajka podzielić po 3 sztuki.

Trzy białka wbić do miski (żółtka odlewamy do kubeczka). Białka ubić na sztywną pianę. Pod koniec ubijania, gdy piana jest już sztywna, stopniowo (po 1-2 łyżki) dodawać 1/3 cukru, cały czas ubijając do wyczerpania cukru (ubita piana powinna być sztywna i lśniąca). Następnie dodawać kolejno żółtka (te trzy odlane do kubeczka), po każdym ubijając około 30 sekund.

Jedną porcje mąki pszennej wymieszać z jedną porcją mąki ziemniaczanej. Przesiać do puszystej masy jajecznej, delikatnie wmieszać do ciasta drewnianą łyżką.

Dno prostokątnej tortownicy o wymiarach ok. 37 x 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Boków tortownicy niczym nie wykładać i nie smarować. Do formy wlać ciasto przeznaczone na pierwszy blat. Piec w temperaturze 160 – 170ºC około 15-20- minut (do suchego patyczka, uważać, żeby biszkopt się nie spiekł).

Biszkopt po upieczeniu zostawiamy na ok. 10-15 minut w wyłączonym piekarniku z uchylonymi drzwiczkami, po tym czasie ponownie nastawiamy piekarnik. Przestudzony blat wyjąć z formy, ostrym nożem oddzielając boki biszkopta od formy.

Powyższe czynności powtarzamy jeszcze dwukrotnie, ponieważ potrzebujemy trzy blaty.

Można tez upiec jeden biszkopt i przeciąć go na trzy blaty, wtedy biszkopt pieczemy ok. 40 minut.

Poncz:

Herbatę wystudzić, dodać sok z cytryny i ulubiony aromat, wymieszać.

Konfitura:

Konfiturę podgrzać, przetrzeć przez sito.

Całość:

Dolny blat ułożyć na podkładce/dużym prostokątnym talerzu lub paterze, naponczować, na wierzch wyłożyć połowę konfitury, równomiernie rozsmarować, następnie wyłożyć połowę kremu czekoladowego, wierzch wygładzić szpatułką cukierniczą lub łopatką. Wyłożyć następny blat, naponczować go resztą ponczu, wyłożyć konfiturę i resztę kremu, wierzch wygładzić. Wyłożyć górny blat (tego już nie ponczujemy).

Dekoracja:

Serek mascarpone przełożyć do dużej miski, dodać śmietankę kremówkę i ubijać aż masa będzie sztywna i bardzo gęsta. Dodać cukier puder, aromat, wymieszać na wolniejszych obrotach.

Na górnym blacie biszkoptowym zaznaczyć wzdłuż krótszego boku połowę (można to zrobić flamastrem, nożem, nitką, czym Wam wygodnie. Z obu stron wyżłobić wgłębienie, tak by biszkopt miał na środku lekko wklęsły dołeczek jak książka (widać na szkicu i obrazku**). Na wierzchu i bokach tortu rozprowadzić krem, wygładzić szpatułką. Na wierzchu ułożyć krem w ten sposób by wyeksponować wyższe fale (stronice książki), widoczne na obrazku. Nakładamy więc ciut więcej kremu na wypukłe fale, a mniej na środku (tam gdzie biszkopt ma wgłębienie) i brzegach.

Wygładzone boki księgi ozdobić grzebieniem cukierniczym lub zwykłym widelcem zaznaczając na kremie poziomie kreski imitujące stronice książki (paski widoczne na zdjęciu). Na wygładzony wierzch tortu ułożyć prostokątny opłatek A4, dokładnie dociskając go do wgłębienia i wypukłości na wierzchu.

Boczne brzegi księgi (na wierzchu) udekorować rozetkami w kształcie ślimaków (używam tylki cukierniczej  w kształcie dużej gwiazdki – 1M Wilton), dół i górę księgi ozdobić tę samą końcówką robiąc fale. Środek zaznaczyć prosta pionową linią (tą samą końcówką) lub inaczej wg uznania.

