mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 3.2013

Dotychczas uraczałam czytelników mojego drugiego bloga www.mojescrapy.blog.pl własnoręcznie zrobionymi kartkami wielkanocnymi metodą scrapbooking. Dzisiaj z okazji nadchodzących Świąt Wielkanocnych, chciałam pochwalić się dziełem plastycznym mojego syna, które zrobił w przedszkolu:

A tak całość prezentuje się na moim bonsai, które dostałam od męża:

 

Dzisiaj natomiast piekłam mazurka według przepisu ze strony:


http://kuchniaprzedewszystkim.blox.pl/2010/04/Mazurek-migdalowy-z-musem-czekoladowym.html

Robiłam go dwa lata temu pierwszy raz i wyszedł przepyszny. Przepis zmodyfikowałam o nałożenie na sam wierzch masy marcepanowej.

A oto mazurek przed i po dekoracji:

Do dekoracji użyłam kolorowych posypek do lodów i ciastek z LIDLA.

Jestem właśnie po spotkaniu z psycholog z przedszkola, do którego prawdopodobnie Fiki pójdzie. Obejrzałam wyniki testów i okazało się, że w dwóch dość ważnych kategoriach jak abstrakcyjne myślenie i logiczne myślenie jest on na poziomie 4 latka :/ Zostawienie go w obecnym przedszkolu nie byłoby dobrym pomysłem. Pozostaje tylko decyzja – Pfaffenhofen gdzie jest ośrodek z wykwalifikowanym personelem (logopedzi, ergoterapeuci i heilpedagodzy), gdzie oferowane są przeróżne zajęcia, nawet na basenie, gdzie dziecko jest przywożone i odwożone pod dom, czy Geisenfeld mające tylko opiekunki i nastawione głównie na zajęcia typowo szkolne, na które Fiki ma jeszcze „nieco czasu” bo 1,5 roku. Według psycholog mógłby sobie tam nie poradzić. Siedząc wczoraj i się zastanawiając co wybrać i jak wszystko ze sobą pogodzić, wpadłam na pomysł, że może Tusia by tam z nim poszła, tylko, że do innej grupy. Dzisiaj się dowiedziałam, że byłoby to możliwe ale wtedy musieliby oboje trzy razy w tygodniu zostawać do 16:00 i około 16:30 byliby w domu. Z jednej strony trochę to długo ale z drugiej gdyby zostawali do 13:00, to byliby ok. 13:30 w domu czyli ja wtedy bym musiała z nimi dwoma iść na piechotę odebrać Tageskind lub szłam by po niego wcześniej ale szybko bym musiała lecieć do domu bo zaraz mogą moje maluchy wrócić. Po powrocie do domu, zadzwoniłam do przedszkola przekazać informacje jakie dostałam i opiekunka, której córka jest właśnie w Geisenfeld, powiedziała mi swoje prywatne zdanie – zajęcia tu w Geisenfeld a te w Paffenhofen to niebo a ziemia, więc chyba decyzja już zapadła. Pozostaje tylko pytanie jak Fiki przekonać do zmiany bo on chce zostać u Brigitte (opiekunka w obecnym przedszkolu) :(

Jak już pisałam w poprzednich postach, przed nami podjęcie decyzji w sprawie prawdopodobnej zmiany przedszkola. Już prawie się nastawiłam, że przenosimy ale zostajemy w naszym mieście a tu dziś na spotkaniu z Heilpadagogin, dowiedziałam się, że odbyła ona rozmowę z psycholog z ośrodka, do którego może pójdzie Fikaczek (jest ono od nas nieco oddalone, zapewniony jest transport busikiem) i że ona by małego tam widziała a nie w grupie SVE w naszej miejscowości. Grupa ta bardziej się koncentruje na przygotowaniu do szkoły a na tym etapie Fikaczek mógłby mieć nieco problemów. U niego problemem jest rozumienie poleceń, potrzebuje nieco więcej czasu, patrzy co inni robią i doskonale naśladuje. I znów pojawiły się wątpliwości … Jutro mam spotkanie w tym ośrodku, zobaczymy czego jeszcze się dowiem. W każdym razie nici z tego najwyraźniej, że moje dzieci razem pójdą do przedszkola :( Podjęcie decyzji utrudnia mi też to, że cokolwiek będzie w tym nowym przedszkolu organizowane dla rodziców, jakieś występy, będę musiała załatwić sobie auto i zabrać ze sobą Tusię i ewentualne Tageskinder. Oby się udało wszystko …

