mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 3.2014

Ledwo wczoraj bylismy w Monachium z dzieciakami w Centrum Dziecka, dzisiaj czekal mnie juz kolejny termin. Dzisiaj mialam wyznaczone spotkanie z Heilpedagogin Tusi. O 13 odebralam Fikiego z przedszkola a dokladnie z busika bo o 13:00 dzieciaki ruszaja w droge do domu spod budynku szkoly, w kotrej znajduje sie tez przedszkole Tusi. Wpadlam jak bomba na dziedziniec i na szczescie opiekunka mnie zauwazyla i kazala malemu z busa wysiadac. Bylam pewna, ze ruszaja o 13:05 no ale nic sie nie stalo, maly nie odjechal :) Poczekalismy troche na terapeutke a kiedy przyszla poszla do grupy Tusi sprawdzic czy mala juz wstala z poobiedniej drzemkie. Byla troche zaspana i na nie :) Poszlismy razem na 2 pietro do pokoju terapeutycznego. Fiki go kojarzyl bo w ferie tam mogl sie bawic z kolega. Mielismy siasc w czworke przy stole – iwo, ja i leti oraz pani. Tusia robila teatr troszke, zaslaniala sie i krecila na wszystko nie. Pani probowala mala namawiac do gry i mowila mi, ze to takie troche robienie teatru z jej strony. Gdy widac bylo, ze nie ma sensu mala zmuszac, powiedziala Tusi, ze moze wybrac w co sie chce bawic ale mala dalej byla na nie. Probowalysmy ja namowic do zabawy w budowanie wiezy i puszczanie tam potem pileczki. Na poczatku nie chciala, siedziala mi na kolanach ale po czasie dala sie namowic i powrzucala wszystkie kuleczki. Potem zapytana czy chce sie jeszcze dalej bawic, powiedziala, ze nie :) Zapytana czym by sie chciala bawic, pokazala na domek dla lalek i razem z bratem bawili sie. Bawila sie lalkami – babcia i dziadek jezdzili na deskorolce :) Potem polozyla ich spac, potem chodzila laleczka po schodach tam i z powrotem. Potem nastapil zgrzyt bo zaczeli sobie z bratem wyrywac lozeczka laleczek i leti miala poprosic o oddanie (umie to zrobic) ale nie chciala. Zeby dalo sie jeszcze porozmawiac, pani zaprowadzila ja z powrotem do grupy i porozmawialysmy jeszcze.  Pani mi radzila, zeby mala gdy nie umie sie dogadac z kims nie wybierala obrazania sie i wychodzenia z pokoju bo to nie pomoze rozwiazac jej w przyszlosci konfliktow. Gdy mala robi mi akcje typu wszystko nie, wybrac ten sposob ‚uspokojenia” jej jaki pomoze jej szybko sie uspokoic – w moim wypadku chyba najlepiej dzialalo gdy bylam z nia w pokoju i nie wyprowadzajac sie z rownowagi mowilam do niej spokojnie, ze nie musi krzyczec, ze mama poczeka az sie uspokoi, jedyne czego nie robie wtedy to nie patrze na mala, tak delikatnie ja ignoruje wzrokiem :) Terapeutka powiedziala tez, ze potwierdza ze takie treningi pomagajace w zrozumieniu reakcji dziecka jakie oferuje klinika w Monachium daja dobre efekty i jesli uwazam, ze potrzebujemy czegos takiego, to mozna to zawsze zrobic. Ja wole poczekac i poprobowac, musi byc w koncu lepiej :) Potem zeszlismy na dol odebrac Tusie, plakala jeszcze w grupie wedlug pan. Jak weszlam do sali to Tusia sie schowala za szafka z klockami a jak mnie zobaczyla, to szybko do mnie z placzem. Pani mowila, ze to dzis widac bylo niewyspanie i dlatego te ceregiele byly. Wzielam mala na rece i pojechalismy do pediatry bo Fiki mial miec dzisiaj odswiezone szczepienie. Bal sie bardzo i plakal przy zastrzyku ale szybko sie uspokoil. Potem szybko do biblioteki i do domu, ufff….:)

