mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 7.2013

Dzisiaj dwie ważne okazje – urodzinki Tusi i ostatni dzień Fikaczka w jego starym przedszkolu.

Rano zawiozlam Fikaczka na 8:30 a potem o 10:00 razem z Tusią przyjechaliśmy do przedszkola, bo na ta godzinę była zaplanowana msza. Pózniej dzieci śpiewały rożne piosenki, Fikaczek też :) pózniej w grupach było pożegnanie 6 latków, które od września pójdą do szkoły. Na sam koniec wręczyłam Fikaczkowi własnoręcznie zrobione kartki – doniczki. Wczoraj je dokańczałam, brakowało kwiatków. W wolnej chwili na moim blogu scrapbookingowym wystawię fotki :) Po zakończeniu roku przedszkolnego miałam dla Fikaczka niespodziankę – pojechaliśmy w odwiedziny do mojego Tageskind

Mijający weekend upłynął nam pod znakiem Indii. Wszystko z racji tego, że mąż był tam w delegacji i po powrocie do Niemiec chciał się odwdzięczyć swoim współpracownikom indyjskim, którzy się nim zajmowali podczas delegacji, zabierali go w różne miejsca, wszystko też za niego płacili ale nie w tym rzecz. Mężowi bardzo podobało się podejście Hindusów, które różniło się kompletnie od niemieckiego podejścia do gości:/ tutaj gdy hinduscy współpracownicy przyjeżdżają, są jedynie odbierani z lotniska i na tym kończy się „gościnność”. Dlatego mój mąż postanowił ocieplić nieco ten wizerunek i sam zorganizował wycieczkę do Monachium. Oczywiście chciał pojechać na tą wycieczkę cała rodzinką :) Niestety zapowiedziane upały sprawdziły się w stu procentach I przez to nasza wycieczka była „nieco” męcząca ale należała do udanych :) Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy w mieście gdzie mąż pracuje i w którym znajduje się dworzec kolejowy. w weekend najlepiej skorzystać z tak zwanego Bayern Ticket, który przez cały weekend umożliwia podróż pociągiem po całej Bawarii i dodatkowo bilet ten upoważnia rownież do podróżowania metrem w Monachium a muszę przyznać, ze to bardzo wygodny i praktyczny pomysł. Podróż autem do Monachium to moim zdaniem nienajlepszy pomysł, przetestowalismy do raz. Koszty benzyny, parkingów (o które trudno tam, nie wspomnę o cenach), biletów na metro są nieporównywalnie większe niż cena biletu. Obecnie wynosi ona 22€ od osoby. Biletem tym może podróżować maksymalnie 5 osób, przy czym dzieci poniżej 6 lat jadą za darmo i nie są wliczone do podróżujących tych biletem. Za każdą osobę dopłaca się 4€ więc w sumie nasz bilet na 5 osób dorosłych i dwoje dzieci poniżej 6 lat kosztował nas 38€. Podróż do Monachium trwała około 40 minut. Niestety mieliśmy pecha i pociąg był bardzo zatłoczony i staliśmy ściśnięci  na korytarzu a Oktoberfest jeszcze się nie zaczął;) Za to pierwszy raz widziałam, że po wagonach jeździł pracownik kolei i sprzedawał napoje, podejrzewam, że to było z racji panujących upałów. Z dworca głównego nasza wycieczka pojechała metrem do naszego pierwszego punktu wycieczki -Karlsplatz, zwanego także Stachus. Orzeźwieni wodą z imponującej fontanny stojącej na tym placu, odwiedziliśmy Mc Donalda, gdyż co poniektórym burczalo już w brzuchu, dzieci domagały się tez lodów. Pózniej szliśmy głównym deptakiem Monachium, na którym znajdowały się rożne drogie