mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Dzisiaj znów miałam wizytę na gimnastyce korekcyjnej a dokładnie miałam masowany dziś kark. Odkąd miesiąc temu skończył się dla mnie sezon tenisowy (drużynowo) to od tego czasu męczę się z bólem pleców (szczególnie, bo tak to pobolewanie w dole pleców mam już ładnych parę lat) i ścięgnem Achillesa – zerwałam je w obu nogach po ostatnim meczu drużynowym …. Problem polega na tym, że masaże i gimnastyka (6 razy na 1 receptę) niewiele przynoszą a jestem już po 5 sesjach …. Dodatkowo na początku września pojechałam aż do Monachium, do ortopedów, których poleciła mi koleżanka z drużyny a tam …. rozczarowanie :/ Dojazd zajął mi więcej niż pobyt w przychodni ale pokolei… Zrobiono mi rentgen całego kręgosłupa i czekałam dobre 15 minut aż się w końcu pojawi lekarz …. Obejrzał zdjęcie, kazał mi stanąć bez koszulki i stwierdził, że powinnam robić tylko gimnastykę :D Super, właśnie miałam ją zamiar zacząć (wcześniej mimo recepty nie szłam bo co chwilę miałam mecze więc granie „popsułoby” to co gimnastyka naprawiła … Świetnie, jechałam na darmo bo gimnastyki takie robię przynajmniej kilka razy w roku a plecy jak bolały tak bolą – co rano jak wstaję, to czuję na dole ból pleców, jakbym dzień wcześniej dźwigała ciężary :( U ortopedów niedaleko nas byłam kilka miesięcy temu z tego samego powodu i tam przynajmniej się dowiedziałam, że końcowy odcinek kręgosłupa mam lekko skręcony (prawdopodobnie o wielu lat grania w tenisa:/ tenis jest bardzo jednostronną grą). Jutro idę do lekarki po nową receptę za masaże/ćwiczenia i porozmawiać o tak zwanym Reha Sport – podobno 50 zajęć i to wszelkiego rodzaju – techniki relaksacyjne, gimnastyka, masaże ….. Zobaczymy, coś muszę zrobić bo zwariuje! Grać w tenisa już wiem, że muszę mniej, problem polega na tym, że mi ‚szkodzi” sezon czyli rozegranie od maja do lipca 7-8 meczy drużynowych czyli w sumie 14-16 pojedynków (7-8 meczy singlowych i tyle samo deblowych, bardzo często są to mecze zacięte i niestety w wielkic upałach…). Jakby tego było mało, odzywają się moje żylaki, które się też z tenisem nie lubią:/ W przyszłym tygodniu czeka mnie wizyta w klinice, mam nadzieję, że będę się nadawać do (nieinwazyjnej) operacji. W sumie jestem obciążona dziedzicznie żylakami – moja babcia i siostry mojego taty miały, obie siostry były też na nie operowane.

Dzisiaj obiecana fotorelacja z postępów w budowie obiecanego w maju dzieciakom domku ogrodowego z palet. Wstyd się przyznać ale dopiero tydzień temu go w końcu skończyliśmy a dokładnie przykręciliśmy z mężem ostatnie 4 płyty na dach:) Nie powiem, budowa daszku była najbardziej męcząca :P

domek gotowy

 

domek wew

urzadzenie domku

 

 

Niestety zdjęcie wstawiło mi się nie tak ale mam nadzieję, że widać efekt końcowy. Domek jest z palet (ściany) i płyt (dach). Jedną małą paletę pomalowałam różowym lakierem do drewna (dla córci), z przodu są 2 „skrzynki” na kwiaty (posiane).