Dzisiaj poszłam z Fikaczkiem na próbę na trening piłki nożnej. Jak się dowiedzieliśmy, zajęcia dla grupy wiekowej Fikaczka odbywają się w piątki o 15:30, trwają godzinę. Dzisiaj były ostatnie zajęcia na hali sportowej, po feriach świątecznych dzieciaki będą grały na dworze. Z racji, że do 17 mam pod opieką Tageskind, musiałam jakoś to pogodzić. Umówiłam się z jedną mamą z przedszkola, że przywiezie mi do domu Fikaczka i Tageskind, żebym miała z głowy stres z odbieraniem o 14:00. Fikaczek przywiózł dzisiaj z przedszkola własnoręcznie zrobione wydmuszki i koszyczek wielkanocny – miał tam trochę łakoci od opiekunek. Chłopaki pograły w „Gwiezdne wojny” i o 15:00 powoli ruszyliśmy na piechotę w stronę hali sportowej. Pół godziny było nawet za dużo bo byliśmy 10 minut przed czasem ale nie wiedziałam ile nam zajmie dojście z trójką dzieci (Tusi nie miałam gdzie zostawić na ten czas).Na miejscu się okazało, że jeden z kolegów Fikaczka z przedszkola też przyszedł. Trener się zgodził, że mój Tageskind też grał i to na stałe. Fiki bez płaczu i cyrków przebrał się w szatni i poleciał na dół grać. Najpierw była rozgrzewka – wszyscy biegali a raz na jakiś czas trener wołał kolor i wszyscy musieli szybko przybiec do słupka w tym kolorze. Potem były różne ćwiczenia w parach – dzieci miały dryblować piłkę między pachołkami a na koniec strzelić bramkę. Trening kończył mecz na punkty. Po skończonym treningu czekaliśmy aż mojego Tageskind odbierze jego tata. I Fiki i Tageskind byli zadowoleni z zajęć więc mam nadzieję, że będziemy chodzili regularnie.

