mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 3.2011

Podobno kobietom trzeba pomagać, głównie w sprawach związanych z elektyką, elektroniką. Dzisiaj udało mi się dowieść, że to nie zawsze się zgadza :) Przykład: kupiłam używaną karuzelkę dla malutkiej, na której powinny kręcić się misie. Na początku nie umiałam ich co prawda uruchomić, potem się udało ale po krótkim czasie przestały się kręcić więc myślałam, że to wina baterii (włożyłam akumulatory 1,2 V bo 1,5 V do ładowania nie ma w sprzedaży :/) ale zwykłe 1,5 V też krótko działały … Co prawda były tanie jak barszcz i mąż uważał, że pewnie dlatego. Postanowiłam zabawkę rozkręcić i to dwukrotnie a było co kręcić śrubokrętem :P Dla zainteresowanych, była to karuzelka z Fisher Price Karuzela z misiami. Po rozkręceniu czego tylko się dało, trochę natłuściłam tryby a te od misiów musiałam trochę poruszać i … chyba pomogło bo zaczęły się wreszcie kręcić :) Dumna ze swego dzieła zaczełam skręcać wszystko na nowo, niestety niewdzięczna robota – kilkanaście śrubek w samej zabawce i 6 śrubek żeby zamknąć skrytkę na baterie i zamontować uchwyt. Póki co kręcą się ale już się „cieszę” na wymianę włożonych akumulatorów (jednak).

Wczoraj razem z moją dwójeczką dzieci poszłam na zapisy do przedszkola. Mój Iwuś chodzi od lutego do przedszkola ale tylko z tego powodu, że przedszkole, które dla niego wybrałam nie miało miejsc a pozatym mój synek nie miał jeszcze skończonych 3 lat, co jest prawie zawsze jednym z najważniejszych kryteriów. Zaraz po odebraniu z obecnego przedszkola poszliśmy na zapisy. Myślałam, że wejdę, wpiszę się na listęi tyle … Wchodzę a tu już kolejka rodziców do osobnego pokoju, gdzie się składało wniosek :) Wszyscy zaciekle wypisują podania i czekają :) Na szczęście w korytarzu była zjeżdżalnia i mój mały łobuziak miał super zabawę. Były też inne dzieci, na które Iwo warczał jak dinozaur (pewnie efekt „Epoki lodowcowej”, która ostatnio jest jego ulubionym filmem) :P Kiedy przyszła nasza kolej, Iwo nie chciał ze mną wejść ale jak tylko zobaczył, że chcę go zostawić, poleciał szybko. Podania przyjmowała szefowa przedszkola w asyście jednej z opiekunek. Iwo zaprezentował się paniom pięknie przesuwając fotel i otwierając pudełko z zabawkami schowane najprawdopodobniej przed ciekawskimi dziećmi (koło drzwi był dywanik i wyjęte zabawki) oraz sprzątając paniom ze stołu :P Po krótkiej rozmowie („dlaczego chcę zmienić przedszkole?”, „Czy dziecko ma jeść w przedszkolu obiad?”) poszliśmy do domu. Teraz pozostaje nam czekać na odpowiedź przedszkola czy od września Iwo dostanie miejsce. Po świętach wielkanocnych będę wiedziała na pewno i wówczas mogę zrezygnować z obecnego przedszkola (do końca maja).

I oto nadszedł ten dzień – pierwszy kontakt z rodzicami, którzy szukają Tagesmutter. Odwiedziła mnie dziś mama ze swoim maluszkiem. Mój Iwuś był w tym czasie w przedszkolu ale Leticia z zainteresowaniem przyglądała się nowemu koledze :) Póki co czekam na 2 spotkanie aby podpisać papiery. Tak szybko doszło do spotkania, że nie zdążyłam przesłać papierów w sprawie mojego ubezpieczenia, do urzędu skarbowego … Wyjaśniłam co i jak z Caritasem bo zawsze w razie pytań mogę tam liczyć na pomoc. Muszę jeszcze porozmawiać z księgowym bo mam trochę kłopotów z wypełnieniem pisma do skarbówki. Ale wizyta była bardzo sympatyczna i mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało. Póki co zaczynam moją pracę od 15 godzin w tygodniu :)

