mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 11.2013

Wieczory coraz dluzsze i czas wolniej leci … Dzisiaj postanowilam wykonac z moim synkiem cos z masy modelinowej, ktora kupilam w Kiku. Z racji, ze jeszcze mamy jesien, do glowy przyszedl mi pomysl wykonania jezyka. Fikaczek tez lubi to zwierzatko wiec chetnie chcial sobie takiego wykonac. Nie za bardzo wiedzialam jak zrobic takie cudo i poszukalam troche w necie. Na szczescie wykonanie okazalo sie mega proste:) Tutaj znajdziecie opis krok po kroku jak takiego sympatycznego zwierzaka wykonac:


http://www.food-pictures.com/thumbs.php?kw=1339

 

Pomysl ten znalazlam na stronie Mony , za ktory bardzo dziekuje!

Tak prezentuje sie nasz jezyk:

Dzisiaj mielismy domowa wizyte jednej z terapeutek z przedszkola Tusi. Fikaczek dzis sam pojechal busikiem do przedszkola (wyjatkowo o 07:50 bo dzis mamy Buss und Betttag) a do Tusi o 08:30 przyszla na wizyte terapeutka. Chciala zobaczyc jak mala sie zachowuje w domu, jak sie bawi. Kiedy pani przyszla, Tusia czula sie troche zagrozona i krecila glowa na powitanie pani i mowila „nie” i chciala do mnie na rece. Na szczescie szybko jej ten strach przeszedl. Znioslam na dol zabawki, ktorymi lubi sie chetnie bawic – klocki lego z hello kitty, grajaca kierownice i memo. Pozniej poszlismy do gory do pokoju Tusi, trzeba bylo tylko najpierw ja przekonac zeby chciala z nami isc ale to za „namowa” misia tez sie w miare bez problemow udalo. Pani zauwazyla, ze mala sie bardzo szybko nudzi zabawa i przeskakuje ciagle do czegos innego. Radzila mi aby nie zawsze kierowac sie tylko tym na co mala ma ochote i wazne – utrzymywac z nia kontakt wzrokowy, wrecz kazac jej patrzec w oczy. Jezeli mala sie denerwuje, robic jak do tej pory – konsekwentnie wykonywac to co sie malej zapowiedzialo a wiec np. zlosci sie o cos, ostrzec ja, ze jak nie przestanie, to wtedy ja na przyklad wyniose do pokoju i to zrobic. Potwierdzila tez, ze w przypadku Tusi baaardzo duzo razy trzeba bedzie powtarzac schemat. Mowilam pani, ze pomimo konsekwencji widze, ze to nie przynosi skutku ale mnie pocieszyla, ze u malej na pewno przyniesie ale trzeba sie uzbroic w cierpliwosc i wiecej niz przy innych dzieciach powtarzac do znudzenia to samo. Mowila, ze dobrze, ze mala sie na dole bawi kilkoma rzeczami bo wtedy sie tak szybko nie dekoncentruje jak w swoim pokoju, gdzie jest wiecej zabawek. Dobrze bawic sie z mala w gotowanie, rozne role, np karmic misie czy lalki, budowac. Dawac sie malej tez wyciszyc samej jesli sie chetnie sama bawi w pokoju. Najwazniejsze to nie tracic cierpliwosci gdy mala placze i probuje wymuszac swoja wole :) Latwo powiedziec :) Na szczescie pani mnie rozumiala, ze latwo mi nie jest i pocieszyla, ze kazdej matce zdarza sie tracic cierpliwosc i duzo rzeczy robie dobrze. Oby tak dalej!

