mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 9.2013

Jak co roku we wrzesniu w naszej miejscwosci odbywaja sie otwarte mistrzostwa w tenisie ziemnym. W tym roku postanowilam znow sprobowac swoich sil (cala historia w osobnym poscie o Paryzu i mistrzostwach). Dzisiaj nareszcie na stronie klubu pojawila sie czesc zdjec.

Oto one:

Tu jak gram podczas finalu

Tu po wreczeniu pucharow, z burmistrzem

 

A tu notka z gazety:

Bauer überrascht

Geisenfeld (PK) Florian Bauer (TV Geisenfeld) heißt der Überraschungssieger der Geisenfelder Tennisstadtmeisterschaft. Der 28-Jährige setzte sich am Sonntag im Finale gegen Julian Gigl (TV Geisenfeld) mit 6:2, 6:2 durch.

Bei den Frauen dominierte Joanna Powalla (TV Geisenfeld). Sie gewann das Endspiel gegen Jennifer Krassow (TV Geisenfeld) mit 6:4, 6:1. Für Titelverteidiger und Titelfavorit Sebastian Kröger (TC Pfaffenhofen) reichte es nur zu Rang vier. Damit blieben bei der vierten Auflage der Stadtmeisterschaft unter der Schirmherrschaft von Bürgermeister Christian Staudter erstmals beide Titel in Geisenfeld.

Im Gegensatz zu den gesetzten Spielern erhielt Bauer in der ersten Runde kein Freilos, hatte beim 6:2, 6:1 gegen Martin Schmidmeier aber wenig Mühe. Enger war da schon das Spiel um den Einzug ins Halbfinale, als der spätere Turniersieger den an Nummer drei gesetzten Fabian Eisenmann (TV Geisenfeld) mit 7:5, 3:6, 11:9 bezwang. Auch Thomas Gigl (TV Geisenfeld) – die Nummer zwei des Turniers – konnte Bauer nicht stoppen und unterlag mit 6:4, 4:6, 3:10. In der oberen Hälfte des Tableaus sorgte Julian Gigl nicht weniger für Aufsehen. Nach seinem 5:7, 6:4, 10:6 im Viertelfinale gegen Bastian Zwack (TC Pfaffenhofen) fertigte er im Semifinale Kröger mit 7:6, 6:0 ab.

Im Finale ließ Bauer dem Geisenfelder Nachwuchstalent schließlich keine Chance und entschied es deutlich für sich. Das Spiel um Platz drei gewann Thomas Gigl mit 5:7, 6:3, 15:13 gegen Kröger. Der Pfaffenhofener ärgerte sich nach dem Spiel zurecht, nachdem er eine Vielzahl an Matchbällen liegen gelassen hatte. Die Konkurrenz der Herren B gewann Christoph Lechner (TC Pfaffenhofen) durch ein 6:3, 6:3 gegen Tobias Bauer (TV Geisenfeld). Den dritten Platz belegte Robert Stephan (TC Geisenfeld), der Bernd Zeitler (SpVgg Langenbruck) mit 7:6, 6:3 bezwang.

Bei den Frauen war Powallas Triumph eine klare Angelegenheit. Die Geisenfelderin hatte in der Gruppenphase lediglich beim 6:3, 7:6 gegen Tijana Bogicevic (DRC Ingolstadt) etwas Probleme. Das Finale gegen Krassow entschied sie souverän.

 

Von Julian Schultz

Lesen Sie mehr auf:


http://www.donaukurier.de/sport/lokalsport/pfaffenhofen/Bauer-ueberrascht;art1728,2815539#1028276492

 

Po polsku:

Bauer zaskoczyl

Geisenfeld (PK) Florian Bauer (TV Geisenfeld) to niespodziewany zwyciezca mistrzostw tenisowych Geisenfeld. 28-latek pokonal w niedziele w finale Juliana Gigla (TV Geisenfeld) 6:2, 6:2.

Wsrod pan dominowala Joanna Powalla (TV Geisenfeld). Wygrala final przeciwko Jennifer Krassow (TV Geisenfeld) 6:4, 6:1. Obronca tytulu i faworyta Sebastiana Kroegera (TC Pfaffenhfen) zdobyl dopiero 4 miejsce. Dzieki temu oba tytuly 4 mistrzostw pod patronatem burmistrza Christiana Staudtera pierwszy raz zostaly w Geisenfeld.

