mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 12.2012

Dzisiaj ostatni raz w tym roku Fikaczek poszedł do przedszkola. Na pożegnanie dał opiekunkom zrobione przeze mnie kartki z podgrzewaczami:

Wczoraj też odbyło się pożegnanie jednej z opiekunek, która od stycznia przejmie inną grupę. Dla tej pani też zrobiłam kartkę pożegnalną:

Dzisiaj opiekunka, która dostała wczoraj kartkę (z rąk Fikaczka jak się okazało), serdecznie mi podziękowała i była bardzo wzruszona prezentem. Było mi bardzo miło :)

W piątek, 14. grudnia, w przedszkolu Iwa zorganizowano coś a la Wigilijkę. O 17:00 wszyscy mieli zebrać się na placu zabaw pod lasem. Tatuś miał dziś mieć Wigilię w pracy ale nie zaproszono rodzin i małż odmówił udziału. Na początek imprezy kilku myśliwych zagrało na rogach i wszyscy z pochodniami ruszyli do lasu. Małżowi przypadł zaszczyt niesienia pochodni :P Niestety było tyle śniegu, że było nam bardzo niewygodnie pchać wózek z Tusią, żałowaliśmy, że nie zabraliśmy sanek :/  Fikaczek szedł koło swojego ulubionego kolegi niosąc latarenkę. Po krótkim marszu dzieci zaśpiewały piosenkę i wróciliśmy do leśniczówki, gdzie każda grupa miała swój występ. Okazało się, że nasz Fiki będzie występował w tańcu gwiazd :) Śpiewał kolędę o gwieździe Betlejemskiej, która ma nam wskazać drogę i pięknie zatańczył co udało mi się uwieńczyć na kamerze :P Na koniec było nam już bardzo zimno (mimo ciepłej odzieży), dopchaliśmy się po coś ciepłego do picia i pojechaliśmy do domku.

Rano ciężko było wstać bo do późna leciał program, który oglądaliśmy, poza tym w nocy się Tusia obudziła. Dzisiaj miała być ostatnia msza dziecięca w tym roku i chciałam się zmobilizować i się wybrać :) Mała została w końcu z tatusiem bo padła nad ranem znowu i nie było sensu ją ruszać. Iwo się podobało bo na koniec śpiewano kolędę o gwieździe betlejemskiej, którą znał z przedszkola. Tradycyjnie po skończonej mszy, dzieci mogły wykonać prace plastyczne – tym razem można było wykleić watą owieczkę.

W sobotę pojechaliśmy do najlepszego kolegi Fikaczka – Philipka, którego on z uporem nazywa Hihipkiem :P Na www.mojescrapby.blog. pl możecie podziwiać kartkę urodzinową z Bobem Budowniczym, którą zrobiłam dla solenizanta. Philipek miał zaproszone kilkoro dzieci z przedszkola ale nasz mały nie bardzo umiał się tam odnaleźć – co chwila przychodził do nas i mówił, że mamy z nim iść do dzieci i powiedzieć im żeby się z nim bawiły. Było to trochę męczące ale w sumie na koniec zabawy mały powiedział, że było super :) Koło 19:00 wracaliśmy do domu bo wieczorem leciało „Schlag den Raab”, któe chcieliśy obejrzeć.

Pisałam wcześniej, że Fikaczek jeździ do przedszkola z kolegą z naszej ulicy. W zeszły piątek pojechał pierwszy raz beze mnie. W poniedziałek musiałam mu towarzyszyć, bo po weekendzie zawsze trudniej :P Dzisiaj pojechał sam a gdy wróciliśmy z terapii koło 14:00, poszliśmy w odwiedziny do nowego kolegi, bo mały chciał się bawić.  Oczywiście Tusia nam towarzyszyła. Valentino na początku się wstydził Fikaczka trochę ale potem się dał wciągnąć w zabawę. Maluchy najadły się chleba z nutellą. Mała w pewnym momencie miała dosyć już i musiałam z nią wracać do domu (przewijanie, przebieranie, gotowanie obiadu). Mama Valentino sama zaproponowała, że Fiki może zostać i po mamę potem zadzwoni. Nawet się udało – nie zauważył kiedy wyszłam:P Dopiero po 18 po niego szybko poszłam. Był super zadowolony z pobytu. Podobno zapalali wszystkie świeczki w domu – na świecznikach i na wieńcu adwentowym. Kolejna porcja zabawy prawdopodobnie w czwartek :P Jutro do przedszkola zawozi Tatuś :P