sklepy, zajrzelismy rownież do sklepu z tradycyjna modą bawarską, tak zwanym Trachtem, bo szukam dla naszej Tusi sukienki w tym stylu ale po pierwsze nie mogłam się zdecydować, po drugie odstraszyly mnie ceny:) popatrzeć zawsze można a ja nigdy nie mam dość. Następnie dowiedzieliśmy dwa kościoły – kościół św. Michala(Michaelskirche) i słynne Frauenkirche, którego charakterystyczne dwie wieże są wizytówką Monachium. Następnie spacerkiem dotarliśmy na Mariensplatz gdzie znajduje się Nowy i Stary Ratusz (Neues Rathaus, Altes Rathaus). Niestety spóźniliśmy się na grające o 11:00 i 12:00 figurki na wieży nowego Ratusza. Może następnym razem … Następnie poszliśmy dalej do najbardziej znanej na świecie piwiarni (hofbräuhaus). Weszliśmy na piętro gdzie dla ochłodzenie napilismy się zimnego piwa, coli i lemoniady. Dzieciaki dostały nawet kredki i kolorowanki ale nasz Fikaczek był zajęty rozpakowywaniem klocków Lego Batman, które mu wcześniej kupiliśmy w Kaufhofie, na pociechę za złamany świetlicy miecz z Gwiezdnych Wojen, który  mu Tusia złamała. Tuska z okazji nadchodzących we wtorek trzecich urodzinek tez dostała kuferek klocków. Na koniec wycieczki poszliśmy coś zjeść do indyjskiej restauracji bo naszym gościom, którym tęskno do ojczyzny, bardzo na tym zależało. Była to moja pierwsza wizyta i nie bardzo na początku wiedziałam co mam zamówić ale w końcu zdecydowałam się na kurczaka, wołowinę i baraninę w przyprawach w sosie, mój mąż się zdecydował na kaczkę. Do wszystkich dań podawano ryż basmati z szafranem. Do picia zamówiliśmy sok z guawy, który ku naszej uciesze był w menu. Zdziwilismy się tylko, ze ma on kolor czerwony bo w chińskiej restauracji ma on kolor zielony. Nasi koledzy nam wyjaśnili, ze owoc guawy w zależności od stopnia dojrzałości, ma albo kolor czerwony albo zielony. Niestety najbardziej się zdziwilismy widząc rachunek – samo nasze picie a więc po dwie szklanki 0,5 każdego mnie i męża zapłaciliśmy „tylko” 42€! Niestety upał robi swoje i chce się pić. Ale warto było, wszystko było smaczne. Niestety z racji, ze opisami się sokiem a wczesńiej Leonardo, nie byłam w stanie zjeść wszystkiego i musieliśmy resztę zaparkować. Byliśmy też mile zaskoczeni postawą restauratorów, bo nasze dzieci zrobiły tam niezły bałagan, były tez głośne. Jak nam wytłumaczyli znajomi, w Indiach jest się bardzo pobłażliwym dla dzieci i na wiele im się pozwala. Po najedzeniu się ruszyliśmy powoli w kierunku metra, którym pojechaliśmy na dworzec. Zależało nam złapać pociąg o 17:22 bo w domu czekał na nas piesek, który był sam już 9 godzin a nas jeszcze czekały zakupy:/ na szczęście goście pomogli nam w zakupach i w domu byliśmy krótko przed 19:00. Piesek poszedł się przejść, polozylismy dzieci spać i koniec dnia uwieńczyliśmy oglaądaniem filmów i domową pizzą margharitą, która wszystkim smakowała. Z racji, że na niedzielę było zapowiedziane 40 stopni, zaproponowaliśmy gościom, że pokażemy im pobliskie jeziora. Niestety dziś było tam przepełnione aut na parkingu i musieliśmy szukać miejsca na położonym okoł pól kilometra obok placyku i stamtąd w upale przejść się kawałek ale było warto – woda w jeziorze była super przyjemna:)

