mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 10.2011

Przed kilkoma dniami otrzymaliśmy przyznanie tak zwanych Landeserziehungsgeld czyli zasiłku wychowawczego przyznawanego przez land i w przeciwieństwie do Kindergeld – zależnego od zarobków. Bawaria jest jednym z landów przyznających taką finansową pomoc rodzicom (inne to: Baden-Württemberg, Mecklenburg-Vorpommern, Sachsen und Thüringen), kiedy przyznawane po porodzie tak zwane Elterngeld (oprócz Kindergeld, które otrzymuje się do pełnoletności dziecka a czasem nawet do 25 lat, gdy dziecko się uczy) się skończy (jest ono wypłacane maksymalnie 14 miesięcy i najniższą sumą jest 300 Euro – tyle dostaje osoba, która przed zajściem w ciążę nie pracowała, odpowiednio więcej (67% zarobku brutto) dostaje osoba wcześniej czynna zawodowo.
Do wniosku musiałam dołączyć oczywiście kilka papierków … A jakże, niech zyje biurokracja :P Po pierwsze oryginalne (wydrukowane ze strony Centrum Rodziny i Socjalu Bawaria – Zentrum Bayern Familie und Soziales, www.zbfs.bayern.de) poświadczenie, że mała miała kontrolne badanie, tak zwane U6 gdy miała rok, podpisane i podstemplowane przez pediatrę, ksero ostatniego wyciągu konta gdzie widać było wpłatę ostatnich Kindergeld, rozliczenie z US za 2010 rok oraz moje zarobki jako Tagesmutter. Szczerze mówiąc nie wierzyliśmy, że przynzają nam te pieniążki bo wg pisma informacyjnego przekraczaliśmy (po pewnych odciągnięciach) jako małżeństwo kwotę 25.000 Euro. A tu nagle … niespodzianka :) Z maksymalnych 200 Euro miesięcznie, przyznano nam 111 Euro (kwotę zmniejszono gdyż ja dorabiam sobie na pół etatu jako Tagesmutter). Bardzo się z tego cieszę :) Kwotę tą będą nam przelewać na konto co miesiąc, aż do 2 urodzin Letusi :) Aha na stronie www.erziehungsgeld.bayern.de/land-rechner można sprawdzić, czy zasiłek nam przysługuje. Urząd zastrzega jednak, że wyliczenia kalkulatora są jedynie orientacyjne i należy wraz z wnioskiem wysłać inne dokumenty.

Lekarze … :/

Brak komentarzy

Po wczorajszej wizycie u lekarki (nie powtórzono jej badania krwi a konkretnie nie powtórzono testu na enzym ASPAT i ALAT, które mała miała kilka miesięcy temu dosyć podwyższone), postanowiłam pójść do lekarza ogólnego aby ten spróbował pobrać krew mojemu dziecku. Pediatra próbowała wczoraj z żyły a nie z palca jak zrobiono to w zwykłym laboratorium w Polsce. Niestety ani z jednej ani z drugiej żyły się nie udało :/ Lekarka nawet mi powiedziała, że te wyniki nie mają większego wpływu na rozwój małej ale w domu poczytałam trochę o tych enzymach i między innymi dowiedziałam się, że ich podwyższony poziom może wsakzywać na chorobę wątroby lub mięsni, co moim zdaniem tłumaczyłoby problemy małej z wstawaniem, nie mówiąc o chodzeniu! Mała się dopiero obróciła z plecków na brzuszek w wieku 8 miesięcy i oczywiście lekarki to nie niepokoiło :/ Po rozmowie z koleżanką, której mam jest pielęgniarką i która mi powiedziała, że takim małym dzieciom pobiera się zawsze z palca krew. Poszłam więc dziś na badanie krwi z małą. Oczywiście znów usłyszałam „z żyły” no ale nic – na wizytę do kliniki dziecięcej, gdzie wykonuje się takie pobieranie krwi (nie wiem czemu!) nie miałam ochoty i czasu. W końcu po 20 minutach udało się pobrać próbkę krwi :) Lekarka jednak porozumiała się z naszą pediatrą i poprosiła o zaniesienie do niej próbki i wysłania jej do laboratorium. Poszłam, zaniosłam i dostałam jeszcze skierowanie, które musiałam zanieść tam gdzie byłam rano na badaniu krwi. Mam nadzieję, że w poniedziałek-wtorek dostanę dobre wyniki krwi :D.