W przeciwienstwie do rozstawionych graczy Bauer nie otrzymal w pierwszej rundzie wolnego losu, wygral jednak latwo z Martinem Schmidmeierem 6:2,6:1. Trudniej sie zrobilo w walce o polfinal, gdy pozniejszy zwyciezca turnieju pokonal rozstawionego z numerem trzy Fabiana Eisenmanna (TV Geisenfeld) 7:5, 3:6, 11:9. Takze Thomas Gigl (TV Geisenfeld) – rozstawiona dwojka turnieju – nie mogl powstrzymac Bauera i ulegl mu 6:4,4:6, 3:10. W gornej czesci drabinki Julian Gigl takze sprawil niespodzianke. Po swoim wygranym meczu w cwiercfinale 5:7, 6:4, 10:6 przeciwko Bastianowi Zwackowi (TC Pfaffenhofen), pokonal on w polfinale Kroegera 7:6, 6:0.

W finale Bauer nie pozostawil geisenfeldowskiemu mlodemu talentowi zadnych szans i wysoko zwyciezyl. Mecz o trzecie miejsce przeciwko Kroegerowi wygral Thomas Gigl 5:7, 6:3, 15:13. Pochodzacy z Pfaffenhofen slusznie zloscil sie, potym jak zaprzepascil wiele pilek meczowych. Konkurencje w kategorii B Mezczyzni  wygral Christoph Lechner (TC Pfaffenhfen) dzieki wygranej 6:3, 6:3 z Tobiasem Bauerem (TV Geisenfeld). Trzecie miejsce zajal Robert Stephan (TC Geisenfeld), ktory pokonal Bernda Zeitlera (SpVgg Langenbruck) 7:6, 6:3.

Wsrod kobiet triumf Powalli bylo jasna sprawa. war Pochodzaca z Geisenfeld miala problemy w fazie grupowej jedynie w meczu z Tijana Bogicevic (DRC Ingolstadt), ktory wygrala 6:3, 7:6. Final przeciwko Krassow rozstrzygnela suwerennie.

 

Dzisiaj juz tak rozowo nie bylo z wsiadaniem do busika przedszkolnego :( Tusia zrobila akcje i lamentowala w nieboglosy :( Chciala na raczki ale jak z nia weszlam do busika, zaczela protestowac glosno, ze chce do domu, do tatusia. Pan kierowca musial troszke interweniowac. Na wszelki wypadek zeby nie bylo gorzej i trudniej z rozstaniem, szybko poszlam do domu. Zamykajac drzwi i widzac jak busik rusza, jeszcze slyszalam placz Tusi :( Dzisiaj zostaje w przedszkolu do konca czyli do 16:00 – zobaczymy w jakim wroci humorze …. Fiki wrocil o 14:10, jak poprzednio i zadowolony zastukal do drzwi. Przyniosl ze soba pierwszy obrazek namalowany w przedszkolu i tygodniowy plan obiadow – wreszcie bede wiedziala co jada w przedszkolu :)

W piatek pierwszy raz dzieciaki mialy jechac busikiem do przedzkola. Ja niestety nie moglam im towarzyszyc :( Fikaczek sie denerwowal tym bardzo ale tlumaczylam mu, ze jakby tak kazde dziecko chcialo jechac z mama to by musialy duze autobusy jechac, ze sie tak nie da, ze mamusia nie ma potem jak wrocic sama do domku itp …

