mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 1.2014

Wczoraj gdy moj synek wrocil z przedszkola i obejrzal swoja bajke „Franklin”, od razu zaczal wymagac na mnie zeby budowac zamek, taki sam jak u Franklina :) Oczywiscie z racji, ze zbieram wiele niepotrzebnych rzeczy typu kartony, rolki po papierzetoaletowym, rozne tasiemki i tasmy, papiery i tym podobne, materialy potrzebne do projektu byly, problem tylko byl jak wykonac taki zamek … Na szczescie z pomoca przyszedl Internet i dzieki ponizszej stronce w okolo godzinke stworzylismy takie oto dzielo:

 

 

 

Zrodlo, z ktorego korzystalam, polecam: http://www.stormthecastle.com/paper-castle/make-a-cardboard-castle.htm

Wczoraj przyszla do nas na kolejny trening pani ze szkoly dla psow. Tym razem w zajeciach braly udzial moj syn i Tageskind. Zajecie rozpoczelismy od tego, ze podalam chlopakom jedzenie i cwiczylismy zeby Mailo nie zebral przy stole bo z tym czasami mamy problemy. Pani powiedziala, ze to bardzo dobry pomysl i zaczelismy lekcje … Mialam sie zachowywac tak jak zawsze, wiec Mailo siedzial kolo stolu. Po chwili dawal o sobie znac lekko poszczekujac. Tak jak Pani mi w mailu juz poradzila, nie zwracalismy w ogole na niego uwagi, nie mowilismy do niego, odwracalismy wzrok. Po kilku razach pani poradzila, ze w takich wypadkach odeslac psa na miejsce (lepiej nie zamykac go za kratke na schodach). Odeslalam psa na miejsce zachecajac go smakolykiem i kazalam mu tam zostac. Cwiczenie kilka razy powtorzylam, Mailo dosc dlugo potrafil zostac na miejscu. Potem cwiczylismy oswajanie sie z tunelem :) Najpierw, co juz dzien wczesniej mi sie tez udalo, Mailo przechodzil przez calkowicie zamkniety tunel. Pozniej tunel powoli tunel odwijalismy a dokladnie odwiazalam sznurek po jednej stronie i Mailo cwiczyl w czyms a la harmonijce, potem powoli tunel pojawil sie calkiem rozwiniety. Moj syn pierwszy przeczolgal sie przez tunel, zeby Mailo nie bal sie :) Potem razem z moim Tageskind probowali go namowic do wejscia do tunelu i rzucali mu pileczke a gdy raz udalo sie Mailowi, to chlopaki wreczaly mu w nagrode smakolyk. Pozniej ubralismy sie i wyszlismy na spacer na dwor. Pokazywalam jak chlopaki sie z psem bawia :) Pani mi poradzila, ze poki nie dojdziemy do pol, to pilka jest w reku bo inaczej Mailo sie bedzie rzucal na kazda pilke jaka zobaczy :) Pozniej na polu zaczelo sie szalenstwo :) Mailo szalal z chlopakami, biegal i uciekal z pilka. Ustalilam z chlopakami, ze ja zabieram psu pilke, jesli chlopaki chca to cwiczyc, to musze mu w zamian dac smakolyk i wydac komende. Jesli chodzilo o zabawy to dobrze, zeby chlopaki dawaly czesto Mailo wygrywac i zdobywac pilke, mozna tez robic wyscigi z nim i mierzyc mu czas. Pytalam tez o karme dla psow – czy lepiej, zeby przewazaly w nich zboza czy mieso bo slyszalam juz rozne opinie. Pani twierdzila, ze jesli podaje mu Beneful, ktory zawiera zboza, to moge mu tez czasami podawac surowe mieso czy jak gotuje to dac mu kasze czy ryz, moge tez namaczac sucha karme, wtedy podwoi objetosc i bedzie bardziej sycic. Oczywiscie dobrze robie zabierajac psu miske jesli od podania nie zje w ciagu 15 minut.