Dzisiaj jak co miesiąc pojechałam z Fikaczkiem na specjalną mszę dziecięcą, która odbywa się na plebanii, o tej samej godzinie, kiedy w kościele odbywa się Msza Święta. Tusia została z tatusiem w domu. Na plebani na każdej mszy dzieci z rodzicami siadają w kółku. Dla dzieci są też rozłożone małe dywaniki na podłodze, przed krzesłami. Mszę prowadzą zakonnice, katechetka, diakon i 2 panie, które czytają i witają dzieci i rodziców. Msza taka zupełnie różni się od zwykłej. Przede wszystkim jest prowadzona pod dzieci – prowadzący opowiadają różne ciekawe historie, zadają im pytania, wspólnie śpiewają a na koniec dzieci mogą malować, wyklejać, kolorować… Dzisiaj tematem głównym było Zmartwychwstanie - dzieciom została pokazana cebulka kwiatu i pytano je co to jest. Potem dzieci miały się całkiem skulić i udawać cebulkę zakopaną w ziemi. Opowiadano im, że w miarę jak się robi coraz cieplej, cebulka rośnie i rośnie aż z ziemi wychodzi piękny kwiat jak tulipan lub inna roślinka. Później opowiadano o śmierci Jezusa na krzyżu i o tym, że krzyż to symbol zmartwychwstania, nie ma on symbolizować smutku tylko radosną nowinę – że każdy z nas zmartwychwstanie. Później dzieci mogły przyozdobić kolorowymi kamykami krzyż. Później rozmawiano o figurze ukrzyżowanego Jezusa a na koniec dzieci zostały pobłogosławione i każde otrzymało kartkę z wizerunkiem krzyża, klej i różne kolorowe elementy, które mogły ponaklejać żeby przyozdobić krzyż. Wszystko mogło również zostać pokolorowane kredkami. Nawet mój Fikaczek chętnie poszedł przyozdabiać ale z innych zaproszeń podczas mszy nie skorzystał niestety :P Tak to jest odważny ale odkąd chodzi do przedszkola, zmienił się i w większej grupie wstydzi się. O jego wizycie z przedszkolem muszę napisać osobną notkę :)

Ostatnie 3 tygodnie to same odwiedziny :) Na początku miesiąca teściowie, szwagier z żoną i moja babcia. Teście ze szwagrem w drodze na narty w Dolomity odwiedzili nas i na tydzień zostawili nam babcię. Wreszcie zobaczyła swoją prawnuczkę na żywo :) Potem kolejne odwiedziny w drodze powrotnej z Dolomitów, plus kuzynka męża z koleżanką. Dzisiaj pojechali moi rodzice po tygodniowych odwiedzinach. Mój Iwuś był zadowolony bo razem z dziadkami byli w Audi museum mobile w Ingolstadt – warto było z nim jechać bo miał super frajdę! Kocha auta ponad wszystko! Byli też w Augsburgu w znanym muzeum marionetek „Augsburger Puppenkiste” ale to go aż tak nie zainteresowało jak auta :)

Dawno nie wchodziłam na mojego bloga … Muszę się poprawić a więc od razu postanowiłam go zaktualizować a jest o co :)
Po pierwsze nareszcie dostałam od Jugendamtu moje pozwolenie na opiekę nad dziećmi (Pflegeerlaubnis) :) Dokładnie w moje urodziny zadzwoniła urzędniczka i w kilka dni później ten ważny papier czekał w skrzynce. Po drugie dziś dostałam telefon z CARITASU, że byłoby dla mnie dziecko do pilnowania. Zgłosili się do mnie dlatego, że dziecko jest dwujęzyczne i mamie zależy żeby rozmawiać z dzieckiem po polsku :) Jedynym ewentualnym „minusem” jest to, że opieka tylko przez 3 dni popołudniami i tylko w jeden dzień od 12:00 do 16:30 i finansowo to może nie za dużo by wyszło ale myślę, że na początek to idealnie – zobaczę jak to jest być Tagesmuter. W poniedziałek czekam na wizytę mamy i maluszka :)


  • RSS