Witam po dłuższej przerwie. Dziś byłam z wizytą w poradni wczesnego wspierania rozwoju, tzw. Frühförderung z moją Tusią, w środę z Królewiczem. Królewicz w środę miał wyznaczony termin u logopedy, gdyż w rozmowie z opiekunkami zwrócono mi uwagę, że być może wizyta u specjalisty z dziedziny logopedii byłaby dobrym pomysłem, bo mój syn wydaje się nie rozumieć poleceń opiekunek, pozatym trochę źle niektóre wyrazy wymawia i odrobinę sepleni, czego ja wychwycić nie umiem :P

U logopedy od razu przeszedł na niemiecki, nawet kooperował ale szybko tracił zainteresowanie zadaniami jakie stawiała przed nim terapeutka. Spotkanie trwało ok 45 minut, logopeda robiła różne testy, np. zadaniem było wkładanie czerwonych guzików (spośród kilku różnych) do pudełka, albo podanie do ręki największego guzika itp. Niestety tego typu polecenia według logopedy trochę królewicza przerstały – zawsze wtedy odpowiadał, że to zrobi ale nie wiedział od czego ma zacząć i nawet jak mu po polsku przetłumaczyłam, to reakcja była ta sama. Na koniec mógł wybrać grę planszową i razem graliśmy – wybrał „Szybciej ślimaku” i cieszył się bardzo, gdy jego ślimak pierwszy docierał do mety. Potem mógł się pobawić sam i w nagrodę dostał kryształek ze „skrzyni skarbów”. Logopeda powiedziała, że synek nie wymawia jeszcze dobrze „r” i „sz” (wymawiał „swarc” zamiast „szwarc” – po niemiecku „czarny”) i trochę sepleni, dlatego od września zaordynowała raz w tygodniu terapię u nas w mieście. Później, po tej wizycie byłam z córką na bilansie 2-latka i lekarz na moje obawy o zbyt wydęty bruszek i co za tym idzie wygięty kręgosłup powiedział, że zbyt słabe mięśnie pleców są winne i polecił wizytę właśnie w poradni wczesnego wspierania rozwoju. Dziś Tusia była tam się zaprezentować. Obserwowały ją psycholog i pani zajmująca się gimnastyką. Pani od gimnastyki powiedziała, że widać, że ona ma tzw. miękkie mięśnie, widać czasem po sposobie chodzenia, że czuje się niepewnie, nie trzyma równowagi ale super kooperuje z terapeutką, w ogóle mnie nie potrzebowała przy wykonywaniu ćwiczeń, chętnie się wspinała na schodzki, schodziła po desce na dół, rzucała przedmiotami i na prośbę przynosiła. Zalecono mi jak najczęstsze chodzenie na bosaka, aby stopy nadal ćwiczyły się. Powiedziano mi, że to całkiem normalne, że dzieci czasem w tym wieku chodzą na palcach. Terapeutka uważała też, że nie jest koniecznie wymagana gimnastyka co tydzień w przychodni, że starczy jak ja z Leti poćwiczę w domu na piłce aby trzymała równowagę i chodziła na spotkania mam z dziećmi w sali sportowej i raz w miesiącu się pokazała na kontrolę. Jednak w domu doszłam do wniosku, że po pierwsze te spotkania mam zapewne nie będą się teraz odbywały bo są wakacje, pozatym w domu próbowałam z Leti ćwiczyć to samo na piłce i już się zupełnie inaczej zachowywała, odciągały jej uwagę inne rzeczy, więc chyba zrobię cotygodniowe terminy spotkań w przychodni.
A może ktoś z Was miał podobną sytuację?