Terminy

Brak komentarzy

Dzisiaj mieliśmy z Fikaczkiem termin u ergoterapeuty. Na szczęście miałam dzisiaj auto a mój nowy Tageskind jak co wtorek był u kolegi po szkole. Pojechaliśmy nieco wcześniej, bo przed wizytą w centrum, chciałam z Tusią skoczyć do pediatry zrobić kontrolne badanie krwi, bo chciałabym mieć pod kontrolą wyniki prób wątrobowych (zawsze miała je podwyższone ale w sumie nikt nie potrafił wytłumaczyć dlaczego). Na miejscu okazało się, że jesteśmy za wcześnie – u pediatry trwała jeszcze przerwa. Mieliśmy ponad godzinę do spotkania z ergoterapeutą, więc pochodziliśmy trochę po mieście – kupiliśmy donutsa Fikaczkowi, potem poszukaliśmy sklepu papierniczego i powoli na piechotkę poszliśmy na umówiony termin. Tym razem mogłam zostać na teście. Rozpoczął się od części związanej z malowaniem. Na kartce papieru Fikaczek dostał tylko zarys domu i musiał go uzupełnić. Poszło mu super – namalował drzwi, potem okna a na koniec super dokładnie wyciął gotowy domek. Potem musiał namalować swój autoportret. Trochę potrzebował podpowiedzi ze strony terapeutki bo nie namalował na początku rąk i włosów. Potem były róże kręte drogi, np myszka musiała dojść do serka, rybka dopłynąć strumieniem do jeziora itp. Mały musiał ołówkiem namalować drogę i nie wyjść poza wyznaczone linie. to też poszło mu dobrze. Później musiał namalować to co pokazała pani a więc: kółko, krzyż, kwadrat i przekreślone dwie kreski – wszystko zrobił dobrze. Na sam koniec było najtrudniejsze zadanie – gra z figurkami o różnych kształtach. Fikaczek mógł wybrać sobie 2 plansze, na każdej było przedstawionych 5 przedmiotów – jajko, gruszka, sześcian itp. Następnie z pudełka musiał wyjąć odpowiednie figurki i postawić je na odpowiadającym im polu. Później wszystkie figurki musiał wsypać do woreczka i pojedynczo wyciągać i znów odpowiednio dopasować do pasującego obrazka na planszy. Wykonał to zadanie prawie bezbłędnie, miał problem tylko z sześcianem – na początku na jego miejsce wybrał bardziej płaską figurę. Następnie została sprawdzona jego zdolność ruchowa – czy umie każdym palcem dotknąć do kciuka, czy umie stać na jednej nodze i ile, czy umie skakać na jednej nodze, czy umie skakać do przodu susami. Wszystko to wykonał idealnie :) Potem przyszła pora na zabawę a ja chwilę mogłam wymienić się informacjami z terapeutką. Pokazałam jej opinie opiekunek z przedszkola, które, podobnie jak i ergoterapeutka, uważają, że Fikaczek ma problem ze zrozumieniem poleceń. Widać to było dziś podczas szukania pasujących przedmiotów – terapeutka podpowiadała, że szukany przedmiot jest bliżej niej, mały nie reagował. Potem mówiła, że jest koło młoteczka (to też był jeden z przedmiotów w grze), Fiki dalej nie reagował. Co mnie nieco uspokoiło, to to, że mały nie będzie potrzebował ergoterapii. Takich zajęć potrzebują dzieci, które mają problem z koordynacją, źle malują itp. Z dzisiejszego spotkania terapeutka była zadowolona, badała małego nieco ponad rok temu i była zadowolona z jego postępów. Stwierdziła jednak, że myśli, że zmiana przedszkola byłaby dla niego jednak wskazana. Porozmawia jeszcze z logopedą, która zajmuje się małym i po świętach dostanę opinię.

Po badaniu poszliśmy do pediatry na badanie krwi. Czekaliśmy wyjątkowo krótko :) Fiki bawił się ładnie w poczekalni a my z Tusią weszłyśmy do gabinetu. Mała przy pobieraniu krwi (z żyły!) była tak zaaferowana tym co robią, że bez problemu dała sobie zrobić zastrzyk! Udało się za pierwszym razem trafić w żyłę i szybciutko został pobrany materiał do badania. Omówiłam z lekarzem, że poprzednie wyniki badań krwi, zwłaszcza ASPAT i ALAT były podwyższone (próby wątrobowe). Badania były przeprowadzane ostatnio w 2011 roku, więc dla pewności chciałam je skontrolować. Lekarz na szczęście mnie uspokoił, że nie widzi powodów do niepokoju w wynikach, bo co laboratorium to inne wychodzą ale nie zbywał mnie opowiadaniem, że wyszukuję u dziecka choroby, jak to robiła pediatra z naszego miasta. Krew jutro pójdzie do badania i dostanę na piśmie wyniki.

Ogłaszam wszem i wobec, że dzisiaj w końcu przyszedł czas na pierwszy sukces w treningu czystości Tusi. Udało jej się zrobić kupkę na nocniczek. O dziwo w ogóle nie chciała schodzić z nocnika, co wcześniej cały czas robiła – siadała chwilę, nic nie robiła i dawaj latać dalej z gołą pupą. Dzisiaj bez pieluchy chodziła odkąd wróciliśmy z przedszkola czyli jakoś od około 14:30. Sukces nadszedł koło 20:30 :)