Dzisiaj dzieciaki mialy pokazac sie na kontroli w Centrum Dziecka w Monachium. O 9;00 mialy wizyte u pani psycholog i neurologa – Dr Vojty. Lekarze chcieli zobaczyc jak dzieciaki rozwinely sie odkad zaczely odwiedzac nowe przedszkole. Od ostatniej wizyty w Monachium u tych dwoch specjalistow minelo pol roku. Ja bylam na parterze u pani psycholog z Fikaczkiem a  tatus w tym czasie byl z Tusia u Dr Vojty. Na poczatku maly mogl sie pobawic a ja rozmawialam z pania psycholog i opowiadalam jakie zauwazylam postepy odkad maly zmienil przedszkole. Pokazalismy tez jakie obrazki maluje Fiki, jeden zostal zalaczony do akt :) Potem wyszlam na korytarz a pani psycholog przeprowadzila z synkiem test i po okolo godzinie zaprosila mnie do srodka aby omowic wyniki. Wiec po pierwsze, co nas niezmiernie ucieszylo, to to, ze w porownaniu z wynikiem sprzed pol roku, maly zrobil niesamowity postep :) Jak przedstawiono nam na diagramie czesc dotyczaca mowy byla niestety jesli chodzi o Fikiego troche na niskim poziomie (nieco ponizej „dolnego akceptowalnego progu”), natmomiast czesc dotyczaca sfery poznawczej byla prawie w gornym polapie. Pani nam przedstawila, ze maly zapytany o jakies slowo i majac podany jego opis dobrze kojarzyl – przyklad:”Jest to miejsce gdzie sie gotuje”, on podawal odpowiedz „garnek”, „jest to mokre i spada z nieba” – odpowiedz: „tecza”. Pani nam radzila spytac sie w obecnym przedszkolu czy by nie mozna byla u Iwa dwa razy w tygodniu prowadzic zajec logopedycznych i spytac w szkole, do ktorej pojdzie (potwierdzila, ze szkola z mala iloscia uczniow i przerabianiem materialu odpowiednio do tempa dziecka jest dla niego czyli tzw foerderklasse, gdzie poswieca sie dziecku duzo uwagi) czy nie byloby tam opcji opanowywac materialu jednak w ciagu dwoch lat a nie rozbijania dwoch lat na trzy lata. Pozatym mamy sie znow pokazac na kontrole z malym za rok a w lipcu na kontrole sluchu. Potem byla w kolejce Tusia – podczas rozmowy ladnie sie bawila garazem i autkami i co jakis czas zwracala sie do mnie – a to przychodzila do mnie i mnie badala zestawem lekarskim albo wolala, ze autko jej odjechalo itp. Opowiadalam jak malej idzie w przedszkolu, jakie otrzymuja tam terapie, przekazalam opinie pan terapeutek. Pytalam takze czy pani psycholog ma jakies podejrzenia co do tego czy mala moze byc autystyczna (bo ja czasami mam takie wrazenie – nie daje sie dotykac, jest sfiksowana na pewnych rzeczach, pozatym terapeutka malej tez miala przez chwile takie mysli) ale pani powiedziala, ze ona nie odnosi takiego wrazenia, bo dzieci autystyczne nie szukaja kontaktu z otoczeniem a mala to jednak robi ale nie zaszkodzi dac to przebadac w klinice z Monachium, ktora jezdzi do roznych osrodkow w Bawarii, m.in. w przedszkolu Tusi. Mala jest juz tam zgloszona ale pierwszy wolny termin bedzie w lecie bo tyle dzieci jest diagnozowanych. We wrzesniu mamy sie z mala znow pokazac, wtedy byc moze bedziemy juz mieli opinie w sprawie ewentualnego autyzmu, otrzymam tez pozatym jakies rady od terapeutki Tusi jak mam z Leti postepowac gdy mala ma ataki zlosci i ogolnie wolania na wszystko nie :) Radzila, ze gdyby sie to jednak jeszcze przez pol roku