mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 9.2011

Dziś pierwszy dzień jesieni. Widać ją już powoli wszędzie – drzewa pokrywają się pięknymi kolorami żółci, czerwieni i brązu … Jak co roku w naszym mieście odbywa się dwudniowy bazar z rzeczami dla dzieci – począwszy od zabawek, książek, wszelakich pojazdów (rowerki, motorki, auta), fotelików samochodowych aż po ubranka (rozm 56 do 128) i buty (rozm 17 do 38). Bazar ten odwiedziłam pierwszy raz z 5 lat temu, kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy w Geisenfeld i co roku zaglądam :) Zawsze coś znajdę, jednak muszę przyznać, że najwięcej ładnych rzeczy dostaje się dla maluszków – ubranka są zadbane. Także kobiety w ciąży mogą zawsze liczyć, że ktoś ma na zbyciu laktatory, poduszki do karmienia, nosidełka … Ja mam już prawie 4-letniego synka i roczną córeczkę, ciuchów mam dużo w domu i ogromne pudło takich, z ktorych wyrosły moje pociechy czeka na sprzedaż więc jeśli coś na bazarze z ciuchów kupuję, to tylko markowei zadbane no i musi mi się bardzo podobać :) Dzisiaj na przykład kupiłam dla mojej księżniczki futrzaną kamizelkę z „H&M” za 5 Euro. Dla synka zdalnie sterowaną koparkę i książeczkę z „okienkami” do nauki angielskiego oraz grę „Memory” także pomocną w nauce. W zeszłym roku kupiłam synkowi motorek, który tak kocha, że jeździ nim do dzisiaj :) Nic nadzwyczajnego, zwykły, plastikowy, używany ale uważam, że póki dzieci są małe i nie mają wymagań, nie robi im różnicy czy coś jest używane czy nie – najważniejsze, że daje radość zabawy.
Za tydzień w innej dzielnicy odbędzie się kolejny bazar, może się wybiorę, tam jeszcze nie byłam :P Wrzesień i niekiedy październik to tradycyjne miesiące w ktorych co rusz w jakiejś miejscowości odbywają się wyprzedaże z dziecięcymi rzeczami. Kolejna taka „fala” nastąpi w lecie :) Już się nie mogą doczekać :):):):)

Idzie jesień a wraz z nią pojawiają się moje ulubione wrzosy … Wysłałam męża do LIDLA po kilka okazów i zaczełam przygotowywać w ogródku miejsce na wrzosowisko. W zeszłym roku też robiłam ale niestety nie wybałam najlepszego miejsca – zarosły je moje bujne zioła – mięta, melisa i inne mi nieznane nawet :) Tym razem wybrałam inne miejsce ale wcale nie jest łatwiej :P Zaczełam w poniedziałek a jeszcze nic nie posadzone :( Problemem jest róża pnąca, która ma strasznie rozrośnięte korzenie i twardy pień. Musiałam męża prosić o wykopanie i jeszcze kawałek siedzi pod tarasem :/ Chyba nie dam więcej rady, zobaczymy …. Ziemia w każdym razie jest pięknie skopana, dodałam torfu i może jutro w wolnej chwili uda mi się wreszcie nasadzić wrzosy a potem posypać je korą, której nakupiłam we wtorek z 6 dużych worów :) JAk będzie gotowe, pochwalę się zdjęciem :)

Jak co roku we wrześniu w naszym mieście odbywa się kilkudniowy festyn, który zamyka uroczysty przemarsz dzieci ze żłobków i przedszkoli. Mój Iwunio już 2 raz brał w nim udział :) Poprzednio chodząc jeszcze do żłobka. Wszystkie przedszkola i żłobki zamykały o 13:00 i o 13:45 rodzice mieli dzieci zaprowadzić na zbiórkę. Niestety mój kochany syneczek nie lubi chodzić w parach a tymbardziej, jak mama mu znika :P Na szczęście dał się namówić i poszedł grzecznie za rękę z opiekunką. Ja musiałam pójść i z ukrycia obserwowałam przemarsz, robiąc pamiątkowe zdjęcia i videa. Udało mu się dojść prawie do samego placu, na którym odbywał się festyn i gdzie stały różne karuzele i budy ze słodyczami, zabawkami, losami, strzelnicami … Część dzieci szła ubrana w tradycyjne stroje bawarskie – dziewczynki w dirndlach a chłopcy w skórzanych spodenkach :) Mój Iwo w zeszłym roku był tak ubrany :) Wyglądał mega słodko:P Tym razem poszedł ubrany tak jak czuł się najlepiej – spodnie i bluza z Lightning Mc Queen. Taaak … Jest wielbicielem bajki „Auta” :P Po przemarszu ulicami Geisenfeld, każde dziecko dostało żeton na darmową przejażdżkę karuzelą i zostało odebrane przez rodziców. Dzieci oddały też czapki z logo przedszkola i kartki zawieszone na szyi, na których było zapisane imię dziecka i awaryjny numer telefonu, pod który należało dzwonić w razie gdyby dziecko się zagubiło o co nie było trudno przy takiej liczbie ludzi. Na szczęście przemarsz odbył się bez problemów – jak zawsze główna ulica miasta, którą szły dzieci została zamknięta, na samym początku jechał radiowóz, za którym szła orkiestra a potem pokolei wszystkie dzieci, niektóre niosły tabliczki z nazwami żłobka/przedszkola.
Razem z Iwem przejechaliśmy się diabelskim kołem. Oczywiście LEti musiała nam towarzyszyć, nie miałam jej z kim zostawić. Potem kupiliśmy trochę losów w Czerwonym Krzyżu i na koniec Iwo przejechał się karuzelą siedząc w lokomotywie. O 15:00 w hali odbywał się teatrzyk kukiełkowy, tym razem wystawiano Pipi Langstrumpf ale Iwo niestety nie był zainteresowany, pozatym miejsca, z których byłoby dobrze widać, trzeba było dużo wcześniej sobie zająć. Zobaczymy jak będzie za rok :)

