mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 1.2013

Dzisiaj jak co środę, Tusia poszła na 2,5 godziny do dzieci do tak zwanego Kinderparku. Dzisiaj dzieci robiły samodzielnie maski karnawałowe :) Tusia też zrobiła. Panie mówiły, że chętnie naklejała ale też równie chętnie odklejała naklejone ozdoby i tak w kółko :)

Oto jej dzieło:

W poniedziałek po bardzo długiej nieobecności wróciła nasza logopeda. Na zajęcia miała przyjść tylko Tusia. Trochę miałam obawy czy nie będzie robić problemów ale o dziwno poszła chętnie i współpracowała z terapeutką. Nawet nie zauważyła, że wyszłam :P Gdy wróciłam, pani logopeda powiedziała, że widzi postępy, mała powtarza słowa. Powiedziała mi też, że mówiąc wyrazy „jeść”, „pić” i „spać” pokazuje małej te wyrazy. Zaleciła mi też tak postępować. Zaraz mi się przypomniał słownik „Bobo migi”, który kiedyś kupiłam na allegro. Słownik ten ma pomagać „rozmawiać” już z niemowlakami! Każde słowo jest „pokazane”. Szczerze mówiąc mi jakoś to niewiele pomogło w rozmowie z moim pierworodnym. Próbowałam podstawowych słów, właśnie w stylu „pić” i „jeść” ale moje dziecię było odporne i nie chciało się w ten sposób ze mną komunikować :P Za to pokazywanie na wszystko palcem i robienie jak ułomny „yyyy” miało opanowane do perfekcji :D

Dzisiaj Fikaczek miał swoją godzinę z Heilpedagogin. W poprzednim tygodniu miałam zostać chwilę i obserwować jakie problemy małemu przysparza koncentracja nad książką, która mu czyta terapeutka i opowiedzeniu krótko po przeczytaniu fragmentu o co chodziło. Jednak zadziwiająco mały sobie nadzwyczaj dobrze poradził! Pani była bardzo zadowolona i pochwaliła małego. Dzisiaj został już sam i podobno nie było źle :)

Na przyjęcie urodzinowe mojego syna oprócz tortu w kształcie Zygzaka McQueena, musiałam upiec ciasteczka nietoperze (zwane przez Fikiego Batmanami). Oto przepis ze strony: http://www.kuchniokracja.hanami.pl/index.php/czekoladowe-nietoperze-halloween-2/

Składniki:

250 g mąki
40 g masła
40 g śmietany 18%
50 g cukru
50 g gorzkiej czekolady
1/3 łyżeczki sody

Czekoladę z masłem rozpuszczamy w kąpieli wodnej. Następnie dodajemy cukier, śmietanę oraz sodę. Na sam koniec dosypujemy mąkę i dokładnie mieszamy. Ciasto dobrze wyrabiamy i cienko rozwałkowujemy. Przy pomocy foremki wykrawamy nietoperze, układamy je na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, a potem wstawiamy na około 13-15 minut do piekarnika rozgrzanego do 180 stopni.

Mi niestety ciasto wyszło chyba zbyt twarde, bo przy wałkowaniu pękało ale było jadalne:P Niestety na Kinderbalu nikt nie spróbował, bo z tego całego stresu z przygotowywaniem przyjęcia i czekaniem na gości, zapomnieliśmy je podać :P Zastępowały je za to dumnie ciasteczka z ciasta francuskiego z jabłkiem w środku, posypane cukrem i cynamonem :)

Udanych wypieków!

 

 

