Dzisiaj mieliśmy z Fikaczkiem termin u ergoterapeuty. Na szczęście miałam dzisiaj auto a mój nowy Tageskind jak co wtorek był u kolegi po szkole. Pojechaliśmy nieco wcześniej, bo przed wizytą w centrum, chciałam z Tusią skoczyć do pediatry zrobić kontrolne badanie krwi, bo chciałabym mieć pod kontrolą wyniki prób wątrobowych (zawsze miała je podwyższone ale w sumie nikt nie potrafił wytłumaczyć dlaczego). Na miejscu okazało się, że jesteśmy za wcześnie – u pediatry trwała jeszcze przerwa. Mieliśmy ponad godzinę do spotkania z ergoterapeutą, więc pochodziliśmy trochę po mieście – kupiliśmy donutsa Fikaczkowi, potem poszukaliśmy sklepu papierniczego i powoli na piechotkę poszliśmy na umówiony termin. Tym razem mogłam zostać na teście. Rozpoczął się od części związanej z malowaniem. Na kartce papieru Fikaczek dostał tylko zarys domu i musiał go uzupełnić. Poszło mu super – namalował drzwi, potem okna a na koniec super dokładnie wyciął gotowy domek. Potem musiał namalować swój autoportret. Trochę potrzebował podpowiedzi ze strony terapeutki bo nie namalował na początku rąk i włosów. Potem były róże kręte drogi, np myszka musiała dojść do serka, rybka dopłynąć strumieniem do jeziora itp. Mały musiał ołówkiem namalować drogę i nie wyjść poza wyznaczone linie. to też poszło mu dobrze. Później musiał namalować to co pokazała pani a więc: kółko, krzyż, kwadrat i przekreślone dwie kreski – wszystko zrobił dobrze. Na sam koniec było najtrudniejsze zadanie – gra z figurkami o różnych kształtach. Fikaczek mógł wybrać sobie 2 plansze, na każdej było przedstawionych 5 przedmiotów – jajko, gruszka, sześcian itp. Następnie z pudełka musiał wyjąć odpowiednie figurki i postawić je na odpowiadającym im polu. Później wszystkie figurki musiał wsypać do woreczka i pojedynczo wyciągać i znów odpowiednio dopasować do pasującego obrazka na planszy. Wykonał to zadanie prawie bezbłędnie, miał problem tylko z sześcianem – na początku na jego miejsce wybrał bardziej płaską figurę. Następnie została sprawdzona jego zdolność ruchowa – czy umie każdym palcem dotknąć do kciuka, czy umie stać na jednej nodze i ile, czy umie skakać na jednej nodze, czy umie skakać do przodu susami. Wszystko to wykonał idealnie :) Potem przyszła pora na zabawę a ja chwilę mogłam wymienić się informacjami z terapeutką. Pokazałam jej opinie opiekunek z przedszkola, które, podobnie jak i ergoterapeutka, uważają, że Fikaczek ma problem ze zrozumieniem poleceń. Widać to było dziś podczas szukania pasujących przedmiotów – terapeutka podpowiadała, że szukany przedmiot jest bliżej niej, mały nie reagował. Potem mówiła, że jest koło młoteczka (to też był jeden z przedmiotów w grze), Fiki dalej nie reagował. Co mnie nieco uspokoiło, to to, że mały nie będzie potrzebował ergoterapii. Takich zajęć potrzebują dzieci, które mają problem z koordynacją, źle malują itp. Z dzisiejszego spotkania terapeutka była zadowolona, badała małego nieco ponad rok temu i była zadowolona z jego postępów. Stwierdziła jednak, że myśli, że zmiana przedszkola byłaby dla niego jednak wskazana. Porozmawia jeszcze z logopedą, która zajmuje się małym i po świętach dostanę opinię.

Po badaniu poszliśmy do pediatry na badanie krwi. Czekaliśmy wyjątkowo krótko :) Fiki bawił się ładnie w poczekalni a my z Tusią weszłyśmy do gabinetu. Mała przy pobieraniu krwi (z żyły!) była tak zaaferowana tym co robią, że bez problemu dała sobie zrobić zastrzyk! Udało się za pierwszym razem trafić w żyłę i szybciutko został pobrany materiał do badania. Omówiłam z lekarzem, że poprzednie wyniki badań krwi, zwłaszcza ASPAT i ALAT były podwyższone (próby wątrobowe). Badania były przeprowadzane ostatnio w 2011 roku, więc dla pewności chciałam je skontrolować. Lekarz na szczęście mnie uspokoił, że nie widzi powodów do niepokoju w wynikach, bo co laboratorium to inne wychodzą ale nie zbywał mnie opowiadaniem, że wyszukuję u dziecka choroby, jak to robiła pediatra z naszego miasta. Krew jutro pójdzie do badania i dostanę na piśmie wyniki.