Odpowiednie zaswiadczenie, ktore potrzebuje w moim zawodzie dostane, pani napisze takze, ze w szkoleniu bral udzial moj podpopieczny. Moze jeszcze wezme jedna czy dwie lekcje ale mysle, ze poki nie bedzie wiekszych problemow, nie bede tego potrzebowala :)

Dzisiaj w Dzien Babci mija dokladnie miesiac odkad nasz piesek Mailo jest z nami :) Wydaje sie, ze dopiero co go rodzice przywiezli z Polski a teraz to prawie jakby zawsze z nami byl :)

Jak co rano, po odprowadzeniu dzieci na busika do przedszkola, o 07:00 poszlam z nim na spacerek – zalatwil sie, pobiegal ze mna na linewce (biegnie bardzo ladnie przede mna, nie ciagnie), potem go puscial troche wolno na pobliskich polach a na koniec sprobowalismy jedno z cwiczen na stymulacje umyslowa a mowiac prosciej cwiczylismy cos co pozwoli pieskowi zmeczyc sie umyslowo, nie tylko fizycznie. W Internecie znalazlam ciekawy artykul na temat tego co nalezy psu zapewnic aby by szczesliwy – spacer, sport i wlasnie zabawy edukacyjne. Probowalam dzisiaj wykonac sztuczke „osemka” – piesek ma za zadanie zrobic osemke wokol nog wlasciciela. Mialam przy sobie przysmak i kusilam nim Mailusia – jak na pierwszy raz sztuczka sie prawie idealnie udala :) Mailo tylko w polowie osemki troche sie zatrzymal i udawal, ze nie wie o co mi chodzi :P ale w koncu udalo sie :) Po spacerku jak zwykle grzecznie stal gdy wycieralam mu mokre lapki i troche go poczesalam. Potem polecial do gory do pana na pieszczotki do lozka i dopiero zszedl z nim, gdy pan wychodzil do pracy. Zjadl swoja porcje suchej karmy (daje mu „Beneful”) ale nie cala porcje wiec reszte mu zabralam – dostanie na wieczorne karmienie. Potem oczywiscie spanie na kanapie :) Za jakis czas czeka nas kolejne szkolenie, tym razem wezmie w nim udzial takze moj Tageskind.