Z racji, że w zeszły weekend część gości naszego 5-latka była chora, dzisiaj zaprosiliśmy dzieci, które poprzednio nie mogłybyć na przyjęciu. Aby nie mieć problemów z sąsiadką jak to było poprzednim razem, wywiesiłam już w sobotę transparent z napisem Happy Birthday oraz balony. Miała przyjść w sumie dwójka dzieci ale pojawił się też dawny dobry kolega Fikaczka, którego przywieźli znajomi mieszkający blisko. Fikaczek rozpoczął przyjęcie od rozpakowania prezentów od swojego najlepszego przyjaciela z przedszkola – robotów Bakugan i Lego Hero Factory. Później przyjechała jedyna zaproszona dziewczynka – Nicola i właśnie  dawny kolega Fikaczka, Fiki nawet się nie spodziewał, że się zobaczą:) Ale się ucieszył. Zapaliliśmy świeczki i mały mógł dmuchać. Trochę było z tym problemów ale udało się :) Później zaczęło się znów jęczenie o granie w XBOXA ale próbowaliśmy wszystkiego żeby wszyscy mogli się wspólnie bawić. Fiki rozpakował prezent od kolejnych gości – super zestaw plasteliny PLAY DOH z „Autami” i dzieci przyłączyły się do „produkowania” plastelinowych aut. Solenizant oczywiście trzymał się na boku i obserwował :P W końcu dwójka gości poszła grać w piłkarzyki a solenizant i jego najlepszy kolega grali w kręgle i boksowali się. Ale to była zabawa! Koło 17 przyjęcie się skończyło, każdy zbierał się do domku. Miłe wspomnienia pozostaną. Mama najlepszego kolegi Fikaczka zaproponowała nam na pożegnanie przejście na „ty” a z tatą Nicoli umówiliśmy się, że pomoże nam przy małym remoncie łazienki, w zamian za co mój małż naprawi mu laptopa i zrobi stronkę internetową.

 

 

W zeszłą niedzielę nasz Fikaczek obchodził swoje urodzinki z kolegami z przedszkola i przyjaciółmi. Niestety z zaproszonej piątki, przyszło tylko dwoje dzieci – reszta była chora lub była zaproszona gdzie indziej. Przyjęcie zaplanowaliśmy na około 2,5 – 3 godzinki w godzinach popołudniowych, w domku. Zastanawialiśmy się nad organizacją przyjęcia w parku rozrywki ale stwierdziliśmy, że to zbyt stresujące uważać na takie stadko rozbrykańców :P Może jak Fikaczek będzie starszy. Z resztą w tym wypadku, gdy tylko 2 gości się zjawiło, fajnie byśmy wyglądali – przyjęcia są organizowane dla minimum piątki ….

Przyjęcie rozpoczęło się od zapalenie i zdmuchnięcia świeczek przez solenizanta a następnie zostały rozpakowane przyniesione prezenty :) Solenizant dostał zestaw LEGO Star Wars i grę wspomagającą techniczne myślenie. Aby zabawić dzieciaki proponowaliśmy im grę w różne gry planszowe ale nasz Fikaczek był niezadowolony bo chciał kolegom pokazać jak się gra w „Sonica” na Xboxie. W końcu znaleźli wspólną zabawę – podrzucanie balonika. Ale było pisku, uciechy i zabawy z tego! Niestety, krótko po 16:00 zjawiła się nasza niezadowolona z hałasów sąsiadka! Myślałam, że śnię! Kobieta nie stara, późno nie było, był weekend … Była wkurzona i prosto z mostu powiedziała żebyśmy uciszyli się i że ona wie, że to weekend ale moglibyśmy na nasze dzieci uważać! Zatkało mnie, nie dała mi się wytłumaczyć, że w domu zostało zorganizowane przyjęcie urodzinowe. Było mi bardzo nieprzyjemnie i przykro :( Szwagier mnie pocieszył, że nawet jak będzie upierdliwa i zawoła policję, to nic nam nie zrobią ale dla mnie to bardzo niekomfortowa sytuacja była – nie chcę mieć zatargów z sąsiadami, bo wiadomo, że dobre to nie jest. Nie rozumiem tej kobiety ale podejrzewam, że znów jej kochany pieseczek słyszał dzieci za ścianą a z racji, że ich nie zna, to szczekał i panią to denerwowało. Ale mam nadzieję, że miała po prostu gorszy dzień. Pewnie gdybyśmy ją uprzedzili o przyjęciu, to może by inaczej zareagowała. A wy mieliście podobne problemy?

Punktualnie na urodziny upiekłam Fikaczkowi tort urodzinowy w kształcie Zygzaka McQueena. Jutro zabierze go do przedszkola, gdzie razem z dziećmi będzie świętował. Tort wyglądana na mnóstwo roboty ale w praktyce to 45 minut pieczenia i około godziny dekorowania jadalnymi „mazakami: Dr. Oetker. Formę kupiłam jakiś czas temu w NKD.