Wszystkie palety zostały najpierw wyszlifowane i pomalowane preparatami ochronnymi. W Baumarakcie kupiłam metalowe uchwyty do połączenia palet oraz do zbudowania daszku.

metale

metale2 metale3 metale4

 

metale3

 

metale4

Mija kolejny dzień mojego „urlopu” od dzieci więc korzystam póki mogę, z tej okazji wybrałam się na kawę i pogaduchy do koleżanki:) Przy okazji małe zakupy bo coś dobrego na obiad trzeba ugotować a odkąd staramy się odżywiać bardziej zdrowo (próbuję wprowadzać dietę Novaka Djokovica z jego książki „Serwuj aby wygrać”) zakupy zajmują trochę więcej czasu:P Wiadomo, że bez dzieci zakupy są łatwiejsze, więc tym bardziej trzeba to wykorzystać:) Dzisiaj natomiast na obiadek wymyśliłam pieczone udka z kurczaka (akurat miałam je rozmrożone bo rozmrażałam zamrażarkę), przepis zaczerpnęłam akurat z Internetu bo aż tak restrykcyjnie diety nie przestrzegam, bez przesady:P

Przepis znalazłam tutaj i muszę przyznać, że wyszło pysznie – mięsko było lekko przypieczone, miękkie i co najważniejsze NIE gumiaste, czego najbardziej nie lubi mój mąż:) Do przepisu dodałam troszkę swoich przypraw – przede wszystkim duuuużo zdrowej kurkumy (działanie antyrakowe), trochę majeranku i indyjskiej przyprawy do kurczaka. Kurkuma prawdopodobnie wpłynęła na to, że mięsko było pysznie mięciutkie, trick ten wykorzystuję bardzo często w kuchni, nawet jak podsmażam cebulkę – sprawdza się!

Wieczorem pierwsza gimnastyka korekcyjna zapisana przez lekarkę na moje obolałe po meczach przeciążone plecy i relaks przy filmie….

U nas wakacje zaczęły się dopiero 30 lipca, wtedy też ruszyliśmy na tygodniowe wakacje do położonego niedaleko Poznania Zaniemyśla. Nasz syn miał w okolicach obóz piłkarski, którego ofertę znalazłam z mamą w Internecie. Prowadzi go kadra trenerów z akademi sportowej Sportujmy.pl z Poznania. Obozy odbywają się w całej Polsce oraz zagranicą, np. w Hiszpani i termin obozu w Dolsku był idealny, bo właśnie zaczynał się z końcem lipca. W sobotę rano spakowani, ruszyliśmy i tu już pierwsza niemiła niespodzianka – z okaji rozpoczynających się ferii ceny benzyny od razu w górę – z 1,20 Euro na 1,40 Euro, nie wspominając o 10 km korku do granicy we Frankfurcie nad Menem oraz kilku zwężeniach na Berliner Ring (zapewne z okazji ŚDM). Trasę 700 km jechaliśmy nie 7 a 11 godzin …. Jakby tego było mało, w naszej miejscowości odbywały się coroczne „Bitwy morskie” i nie dość, że nie było gdzie zaparkować bo chyba cała Polska się tam zjechała, to jeszcze ulica, gdzie był nasz nocleg została zamknięta i kręciliśmy się dobre 15 minut żeby się móc zatrzymać i z bagażami podejść do hotelu, gdzie czekali na nas moi rodzice. No cóż, Zaniemyśl może nie przywitał nas najlepiej ale spędziliśmy tam miło tygodniowy urlop. Koło 23:00 był piękny pokaz sztucznych ogni, który mogliśmy podziwiać z naszego balkonu. Dzieciaki a zwłaszcza syn wreszcie miały okazję zobaczyć, bo zazwyczaj w Sylwestra nie dało się ich obudzić:)

Wyspa Edwarda na Jeziorze w Zaniemyślu

wyspa edwarda

W niedzielę, po przyjeździe, odstawiliśmy syna na obóz. Trochę się nam rozkleił jak rozdzielali pokoje ale jak zobaczył telewizję w pokoju, to mu się humor poprawił. Pożegnaliśmy się z nim i wróciliśmy do córki i taty. Podczas tygodniowego pobytu udało mi się wybrać do fryzjera i zrobić pierwsze w życiu ombre. Też śmieszna sytuacja, bo 3 fryzjerów w Zaniemyślu a żaden nie miał terminu (zapisy 3 tygodnie do przodu) a w pobliskim Śremie, to dopiero za 4 razem, udało nam się zaklepać wizytę. Jeden umer, chyba musiał być pomyłką bo pan, który odebrał, chyba robił sobie żarty po powiedział, że jest fryzjerem a kiedy zapytałyśmy czy można przyjść nałożyć sobie farbę, powiedział, że nie umie :)