Z racji, ze zostalam wlascicielka psa i pracuje jako Tagesmutter, musialam odwiedzic szkole dla psow by uzyskac zaswiadczenie o odbyciu kursu. Dzisiaj wlasnie mielismy odwiedziny pani, ktora prowadzi taka szkole. Mailo ja przywital (oczywiscie bez szczekania:)), dal sie jej poglaskac. Dzieciaki szalaly jak na zawolanie i troche trudno bylo z nia prowadzic rozmowe ale na szczescie maz mi pomagal opanowac sytuacje :) Pani instruktorka miala mniej wiecej nakreslony obraz sytuacji – wiedziala juz co nieco o Mailo – ile ma lat, ze jest ze schroniska, ze jest wykastrowany, lagodny, lubi dzieci i widac, ze mieszkal kiedys w domu, ze nie ma problemow zeby zostal sam w domu, na spacerach trzyma sie blisko wlasciciela, nie ucieka, wraca na wolanie. Dzisiaj sie glownie koncentrowalismy na radach dotyczacych zachowanie sie dzieci przy psie. Przede wszystkim musimy nauczyc dzieciaki, ze gdy piesek jest na swoim poslaniu, nie mozna mu przeszkadzac. Fikaczek mogl pocwiczyc z Mailo komende siad i lezec oraz lapa. Pani mu mowila, zeby do pieska nie podchodzil z tylu i sama pokazala mu jak to jest – kazala mu sie odwrocic plecami i nie odwracac, potem reka lekko go pod lopatka dotknela i pytala czy sie przestraszyl i ze tak samo sie czuje piesek. Dowiedzialam sie tez, ze lepiej zeby piesek nie byl tak czule obejmowany na szyi, ze w psiej mowie np. odwrocenie glowy przez psa oznacza juz, ze mu sie nie podoba, potem gdy czlowiek nie umie tego odczytac jako oznaki niecheci, pies wprowadza kolejne stopnie – warczenie, pokazywanie zebow az kiedys dochodzi do ugryzienia. Zauwazyla, ze Mailo jest pieskiem inteligentnym i bardzo cierpliwym i uwaza, ze duzo by sie musialo stac, zeby on naprawde kiedys stracil cierpliwosc :) Poszlysmy z Mailo krotko na spacer zeby pani zobaczyla jak piesek zachowuje sie na spacerze. Mowila, ze teoretycznie jest obowiazek prowadzenia psa na smyczy ale nie wszyscy to przestrzegaja i po prostu na spacerze jak kogos spotkam z psem biegajacym wolno to mam Mailo tez zostawic bez smyczy, jesli idzie ktos z psem na smyczy, po prostu mam go tez zapiac. Obserwowala Mailo podczas spaceru i mowila, ze jest bardzo rozluzniony, nie boi sie, patrzy czy wlasciciel idzie, obserwuje okolice, powiedziala, ze samo bieganie i wachanie to troche za malo, ze troche mu wymyslac zabaw, np. szukanie smakolykow. Dostane oczywiscie od pani to potrzebne mi zaswiadczenie i dodatkowo notke o piesku. Rozmawialysmy tez o ubezpieczeniu psa – pani radzila mi tylko zrobic obowiazkowe ubezpieczenie dla posiadaczy psa (tzw. Hunde Haftpflichtversicherung) a te inne co dotyczy ubezpieczenia zdrowotnego i od operacji, to sobie darowac bo i tak w razie czego to nie wszystkie operacje sa refundowane. No fajnie, ja wlasnie podpisalam umowe o ubezp obowiazkowe, od chorby i operacji i prawne i rocznie mnie to 250 euro bedzie kosztowalo :/ Niestety pan od ubezpieczenia bardzo dlugo sie nie odzywal a ja w koncu chcialam zeby Mailo byl ubezpieczony … No zobaczymy, moze to jeszcze odkrece jakos ale pewnie rok bede zmuszona pozostac w tej ubezpieczalni …. Dodatkowo dowiedzialam sie o sklepie w niedalekiej okolicy gdzie mozna pieskowi zamowic porcjonowane swieze mieso dla psow i raz w tygodniu pieskowi podawac. Na koniec dowiedzialam sie, ze pani podobnie jak ja pracuje dla Caritasu i jest z wyksztalcenia wychowawczynia i obecnie pracuje w Rohrbach w swietlicy. Ja wlasnie sie tez zastanawialam pojsc pracowac do swietlicy u nas w miejscowosci i byc w domu kolo 14 jak wraca Fiki i Tageskind. No zobaczymy, popytam. Ustalilam, ze umowie sie na moze 1-2 godziny treningowe z pania bo pani ocenila, ze Mailo wiecej w sumie nie potrzebuje. Na pewno nie musze robic tego kursu dla dzieci, starczy jak dzieciom wpoje kilka zasad postepowania z psem. A i dowiedzialam sie, ze u nas w miejscowosci jest miejsce gdzie spotyka sie wiele ludzi z psami, warto zebym tam poszla z Mailo zeby mial kontakt z pieskami roznymi. W wolnej chwili musze poszukac gdzie to sie odbywa, wiem tylko tak mniej wiecej. O postepach bede informowac :)

Jak pisalam w poprzednich postach, w tym roku postanowilismy naszemu pierworodnemu zorganizowac jego (szoste) urodzinki gdzies poza domem. Szczerze mowiac zrobilam to tez miedzy innymi aby nie miec znow powtorki z sytuacji kiedy w niedziele w godzinach popoludniowych kiedy to przyszla sie poskarzyc sasiadka na halas jaki robila trojka gosci Fikaczka (bawili sie w salonie balonami). Mieszkamy w szeregowcu i sasiadka ma „szczescie” mieszkac posrodku wiec halas (mamy parkiet w salonie) przenosi sie po podlodze przez fundamenty do nich. No nic, jest lekko przewrazliwiona ale to inny temat:) W kazdym razie zeby sprawic malemu frajde, pomyslelismy, ze super byloby gdyby swoich gosci zaprosil do parku zabaw polozonego 45 minut od nas, a ktory dobrze zna i lubi. Postanowilismy, ze zaprosimy dwoch kolegow – najlepszego kolege ze starego przedszkola i najlepszego z obecnego i wszyscy razempojedziemy naszym samochodem na 2 godzinna zabawe. Do grona zaproszonych mial tez dolaczyc moj Tageskind ale w koncu odmowil ale bylo mi niezwykle przyjemnie, gdy w piatek przyszedl jak zwykle do nas i wreczyl prezent:) Powiedzial, ze sam go kupil ze swojego kieszonkowego. Maly dostal to co sobie zyczyl – klocki Lego Star Wars :) Ale powrocmy do imprezy …