Wczoraj z Fikaczkiem mieliśmy termin u pani psycholog w placówce, która ma bardziej wspierać rozwój dziecka. Pojechaliśmy do Paffenhofen na 9:30, Tusia nam oczywiście towarzyszyła :) Jak już pisałam w poprzednich postach, budynek, w którym ma siedzibę placówka jest przeogromny i oczywiście trwało trochę zanim znalazłam właściwy sekretariat (najpierw byłam w zupełnie innej placówce jak się okazało:P) ale po okołu pięciu minutach dyrektorka, z którą wcześniej mieliśmy spotkanie, zaprowadziła mnie do pani psycholog. Na początku musiałam udzielić „wywiadu” na temat Fikaczka – czy to moje pierwsze dziecko? Jak przebiegała ciąża i poród? Kiedy dziecko nabyło różne umiejętności typu raczkowanie, chodzenie, pierwsze słowa …. Potem mały na 45 minut został sam z panią psycholog a ja z Tusią poszłam się przejść po budynku (pogoda na zewnątrz niestety nie sprzyjała wyjściu:/), przy okazji wypełniałam kwestionariusz z kolejnymi pytaniami – na co dziecko było szczepione, czy chodzi do przedszkola i od kiedy, kto nas skierował do placówki itp. Koło 11:00 poszłyśmy po małego, jeszcze musiałam udzielić paru odpowiedzi, poszliśmy też zobaczyć ewentualną przyszłą grupę Fikaczka. Mały na początku trochę się wstydził ale ogólnie mu się podobało nawet. Niestety w samochodzie powiedział, że jednak nie chce tu chodzić i woli u nas :)

Potem podskoczyliśmy do centrum wspierania rozwoju aby dostarczyć pismo zezwalające na wymianę informacji o Fikaczku między obydwoma placówkami. W drodze do domu zawieźliśmy do przedszkola też kwestionariusz do wypełnienia przez opiekunki.

Za dwa tygodnie znów muszę pojechać do pani psycholog i dokładnie się dowiem jaką wystawi opinię o Fikaczku.

W zeszły wtorek brałam udział w moim pierwszym wieczorze informacyjnym dla rodziców (Elternabend). Spotkanie odbyło się o 19 i trwało dobre dwie godziny, podczas których na 6 stacjach rozmieszczonych w przedszkolu, rodzice mogli się dowiedzieć jak ich dzieci (zwłaszcza te, które od września idą do szkoły lub „midis” czyli średniaki) będą przygotowywane do szkoły. Na pierwszej stacji poznaliśmy grę planszową „Rudi Rennmaus” („Biegająca myszka Rudi”), za pomocą której opiekunowie mogą wychwycić ewentualne braki u dziecka. Gra polega na tym, że myszka Rudi szuka pożywienia dla swojego rodzeństwa znajdującego się w gnieździe i aby je zdobyć, musi wykonywać różne zadania. Zadania te podzielone są na 5 kategorii – mowa, motoryka, postrzeganie, poznawanie, zachowanie się (postawa). Każde dziecko ma przed sobą skrzyneczkę, w której znajdują się różne rzeczy – ołówek, karteczki z obrazkami, serek dla myszki, klamerka, kolorowe kuleczki do nawlekania, sznureczek. Podczas gry, obecne są dwie osoby dorosłe – jedna pomaga dzieciom czytać polecenia, druga natomiast obserwuje dzieci podczas gry i w specjalnych formularzach zaznacza ile zadań w jakiej kategorii dziecko wykonało poprawnie. Jak nas panie zapewniały, dzieci nie zauważają tego, że są oceniane i bardzo chętnie grają w tą grę bo dla nich ważne jest, że mają do wykonania jakieś zadania i za ich wykonanie dostaną nagrodę. W grę tą dzieci zaczną grać po świętach wielkanocnych, mam nadzieję, że mojemu Fikaczkowi się to spodoba.