I gotowe.  Prawda, że prosto? :)

- See more at: http://www.slodkiefantazje.pl/przepisy/3078/tort-komunijny-w-ksztalcie-ksiegi?AspxAutoDetectCookieSupport=1#sthash.06k0oS3h.dpuf

Witam po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą (trwa nadal, bo teraz po mężu i dzieciach mnie złapało :/) oraz wieloma terminami w klinice Josefinum w Augsburgu. Od grudnia jeździłam tam na 4 terminy z Tusią aby wreszcie raz n zawsze wyjaśnić temat autyzmu, który towarzyszył nam odkąd córka skończyła 3 lata, zawsze nam się wydawało, że coś jest nie tak w jej zachowaniu (nie wspominając o tym, że miała problemy też problemy z rozwojem). W 2013 była już diagnozowana w Heckschner Klinik w Monachium, co jednak zakończyło się kompletną porażką, bo dziecko odmawiało zostania na testach (ja musiałam w tym czasie w spokoju odpowiadać na całą książkę pytań na temat zachowania i rozwoju córki). Po próbie zostawienia małej z badającą ją panią logopedą bodajże, po około 10 minutach, przyprowadzono mi zaryczane dziecko, bało się, że mnie nie ma w pobliżu :/ Jedyny test w jakim wzięła udział, oczywiście w mojej obecności, to zabawa przygotownymi dla niej zabawkami, ja siedziałam za nią i ewentualnie „tłumaczyłam” co córka mówi, bo miała w owym czasie swoją własną mowę – ani polski ani niemiecki język …. Wówczas stwierdzono jedynie, że mała ma lęk separacyjny i podejrzewano u niej wczesny autyzm dziecięcy. Czas mijał, mała robiła ogromne postępy w przedszkolu, w którym uczęszczała na przeróżne terapie – logopeda, ergoterapeuta … Jednak przed pójściem do szkoły, będąc ponownie w placówce Fruehfoerderung (wczesnego wspierania) rozmawiałam z psycholog i równocześnie prowadzącą placówkę, że gdzieś z tyłu głowy mam podejrzenie u córki autyzmu. Psycholog nie chciała mi nic sama sugerować ale skoro sama zaczęłam ten temat, to zwróciła uwagę, że podczas testu, gdy trzy razy z rzędu pokazywała palcem córce i zadawała zawsze pytanie co pasuje – to,to,to czy to?, to za  4 razem, gdy tego pytania nie zadała, córka, sama zwróciła na to uwagę, czyli jakby potrzebowała powtarzalności … No możliwe, że to jednorazowe zachowanie, jednak wcześniej sygnalizowano mi, że mała ma często problem z kontaktem wzrokowym, układając puzzle z obrazkiem ręki, miała problem zrobić to poprawnie i mimo patrzenia na swoją dłoń, nie umiała umiejscowić gdzie kciuk, gdzie palec wskazujący … Poradzono mi w takim razie wybrać się do kliniki Josefinum w Augsburgu (2-3 miesiące oczywiście oczekiwania na termin, standard), więc zanim córka poszła we wrześniu do szkoły, zrobiłam tam termin, wypełniłam jak umiałam ankietę z pytniami o Tusi i czekałam kiedy możemy się tam wybrać. Pierwszy termin dostaliśmy w grudniu. Ten termin to było zapoznanie się, musiałam przedstawić całą historię małej – przebieg ciąży, poród, wszelkie badania po porodzie, postępy małej, kiedy mówiła,siadała, raczkowała, chodziła, robiła papa, pierwsze słowa – jakie?, w jakim wieku?, ze sobą miałam oczywiście całą teczkę opinii i badań o córce. Małą obserwowały panie w mojej obecności, jak się bawi (głównie zabawkami dla 2-3 latków), później jedna z pań z nią wyszła do innego pomieszczenia a ja odpowiadałam dalej … Na szczeście w wieku 6 lat, nie było problemu rozstać się z mamą ale nigdy nie wiadomo :P Kolejne 3 terminy spotkań wyznaczono nam na styczeń i luty i 22 lutego razem z mężem miałam termin na rozmowę końcową, podczas której powiedziano nam, że podczas testów autystycznych, córka najgorzej wypadła jeśli chodzi o mowę (co raczej braliśmy pod uwagę, bo jest wychowywana dwujęzycznie i nieraz nie wie po niemiecku słowa albo nie rozumie w szkole co nauczycielka kazała zrobić) ale w 3 kolejnych obszarach wypadła w złotym środku. Jednak informacje zebrane ode mnie jako matki, od nauczycielki i z obserwacji jej ( krotnej) i wykonanych testów (np nie wchodziła w interakcje z osobą ją badającą gdy ta próbowała się włączyć w samotną zabawę Tusi), stwierdzono, że jest to jednak wczesny autyzm dziecięcy. Zalecono nam aby chodziła do logopedy mającego doświadczenie z autystycznymi dziećmi. Przede wszystkim musimy pracować nad rozwojem jej mowy, pokazywać jej książki z obrazkami nawet dla 2-3 latków i skontaktować się z placówką czy świetlicą „Haus miteinander” w Ingolstadt, dokąd córka by po szkole jeździła busikiem, tam odrabiała zadania z personelem wyspecjalizowanym w pracy z dziećmi autystycznymi, na miejscu miałaby wszelkie potrzebne jej terapie. Jeździłaby tam codziennie i po 17 byłaby w  domu. Jednak miejsca w takim ośrodku są ograniczone, grupy 9-10 osobowe. Muszę poczekać na opinię z Augsburga, następnie przesłać ją do Kinderzentrum w Monachium, gdzie zdążyliśmy być 2 tygodnie temu na kontroli (tam twierdzono, że może autyzm jako taki to nie jest ale zachowania spektrum autyzmu i także nam polecono „Haus miteinander”). Gdy Monachium dostanie opinię z Augsburga, wystawi nam opinię, z którą możemy wybrać się do Jugendamtu i tam złożyć wniosek o przyznanie miejsca w „Haus miteinander”. Jugendamt opłaca miejsce dla dziecka, dowóz busikiem, terapie i wyżywienie w placówce. W piątek byłam z małą właśnie obejrzeć tą placówkę, krótko opisałam historię córki, dlaczego nas tu skierowano i będę czekać na odzew w sprawie wolnego miejsca. Jak mnie telefonicznie zapewniono, dopiero w maju – czerwcu będzie wiadomo, czy córka dostanie tam miejsce od nowego roku szkolnego. W sumie dobrze, bo tak, będzie mogła pochodzić jeszcze na lekkoatletykę i zumba kids popołudniami, co później będzie raczej niemożliwe. Tusi się placówka bardzo podobała – w każdej sali ciekawe rzeczy – instrumenty muzyczne włącznie z perkusją, która zaraz ją zainteresowała, gry planszowe, sala gimnastyczna, miejsce gdzie można było malować i lepić figurki orz je wypalać w piecu …. Nie chciała stamtąd wychodzić :) 25 marca wybierzemy się może na dzień otwarty placówki, będzie okazja poznać terapeutów i zwiedzić całą placówkę :)