Dzisiaj wieczorem pojechałam na próbny trening w mojej ewentualnie nowej drużynie tenisowej. Niestety dzisiaj poznałam tylko dwie babki z drużyny, reszta nie miała opiekunki do dzieci lub co innego im wypadło. Doznałem trenera, chyba z Chorwacji, mówił, ze grał długo w Łodzi, pytał z jakiego miasta w polsce pochodzę. Grało mi się dobrze i co najważniejsze, trener poprawiał, cierpliwie tłumaczył, chwalił. Mówił, ze widać, że wcześniej dużo grałam. Był ciekaw jak gram i „sprawdzał” mnie, było dużo biegania, zagrań typowych w meczach, czego u nas nigdy nie widziałam. Po treningu rozmawiałam trochę z szefowa drużyny. W zimie mogę grać z nimi w rozgrywkach i dopiero od 2014 placilabym dopiero opłatę członkowską. Trening kosztuje 30€ za godzinę, podzielone przez 4 zawodniczki, czasem przez sześć. Pytałam też czy znają moje koleżanki z drużyny i okazało się, ze tak, najbardziej naszą obecną szefową drużyny, nie oceniamy jej zbyt pozytywnie :) no cóż, chyba decyzja co do zmiany klubu podjęta:)

Dzisiaj Fikaczek miał pożegnalne przyjęcie w obecnym przedszkolu, od września będzie chodził do nowego, w którym będzie miał codziennie zajęcia z terapeutami, żeby potem bez problemów pójść do szkoły. wczoraj dzwoniła opiekunka grupy i zaproponowała, ze Fiki może mieć połączone pożegnanie z innym dzieckiem, które od września już nie będzie chodzić do tej placówki. Na pożegnanie kupiliśmy każdemu dziecku małe paczuszki miśków Haribo. Fikaczek nawet wolał je od upieczonego tortu z Zygzakiem, lepiej dla mnie bo to bardzo pracochłonna  robota żeby ozdobić ciasto.  W następny wtorek pożegnanie ogólne w przedszkolu bo od 31 lipca na miesiąc przedszkole ma przerwę. Przygotowuję kartki dla opiekunek na pożegnanie a wczoraj zrobiłam taką dla pani terapeutki, z którą Fikacz ma dziś ostatnie zajęcia.

Dzisiaj zabraliśmy dzieciaki do kina na film ” Minionki rozrabiają” („despicable me 2″) w 3D. Po raz pierwszy zabraliśmy ze sobą Tusię, z okazji zbliżających się trzecich urodzinek. Film bardzo podobał się Fikaczkowi, Tusi też ale dużo się kręciła po sali, zdejmowała okulary … Kilka scen ją bardzo śmieszyło a najbardziej podobało się jej łapać na koniec bańki, które Minioki puszczały podczas napisów końcowych. Muszę przyznać, że w porównaniu z bratem, Tusia poszła do kina dwa lata szybciej. A kiedy Wy zabraliscie Wasze pociechy pierwszy raz do kina?

Dzisiaj pojechałam z Tusia na próbny dzień do przedszkola. Fikaczka zawiozlam wcześniej do przedszkola, bo termin Tusi był już o 08:15. Myślałam, że obejdzie się bez większych problemów bo poprzednio gdy oglądaliśmy grupę, Tusi się tak podobało, ze nie chciała wracać do domu. Przywitalam się kolejno z paniami opiekunkami i zaczęło się … Tusia położyła mi się na podłodze i nie chciała wejść w ogóle do sali, gdzie już czekały dzieci. Miałam z Tusią zobaczyć jak wygląda Morgenkreis i po nim dzieci miały wspólnie zjeść śniadanie, potem miał być czas na wspólna zabawę. Tusia się długo boczyła, nawet nie chciała do mnie przyjść na ręce. W końcu jakoś udało mi się ją uspokoić, poszła też do sali ale trzymała się na dystans, zachęcił ją za to kącik zabaw. Potem nawet chętnie wymyła rączki i poszła z dziećmi zjeść śniadanie. Pani pokroiła jej jabłuszko i dała dziecięcy nóż żeby mogła posmarować sobie bułkę. Potem zainteresowana poszła za dziećmi do sali zabaw i bawiła się ręcznie zrobioną plasteliną. Potem była na dworze i huśtała się, jeździła na rowerku i hulajnodze. Potem zobaczyłam z nią piaskownicę i około 11:00 ruszyłyśmy do domu. Podczas naszej wizyty 8 dzieci zajmowała się 4 osób. Dostałam potrzebne informacje , miedzy innymi o tym co we wrześniu Tusia będzie potrzebowała, co spakować do plecaczka na śniadanie. Przedszkole zapewnia napoje i słoiczki z firmy Hipp ale tylko owoce, bo są one przeznaczone na deser. Na obiad dzieci dostają zupę i drugie danie plus sałatkę i według opiekunów, jest to sycący obiad. Dowiem się jeszcze czy za jedzenie muszę płacić bo według jedynej z pań, opłaca to region ale nie jest pewna. Raz na dwa miesiące płaci się około 22€ na materiały plastyczne i inne opłaty, miedzy innymi na prezent urodzinowy gdy dziecko ma urodziny i tak dalej. Zobaczymy jak będzie dalej ale pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne.