Dzisiaj kolejny dzień zaplanowanego projektu „las” w przedszkolu. Z racji, że wczoraj nic mi nie wspomniano, żeby przed wyjazdem do lasu sprawdzić czy jednak dzieci nie są w przedszkolu, pojechaliśmy prosto do lasu. Niestety o 8:20 nikogo tam nie zastaliśmy :/ Wczoraj o tej porze było tam pełno aut. Nie byliśmy jedyni bo po chwili podjechały jeszcze dwa auta (dzieci z innych grup) i od nich wzięliśmy telefon do przedszkola ale oczywiście nikogo tam nie zastaliśmy, więc wróciliśmy do przedszkola … Tam okazało się, że … po wczorajszym dniu wiele rodziców z jednej grupy marudziło, że przy takiej pogodzie dzieci się pochorują i zdecydowano, że dzisiaj nici z wycieczki :/ Cóż, szkoda, że nas nie poinformowano :/ :/ :/ Na szczęście dość dobre wieści od pediatry – dzisiaj będąc na szczepieniu lekarka wypytywała jak idzie małej po sesjach terapeutycznych metodą Vojty i stwierdziła, że widzi też duży postęp w rozwoju :) Niestety nie dało się w żaden sposób pobrać małej krwi z żyły aby powtórzyć badanie krwi, które robiłam w Polsce … No nic, lekarka uspokajała, że być może trzeba to badanie (Aspat i Alat) robić bardzo wcześnie i na czczo i wtedy będą inne wyniki ale skoro i tak w ogóle nie dało się pobrać krwi z żyły, to i tak przynajmniej dziś nici z badania :) Uspokajała, żeby nie dać się zwariować, bo te niepokojące mnie wyniki i tak dużego wpływu nie ma na rozwój dziecka. Mała teraz jest na etapie większego rozwoju (prawdopodobnie przez dłuższą rehabilitację) i należy odczekać co będzie po skończeniu serii ćwiczeń metodą Vojty, oczywiście dowiedzieć się co na to kasa chorych (czy zechce kolejną sesję w takim krótkim czasie) zrefundować … Ach, pożyjemy zobaczymy …

Dzisiaj w przedszkolu młodego zaczął się 3 dniowy projekt „las”. Niedaleko nas znajduje się las zwany Geisenfelder Mitterbachl lub „Exotenwald”, w którym rosną niespotykane w Niemczech gatunki drzew. Od dziś do piątku musimu zawozić młodego na parking pod lasem i o 12:30 odebrać w przedszkolu (personel przedszkola ma fotelik i zawozi go do przedszkola, bo ja niestety nie dam rady o 12:00 go odebrać z lasu, nie mam auta, nie wspominając, że dziś i w piątek o 12:00 przychodzi Tageskind). No jestem ciekawa jakie będą wrażenia z wizyty w lesie bo przy odstawianiu jak zwykle był płacz i rzucanie. Sama jestem ciekawa co dzieciaki będą tam robiły ale pewnie poznawały naturę z bliska :P