ciagnelo, to ona moze nam zorganizowac w Monachium dwutygodniowy kurs dla rodzicow i dzieci, gdzie sie uczy komunikacji, sytuacje sa filmowane i poprzez codzienne terapie, mozna bardzo wplynac na zachowanie dziecka. Podczas wykonywania badania (ten sam test, ktory mial Fiki), bylam obecna i widac bylo, ze Tusia ma ten sam problem co Fiki jesli chodzi o mowe. Na diagramie jej wyniki byly na tym samym poziomie co u Fikiego pol roku temu ale psycholog uwaza, ze u niej bedziemy oczekiwac jeszcze wiele zmian na lepsze, tym bardziej, ze szybciej niz jej brat trafila do przedszkola, w ktorym jest wspierana w jej rozwoju. Jesli chodzi o kontrole u neurologa, Dr Vojty to on stwierdzil, ze nie ma potrzeby sie u niego znow pojawiac na kontrole. Fiki bardzo ladnie wykonywal polecenia pana doktora – chodzil na palcach, na pietach itp. To samo probowal zrobic z Leti ale ona nie rozumiala o co chodzi i nie bardzo wspolpracowala :P Obydwoje byli testowani na znajomosc kolorow, Tusia najlepiej znala niebieski i zielony ;) Gdy Fiki mial byc badany (osluchiwany, badano jego reakcje na uderzenie w kolano mloteczkiem), bardzo sie smial, tak bardzo, ze az pana doktora zarazil swoim dobrym humorem :) Potem moglismy jechac cos zjesc. Odwiedzilismy McDonalda, gdzie dzieciaki szalay na zjezdzalni a nagroda za dzisiejsze badania byly balony i Happy Meal – tym razem z zabawkami w Hot Wheels (Fiki wybral zestaw do robienia szyldu na drzwi do pokoju) i Barbie – Tusia wybrala fikusne kubeczki na kredki, ktore mogla ozdabiac dolaczonymi do niego naklejkami. Potem szybko do domu do pieska bo biedak 7 godzin siedzial sam w domku :(

Ledwo jako tako doszlam do siebie po przeziebieniu (jeszcze teraz mecza mnie nagle ataki suchego kaszlu), kolejny chory w rodzinie :( W czwartek maz zostal w domu bo sie zle czul, bralo go chyba przeziebienie a dzis zostal w domu, chyba cos mu zaszkodzilo :( Dzisiaj Fikaczek mial pojsc do szkoly i zostac oceniony przez nauczycieli czy faktycznie powinien chodzic do szkoly, gdzie bedzie mu sie wiecej poswiecalo czasu. Rano wiec Tusie o 7:00 wyprawilam busikiem do przedszkola i na 8:00 podjechalismy do szkoly. Maly zostal z pania okolo godziny a ja w tym czasie wypelnialam papiery – znow ulubione pytania w stylu a w jakim wieku raczkowal/chodzil/byl bez pieluchy …. :P Uwielbiam ….Pani stwierdzila, ze maly bardzo szybko traci zainteresowanie zadaniem, odpowiadal szybko na pytania, widac bylo u niego problemy z koncentracja i tak na oko ocenia go jako ucznia, ktory by sie kwalifikowal :) W czwartek przekaze mi telefonicznie jaki wynik uzykal Fiki. Potem podjechalismy do domu bo myslelismy, ze tatus pojedzie z nami do pracy ale niestety … tatus czyms sie podtrul i zostal w domu a ja malego podrzucilam do przedszkola i stamtad miala go odebrac mama najlepszego przyjaciela i razem mieli jechac do wspolnego kolegi na przyjecie urodzinowe na 15:00. Ja korzystajac, ze jestem w Pfaffenhoffen, wstapilam do mojego ulubionego sklepu artystycznego i kupilam potrzebne mi rzeczy do zrobienia kartek – na sluby, komunie i narodziny dziecka. Potem szybko w KIKU kupilam buty dla Fikiego i do domu. Tam niestety zamiast robienia kartek, musialam sie zajmowac chorym mezem, ogarnac gospodarstwo i nim sie obejrzalam wrocila Tusia z przedszkola i niedlugo musialam jechac odebrac Fikiego. Mala musialam zabrac ze soba bo maz nie byl w stanie na nia uwazac :( Jakby tego bylo malo, dostalismy dzis rachunek za prad w wysokosci 1000 Euro! Okazalo sie, ze dostawca pradu sobie od prawie pol roku nie sciagal naleznosci z naszego konta :/ Powodem podobno byla jakas zmiana techniczna. Na szczescie zgodzili sie ta kase uiszczyc w kilku ratach, dobre tyle ;)