Mieszkając daleko od rodziny, odwiedza się ją znacznie częściej niż mieszkając blisko siebie i to zgadza się u nas w 100%! Zarówno do jednych i drugich rodziców mamy setki kilometrów ale takża reszta rodziny daleko … W zeszły weekend wybraliśmy się do Wuppertalu do rodziny męża (rodzice, brat,wujostwo) oraz do mojej babci. Podróż trwa normalnie 5 godzin ale tym razem mieliśmy pecha i długo w korkach staliśmy, tak więc rodziców zaskoczyliśmy koło 1:00 w nocy:P Spodziewali się nas o takiej porze ale dopiero w piątek, kiedy zazwyczaj wpadamy. Oczywiście cieszyli się, zwłaszcza wnukami :) Wizyta mineła oczywiście zbyt szybko – w niedzielę po południu wracaliśmy ale wcześniej zaliczyliśmy odwiedziny u mojej babci i przyjęcie urodzinowe dziadka oraz obiad w hiszpańskiej restauracji MAREDO, którą bardzo polecam, zwłaszcza rodzinom z małymi dziećmi:)

Witam ponownie,
jak obiecałam, po skończonych zawodach dam znać jak mi poszło. Zajełam 4 miejsce. Na każdym z meczy kibicował mi mój wspaniały mąż i dzieciaczki. Pogoda w pierwszym dniu niezbyt dopisała – grałam w deszczu, potem mecz przerwano z powodu ciemności. Kontynuowałam na drugi dzień w upale :/ Przegrałam z zawodniczkami drużyny, 10 lat młodszymi i co tu dużo mówić, nie grającymi zawsze fair. W grze o 3 miejsce przegrałam w 3 setach. I tak nieźle jak na matkę 2 dzieci, która miała paroletnią przerwę w graniu i na zawody poszła praktycznie bez treningu :P Może w przyszłym roku pójdzie lepiej!

Jak każda mama potrzebuję także czasu dla siebie, jakiegoś hobby. Jako, że w przeszłości grałam wiele lat w tenisa, postanowiłam zapisać się do klubu w naszym mieście. Oczywiście inaczej to wygląda w Polsce a inaczej w Niemczech … Przede wszystkim co mnie zawsze irytowało to, że jako nieklubowicz nie można wejść wynająć kortu - jedynie z partnerem należącym do klubu i dodatkowo wykupić tak zwaną Gastmarkę za 3 Euro. W Polsce – zupełnie inaczej! Dodatkowo w żadnym klubie tenisowym nie widziałam ścianki, na której możnaby dla treningu poodbijać piłkę. No cóż, co kraj to obyczaj :) Od maja jestem zatem członkinią klubu i mogę pograć choćby z tatą kiedy przyjedzie do mnie w odwiedziny :) Postanowiłam też się zapisać na otwarte mistrzostwa – jutro mój mecz. Zobaczymy jak mi pójdzie :P

Witam znowu,
przyszedł jesień, lato się skończyło a wraz z jego końcem nastąpił też początek nowego roku w przedszkolu. Od poniedziałku mój synek chodzi do nowego przedszkola. Odprowadziliśmy go razem z mężem i siostrzyczką. Szczerze mówiąc nie byłam nastawiona na taką rozpacz ! Iwo zaczął płakać już pod przedszkolem, jeszcze w aucie. Nie umiał się dość długo uspokoić ale co było zrobić – trzeba było w końcu „przeciąć pępowinę”. Poszedł na ręce do opiekunek i poszliśmy. Odebrałam go już około 11:00. We wtorek też jeszcze go odprowadziliśmy wspólnie i odebrałam go o 11:30. Dzisiaj już mąż odprowadził go sam i z relacji opiekunek wiem, że było lepiej, szybciej też dał się uspokoić. Pierwszy raz dziś jadł obiad z innymi dziećmi. Podobnie jak wczoraj kiedy go odbierałam, bawił się z dziećmi i nawet mnie nie zauważył w drzwiach. Jutro ma zostać już do 13:00.
Od poniedziałku też wróciła codzienna rutyna związana z moją pracą jako Tagesmutter. Na szczęście Iwo i Tagesind rozumieją się (prawie) zawsze dobrze więc aż tak źle nie jest. W poniedziałek Iwo już był w domu zanim przyszedł Tageskind i razem robiliśmy prace plastyczne związane z początkiem jesieni (jakie? Zapraszam na nowego bloga: www.wcosiebawic.blog.pl). Prawdopodobnie dopiero przyszły tydzień będzie tym pierwszym „normalnym” tygodniem pracy bo Iwo będzie już po etapie przyzwyczajania się do przedszkola i będę go o 14:00 dopiero odbierała.
Wszystkim dzieciakom rozpoczynającym nowy rok przedszkolny – dużo nowych przyjaciół i zabawy!


  • RSS