W jeden dzień z mężem i córcią wybraliśmy się autobusem pozwiedzać Poznań i zobaczyć słynne koziołki na Ratuszu, które o 12:00 się trykają. Jazda autobusem to dla naszych dzieci wielka atrakcja, więc oczywiście kupiliśmy bilety i udaliśmy się na przystanek który notabene był także w bliskiej okolicy naszej willi:) Jazda trwała godzinę, później kupiliśmy sobie bilety na cały dzień na tramwaje i autobusy w Poznaniu i ruszyliśmy w kierunku Rynku. Udało nam się w ostatniej chwili na koziołki, bo już grano hejnał kiedy biegliśmy uliczką koło Rynku. Sam pokaz może trochę dzieci rozczarować i tak też trochę było w przypadku naszej córki bo zaraz się rozglądała za balonami na straganach:)

ratusz

 

kamienice

Porobiliśmy sobie trochę zdjęć i w jednym ze sklepów z pamiątkami, kupiłam mojego pierwszego w życiu rogala świętomarcińskiego z białym makiem. Pycha ale cena niezła – mimo, że nie ma „gorącego okresu” (listopad, św. Marcina), to cena 7 PLN nie powiem, żeby była mała ale był naprawdę dobry, zaliczone :)

Później poszliśmy na Wroniecką gdzie pod numerem 17 można było posłuchać legen poznańskich i wejść w świat 6 D oraz poznać trochę poznańskiej gwary. Wstęp 15 PLN od osoby, weszłam tylko z córką, ubrałyśmy specjalne okulary, każda dostała magiczną pieczątkę, która zniknie po wyjściu. Przemieszczaliśmy się z pomieszczenia do pomieszczenia (jak w labiryncie) i naszym zadaniem zawsze było rozejrzeć się gdzie znajdują się kolejne drzwi oraz zapoznać się z eksponatami a dopiero później mogliśmy gdy byliśmy już gotowi, włączyć legendy na ipadzie. Po ich wysłuchaniu nagle pojawiała się pani i pytała najmłodszych co zapamiętali z legendy, fajna sprawa.

 

blubry

Wychodząc z Rynku dwiedziliśmy odrestaurowany zamek księcia Przemysła, który akurat tego dnia był ogólnie dostępny więc skorzystaliśmy i wjechaliśmy na wieżę widokową.

zamek

Później wszyscy zgłodnieli, pogoda zaczęła się też psuć i pojechaliśmy do wyszukanej przeze mnie w Internecie pizzerii „Frontiera” na Szewskiej. Z początku ją przeoczyliśmy ale dość szybko się zorientowaliśmy, polecam, jest tam pizza mająca 46 cm średnicy i naprawdę pyszna. Niestety nasza córka była baaardzo głodna i jedna taka duża pizza na nas troje nie starczyła, więc zamówiliśmy nieco mniejszą dodatkowo. Za obiad – 2 pizze i napoje wyszło dokładnie 50 pln ale naprawdę było smacznie :)

Na koniec ruszyliśmy na Ostrów Tumski – historyczną dzielnicę Poznania związaną z Mieszkiem I i Bolesławem Chrobrym, tam powstała kolebka Państwa Polskiego. Niedaleko katedry, w której są pochowani królowie, znajduje się bardzo ciekawe dla dzieci muzeum Brama Poznania ICHOT. W muzeum tym dzieciaki mogą naprawdę poczuć czym jest historia – przygotowano dla nich wiele sal edukacyjnych dla dzieci, w których na przykład mogły dotykać eksponatów, czy pojawiać się w makietach. Polecam, naprawdę warto!!!!! Później już musieliśmy powoli wracać na powrotny autobus do Zaniemyśla.