Dzisiaj mialam niezle zamieszanie …. Rano musialam byc w przedszkolu Fikaczka na 10:30 bo wszystkie dzieci, ktore skonczyly 6 lat, musialy dzisiaj byc badane czy „nadaja” sie do pojscia do szkoly. Jako rodzic musialam byc obecna przy badaniu, przedstawic ksiazeczke zdrowia i szczepienia. Maly troche sie denerwowal dzien wczesniej i plakal, ze nie chce isc do szkoly :( Test przeszedl w sumie zaskakujaco dobrze, bo wskazal pani na obrazkach wszystko co chciala wiedziec, pokazal rozniacy sie od innych balwanek, umial podac pani odpowiedniego koloru perelki, umial policzyc (do 10 bezblednie), umial pokazac tez co w danym rzedzie nie pasuje do reszty, pomyslnie przeszedl test sluchu i wzroku. Pani okreslila go, ze maly widac, ze cierpi na problem z koncentracja i wysylanie go do zwyklej szkoly, nie byloby dla niego dobre i dostal zalecenie zgloszenia do tzw Foerderklasse, czyli klasy w szkole, w ktorej 3 lata sa przerabiane 2 lata materialu ze „zwyklej” szkoly. W sumie liczylam sie z taka opinia i nawet zdecydowalam juz malego poslac do takiej szkoly w Pfaffenhoffen, dodatkowo dzisiaj wieczorem mialo sie odbyc spotkanie informacyjne na ten temat wiec od razu bym sie wszystkiego dokladnie dowiedziala. Zabralam po badaniu malego i pojechalam do miasta gdzie czekala na mnie mama, potem do domu szybko i po mojego Tageskind do swietlicy. Szybko zjedlismy obiad i na wycieczke do Eichstaett do kamieniolomu i jura muzeum. Chlopakom sie podobalo, niestety przed samym nosem nam zamkneli muzeum ale chlopaki pocieszyly sie porcja lodow :D W przyszlym miesiacu moze sie uda przyjechac znow bo muzeum organizuje rozne spotkania informacyjne. W domu bylismy dopiero po 17, odwiozlam Tageskind do domu i na 18:30 na spotkanie informacyjne. Przedstawiono nam nauczycieli i pokazano klasy, wszystko mi sie podobalo, zwlaszcza program realizowany przez pania, ktora byla odpowiedzialna za mowe, poniewaz wprowadzala dzieciom juz jezyk angielski do praogramu nauczania. Na sam koniec gdy pozwiedzalismy, moglismy zadawac pytania i tu …. przezylam szok bo sie okazalo, ze skoro mieszkamy w Geisenfeld, to moj syn nie moze byc zapisany do tej szkoly!!!! Mam sie zglosic do podobnej szkoly w Geisenfeld (z zalozenia to ta sama szkola ale oczywiscie mniejsza i byc moze nie oferuje az tyle ile ta w Pfaffenhoffen). Bardzo sie zdziwilam bo myslalam, ze jak maly chodzi do przedszkola jakby bedacego czescia tej szkoly, to bedzie to tez funkcjonowac w przypadku szkoly ale widac grubo sie pomylilam :( Najgorsze, ze maly ma najlepszego kolege w obecnym przedszkolu i on sie zalapie do szkoly w Pfaffenhoffen …. No nic, jutro ide do szkoly u nas i zapytam co i jak. W razie gdyby maly nie dostal miejsca w Geisenfeld to postaraj sie go przyjac w Pfaffenhoffen. Trzymajcie kciuki!