Dzisiaj brałam udział w jednodniowym turnieju tenisowym w oddalonym o 40 km od nas Petershausen. Zasada jest prosta, gra się  raz z lepszą , raz  z gorszą zawodniczką. Ja pierwszy mecz grałam  po 15:00  z  18-letnią dziewczyną  z klasą  11 a wiec o 5 klas wyższą niż moja. Niestety przegrałam 6:3 6:1 ale nie bez walki ;) Potem grałam  z klasą 15 i wygrałam 6:1 6:3 :) Wyczytalam, ze powinnam 100 punktów do rankingu :)

Ida święta i postanowiłam wypróbować przepis na aromatyczne ciasteczka spekulatius. Z racji, ze dziś Mikołajki, dzieci do przedszkola mogły przynieść ciasteczka. Tak samo podczas Adwentu mogą przynosić ciasteczka w poniedziałki.

Przepis nie jest skomplikowany ale trzeba wkalkulować niestety 2 godziny chłodzenia ciasta w lodówce …

Oto składniki:

500 g mąki

0.5 opakowania proszku do pieczenia

250 g masła

200 g brazowego cukru

2 opakowania cukru waniliowego

0.5 łyżeczki cynamonu

1 szczypta zmielonych goździków

1 szczypta zmielonego kardamonu

100 g zmielonych migdałów

1 łyżeczka przyprawy spekulatius

7 łyżek mleka

1 białko

100 g płatków migdałowych

Ja nie użylam goździków, kardamonu i migdałów.

 

Składniki są jak potem doczytałam na 10 osob hehe

Przygotowanie

Wszystkie skladniki wymieszać razem ale uwaga chyba bez białka, które potem użyjemy wraz z migdałami w płatkach do dekoracji. Ja wbiłam białko i ciastka były smaczne wiec chyba nic się nie stanie.

Ciasto po 2 godzinach wyjmujemy z lodówki i rozwałkowujemy na grubość 3 mm i foremkami wycinamy  kształty, następnie układamy na papierze do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego na 180 stopni. Pieczemy 11 do 13 minut.

 

Smacznego.

Z gory przepraszam za literowki ale coś mi nawala klawiatura.

Z chrzcin w Polsce wracaliśmy sami bo dzieci zostały na tydzień z dziadkami. Powrót do rzeczywistości nastąpił w niedzielę, kiedy tata odwiózł nam nasze pociechy  hehe ….

Poniedziałek jeszcze był na luzie bo dziadek zawiózł Fikaczka do przedszkola ale wtorek zaczął już być stresowy, trzeba się było przestawić na ciągłe hałasy, kłótnie i szarpanie miedzy maluchami, przerywanie w rozmowie no ale cóż pozorna wolność  się skończyła … Dzisiaj Mikołajki i moja Tusia zrobiła mi miłą niespodziankę  bo przespała cala noc, dwie poprzednie to pobudki o 3 w nocy, jedynie noc po przyjeździe przespała, tak jak i cały tydzień u dziadków. Wczoraj postanowiłam ja zmęczyć i o 12 poszłyśmy na dłuugi spacer do oddalonego nieco LIDLA, potem wstąpiłyśmy po Fikaczka do przedszkola i już potem jej nie kładłam. Dzisiaj wymęczyłam ja półgodzinnym spacerkiem i potem godzinnymi sankami z braciszkiem ale mimo mojego poświęcenia na 2 stopniowym mrozie i braku czucia w placach rak i nog pomimo ubranej cieplej odzieży, dzieci nadal miały w domu pełno energii i zaczęło się denerwowanie mamusi poprzez robienie sobie wzajemnie na złość  a następnie wypieranie sie tego.

Za to w dzisiejszej sesji z terapeutka Tusia dobrze współpracowała i pani powiedziała, że widzi duży postęp w rozwoju. Fikaczek we wtorek po przedszkolu tez się starał ale pierwszy raz płakał trochę za mną mimo, że lubi swoja terapeutkę ale myślę, ze 2 tygodnie przerwy w zajęciach, z czego tydzień bez mamy, zrobiły swoje. Na szczęście szybko się uspokoił.

Dzisiaj też dzięki uprzejmości sąsiadki mogłam podjechać z małym autem do przedszkola. W sumie miałam jechać z jej córką, której syn z Fikaczkiem chodzi do przedszkola ale kwadrans po 8 już jej nie było, dziś wyjątkowo pojechała wcześniej. Na szczęście jej mama nas szybko podrzuciła i w ten sposób zdążyliśmy a mała jeszcze pospała. Jutro puszczam małego pierwszy raz samego z kolegą, odbiorę go potem z Tusia.


  • RSS