 

Brama Poznan ostrow studnia2

 

 

Po wycieczce do Poznania, przyszedł czas odwiedzić dawno nie widzianą rodzinkę która mieszka w okolicy. Z racji, że postanowiliśmy wracać do Niemiec już w sobotę a nie w niedzielę jak planowaliśmy i tam rzenocować przed powrotem do domu(przez długą podróż do Polski), odwiedziliśmy z mamą moją kuzynkę i jej córki oraz kuzynostwo i wujostwo mojej mamy. Wreszcie mogłam zobaczyć jak moja dawno nie widziana kuznka mieszka i poznać jej męża, trochę pogadać :)

Ostatnie dni spędziliśmy na zwiedzaniu pobliskiej miejscowości Kórnik – zwiedziliśmy zamek, gdzie podobno straszy słynna Biała Dama, obejrzeliśmy leżące przy zamku arboretum z wieloma gatunkami starych drzew,wśród nich także gruszki na wierzbie:P Na koniec wybraliśmy się w rej statkiem po Jeziorze Kórnickim i zatrzymaliśmy się na pysznej rybce w „Tawernie pod żeglami”. Sola była przednia :)

 

Zamek kórnicki („Białej” damy)

zamek bialej damy

 

W ostatni dzień pobytu niestety pogoda od rana była kapryśna ale pomimo deszczu wybraliśmy się do Puszczykowa. Tam zwiedziliśmy Muzeum Arkadego Fiedlera – słynnego podróżnika i autora książki „Dywizjon 303″. Bardzo zależało mi zobaczyć centrum tenisowe „Angie”, które w Puszczykowie wybudował dla  słynnej tenisistki Angelique Kerber jej dziadek. Angelique mieszka i trenuje w Puszczykowie, niestety tym razem była na olimpiadzie w Rio więc nie miałam szczęścia jej spotkać, może za rok:P Wynajęliśmy na pół godziny kort i trochę poodbijałam z córeczką. Później krótki postój przy pałacu w Rogalinie ale deszcz nie zachęcał do spacerów, więc wróciliśmy do Zaniemyśla i w przytulnej restauracji „Pozytywka” zjedliśmy dobre pierogi i policzki wieprzowe:) Córka mogła pobawić się piętro wyżej w bawialni.

 

W Puszczykowie w centrum tenisowym

autograf puchary angie

Wieczorem oderaliśmy syna z obozu (nieco wcześniej, bo oficjalnie miał koniec obozu w sobotę) i wróciliśmy do Zaniemyśla. Rano pozbieraliśmy się dość szybko i ruszyliśmy do domu a dzieciaki zostały z dziadkami i jeszcze raz pojechali odwiedzić rodzinkę i przenocować.

Ach wszystko co miłe, tak szybko mija ….

W Niemczech bardzo popularny jest owocowy deser Rote Gruetze czy to w wisni lub czerwonych owocow. Najpopularniejszy jest oczywiscie firmy Dr. Oetker, ktora ma swoja cene i jesto kupienia w 2 wersjach – okolo 150 g opakowanie podzielona na dwa pojemniczki – jeden z sosem – lub jeden okolo pol litrowy kubeczek samego deseru. Postanowilam sama zrobic taki deserek bo w ogrodku mialam akurat wysyp wisni i myslalam, ze wykonanie takiego deseru jest bardzo skaplikowane ale po przejrzeniu wielu stron internetowych, przekonalam sie, ze to mega szybkie i proste :)

Na blogu wielkie zarcie znalazlam super przepis (wyprobowany):

Składniki:

300g mrozonych lesnych owocow 
sok do picia (z czarnej porzeczki,
wisniowy lub malinowy) lub woda
cukier
* cukier wanilinowy
* kieliszek wina lub innego alkoholu (dla
dzieci alkoholu oczywiscie nie dodawac)
* szczypta cynamonu ( ja nie dodaje )

1 lyzka maki ziemniaczanej
rozpuszczona w troche soku.
To jest tylko przyklad, ja czesto robie z mrozonych wisnimalin albo jagod. Owoce z kompotu tez moga byc, ale sos juz nie jest taki dobry.