Goscie zjechali sie o 16 pod nasz dom, zapakowalismy chlopaki do auta i ruszylismy do Dasing (dla zainteresowanych – pojechalismy do Jimmy’s Fun Park – www.jimmysfunpark.de). Obecny najlepszy kolega – Oliver, pierwszy raz jechal bez rodzicow i troche sie jego tata martwil ale okazalo sie, ze nie bylo powodu :) Wsiadl dzielnie do auta i razem z Fikim patrzyli na bajke, na wszelki wypadek jednak wymienilismy sie telefonami – w razie czego :) Potem drugi kolega tez grzecznie wsiadl (mial zaszczyt siedziec na jednym z naszych dwoch rozkladanych siedzen z tylu, nasze auto bowiem jest na 7 osob:P) i ruszylismy w 45 minutowa podroz. Kiedy dojechalismy na miejsce bylo krotko przed 17, musielismy chwile poczekac bo od 17 wpuszczali za polowe ceny (4 euro od dziecka, zamiast 8 i 2,50 od doroslego zamiast 5). Zeby chlopaki troche zajac,pozwolilismy malemu rozpakowac jeden prezent. Wybral oczywiscie najwiekszy – od Olivera:) Okazalo sie, ze to byla walizka z piratami z Playmobil. Wreszcie moglismy kupic bilety, zalatwilismy sprawe z rezerwacja stolu i odbiorem zamowionego tortu urodzinowego. Troche bylo ciezko sie poruszac tam bo niestety o tej porze bylo tam pelno ludzi i bylo glosno i duszno ale co zrobic. Po chwili siedlismy do stolu, ozdobilismy go talerzykami i kubeczkami z Cars, wyjelismy swieczki i poszlismy zamowic maluchom cos do picia i zamowilismy kuferki Jimmiego, w ktorych dla dzieci byla porcja frytek, troche mieska, balony, zabawka, picie (Capri Sonne 0,2L), naklejka z malpka Jimmy i kartka. Chlopaki i Tusia polecieli bawic sie na pobliska wieze ze zjezdzalnia a ja poszlam odebrac tort. Musze przyznac, ze uwazac na taka czworeczke dzieci nie jest latwo :) Na szczescie zabawa sie udala, nikogo nie zgubilismy i nic nikomu sie nie stalo – chlopaki jezdzily na autkach, plywali pontonami, wspinali sie na wulkan, skakali na trampolinach … Tort byl (jak na kupny) calkiem zjadliwy, swieczki zostaly zdmuchniete, reszta prezentow zostala rozpakowana i … powoli trzeba bylo sie zbierac bo o 19 zamykali. Chwile grozy przezylismy tylko na koniec bo Tusia gdzies zapodziala swojego ukochanego misia i musielismy szukac. Na szczescie ktos go znalazl i oddal w kasie i maz jak zapakowal cala gromadke do auta, to poszedl jeszcze raz spytac i byl :) Ufff …. Potem czekala nas nieco mniej przyjemna czesc – rozwozenie po domach :) Droga powrotna troche byla stresowa bo zepsula sie ladowarka do ekranikow w aucie, na ktorych dzieciaki ogladaly bajki i pierwsza zaczela sie drzec Tusia a potem chlopaki zaczely znow bawic sie w szturchance i zapalanie i gaszenie lampek w aucie. No coz … Dzieci :P W koncu o 20:30 bylismy pod domem drugiego goscia i w domu kolo 20:45 – na szczescie drugi kolega Fikiego mieszkal w naszym miescie, tyle, ze na jego drugim koncu:) Mielismy troche problemow po ciemku ze znalezieniem ale maly nam pomogl :)Kazdy z gosci dostal swoj kuferek i byl zadowolony z zaproszenia. My jeszcze od mamy jednego z chlopcow, dostalismy zaproszenie na wystepy karnawalowe dzieci z danwego przedszkola Fikaczka i sie 8 lutego chyba wybierzemy. Bardzo to bylo mile z jej strony :) Musze powiedziec, ze dzien byl meczacy ale warto bylo :)