Dla zainteresowanych, gra ta wygląda tak:

http://www.rudi-rennmaus.de/inhalt.html

 

Na kolejnej stacji rodzice poznali w jaki sposób dzieci uczą się matematyki i fizyki. Dzieci uczą się czego jest więcej a czego mnie – każde dziecko losuje kartkę z numerem i kładzie na niej odpowiednią ilość kolorowych kamyczków. Wśród karteczek znajduje się też liczba O. Gdy kamyczki są rozdzielone, dzieci widzą kto ma więcej a kto mnie, dlaczego jedno z dzieci nie ma nic na swojej karteczce.

Dzieci poznają też jak ważyć przedmioty – mają do dyspozycji małą wagę, którą mogą wypełniać małymi i dużymi misiami tak aby zobaczyć kiedy się uda aby szalki wagi znajdowały się na jednym poziomie.

Bardzo ciekawym ćwiczeniem, które wspomaga dziecko w późniejszym pisaniu w zeszycie – na obróconej do góry dnem podstawce na mydło (koniecznie z przyssawkami!) rozkładamy małe kuleczki, obok ustawiamy taką samą podstawkę i dajemy dziecku pincetę. Dziecko po kolei bierze każdą kuleczkę i przenosi na drugą stronę.

W tej stacji były też różnego rodzaju pomoce naukowe pomagające zrozumieć dziecko co jest wąskie, co grube, co szerokie, co wąskie. Była to listwa, w którą się wkładało różnego rodzaju walce.

Kolejna stacja były to różnego rodzaju gry planszowe – pomagające w nauce logicznego myślenia i w liczeniu.

 

Później przenieśliśmy się na salę gimnastyczną, na której przedstawiono nam część ćwiczeń z „małej wiedźmy/małego wiedźmina” (kleine Hexe). Ćwiczenia te są wykonywane przez kilka tygodni, na zakończenie każde dziecko otrzymuje dyplom za wykonanie wszelkich zadań. Ćwiczenia te były przeróżne, zapamiętałam takie, które ma sprawdzać utrzymywanie równowagi u dziecka – powinno ono przejść na wąskiej ławce bądź to do przodu, bądź do tyłu koncentrując się na misiu trzymanym przez opiekunkę, jest to ważne, aby dziecko idąc nie patrzyło na nogi. Inne zadanie polegało na segregowaniu przedmiotów według ich kolorów.

 

Następnie udaliśmy się do stacji, gdzie zaprezentowano nam wurzburski trening mowy (würzburger Sprachtraining). Dzieci podczas tego programu uczą się co to jest słowo, zdanie, sylaba, rym.

 

Kolejną stacją było zapoznanie się z ideą „małej lokomotywy”, którą w przedszkolu wykorzystuje się aby zaznajomić dzieci ze zdrową żywnością. Co tydzień do drewnianej lokomotywy doczepiany jest kolejny wagonik, w którym znajdują się kolejne produkty. Panie przedszkolanki zaczynają od czytania historyjki o tym jak to dzieci jadą pociągiem na wakacje. NA miejscu okazuje się, że w pociągu było wszystko spakowane, tylko nie jedzenie więc ciuchcia mówi, że pojedzie i przywiezie potrzebne produkty. Podczas tego „treningu” dzieci dowiadują się skąd pochodzą owoce, produkty mleczne, pieczywo itp. Oczywiście część dzieci odpowiada na początku, że wszystko pochodzi z supermarketu :) Dzieci również podczas tych zajęć mogą dotknąć, posmakować, powąchać przedstawione produkty. Wiadomo, że dzieci niechętnie próbują rzeczy, których kolor im się nie podoba, panie przedszkolanki postanowiły je do tego sprytnie zachęcić :) Zafarbowały barwnikami spożywczymi sok jabłkowy :)

 