Podoba Wam się mój torcik?

Dzisiaj postanowiliśmy się wybrać na wycieczkę. Wybraliśmy sobie za cel Bayreuth a dokładnie Urwelt Museum gdzie można było oglądać szkielety dinozaurów, skamieniałości i kryształy oraz minerały. Dzieciaki weszły za friko z racji, że jeszcze nie są uczniakami :P

W „sklepiku” za 1 Euro dziecko mogło ze skrzyni wybrać 5 chochel piasku, w którym były ukryte kamienie szlachetne, i wsypać je na sitko i przecedzić. Zebrane kamyczki można było zabrać do domu. Niestety nasz Fikaczek z wrażenia zapomniał kamyczków w muzeum :/ Na szczęście wychodząc, kupiliśmy mu zestaw wykopaliskowy – w bloczku z gipsu ukryte było 12 kości Tyranozaura, które po wydobyciu za pomocą załączonego dłutka i oczyszczeniu pędzelkiem, można było złożyć w kompletny szkielet.

W ogródku przy muzeum można było obejrzeć także dinozaury w oryginalnych rozmiarach. Niestety obecnie trwały tam prace konserwacyjne i nie mieliśmy okazji, może kiedyś w lecie się wybierzemy ale raczej przy okazji bo to dość spory kawałek od nas ale czego się nie robi dla dzieci:P Przy okazji przetestowaliśmy nasze nowe autko pierwszy raz na autostradzie :)

Dla zainteresowanych link do muzeum:

www.urwelt-museum.de

Witajcie w Nowym Roku! Nasz kończył się i zaczął chorobą naszego Fikaczka – w nocy przed wyjazdem na święta miał ponad 39 stopni i biedny bredził coś przez sen :/ Święta spędziliśmy głównie na pielęgnowaniu go i w błogiej ciszy, bo nasz potomek nie miał siły na nic, nawet na Nutellę :P Dużo spał. W pierwsze święto byliśmy u lekarza ale trafiliśmy na bardzo niesympatyczną panią doktor na dyżurze, która nawet małemu do ucha nie zajrzała, bo powiedziała, że nie jest laryngologiem a do męża zwróciła się z uwagą, że w Polsce mamy zwyczaj zdejmowania czapek jak gdzieś wchodzimy :P Mąż małego szybko rozbierał żeby było szybciej i zapomniał. No cóż, pewnie nikt nie jest zadowolony pracować w święta ale do cholerki po coś szła na tą medycynę, w zamyśle żeby pomagać ludziom :P Mały na szczęście już się lepiej zaczął miewać iw drugie święto, gdy przyszedł do nas jego ojciec chrzestny, szalał i dziczył jak pijany zając. Krótko przed naszym powrotem do domu (wracaliśmy 5 stycznia) znów miał temperaturę – tym razem tylko 38 stopni i nie było tak tragicznie jak poprzednio. Praktycznie w poniedziałek był bardzo na chodzie ale dla pewności pediatra.

Nowy Rok na szczęście to nie tylko choróbska, są też pozytywy :) Od października chcieliśmy sprzedać naszą Toyotę Yaris (po wypadku z sarną:/) i kupić inne, większe auto. Niestety Avensis, które nam się podobało, było za drogie (auto 3 letnie). Prawie się zdecydowaliśmy na ten model ale w Polsce obgadaliśmy z moim ojcem chrzestnym jeszcze opcję z Toyotą Verso. W Internecie udało nam się znaleźć nowe Verso z super wyposażeniem po okazyjnej cenie (auto importowane z Włoch) i … wczoraj kupiliśmy :D Baliśmy się trochę, że nie przydzielą nam kredytu no i ile dadzą za nasze autko. Okazało się, że mamy szczęście – za nasze dali 4.500 Euro więc nieźle jak na prawie 6 letnie auto z ponad 111.000 km, jeszcze po wypadku. Kredyt też przyznany więc jak na razie super. Auto dziś zarejestrowaliśmy i w piątek do odbioru :) Teraz jak to moja koleżanka pisała, możemy wozić słonia bo mamy na 7 osób.


  • RSS