 

A tak prezentowal sie tort urodzinowy:

 

A tak bawily sie dzieciaki:

 

 

Dzisiaj przed 6 laty przyszedl na swiat nasz Fikaczek :) Wczoraj pozno wieczorem ozdabialam jego urodzinowy tort w ksztalcie Zygzaka McQueena (na szczescie mam forme :P). Do dekoracji uzywam zawsze Zuckerschrift Dr. Oetkera, ktore zawieraja 4 kolory: czerwony, zolty, zielony i niebieski (kiedys byl takze brazowy). „Maluje” wedlug wzoru na opakowaniu po formie, zwykle na jedno ciasto potrzebuje dwa opakowania „cukrowych pisakow”, bo najwiecej schodzi kolor czerwony. Dzisiaj rano ciasto zapakowalismy i pojechalo busikiem z dzieciakami. Musialo byc pyszne bo ani kawalek nie zostal :) Fikaczek dostal w prezencie od pan banki i zrobione z gabki freesbie do rzucania. Od dzieci dostal laurke z zyczeniami, oprocz tego mogl zatrzymac swoje korone urodzinowa, ktora sam zrobil. A tak oto prezentuje sie nasz torcik:

 

Juz od dluzszego czasu zastanawialam sie nad podjeciem studiow i uzyskania tytulu wychowawczyni, zawsze gdy dzieci beda starsze, moglabym poszukac pracy w przedszkolu czy innych osrodkach, w ktorych pracuje sie z dziecmi. Z racji, ze mamy jedno auto, pomyslalam o studiach na odleglosc. Znalazlam oferte na stronie szkoly w Ingolstadt, ktora oferuje kursy dla doroslych. Wypytalam moja referentke, ktora prowadzila kurs Tagesmutter, na ktory uczeszczalam, czy tytul jaki bym uzyskala po trzech latach jest uznawany tak samo jak tytul uzyskany w „normalnej” szkole. Dowiedzialam sie, ze jak najbardziej. Zdecydowalam sie napisac aby wypytac o to czy spelniam wymagane kryteria, gdyz jednym z warunkow byly uonczone studia, niestety jednak w kierunu pedagogicznym, czym ja sie niestety nie moge pochwalic no ale w koncu pracuje jako Tagesmutter wiec mysle, czemu nie sprobowac? Na odpowiedz troche musialam poczekac z racji dlugiego weekendu po Nowym Roku. Dowiedzialam sie, ze generalnie jako Tagesmutter moglabym studiowac, jednak potrzebowalabym zaswiadczenia (na przyklad od Jugendamtu, z ktorym wspolpracuje) o przeprowadzaniu tzw. rozmow refleksacyjnych (nie wiem czy dobrze przetlumaczylam). W Internecie wyczytalam, ze to sa roznego rodzaju przemyslenia zwiazane z praca pedagogiczna. Dodatkowo musialabym sobie znalezc osobe, ktora ma wyksztalcenie pedagogiczne aby byla ona swojego rodzaju mentorem. No coz, na razie nici chyba z tego ale zastanawiam sie czy nie zglosic sie gdzies do pracy w tak zwanej Grosstagespflege czyli do grupy osob pracujacych jako Tagesmutter czy bedacymi wychowawczyniami. No zobaczymy co z tego wyjdzie. Trzymajcie kciuki!

Dodatkowo dowiedzialam sie, ze posiadajac psa i pracujac jako Tagesmutter musze isc do szkoly dla psow i/lub psa odseparowywac na czas opieki nad dziecmi mi powierzonymi. No zobaczymy ale szkoda, ze mi pani tego wczesniej nie powiedziala, tylko udziela mi wyladu, ze psy sa zwierzetami instynktywnie dzialajacymi i, ze nawet pies, ktory jest grzeczny i mily moze ugryzc (jakbym sama tego nie wiedziala) i wtedy bede miala problem z rodzicami i nikt mi juz nie da dzieci do pilnowania. No szkola taka mysle nie zaszkodzi, zwlaszcza przyda sie aby nasze dzieci i dzieci, ktore pilnuje wiedzialy na co z pieskiem mozna sobie pozwolic a na co nie. Znalazlam juz szkole w miejscowosci, gdzie pracuje maz i czekam na odpowiedz. Mailo jako piesek ze schroniska ma tam 10% rabatu :P Pani oferuje nawet przyjazd do domu na szkolenie, pierwsza godzina jest za darmo i sluzy poznaniu sie. Mysle, ze skorzystalibysmy na pewno z kursu oferowanego dla dzieci (10-13 Euro za godzine) i moze z jednej – dwoch lekcji treningu ogolnego (60 Minut 27 euro). Jestem az sama ciekawa.

