mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 4.2013

Po grypie ani śladu a i pogoda się poprawiła – wiosna w pełni :) Wczoraj i dziś chyba z 26 stopni mieliśmy. Od środy znów opiekowałam się moim Tageskind. Na szczęście miałam samochód i po odebraniu chłopaków z przedszkola i szkoły, podjechaliśmy na plac zabaw i oczywiście tradycyjnie była piłka nożna :) Po raz pierwszy mój Tageskind odrobił u nas zadanie domowe i nawet do domu nie chciał wracać :P Kiedy skończyłam pracę, skoczyliśmy do obuwniczego kupić korki na trening piłki nożnej, na który dzisiaj idziemy. Fikaczek sobie wybrał pomarańczowe buty z Deichmanna i tak je pokochał, że nie chciał ich zdejmować i chciał z nimi spać :) Na dzisiejszy trening po południu przyjdzie też jego najlepszy kolega, więc cieszę się, że tym bardziej chętnie pójdzie. We wtorek natomiast razem z tym kolegą pójdzie na zajęcia tenisowe organizowane przez nasz miejski klub tenisowy. Rakietkę mamy, jedną nawet pożyczyliśmy koledze :) Już się cieszę :)

Grypa :/

Brak komentarzy

Niestety przyplątało się do mnie choróbsko … W środę zaczęło się suchym kaszlem ale więcej objawów nie było, jeszcze z dziećmi u lekarza po atest potrzebny do zameldowania w nowym przedszkolu, potem zakupy i po południu odebrałam męża z pracy razem z dzieciakami, przy okazji wyrzuciliśmy Gelber Sacki – tak w Niemczech segregacja śmieci na całego, plastiki wyrzuca się do specjalnych żółtych worków, które niestety potem trzeba samemu wywieźć na składowisko. Wracając wstąpiliśmy jeszcze do sklepu i tankowaliśmy – trwało to dłużej bo na stacji była dość tania benzyna, więc sznureczek samochodów się zwiększał, w dodatku była to stacja samoobsługowa co jeszcze bardziej wydłużało czas oczekiwania. Wieczorem dojechaliśmy do domu i dla pewności wzięłam gorącej kąpieli z eukaliptusem. Niestety po kąpieli było mi gorzej niż przed, jedyne to to, że się rozgrzałam. W czwartek w miarę funkcjonowałam ale czułam się lekko podziębiona, bolała głowa, mięśnie, uszy … O 14 przyjechał Fiki i Tageskind (przywiezieni przez zaprzyjaźnioną mamę z przedszkola) a krótko przed nimi – terapeutka Tusi, która jak co czwartek przyszła na terapię do nas. Przez godzinę siedziałam z chłopakami na górze i graliśmy w grę LEGO „Piramidę Cheopsa”. Niestety ból był trudny do zniesienia :/ Na dziś odmówiłam zajmowanie się Tageskind i dobrze, bo rano naprawdę czułam się beznadziejnie no i prawie 39 stopni gorączka. Miałam nadzieję, że przyjedzie do mnie nasz lekarka rodzinna ale niestety ona przyjmuje w dość dalekiej odległości od nas. Mąż odwiózł Fiki do przedszkola i zadzwonił do lekarki, niestety musiałam zbierać się i jechać na termin do lekarki. Tam lekarka prawie natychmiast stwierdziła, że to grypa ale dla pewności zrobiła badanie krwi, które ostatecznie potwierdziło grypsko :/ Wykupiliśmy leki i pojechałam do domu. Obym się szybko wykurowała …

Tytuł z pozoru dziwny i niezrozumiały, już wyjaśniam – chodzi o wybór placówki, do której od września Fikaczek a także i Tusia pójdą od września. Jak pisałam we wcześniejszych postach, do wyboru było nasze miasteczko i oddalone o około 20 km od nas większe miasto. W sumie dzisiaj rozmowa z sąsiadką była przesądzająca ale po kolei …

Jak co poniedziałek obie moje pociechy miały zajęcia logopedyczne. Dzisiaj Fikaczka miała obserwować podczas zajęć prowadząca szkołę wspierającą rozwój w naszej miejscowości. Kazała mi wypełnić oczywiście kwestionariusz, prawie przeze mnie na pamięć znany z Pfaffenhofen (drugiej placówki wchodzącej w grę). Okazało się, że wypisując te papierki zapisałam małego do placówki i mogę być prawie pewna miejsca we wrześniu. Wszystko fajnie ale się okazało, że zajęcia są tylko do 12:15, jak dłużej chcę zostawić małego, to do 16:00, nie wspominając o kosztach – 140 Euro w sumie a w tej cenie mam tylko raz w tygodniu zajęcia z logopedą i heilpedagogin, pozatym Tusi by tu u nas nie przyjęli :/ Po południu rozmawiałam z sąsiadką, której znajoma pracuje w tej szkole i się okazało, że na 100% od września jej tu już nie będzie więc decyzja do podjęcia była łatwiejsza. Jej koleżanka będzie się starała o pracę tam gdzie Fiki pójdzie a więc może jednak się spotkają :P Jutro mam termin z psycholog w drugiej placówce, ma Tusię ocenić i jak się wszystko uda, oboje tam pójdą i będą 3 dni do 16:00 mieć zajęcia. Mam nadzieję, że już nic nie zmieni mojej decyzji :)


  • RSS