Jak już wcześniej pisałam, dostałam propozycję dołączenia do drużyny tenisowej w kategorii od 30 lat. Dzisiaj dzwoniła szefowa drużyny i w następny czwartek wieczorem o 19:30 mogę przyjść na trening i poznać wszystkie dziewczyny. Co mi się bardzo spodobało to to, że w grupie jest 5 zawodniczek a więc o wiele mniej niż u nas i nie ma problemu kto kiedy gra jak to było w przypadku mojej obecnej drużyny – na każdym treningu 8 dziewczyn. Co jeszcze mi przypadło do gustu to to, że w zimie też się odbywają rozgrywki i będę mogła brać w nich udział, nie będąc jeszcze przepisana do drużyny. Zobaczymy jak będzie mi się tam podobało. Pierwsze pozytywne wrażenie odniosłam już rok temu, gdy graliśmy w meczu drużynowym przeciwko Pfaffenhofen. Przede wszystkim była tam ściana do odbijania, której na próżno szukam w niemieckich klubach, a która występuje na chyba każdych kortach w Polsce. Meczu co prawda wtedy nie wygrałam ale dostałam komplementy od przeciwniczek :)

Zazwyczaj nie przepadam za poniedziałkami, dzisiejszy nie zapowiadał się dobrze bo Tusia mnie obudziła w nocy mimo, że wczoraj byliśmy nad jeziorem około 4 godzin żeby dzieciaki się wymęczyły no ale co zrobić. Pierwszą miłą niespodziankę sprawił mi mój Tageskind. Po odebraniu  chłopaków poszliśmy wszyscy do miasta bo Tagsekind miał pieniądze ze sobą i chciał sobie coś kupić w zabawkowym i obiecał Fikaczkowi, ze mu też coś kupi. Niestety nie obyło się bez stresów bo mój synuś co chwilę o coś płakał mimo, ze dostał dziś dużo prezentów od swojego starszego „brata”.  Jakoś w zgodzie doszliśmy na płac zabaw i chłopaki grały w piłkę ale niestety w drodze powrotnej zaczęły się zgrzyty bo Fiki nieładnie się wyrażał i złościł się. W domu trochę ochlonął i się przeprosili. Drugą miłą wiadomością dziś był email od znajomej z tenisa z propozycją dołączenia do drużyny Damen 30 w Pfaffenhofen bo szukają tam wsparcia. Pomyślałam czemu nie?:) treningi są wieczorem w czwartki więc pasuje. Ciekawe jak to się rozwinie. Może w sierpniu uda mi się tam podjechać i pograć i zapoznać z reszta drużyny? Szczerze mówiąc organizacja w moim obecnym klubie jest do niczego – treningi non stop wypadały, jak graliśmy bez trenera to podejście dziewczyn było tragiczne, jak ja coś organizacyjnie nie zrozumiałam to na mnie z pretensjami ale innym było wolno. no cóż, za bardzo  nie miałam wspólnych tematów do rozmów bo byłam tam najstarsza.

Wieczorem o 18:30 grałam  z moją sparingpartnerką w tenisa i w porównaniu do czwartku gdy było wyrównane 4:4 , tym razem wygrałam 6:0 1:0. Jutro o 17:45 gram też bo partner odmówił , będę musiała ale podjechać z dziećmi, na szczęście będę miała auto.

Wczoraj musiałam pojechać z Tusią na powtórne badanie słuchu. Tata pojechał za mną swoim autem żeby małą potem zabrać do domu bo ja o 13:15 miałam spotkanie informacyjne w nowym przedszkolu maluchów, dzisiaj w grupie Fikaczka.

Tusia ładnie przywitała się z Panią i nawet współpracowała, niestety zgrzyt nastąpił w momencie gdy pani chciała zajrzeć małej do uszu :/ Po kilku próbach, zrezygnowała. Później pokazała jej kilka zabawek – lalkę, misia, rybkę, domek, pieska i krówkę. Potem stanęła w rogu pokoju i prosiła żeby mała jej pokazywała wybrane przedmioty. Zaczęła od domku i Tusia pokazała więc już się ucieszyłam ale potem już nic nie chciała pokazywać tylko się bawiła. Pani stwierdziła, że jest w kropce, bo nie umie z całą pewnością powiedzieć czy mała dobrze słyszy, ma podejrzenie, że jest to albo jej sposób bycia, że nie współpracuje z przekory albo ma jakieś lekkie problemy ze słuchem, może w pewnych częstotliwościach lepiej słyszy, w innych gorzej. Zaleciła skontaktować się z centrum dziecka w Monachium i powiedzieć, że mała w ogóle nie chce współpracować i może tam znajdą na nią jakiś sposób, może będzie musiała dostać coś na sen żeby spokojnie leżała ze słuchawkami na uszach. Mam się w razie czego zgłosić do Vohburga w listopadzie na powtórkę badania.