Opis:

Zamrozone owoce zalac sokiem, winem i podgrzac do gotowania, zagescic maka ziemniaczana, chwilke zagotowac (nie za dlugo bo owoce sie ugotuja i beda jak z kompotu). Dodac cukier wg. smaku, ew. szczypte cynamonu.

Ilosc soku mozna wlewac dowolnie, zalezy ile chce sie miec sosu. Maki tyle, zeby sos byl mniej wiecej troche rzadszy  niz kisiel.

Smacznego

Moj syn od zawsze lubi prace plastyczne. „Mamooo mozemy cos basteln?” slysze mniej wiecej co drugi dzien …. Dzisiaj znow robimy domowa mase solna a moj Fikacz bedzie z niej robil znowu rozne dinozaury. Masa solna jest swietna zabawa dla calej rodziny, dodatkowym plusem dla dziecka jest pobudzanie  kreatywnosci i wyobrazni oraz rozwoj motoryki.

 

Podaje Wam sprawdzony przepis na mase solna (za 
http://wizaz.pl/Dziecko/Jak-zrobic-mase-solna
):

Do zrobienia masy solnej potrzebujesz zaledwie 4 składników w odpowiednich proporcjach. Są to:

  • sól – szklanka;
  • mąka (najlepiej typ 450) – szklanka;
  • mąka ziemniaczana – pół szklanki;
  • letnia woda – ok. pół szklanki.

Przygotowanie: w głębokiej misce dokładnie wymieszaj wszystkie składniki i ugniataj ciasto. Należy wyrabiać je około 10 minut, gdyż masa musi zrobić się elastyczna – powinna przypominać ciasto na pierogi (lub inaczej: mieć konsystencję plasteliny).

Rada: Jeśli ciasto będzie za rzadkie dodaj odrobinę mąki pszennej.

Jeśli chcesz nadać masie solnej piękny kolor, wykorzystaj naturalne barwniki – podczas wyrabiania ciasta do masy możesz dodać odrobinę kakao czy kurkumy. Może to być również cynamon, papryka lub dowolnie wybrany przez ciebie barwnik.

Z przygotowanego ciasta można tworzyć przeróżne figurki: samochód, zwierzaki, słoneczka, serduszka – tu wszystko zależy od wyobraźni malca.

Jeśli dziecku nie przypadnie do gustu modelowanie, możecie rozwałkować ciasto i wykrawać z niego przeróżne wzory wykorzystując zwykłe foremki do ciasteczek.

Rada: jeśli zostanie wam niewykorzystana masa solna, nie wyrzucaj jej! Wystarczy, że owiniesz ją folią spożywczą i włożysz do szczelnego pojemnika. Przechowywana w chłodnym miejscu nie straci swoich właściwości jeszcze przez kilka dni.

Gotowe dzieła małego artysty należy pozostawić do wyschnięcia – możesz położyć je na kaloryferze lub w innym ciepłym miejscu. Takie suszenie wymaga sporo cierpliwości – może to trwać nawet dwa dni. Dla niecierpliwych dobrym pomysłem jest wstawienie blachy z figurkami do rozgrzanego piekarnika (max. 100 stopni) na około półtorej godziny. Figurki będą gotowe, gdy zmienią kolor (delikatnie zbrązowieją).