Rehabilitację metodą Vojty rozpoczęłam tydzień temu z moją córeczką. Wszystko zaczęło się od tego, że dość późno zaczęła siadać i raczkować … Lekarka uspokajała – mała ma czas, nie ma jeszcze roku ale czas uciekał, zbliżał się roczek a ona siedziała tylko jak się ją posadziło i to też niepewnie. Jako że roczek wyprawialiśmy w Polsce (30 lipca), postanowiliśmy zasięgnąć porady neurologa o co tu w naszej miejscowości nie tak łatwo … Najbliższy w Monachium :/ Lekarka stwierdziła wstępnie zbyt słabe napięcie mięśni ale widząc nasze zmartwione miny, zapewniała, że mała nie jest w żaden sposób upośledzona umysłowo (porażenie mózgowe itp.) i że będzie chodzić ale później. Zaleciła badania krwi i dalszą rehabilitację (Leti była już po sesji 6 cotygodniowych spotkań u fizjoterapeuty, po których 7 lipca sama usiadła – jedna z nielicznych prób). Wyniki odebraliśmy na drugi dzień po badaniu i wskazywały jedynie na małe problemy z tarczycą, na szczęście inne nie stwierdzały problemów z mięśniami, co potwierdziła pani neurolog gdy obejrzała wyniki. Po powrocie byłam na badaniu kontrolnym u pediatry i pokazałam wyniki badań z Polski i dostałam skierowanie do neurologa i na wszelki wypadek ortopedy. Mąż musiał brać wolne żebym nie musiała z dwójką dzieci jeździć po klinikach. Oba terminy na szczęście udało się zgrać w jednym dniu. U neurologa mała miała robione EEG, które niczego niepokojącego nie wykazało, następnie przyszedł neurolog. Jedyne co zalecił, to właśnie terapię metodą Vojty i wizytę u ortopedy gdyż mała umie bardzo szeroko nóżki na boki wykręcać. Czasem aż boli patrzeć … Wizyta u ortopedy też nic nie przyniosła. Zrobili małej rentgen i poradzili iść do neurologa. Leti właśnie dostała nową receptę na kolejną serię ćwiczeń i chciałam żeby fizjoterapeuci zaczęli z nią metodę Vojty lub Bobath (tą doradzał znów ortopeda …) ale niestety nie mają oni szkoleń :/ Pozatym powiedziano mi, że kasa chorych nie lubi gdy równocześnie dwie recepty lecą … Napisałam więc do poleconego mi przez inną fizjoterapeutkę przychodni i poprosiłam o radę. Oddzwonili i poradzili być bardziej stanowczym i poprosić o napisanie przez fizjoterapeutów wcześniej końcowego raportu i przekazanie go pediatrze żeby wystawiła receptę aby jak najszybciej rozpocząć terapię. Dzisiaj byłyśmy pierwszy raz. Fizjoterapeutka obejrzała Leti i stwierdziła, podobnie jak ja, że mała gdy się ją postawi na nóżki, stoi dość często na paluszkach a to niestety nie jest dobre. Potem były pierwsze ćwiczenia i … jak większość dzieci, także Leti mocno płakała ale na szczęście przed wizytą trochę się poinformowałam na temat tej metody rehabilitacji, tym bardziej, że często słyszałam jak się okazało błędne opinie tym ,że dzieci płaczą bo dzieje się im krzywda. Tymczasem jest to po prostu ich sposób wyrażania sprzeciwu. Nikt nie lubi przecież przytrzymywany, czasem może trochę na siłę. Było mi ciężko ale wytrzymałam szlochy i zawodzenie małej. Potem pod okiem terapeutki musiałam wykonać ćwiczenie, któr muszę wykonywać 3azy dziennie po minucie z każdej strony. W domu Leti protestowała o wiele mniej, mam nadzieję, że wszystko dobrze zrobiłam.

Oktoberfest 2011

Brak komentarzy

Jak prawie co roku na monachijski Oktoberfest mieliśmy gości. W tym roku był u nas szwagier z żoną. W sobotę zabrali naszego starszego na karuzele, a ja miałam chwilę dla siebie – porobiłam trochę w ogródku no i musiałam zająć się mała bo spała. Z racji olbrzymiej liczby odwiedzających, tegoroczny Oktoberfest został uznany za rekordowy, dlatego też zaostrzono przepisy bezpieczeństwa i między innymi w weekendy nie można wejść z wózkiem dziecięcym na Theresienwiese. Iwo bardzo się podobało (oczywiście najbardziej pewnie jazda pociągiem do Monachium – najlepszy sposób transportu), pierwszy raz (po namowach) przejechał się też Autoskuterem i to dwa razy :) Przejeżdżka diabelskim kołem też była :) Wrócili koło 22:00 ze śpiącym Iwem na rękach:)


  • RSS