Busikiem jedzie w sumie 16 dzieci i po kolei sa zbierane z poszczegolnych miejscowosci i na 8:00 odstawiane pod przedszkolem. Nasze dzieci sa wedlug planu juz o 07:02 odbierane spod domu. Wstalam z mezem o 06:30 zeby dzieciaki wyszykowac. Czekalismy troszke przed domem, juz sie troche denerwowalam bo kierowca sie spoznial, w dodatku w czwartek o tej porze widzialam podobny transporter, ktory wydawalo mi sie, ze trabil i odjechal. Balam sie, ze mialam dac znac kierowcy, ze w pierwszy dzien sama zawoze dzieci ale sadzilam, ze to kierowcy wiedza. O 07:05 podjechal busik i dzieciaki wsiadly. Tusia dala sobie zdjac plecaczek i zapiac sie, przedtem jednak nam pomachala jak mala celebrytka :P Fikaczek poszedl w glab busika i siadl grzecznie i co najwazniejsze – nie plakal :) Pomachalismy im i poszlismy jeszcze sie polozyc chwile. O 13:30 wrocila Tusia. Wracala inna linia busika, z pania kierowca. Fikaczek wrocil jakos o 14:10 dopiero, jednak sporo czasu zajmuje im rozwiezienie wszystkich dzieci. Wrocil zadowolony i usmiechniety, mowil, ze nie plakal i ze podobalo mu sie w nowym przedszkolu. Oby tak dalej w poniedzialek !

Chyba rodzice bardziej przezywaja wazne dni w zyciu dziecka i tak bylo tez w naszym przypadku, przynajmniej polowicznie. Rano zawiozlam dzieciaki do ich grup. Pierwsza odprowadzona byla Tusia. Ona zawsze lubila isc do dzieci ale po poprzednim razie gdy zrobila mi niezly cyrk, mialam lekkie obawy czy nie bedzie powtorki. Wpadlismy do budynku cali przemoczeni bo lalo od rana a z racji poczatku roku szkolnego nigdzie w pblizu nie mozna bylo znalezc parkingu wiec spory kawalek z 4 workami Tusi i plecakiem musielismy isc. Tusia dzielnie niosla swoj plecaczek a ja z Fikaczkiem reszte. Udalo nam sie szybko znalezc grupe Tusi a ja poszlam szukac pan opiekunek. W tym czasie Tusia zdazyla sie juz ulokowac na krzeselku w sali :) Rozebralam jej kurteczke i chcialam jej przebrac buty na zmiane ale pojawil sie pierwszy protest. Pani na szczescie powiedziala, ze na razie moze byc w skarpetkach i malymi kroczkami do niej dotra. Tusia poszla do pan ale przedtem Fikaczek ja poglaskal na dowidzenia i przytulil i poszlismy szybko do auta zeby zdazyc do oddalonej niedaleko grupy Fikaczka. Kawalek podjechalismy i znalezlismy grupe „Sloneczka”. Jedyny troche problem z parkingiem – osiedle domkow jednorodzinnych ale i to opanowalismy i do budynku mielismy bliziutko. Kolo 08:30 zaczal sie Morgenkreis czyli przywitanie dzieci i przedstawienie starszakow jak i nowicjuszy. Fikaczek wstydzil sie ale umiarkowanie :P Siedzial mi na kolanach albo chcial zebym z nim szla sie bawic i zobaczyla co tam ciekawego maja na polkach. Troche powtarzal, ze mu sie nie podoba bo za glosno i za duzo dzieci :P Dzieci byla raptem 8 liczac Fikaczka. Albo plakal bo chlopczyk zaczal sie bawic mostem dla ciuchci z klockow. Po 9:00 czesc rodzicow zostawila swe pociechy ale jesli jakies dziecko nie chcialo sie rozstac z mama, nie bylo zadnego problemu. Fikaczek oczywiscie chcial, zebym zostala. Zjadl sniadanie z dziecmi a potem sie troche osmielil i poszedl pobawic i juz tak bardzo nie sprawdzal czy jestem w sali. Kolo 11:00 jednak juz mial chyba dosyc i powiedzial, ze chce juz jechac do domu. Pozegnalismy sie z paniami i pojechalismy do miasta cos zjesc (to glownie ja:P), kupic lokalna gazete bo byla wzmianka o mojej wygranej w mistrzostwach Geisenfeld w tenisie no i nagrode dla Fikaczka, bo byl naprawde dzielny i powiedzial, ze mu sie podobalo w przedszkolu. Odebralismy pozniej Tusie. Panie opiekunki mowily, ze mala super byla i duzo jadla :) Dostala powitalny prezent od pan – kredki i ksiazeczke o przedszkolu. Jutro pierwszy dzien, kiedy same beda musialy pojechac z panem kierowca autobusem – juz o 07:02 sa odebrane spod domu :/