Wczoraj po raz pierwszy oddawalam krew w naszej szkole. Bylam juz na tej akcji trzy razy ale dopiero wczoraj sie udalo. Za pierwszym razem bylam chyba dwa lata temu i za pozno przyszlam bo juz sie pakowali powoli i jak mdleje to mam z kims przyjsc, pozatym po pobraniu krwi, nie mozna autem jechac :P Kolejny raz byl przed tygodniem ale lekarka odeslala mnie z kwitkiem bo za malo wypilam. Wczoraj sie wreszcie udalo :) Na szczescie lekarze z Monachium przyjechali dwa razy z rzedu w odstepie tygodnia wiec w sumie poszczescilo mi sie. Jak i tydzien temu maz i dzieci byly ze mna, z ta roznica, ze tm razem musieli wejsc ze mna do szkoly (tam odbywala sie akcja, od 15:45 do 19:45) i maz musial na mnie uwazac zebym jednak nie upadla nagle. Lekarze co prawda pilnowali aby nic nikomu nie bylo ale jednak, nie maja oczu wszedzie :P Jak zawsze parking byl pelen czyli jednak duzo ludzi oddaje krew, super sprawa! Szybciej udalo mi sie tm razem jednak przebrnac przez wszystkie procedury a wiec zameldowanie sie, wyplenienie formularza i wizyta u lekarza. Potem troche czekalam az zwolni sie lezanka i z calym zestawem do pobierania polozylam sie i czekalam na moment uklucia (dosc gruba igla). Samo pobieranie krwi trwalo 5 minut, podczas ktorego musialam sciskac reka male serduszko (zeb krew szybciej sie pompowala). Lekarka mnie poinstruowala, ze podczas pobierania krwi, na dole krew znajduje sie na malej wadze, ktora sie na boki przechyla, krew splywa do 4 probowek, ktore po napelnieniu same sie przesuwaja, o nic nie musze sie bac, ze krew nagle gdzies pokapie. Gdy uslysze dzwiek podobny do telefonu, mam przestac sciskac bo wtedy probowki beda juz pelne. Poszlo dosc szybko, chyba ponizej 5 minut. Potem 30 minut lezalam, czulam sie ok, pozniej okolo minut siedzialam na krzesle, potem razem z mezem i dziecmi poszlam odebrac upominem od czerwonego Krzyza – moglam wybrac torbe z produktami spozywczymi. Dostalam: paczke platkow sniadaniowych, czekolade, miski Haribo, spaghetti, herbatniki, salami BiFi i Hanute. Dzieciaki dostal po paczuszce herbatnikow i paluszkow. Wypilam jeszcze troche soku i pojechalismy do domu. Zgodnie z zaleceniami lekarki musialam sie oszczedzac, maz polozyl dzieci spac a ja odpoczywalam na kanapie przy ulubionym serialu :)

Dzisiaj chcialam upiec kolejna porcje piernikow na Boze Narodzenie i stwierdzilam, ze skonczyla mi sie przyprawa do piernika :/ Niedziela, w Nieczech nic nie kupisz w sklepie, wiec poszukalam w internecie i znalazla domowy przepis, ktory zaraz wyprobowalam:

Składniki:

  • 50 g kory cynamonu
  • 20 g suszonego imbiru
  • 15 g goździków, całych
  • 15 g wyłuskanych ziaren kardamonu
  • 10 g gałki muszkatołowej
  • 10 g ziela angielskiego
  • 10 g czarnego pieprzu*
  • 5 g ziarenek anyżu wyłuskanych z gwiazdek (niekoniecznie, nie wszystkim smakuje)

Wszystkie składniki zmielić w maszynce do mielenia kawy (najlepiej), zetrzeć na specjalnej drobnej tarce lub utłuc w moździerzu. Wymieszać.

Przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku, chronić przed słońcem. Przyprawa jest bardzo aromatyczna i dość pieprzna (można zmniejszyć ilość pieprzu).

Na 1 kg mąki przeciętnie należy dawać około 3 – 4 łyżek przyprawy, w zależności od upodobań.

Musze powiedziec, ze troche inaczej jednak pachniala niz ta sklepowa, moze dlatego, ze ja nie dodalam anyzku, kardamonu i pieprzu, pozatym moje przyprawy byly z Indii a wiadomo, ze one maja nieco mocniejszy smak niz te w sklepach. Zobaczymy jak ciasteczka beda smakowaly …

We wtorek bylam z Fikaczkiem w naszej miejskiej bibliotece zeby odebrac zestaw startowy Lesestart dla dzieci od 3 lat. Kiedys w centrum dziecka w Monachium dostalismy od pani psycholog informacje o rozwoju mowy u dziecka i tam znajdowal sie miedzy innymi kupon upowazniajacy do odbioru powyzszego zestawu. Niestety mielismy pecha, bo nie dostarczono jeszcze tej pozycji ale przy okazji zapisalam sie do biblioteki i wypozyczylismy trzy ksiazki – jedna o opiece nad pieskiem, druga to bajka o malym Wikie (maly Wiking) i trzecia o lotnisku. Dodatkowo dostalismy ksiazke o sw. Marcinie, akurat dobrze sie sklada bo w poniedzialek juz to popularne tutaj swieto. Znalezlismy w tej ksiazce przepis na ciasteczka w ksztalcie gesi – symbol zwiazany wlasnie ze sw. Marcinem. Pani spisala nasz numer telefonu i obiecala zadzwonic gdy dostana zestaw. Juz na drugi dzien dostalam telefon i dzis odebralismy nasz Lesestart. Nadazyla sie okazja bo jak co piatek na boisku szkolnym Fikaczek mial trening pilki noznej wiec skoczylismy autem troche wczesniej zeby zdazyc do biblioteki. W sklad Lesestart wchodzi: ksiazka „Chodz, idziemy do przedszkola” wydawnictwa „Was ist was mini” z roznymi okienkami do otwierania, plakat biblioteki, na ktorym mozna znalezc sympatycznego kangurka (symbol akcji Lesestart), porady dotyczace czytania i opowiadania z ksiazka, poradnik czytania na glos dla rodzicow z dziecmi w wieku od trzech lat, broszurka o ksiazkach do ogladania,czytania i opowiadania.