Potem pojechaliśmy na rynek nad fontannę bo upał nadal doskwierał. Ja się potem „ewakuowałam” i pochodziłam po sklepach bo do spotkania miałam jeszcze sporo czasu. Spotkanie okazało się wbrew temu co myślałam, spotkaniem indywidualnym. Przy rozmowie była jedna z opiekunek grupy i w zastępstwie drugiej pani, pani psycholog, która badała oba dziatki. Grupa Fikaczka będzie liczyła 8 dzieci. W pierwszym dniu mam oboje sama przywieźć i odebrać, dopiero na drugi dzień dzieci odbierze kierowca autobusu. W zależności od tego jakie terapie dzieci mają przepisane, będzie zależało kiedy zostanie ustalony dzień, w którym wszystkie dzieci są razem i będą mogły w kręgu poopowiadać o tym co przeżyły w ciągu weekendu w domu, co lubią robić itp. Przez pierwsze dwa tygodnie zabawka będzie mogła być zabierana codziennie ze sobą, żeby dziecko czuło się bezpiecznie w nowym miejscu i łatwiej byłoby mu się przyzwyczaić. Co mi się podobało to to, że każde dziecko ma ze sobą przynieść kubeczek i szczoteczkę do zębów i po obiedzie myć ząbki. Wszelkie słodycze jak  obecnym przedszkolu są zakazane. Panie mi mówiły też, że zawsze mogę zadzwonić i się dowiedzieć o dziecko, że bardzo ważna jest wymiana informacji z rodzicami i dlatego będę codziennie dostawała zeszyt z informacjami, który powinnam na bieżąco przeglądać i zaznaczać paniom, czy zapoznałam się z tym co mi przekazały. Dowiedziałam się również, że panie opiekunki odwiedzają swoich podopiecznych w domach :) W pierwszym dniu mam przynieść rzeczy na przebranie, rzeczy na basen, odzień i obuwie na jesienne wycieczki oraz 4 zdjęcia. Ciężko mi z tym, że Fiki musi zostawić swoich obecnych przyjaciół z przedszkola i przyzwyczaić się do nowego miejsca ale powtarzam sobie, że to dla jego dobra. Na szczęście mąż wrócił w sobotę z Indii i porozmawiał z nim, że nie ma się czego bać. W zeszłą niedzielę akurat odbywał się w tym przedszkolu letni festyn i Fiki pojechał tam z tatusiem – był bardzo zadowolony. Bawił się sterowanymi autkami, brał udział w różnych konkurencjach i dostał za nie stempelki i na buzi miał namalowaną maskę :) Mam nadzieję że dzięki temu będzie mu we wrześniu łatwiej.

 

Dzisiaj mieliśmy bardzo ciekawy dzień :) Rano dzieciaki pojechały z dziadkiem odpowiednio do przedszkola i Kinderparku. O 11:00 odebrałam Tusię i powoli sobie wróciłyśmy do domku na piechotę. Koło 14 podjechałam po Fikaczka do przedszkola (dziś miał fotografa) i po Philippa do świetlicy. Co prawda dzień był od rana deszczowy, na szczęście tylko mrzawka i chłopaki mieli ochotę jechać pokopać piłkę na boisko. Podjechaliśmy ale na miejscu Fikaczek zaczął marudzić, że on chce do domu i wpadł w histerię, że nie spakowałam mu jego nowego dresu, który w sobotę razem z babcią kupiliśmy w sportowym w „Westparku”. Na szczęście w tym momencie Philipp zauważył siedzącego na trawie pod drzewkiem jeżyka i płacz poszedł w niepamięć. Zrobiliśmy sobie fotkę na pamiątkę. Martwiliśmy się trochę, że jeżyk może zginąć pod kołami samochodu (ulica, co prawda rzadko uczęszczana ale jednak, była blisko). Chłopaki grały w piłkę ale cały czas miały jeżyka na oku. Gdy tylko się ruszył, szliśmy do niego i delikatnie naprowadzaliśmy go z powrotem na trawę. W pewnym jednak momencie jeżyk był na środku ulicy :/ Za pomocą rakiety tenisowej (w pokrowcu) udało nam się go nakierować na boisko – tam już dalej rozciągały się pola i liczyliśmy na to, że miłe zwierzątko nie zawróci w stronę ulicy. Pozbieraliśmy rzeczy i ruszyliśmy do domu zadzwonić do weterynarza. Okazało się, że można by go przynieść i odrobaczyć a potem wypuścić ale stwierdziłam, że nie będę teraz jeździć i go szukać i niepotrzebnie mu stres robić. Chłopaki zapomniały o sprawie ale oczywiście meldunek tatusiowi na skypie musiał być :P

Koło 20:00 dziadek zabrał oba dziatki na dłuuugi spacer żeby się zmęczyły i dobrze zasnęły. Padły około 22:30 :)


  • RSS