Wieczorem bylam na treningu mojej przyszlej druzyny tenisowej. Trener od razu poznal, ze gralam duzo bo super gralam. Pomogl mi troche z forhendem, poradzil przenosic ciezar na prawa noge przy graniu forhendu po krosie. Beckhand tez pocwiczylismy. Jedynym minusem tego treningu jest to, ze wracam pozno do domu i po ciemku ale lepiej to niz meczyc sie dalej w druzynie, gdzie nie mam z kim zamienic slowa :/

Nadszedl ten dzien – ostatni dzien letnich wakacji i jutro dzieciaki ida do nowego przedszkola. Chyba bardziej to przezywam niz one, w koncu to duza zmiana w ich zyciu – dla Tusi przedszkole to totalna nowosc ale dla Fikaczka to juz 3 przedszkole w jego zyciu. Dzisiaj jeszcze wszystko przygotowywalam – pakowalam worki i podpisywalam. Fikaczek sie juz nawet cieszyl na nowe przedszkole, dobry znak pomyslalam :) Dzisiaj dostalam telefon, ze grupa Fikaczka przeniosla sie do nowego budynku, nieco oddalonego od kompleksu, do ktorego pierwotnie mial chodzic. Troche sie tym zmartwilam, bo jemu sie tam podobalo gdy byl w sierpniu na letnim festynie ale co zrobic … Sprawdzilam ta okolice w Internecie i wyglada przynajmniej jak dla mnie o niebo lepiej bo znajduje sie w dwurodzinnym domu, wiec dla takiego wrazliwca jak Fikaczek, moim zdaniem to tylko lepiej. W piatek pierwszy raz pojada same autobusem – kierowca bedzie u nas juz o 7:02 :/ Tak wczesnie bo zajecia odbywaja sie juz o 8:00. Trzymajcie kciuki!

Witam po dluzszej przerwie :)

Tyle sie u mnie dzialo, ze nie mialam czasu na pisanie bloga. Jak pisalam wczesniej na dwa tygodnie przyjechali do nas moi rodzice. Czas mijal milo i szybko, zdarzyla sie nawet wielka niespodzianka ale pokolei …