Dzisiaj odbyliśmy pierwszą rozmowę z nauczycielką naszej pierwszoklasistki, lekki stres był bo obwialiśmy się trochę usłyszeć, że mała ma nadal problemy w szkole (mimo uczęszczania do szkoły, gdzie są małe klasy i dzieciom poświęca się bardzo dużo czasu). Jak się okazało, strach ma wielkie oczy ale pokolei. Taka rozmowa odbywa się w szkole na początku roku i zastępuje świadectwo szkolne, bierze w nim przede wszystkim dziecko, nauczyciel oraz rodzice. Przed odbyciem takiej rozmowy rodzice dostają kwestionariusz, który mają wypełnić razem z dzieckiem – rodzice i samo dziecko oceniają się na podstawie symboli buziek. Następnie taki kwestionariusz ocenia nauczyciel. na rozmowie jest on punkt po punkcie omawiany. Nauczycielka opowiada dziecku co już umie dobrze a w czym jeszcze potrzebuje pomocy i nad czym trzeba popracować. Z racji, że nasza córka jest dwujęzyczna i ma czasem problemy ze znalezieniem brakującego słowa, ja dziś pełniłam rolę „tłumacza” ale wkraczałam jedynie do akcji gdy nauczycielka o to wyraźnie poprosiła, upewniałam się czy córka zrozumiała co było przed chwilką omówione. Bardzo ucieszył nas fakt, że w tak krótkim czasie (od połowy września w naszym Bundeslandzie) mała zrobiła bardzo duże postępy, bo nauczycielka przyznała że na samym początku obawiała się, czy mała sobie poradzi nawet w tak małej klasie, bardzo dużo trzeba było jej pomagać, począwszy od najprostszej rzeczy jak powieszenie plecaka, wyjęcie z placaka piórnika i teczki z zadaniem domowym i podaniu go nauczycielce do sprawdzenia. Córka też pozytywnie  zaskoczyła nauczycielkę gdy po feriach zaczęła pisać pisać wiele wyrazów. W klasie jest lubiana, już nie próbuje się „rządzić” i rozkazywać innym dzieciom aby robiły to co naszej córce pasuje. Szybko zauważyła, że tak się z dziećmi nie da :P W przyszłym tygodniu czeka nas kolejny termin w klinice w Augsburgu aby w końcu wykluczyć autyzm lub dowiedzieć się jakie zaburzenie ma córka, bo typowy głęboki autyzm to nie jest na pewno, córka jest na to zbyt kontaktowa.


  • RSS