mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 11.2011

Jak co roku w listopadzie, dzieci w żłobkach, przedszkolach i szkołach obchodzą święto św. Marcina. W tym roku udało nam się pójść całą rodziną :) O 17:00 poszliśmy wszyscy pod przedszkole, tatuś zaprowadził juniora do wychowawczyń i razem ze mną, Tusią oraz pozostałymy rodzicami czekał na dworze. Po krótkim oczekiwaniu wszystkie dzieci w parach wyszły wraz z latarenkami. Panie poustawiały je w dłuuugi korowód. Ruszyliśmy w asyście straży pożarnej (zabezpieczała pochód) śpiewając piosenki o św. Marcinie. Nasz kochany synek zaraz na początku płakał, że chce do mamy ale jakoś go „przetrzymali” i szedł, wprawdzie na końcu z wychowawczynią ale jednak:) Szliśmy za nim w bezpiecznej odległości i w miarę możliwości robiliśmy zdjęcia:)
Niedaleko przedszkola odegrana została scena z życia św. Marcina – w zimną noc przy ognisku grzał się żebrak. Spotkał go przejeżdżajcy na koniu św. Marcin, który podzielił się z nim połową swego płaszcza. Dzieci patrzyły zafascynowane ogniem i prawdziwym koniem :) W drodze powrotnej nasz synalek już szedł uśmiechnięty i machał do nas. Na koiec zostały pobłogosławione przez diakona naszej parafii a następnie rozdane upieczone przez dzieci chlebki w kształcie gęsi (symbol św. Marcina, zdradziły jego obecność w stajni gdzie się ukrył, gdy chciano go na biskupa wybrać). Dzieci śpiewały piosenki i rozeszły się do rodziców. Na koniec każdy mógł za drobną opłatą skosztować różnych wypieków przyniesionych przez rodziców. My przynieśliśmy ciasto czekoladowe.
Poniżej nasz synuś z latarenką:

Jak pisałam poprzednio, na 10 listopada mieliśmy wyznaczony termin w centrum dziecka w Monachium aby skonsultować podwyższone wyniki prób wątrobowych Tusia oraz to, że jeszcze nie chodzi (skończone 15 miesięcy). Przyjął nas syn znanego neurologa – Dr. Vojty. Po godzinnej konsultacji wyszliśmy zapewnieni przez lekarza, że mała nie ma żadnego neurologicznego schorzenia, jedynie może mieć lekkie problemy z tkanką łączną. Na wszelki wypadek mamy się pokazać znów w marcu na kontroli i wtedy Tusia obejrzy też psycholog dziecięcy aby sprawdzić poziom inteligencji. Mamy do końca zrobić terapię metodą Vojty (a to do stycznia potrwa) ,potem może trochę przerwy. Tusia jest w takim punkcie przejściowym, jeszcze nie chodzi ale jakby jest krótko przed rozpoczęciem (póki co chodzi ostrożnie wokół stołu). Dodatkowo lekarz uspokajał nas, że Tusia jeszcze się mieści w granicy tolerancji tj. nawet do 18 miesięcy ma czas zacząć chodzić. Jednak podwyższone wyniki tarczycy mamy co jakiś czas kontrolować. Prawdopodobnie znów zrobię to w Polsce, bez stresu ….

Moja wędrówka po lekarzach trwa dalej … Nadal niestety nie wiemy z czego wynikają podwyższone wartości prób wątrobowych oraz czynnik związany z tarczycą. Dostałam na wyraźną prośbę skierowanie do centrum dziecka w Monachium ale nie od pediatry, bo na tej pani doktor trochę się zawiodłam i nie mówię tu o przesadzaniu z mojej strony. Niestety moje odczucia względem tej lekarki podziela poprzednia właścicielka naszego domu, z którą utrzymuję kontakty. Opowiadała mi, że lekarka ta ma trudności z postawieniem prawidłowej diagnozy, ta pani mówiła, że wręcz sama musiała „sugerować” diagnozy, o wszystko się prosić. Widziałam w tej opowieści siebie. To utwierdziło mnie w postanowieniu zmienienia pediatry. Jeszcze tylko nie wiem na jakiego. Póki co od wtorku zaczynam sesję kolejnych 10 spotkań terapeutycznych metodą Vojty, na które dostałam receptę od obecnej pediatry. Pewnie zadowolona nie była ale cóż – to jej praca w końcu. Z opowiadań innych matek, które chodzą do mojej pediatry i równocześnie tam gdzie ja na rehabilitację z Tusia chodzę, wynika, że nie ja jedyna miałam problem ze źle wystawioną receptą lub z nieprzychylnym nastawieniem pani doktor do rehabilitacji a już metodą Vojty w ogóle. Prawdopodobnie dlatego, że pani doktor woli wysyłać dzieci do rehabilitantów, z którymi współpracuje na codzień. Cóż, 12 spotkań u nich niewiele przyniosło :/ Zobaczymy czego dowiemy się w Monachium … Pociesza mnie fakt, że Tusię obejrzy doktor Vojta – syn doktora Vojty – twórcy terapii stosowanej przy rehabilitacji dzieci i dorosłych ze schorzeniami neurologicznymi (metoda Vojty).Badanie ma trwać dobrą godzinę a na wyznaczony termin musimy przynieść mnóstwo papierów – 16 stronicowy kwestionariusz o Tusi, o przebiegu ciąży, o chorobach w rodzinie, kserokopie książeczki zdrowia Leti i karty szczepień,skierowanie lekarskie … Dam znać gdy będziemy coś konkretniejszego wiedzieć.


  • RSS