Dzisiaj czeka mnie pieczenie tortu dla Fikaczka na jutrzejsze 6 urodzinki :) W sobote jedziemy z nim i jego dwoma dobrymi kolegami do parku rozrywki (Jimmy’s Fun Park) okolo godzinki jazdy od nas. Tam mamy zamowiony torcik ze Star Wars (a to z racji tego, ze nie mozna przynosic wlasnego) i dwie godziny zabawy :) Relacje zdam po powrocie.

Od czasu do czasu robie domowe gofry, gdyz niedawno sprawilam sobie urzadzonko, w ktorym moge sama przygotowywac gofry, sandwiche lub chlebek pita (jeszcze nie wyprobowalam). Po tym jak nasz stary „sandwicher” sie zepsul, kupilam w REWE „Moulinex break time”, ktore ma wymienne blaszki, za pomoca ktorych wlasnie mozna robic miedzy innymi gofry. Moim zdaniem bardzo praktyczne jest to, ze blaszki (w zaleznosci na co mamy ochote) mozna wyjac i umyc czego nie mozna bylo zrobic w poprzednim modelu. Pierwsze gofry robilam z przepisu jaki znalazlam gdzies w Internecie (prawdopodobnie mozna go znalezc w moich poprzednich wpisach), jednak gofry wychodzily jakies takie twarde i dziwnie smakowaly :P Dzisiaj zajrzalam na niezawodny Kotlet.TV i znalazlam super szybki i latwy przepis na mieciutkie gofry.  Troche sie tylko przestraszylam, ze ciasto mi plynne wyszlo (wlasnie w poprzednich przepisach bylo ono mega geste i ciezko sie nawet je nakladalo na gofrownice) ale rzeczywiscie gofry wychodzily cieniutkie i mieciutkie :) Polecam!

Dzisiaj o 11:00 bralam udzial w jednodniowym turnieju na hali w Wolnzach. Musialam odwolac moj dzisiejszy druzynowy udzial w zimowej rundzie. Gdy meldowalam sie do turnieju, dostalam wiadomosc, ze niestety oba mecze bede musiala grac z zawodniczkami o 5 klas gorszymi ode mnie. Zazwyczaj w turniejach tego typu probuje sie tak rozplanowac pojedynki, zeby kazdy gral z zawodnikiem gorszym lub lepszym od siebie, ewentualnie z takim, ktory ma ta sama klase. Jak sie dowiedzialam, w turnieju mogly brac udzial tylko trzy panie bo w calym turnieju moglo brac udzial tylko 22 zawodnikow ( obojetnie czy to panowie czy panie). Wszyscy, ktorzy sie zglosili za pozno i byli juz „powyzej” 22 zawodnika na liscie, automatycznie zostawali przenoszeni na liste rezerwowych. Akurat zdarzylo sie, ze zawodniczka z klasa 15 (taka jak moja) wlasnie nie mogla brac udzialu w turnieju. Organizator dawal mi mozliwosc odstapienia od udzialu gdybym nie chciala grac dwa razy ze slabszymi (za zwyciestwo dostaje sie malo punktow). Pisalam mu, ze moglam brac udzial dzis w meczu druzynowym w moim klubie ale odwolalam moj udzial. Tak czy siak, dzis o 11:00 gralam swoj pierwszy pojedynek. Musze powiedziec, ze kosztowal mnie troche nerwow bo mimo, ze przeciwniczka miala slabsza klase, nie grala naprawde zle a ja popelnialam za duzo bledow i pierwszego seta przegralam bardzo szybko 6:1. W drugim wzielam sie do roboty i wygralam 6:2 a trzeci set wygralam match tie-breakiem – 10:5. Dziewczyna, z ktora gralam byla z Landshut i byla mlodsza ode mnie 9 lat. Pozniej czekalam na kort, bo przedluzal sie pojedynek panow. Tym razem gralam z juniorka (rocznik 1999) z mojego obecnego klubu :) Tez grala dobrze, bardzo regularnie ale latwiej mi sie z nia gralo, o wiele mniej bledow popelnialam i wygralam dosc gladko 6:1, 6:2. W drugim secie rywalka troche zaczela walczyc i ugrala 2 gemy. Po meczu odprezajacy prysznic i male zakupy w Rossmanie :)