Dzisiaj mialam spotkanie w szkole w sprawie zapisow do szkoly. Kilka dni temu sie dowiedzialam, ze corka pojdzie jednak od wrzesnia do pierwszej klasy (tzw. klasy diagnozowej, w ktorej dzieci sa wspierane w nauce) w szkole, do ktorej chodzi juz 2 lata jej braciszek:). Nauczycielka obserwowala corke i stwierdzila, ze dla jej dobra lepiej poslac ja do 1 klasy niz zostawic na rok w zerowce bo wowczas musialaby isc w drugim roku do zwyklej podstawowki, a tam mialaby trudnosci i by sobie nie poradzila. Dodatkowo w tym miesiacu konczy 6 lat, wiec istnieje obowiazek szkolny. Jak zwykle znow wypelnialam i podpisywalam kilkanascie papierow, musialam przedstawic akt urodzenia i ksiazeczke zdrowia (najwazniejsze bylo aktualne badanie U9), wszelkie telefony alarmowe i nasze dane mialam juz wczesniej podane bo miesiac temu zapisywalam w tej szkole corke do zerowki:P Jutro o 19:00 pierwsze spotkanie dla pierwszoklasistow i dowiem sie ktora z dwoch nauczycielek (jest tyle dzieci, ze beda dwie pierwsze klasy) bedzie wychowawczynia Tusi.

Odkad zaczelo sie EURO dzieciaki w zerowce sa ciekawe z jakich krajow pochodza ich ulubieni gracze. W liscie, ktory jakis czas temu corka przyniosla poproszono aby zalazlo sie kilku rodzicow, ktorzy mieliby czas przyjsc i opowiedziec cos o swoim kraju pochodzenia (grupa corki jest wielokulturowa) i przygotowac z dziecmi jakis przepis. Postanowilam sie zglosic:) Dlugo myslalam co by tu z dzieciakami ugotowac ale wszelkie dania typowe dla Polski niestety byly zbyt czasochlonne albo istniala obawa, ze efekt koncowy albo mi nie wyjdzie, albo nie przypadnie do smaku dzieciakom:) Wymyslilam wiec moze niezbyt oryginalna ale latwa potrawe – nalesniki :) Opiekunka grupy przygotowala wszelkie potrzebne mi skladniki, wiec dzis na 10:30 przyszlam tylko z rekwizytami  potrzebnymi mi do prezentacji.

Co by tu opowiedziec niemieckim dzieciom o Polsce? Kilka dni sie do tego przygotowywalam i na jakims forum znalazlam troche pomocy:P Wydrukowalam dwie mapy Polski, takie typowo dzieciece, z charakterystycznymi dla Polski elementami. Pokazujac dzieciom mapy, mowilam, ze Polska jest podobna troche do Niemiec bo tez na polocy kraju mamy morze a na poludniu gory, mamy takze piekne lasy i jeziora i wazne rzeki – Wisle, Odre i Warte. Wspomialam, ze pochodze z miasta na Slasku, slynnego z Radiostacji, fabryki Opla, Palmiarni, klubu pilkarskiego PIAST. Wspomnialam tez, ze Gliwice to miasto Lukasa Podolskiego (to dla chlopcow wazne info:P). Opowiedzialam takze dzieciom, ze w Bielsku-Bialej powstawaly filmy dla dzieci – „Bolek i Lolek” oraz „Reksio” (tu pokazalam figurki Bolka i Lolka mojej corki). Opowiedzialam, ze niedaleko sa juz gory, w ktorych zyja Gorale i pokazalam fotografie laleczek w strojach ludowych oraz na przykladzie grajacej maskotki swistaka zaprezetowalam muzyke goralska:P Dalej opowiadalam o Krakowie (pokazalam laleczke w stroju krakowskim i rozne smoki wawelskie) i opowiedzialam historie powstania Krakowa i legende o smoku wawelskim.