Wszelkie informacje na stronie www.lesestart.de – tam mozna znalezc poradnik przetlumaczony na 15 kolejnych jezykow (oprocz polskiego, rosyjskiego i tureckiego, na ktore przetlumaczono zawarte w zestawie poradniki).

Do swiat jeszcze daleko ale znalazlam fajny przepis na ulubione ciasteczka z przyprawa spekulatius, masa marcepanowa i migdalami, oto on:


http://kalejdoskopkulinarny.blogspot.de/2012/12/pierniczki-spekulatius-i-printen-czyli_13.html#comment-form

 

Tam rowniez mozna zobaczyc inne ciekawe pomysly na siateczne wypieki :)

 

A tak sie prezentuja moje ciasteczka:

 

Swieta coraz blizej a, ze ja lubie byc oryginalna, szukam inspiracji na recznie robione prezenty swiateczne. Z racji, ze zanim cos znajde i przygotuje potrzebne produkty troche mija, przygotowania zaczynam wlasnie jakos w pazdzierniku – listopadzie. Wczoraj wlasnie przy okazji wycinania dyn na Halloween wykonalam dwa takie prezenty. Pierwszy jest dla mojego taty – chiliretka czyli galaretka z papryczek chili. Moj tata uwielbia ostro jesc a wiec mam nadzieje, ze trafie z pomyslem. Przepis znalazlam, skoczylam nawet po brakujacy w domu ocet jablkowy i cukier zelujacy i zrobilam zgodnie z przepisem ale jakos galaretka po ostygnieciu nawet na drugi dzien nadal byla plynna … Postanowilam wiec troche przepis zmodyfikowac i dodalam jeszcze jablek (w oryginale mialam zamiar wlasnie zrobic taka) i zwykly cukier i w koncu poznym popoludniem … sukces – galaretka pieknie stezala. Wyszlo mi tego z 2 litry a wiec tata bedzie mial zapasow troche :P Sprobowac sie nie odwazylam bo to jednak papryczki chili :P Starczylo mi, ze lewa reka mi „zdretwiala” bo przez nieuwage po zdjeciu rekawiczek dotknelam kawalka papryczki ….

Tutaj przepis dla zainteresowanych chiliretka: 
http://ecowawa.pl/index.php/artykuly/id/2/972

Drugi prezent powstal w sumie z mysla o paniach w przedszkolu – cos by trzeba im malego dac na spotkaniu wigilijnym wiec pomyslalam, ze fajnym pomyslem bylyby wlasnorecznie zrobione musujace kule do kapieli, na ktore przepis znalazlam przypadkowo tutaj. To tez na poczatku mi srednio chcialo wyjsc ale w koncu udalo sie :) Takie kule oprocz pachnacych mydelek lawendowych, ktore przywiozlam z Hvaru dostanie mama i tesciowa.

 

A oto moje „dziela”:

Chiliretka

 

Musujace kule do kapieli – dodalam do nich suszonych kwiatow lawendy, balsamu do rak i plynu lawendowego do kapieli:

Dzisiaj pdczas pobytu dzieci w przedszkolu zabralam sie za wycinanie dwoch wielkich dyn. Wybralam sobie niezle wzory bo sporo czasu zajelo mi ich wykonanie ale bylo jak zwykle warto :)

A oto efekty:

 

Dynia numer 1:

 

Dynia numer 2:

Moze nie wyglada ale ma to byc Death Star z Gwiezdnych Wojen :P

Tutaj znalazlam jak wykonac taka dynie krok po korku:


http://mainframereview.com/how-to-carve-the-death-star-into-a-pumpkin/

 

A tak prezentuja sie dynie gdy zapadanie zmrok …


  • RSS