Jak co rok we wrzesniu w naszym miescie odbywaja sie otwarte mistrzostwa tenisa. W zeszlym roku zawody w kategorii pan odwolano z powodu malej ilosci zawodniczek. W tym roku postanowilam sie znow zapisac i dlugo myslalam, ze znow nie bede miala szczescia bo bylam zapisana tylko ja i kolezanka z druzyny ale w miare jak zblizal sie termin, do ktorego mozna bylo sie zglosic, zawodniczek przybywalo i na koniec byla nas szostka. Organizatorzy turnieju postanwili utworzyc dwie grupy – zwyciezczynie grup zagraja ze soba o tytul mistrzyni Geisenfeld. Ja mialam w swojej grupie dwie malolaty co jednak wcale nie przemawialo na moja korzysc bo takie lubia byc zadziorne. Pierwszy mecz mialam wyznaczny na czwartek na 18:30. Niestety inne mecze sie przedluzaly i weszlam na kort o 19:40. Moj kochany maz po pracy przyjechal mi kibicowac, czym sprawil mi mila niespodzianke. Zaczelo sie sciemniac i przy stanie 5:3 dla mnie przeszlysmy na hale. Przejscie z maczki na granulat nigdy nie jest przyjemne wiec sie balam, ze bedzie sie mi gorzej gralo ale pierwszy set nalezal do mnie. Dziewczyna jednak grala bardzo dobrze technicznie, nie wspominajac o jej doskonalej kondycji (13 – latka :P) wiec 2 set zakonczyl sie tie-breakiem na moje konto. W piatek mialam grac z diewczyna, z ktora 3 miesiace temu przegralam na zawodach niedaleko nas, tez nastolatka. Na mecz pojechalam sama, maz jeszcze w pracy byl a dzieciaki byly nad woda z dziadkami. Mecz zaczelam nieco nerwowo ale w koncu pierwszy set nalezal do mnie. W drugim przeciwniczka probowala mnie dogonic i raz jedna raz druga wygrywala gema, jednak i ten set nalezal do mnie a jak zeszlam z kortu, zobaczylam … meza :) Widzial koncowke 2 seta i moje zwyciestwo. Z racji, ze bylam zwyciezczynia grupy, na niedziele na 10:00 wyznaczono mialam wyznaczony mecz finalowy. Nie wiedzialam tylko jeszcze z kim, bo zwyciezczyni drugiej grupy jeszcze nie wylowiono. Piatek byl dniem naszej 10 rocznicy slubu i myslalam, ze z mezem sie wieczorem gdzies wybierzemy na kolacje ale maz mial dla mnie inna niespodzianke :) Mialam do 20 czas sie wyszykowac. Bardzo bylam ciekawa co planowala moja druga polowka. Wzielam prysznic, spakowalam cos na przebranie, kosmetyki i wygodne buty. Rodzice wrocili znad wody, zlozyli nam zyczenia i pojechalismy. Dojechalismy na dworzec i ruszylismy do Monachium. Tam godzine czekalismy na pociag do …. PARYZA ! Maz mnie zupelnie zaskoczyl! Okazalo sie, ze rodzice o wszystkim wiedzieli, a maz zaplanowal to juz 3 miesiace wczesniej. Kolo 10 dojechalismy do Paryza i zaczelismy zwiedzanie. Udalo nam sie zobaczyc prawie wszystko co sobie zaplanowalismy a wiec: Moulin Rouge, wieze Eiffla, wieze Montparnasse, katakumby (niestety nie weszlismy do srodka bo byla strasznie dluga kolejka i bylo nam szkoda czasu), katedre Notre Damme, Luwr (tylko ja), miejsce gdzie stala Bastylia, Luk triumfalny, Pont Neuf. W planach mielismy jeszcze zwiedzenie cmentarza Lachaise gdzie pochowano m.in Chopina ale nie dalismy juz czasowo rady. Wracalismy znow nocnym pociagiem o 20:25. Bardzo denerwowalam sie czy zdaze na final w niedziele b pociag do Paryza sie spoznil i droga powrotna zapowiadala sie na powtorke z rozrywki :/ Dojechalismy do Monachium z malym poslizgiem (uciekly nam dwa pociagi do dworca, przy ktorym stalo nasze auto) ale o 8:28 ruszylismy w kierunku domu. Dotarlismy na korty okolo 9:30. Tam spotkalismy moja mame i …. tesciowa! To byla druga niespodzianka. Tescie przyjechaly w piatek w nocy na weekend i milo spedzili czas w towarzystwie moich rodzicow. Na finale kibicowal mi maz a mamy zabraly dzieci na lody zeby nie przeszkadzaly. Moja rywalka okazala sie kolezanka z druzyny, nasza rakieta numer 3. Denerwowalam sie troche bo jakos nigdy sie nie zdarzylo zebym grala z nia na punkty. Mecz zaczelam od przegrywania 2:0, bylam zmeczona i niewyspana po podrozy i podejrzewalam, ze chyba nici z wygranej ale zabralam sie do roboty i seta wygralam 6:4. Drugi set poszedl gladziej – 6:1 dla mnie! Nie moglam uwierzyc! Przeciwniczka byla zdenerwowana, probowala mi pod koniec meczu wmowic aut serwisowy a ja z mojej strony widzialam slad na lini. Po meczu zobaczylam mojeg tate na lawce kolo meza. Patrzyl na mecz jak sie okazalo, w ukryciu :P Mial urodziny wiec sprawilam mu super prezent wygrywajac zawody :) Po zgloszeniu wyniku, dowiedzialam sie, ze o 12:00 bedzie wreczanie nagrod zwyciezcom. Szybko pojechalismy do domu sie przebrac. Pojechalismy cala rodzinka na ceremonie. Puchary i nagrody wreczal sam burmistrz :) Potem dla uczczenia zwyciestwa i urodzin taty pojechalismy cos zjesc do Wlocha. Po poludniu tesciowie wrocili do domu a moi rodzice zostali z dziecmi i dzieki temu wieczorem moglismy jeszcze po mszy wieczornej pojsc ostatni raz do kina, rodzice ruszali dopiero na drugi dzien. To byl fantastyczny dzien!


  • RSS