Dzisiejszy dzien nie zaczal sie dobrze – zaspalismy na busa do przedszkola :/ Budzik nie zadzwonil, obudzil mnie dopiero budzik meza o 07:30 ale juz bysmy bie zdazyli sie zebrac i zdazyc do oddalonego 25 km Pfaffenhoffen:( Zeszlam na dol zadzwonic do szkoly (jest polaczona z przedszkolem) i zglosilam nieobecnosc dzieci. Musze to robic zeby zostalo odmowione jedzenie. Pozniej dopiero musialam obdzwonic grupy maluchow. Oczywiscie, kiedy wzielam telefon do reki, byl calkowicie wyladowany – zlosliwosc rzeczy martwych:P Troche podladowalam go i udalo mi sie powiadomic o dzisiejszej nieobecnosci dzieciakow,nawet do kierowcy busa zadzwonilam z przeprosinami:) Dobre bylo to, ze od opiekunki Tusi dowiedzialam sie, ze mala robi tam postepy – coraz wiecej mowi (i panie ja rozumieja a ona rozumie panie :P).

Zanim maz poszedl do pracy, poszlam na krotki spacerek na Mailem a pozniej krotko przed 11:00 z dzieciakami i piesiem, az na pola i plac zabaw i o 11:30 bylismy w domku. Bylo dzis dosyc zimno, nawet Tusia miala ubrany kombinezonik narciarski. Kolo 14:00 przyszedl moj Tageskind, podalam dzieciakom leniwe pierogi z maslem i cukrem, potem poszlismy wymeczyc Mailo na spacerze czyli patrz:chlopaki kopaly sobie pilke a Mailo „gral” z nimi :) Dobrze, ze Tusia byla dosc grzeczna i nie robila wiekszych problemow. O 15:05 zapakowalam dzieciaki do auta, zamknelam Mailo w domu, dla pewnosci zostawilam wlaczona kamere na ipadzie zeby skontrolowac czy szczeka i pojechalismy na trening pilki noznej. Dzisiaj pierwszy raz poszlismy na nowa hale sportowa, bo tam graja mlodsze dzieci. Iwo podczas cwiczenia na 7 strzalow, trafil 6 bramek :) Na koniec mecz zakonczyl sie remisem 5:5. Pozniej trener powiedzial rodzicom, ze za dwa tygodnie dzieciaki beda mialy okazje zagrac swoj pierwszy mecz w okolicach Ingolstadt. Zobaczymy czy ktoremus z nas uda sie z malym pojechac na jego debiut :) Po treningu Fikaczek i moj Tageskind bawili sie na hali w chowanego. Kolo 16:45 udalo mi sie przekonac zeby sie ubrali i zebysmy zaczeli isc w kierunku auta bo po 17 mojego podopiecznego mial odebrac ojciec. Tymczasem dzisiaj sie zjawil wczesniej, nie odebral jeszcze corki z przedszkola. Tym sposobem wczesniej wrocilismy do domu a tam ledwo weszlismy i przeszlismy z trudem do salonu (Mailo sie strasznie cieszyl na nasz widok), zadzwonil maz – na szczescie nie musialam go odbierac z pracy, wroci z kolega :) Kiedy wrocil, zabralam Fikiego i pojechalismy wywiezc Gelbe Sacki, szklo i metale i skoczylismy na zakupy do Lidla. Jutro o 11 gram w jednodniowym turnieju tenisa w Wolnzach i cos musze im naszykowac do jedzenia. Trzymajcie kciuki :)


  • RSS