Na koniec krotko opowiedzialam o miescie, z ktorego pochodzi Robert Lewadowski, czyli o Warszawie a dokladie skad sie wziela w herbie miasta syrenka i jak powstala Warszawa (legenda o Warsie i Sawie). Na koniec wreczylam dzieciom do pokolorowania wydrukowane herby miasta Gliwice a pozniej poszlismy do kuchni wspolnie robic nalesniki :) Kazde dziecko pomoglo pomagac a pozniej samo nalac ciasta na patelnie. Do nalesnikow przynioslam domowa konfiture z czerwonych porzeczek i 2 male konfiturki z „Krakowskiego kredensu” – dzieci byly zachwycone, wszystkie zjadly po 2 nalesniki:)

 

A oto wykorzystane mapki:


https://pl2014myotherblog.wordpress.com/author/eska77/page/7/

mapa Polski dla dzieci


http://www.szkola-marzen.pl/magnetyczna-mapa-polski-dla-dzieci/

mapa Polski

 

W piatek w zerowce mojej corki (jak pewnie i w przedszkolach czy podstawowce) odbylo sie coroczne nocowanie dzieciakow. O 18 byla zbiorka w szkole, zaopatrzone w materac, posciel, pizamke i przytulaka stalam z coreczka przed glownym wejsciem. Po chwili podeszli do nas i do jeszcze jednej mamy z corka inni rodzice i pokazali gdzie  jest drugie wejscie do budynku – tam juz czekaly opiekunki grupy. Mialam szczerze mowiac lekkie obawy pozwolic corce zostac na noc bo roznie to z jej spaniem bywa a w nowym miejscu to juz w ogole ale ryzyk – fizyk – najwyzej zadzwonia po nas:)

W sali dzieci porozkladaly juz swoje materace i polozyly swoje rzeczy. Tusia wybrala sobie miejsce kolo 2 kolegow:P Na wszelki wypadek zostawilam malej jej nocna lampke, przypomnialam o wysiusianiu przed spaniem, dalam buziaka i pojechalam do domu. Dzieciaki mialy byc do odebrania na drugi dzien o 10:00 co akurat sie dobrze skladalo bo syn mial zbiorke na mecz pilkarski wlasnie krotko po dziesiatej. Corka byla zadowolona bardzo z takiej nocnej imprezy :P Pani mowila, ze w nocy bylo wszystko ok. Tusia opowiadala, ze dwa razy jedli na dworze i bawili sie w wodzie (akurat tego dnia bylo baaardzo goraco) a na noc kazdy dostal swiecace opaski na reke :)

Po pobycie cala niedziele w Monachium na meczu druzynowym w tenisie, poniedzialek zaczal sie pracowicie i nie bylo szans na odespanie:/ Rano zawiozlam meza do pracy i syna do szkoly i pojechalam dalej do Pfaffenhofen do Fruehfoerderstelle (osrodka zajmujacego sie wczesnym wspieraniem rozwoju dzieci). Dostalam tam termin dla corki, poniewaz po zmianie przedszkola mala potrzebuje znow terapii (logopedia, ergoterapia). Pracownica przeprowadzila z nia test psychologiczny aby miec obraz co mala rozumie i umie. Wymieniajac sie informacjami, wspomnialam, ze dwa lata temu bylismy z nia tez w Heckscher Klinik w Monachium aby wykluczyc autyzm. Pani powiedziala mi, ze wlasnie zanim jej o tym wspomnialam, tez miala takie wrazenie, czy corka nie cierpi na autyzm bo podczas testu potrzebowala aby prowadzaca test za kazdym razem powtarzala jej to samo polecenie. Dla pewnosci, poprosilam o adres do polecanego w Augsburgu osrodka i umowilam sie na testy, gdyz poprzednio corka nie wspolpracowala i ciezko bylo ja na tej podstawie zdiagnozowac, jedyne co mogli stwierdzic to lek separacyjny, zalecano takze kontrole po roku ale podczas ostatniej wizyty w centrum dziecka w Monachium (w grudniu) psycholog nie widziala nic niepokojacego, to nie chcielismy malej meczyc, jednak czasem mam nadal watpliwosci czy to nie jest lekka odmiana autyzmu (corka nie jest calkowicie zamknieta w swoim swiecie, jednak czasem trudno do niej dotrzec, trzeba kilka razy powtarzac aby zareagowala). Czekam wlasnie na kwestionariusz i za 4-6 miesiecy dostaniemy termin w klinice. Zobaczymy co wyjdzie


  • RSS