Ostatnią stacją była mała salka, do której przychodzi kilkoro dzieci wybranych z różnych grup, o których wiadomo, że mają problem z koncentracją. Ćwiczy się z nimi tak zwany marburski trening koncentracji. Na początku przedstawia się dzieciom obowiązujące zasady – odzywamy się gdy jesteśmy o to pytani, zgłaszamy się do odpowiedzi, odpowiadamy, gdy ktoś nas o coś zapyta. Każde dziecko ma swój zestaw ćwiczeń i miejsce, na którym zaznacza ile zdobyło już punktów. Za zdobyte punkty oczywiście przewidziane są nagrody :) Praktycznie trening jest tak pomyślany, że każde dziecko zawsze jakiś punkt zdobędzie, dzieci też chętnie nawzajem się chwalą za dobrze wykonanie zadania, co jest oczywiście niesłychanie ważne. Podczas tych zajęć dzieci wyciszają się przed przystąpieniem do ćwiczeń. Górne światło w sali zostaje wyłączone, na ziemi zapalana jest lampka solna, dzieci siedzą w kręgu na ziemi i zamykają oczka. Pani bije w gong i dzieci mają za zadania dopiero wtedy otworzyć oczy, gdy dźwięk całkiem zaniknie. Ćwiczenie to zmusza dzieci do koncentracji :) Właśnie wyczytałam, że takie zajęcia są idealne dla dzieci z ADHD, pomagają dziecku też radzić sobie z błędami, wzmacniają wiarę we własne możliwości, wspomagają też interakcje między rodzicami a dziećmi. Trening ten jest wprowadzony do przedszkoli od 1990 roku i według badań z roku 1996 wynika, że u 77 % dzieci zredukowała się ogólna ekscentryczność, u 66 % zmniejszyła się niestabilność emocjonalna.

 

Informacje przedstawione w przedszkolu bardzo mi się podobały, zwłaszcza gra planszowa „Rudi Rennmaus” i mam nadzieję, że mój Fikaczek dzięki udziale w tych zajęciach nadgoni nieco i nie będzie musiał zmieniać we wrześniu przedszkole :(

Właśnie tworzę dla Fikaczka zwierzątka z plasteliny Play Doh (a propos 12 kolorów kupione w Rossmanie za 6,99 Euro :P) a moja Tusia zbudowała wysoką wieżę z 8 kubeczków plasteliny, którą z lubością przewraca i buduje od nowa :P

Ostatnio zaczęła mówić:

„wow”

„brudne” – „bludle”

 

Jak co roku w marcu odwiedzają w drodze na i z nart teściowie. Jeżdżą tradycyjnie w Dolomity i zawsze z kimś. W tym roku zaskoczyli nas już o 7 rano w zeszły piątek i mieli nas odwiedzić też w drodze powrotnej. Nie było tylko pewne czy się uda bo jechali w 7 osób jednym autem i już w niedzielę musieli być w domu bo żona kuzyna w niedzielę musiała iść do pracy. W piątek czekaliśmy na jakieś wiadomości od nich, czy przyjadą i kiedy. Wiedzieliśmy, że na pewno w piątek jeszcze będą chcieli jeździć, więc się nie denerwowaliśmy ale wieczór się zbliżał – żadnej wiadomości. W końcu zadzwoniliśmy i okazało się, że teściowa miała na stoku wypadek i ma pęknięte biodro – zabrali ją do szpitala i będzie musiała być przetransportowana do szpitala w jej rodzinnym mieście. Proponowaliśmy, żeby porozmawiała z lekarzami i żeby ją u nas zostawili, niedaleko nas też jest klinika, mama by u nas ten zalecany miesiąc poleżała, miałaby jakąś opiekę. Niestety już nie dało się tego niestety odkręcić. Teściowa więc pojechała w sobotę o 9 ambulansem do szpitala a reszta odwiedziła nas po 16:00 wczoraj. Późnym wieczorem rozmawialiśmy z teściową, czeka na badania, ortopeda ją zbada w poniedziałek dopiero ale podobno nie jest aż tak tragicznie. Proponowaliśmy, że jakby lekarz pozwolił, to mama by do nas kuszetką na miesiąc przyjechała i spędziłaby ten czas z wnukami :)

Na przyjazd gości ugotowałam grecką musakę według przepisu na: http://www.mowimyjak.pl/styl-zycia/kuchnia/jak-przyrzadzic-musake,17_30397.html. Zrobiłam dwie wersje – jedną z ziemniakami a drugą bez. Wszystkim smakowało :)


  • RSS