Witam po dluzszej przerwie. Tyle sie u nas dzialo …. Maz pojechal we wtorek w dwutygodniowa delegacje do Indii i pierwszy tydzien sama zajmowalam sie gospodarstwem. Dodatkowo co rano o 8:30 przychodzila do mnie dziewczynka, ktora sie bede zajmowala. Dzieciaki w poniedzialek i wtorek byly w domku bo przedszkole z powodu ferii karnawalowych (Faschingsferien) ale odwiedzilam z nimi mojego Tageskind. Poniedzialek musielismy pojechac z Fikaczkiem do ergoterapeutki na zajecia (normalnie sie odbywaja w przedszkolu ale z racji, ze bylo zamkniete, podjechalismy do praktyki). Z domu ruszylismy juz o 9 bo przed spotkaniem, chcialam z Mailo zobaczyc do psiego fryzjera i spytac czy by go troche nie mogli przyciac (jednak jego wloski lataja nam po domu:)), niestety nie mialam jednak szczescia bo zaklad byl nieczynny (tak zwany Rosenmontag – ostatni dzien karnawalu, podczas ktorego po ulicach miast przejezdzaja kolorowe korowody, z ktorych sa rozsypywane slodycze). Potem skoczylismy na chwile do Rossmana i szybko na 11 na terapie, na ktora ledwo zdazylismy bo jechalismy przez jakies wertepy :P Podczas gdy Fiki byl na terapii, ja z Tusia i Mailem podeszlysmy do sklepu zoologicznego i kupilismy chociaz grzebien wyczesujacy martwy wlos, moze to cos pomoze :) Potem szybko skoczylismy do mojego Tageskind, bo u niego byla babcia w odwiedziny i chlopaki mogly sie pobawic. Dopiero kolo 17 wrocilismy wszyscy do domu. We wtorek o 07:30 po meza przyjechali koledzy z pracy i ruszyli na lotnisko, potem przyszla dziewczynka – nowe Tageskind i poznala moje dzieciaki :) Bylo troche trudno bo dzieciaki byly bardzo absorbujace i nie chcialy sie dzielic zabawkami ale jakos do 10 udalo mi sie wizyte przeciagnac. Potem na piechotke z Mailem przeszlismy sie do mojego Tageskind, po drodze jeszcze wstapilsmy do sklepu, w ktorym obiecalam Fiki kupic pistolet (przy okazji wynieslismy tam niepotrzebne rzeczy), nakarmislismy kaczki i poszlismy dalej. Moj podopieczny juz sie nie mogl nas doczekac :) Chlopaki graly w pilke, Tusia sie bawila z siostra. Niestety pod koniec naszej wizyty Mailo zlapal pilke do nogi i przegryzl :( Strasznie sie maly przejal. Musialam juz niestety isc z dzieciakami do domu i bylo mi bardzo przykro z powodu zaistanialej sytuacji. Obiecalam, ze odkupie mu pilke ale maly twierdzil, ze tej pilki sie nie da juz nigdzie dostac :( Fiki sie przejal tez ta sytuacja i chcial koniecznie koledze cos kupic zeby go pocieszyc :) Wieczorem padnieta po calym dniu czekalam na wiadomosc od meza czy bezpiecznie dotarl. Kolo polnocy padnieta zasnelam ale mi corka nie dala spac w nocy :/ Na szczescie w srode busik przyjezdzal dopiero o 8:00 (ferie), potem tylko „odrobilam” 2 godzinki z nowym Tageskind i w sumie bylam wolna i moglam zajac sie sprzataniem. Kiedy dzieciaki wrocily do domu, poszlismy na piechotke do biblioteki oddac ksiazki i pozyczyc nowe dvd :) Wieczorem bylismy na mszy (Sroda Popielcowa) i musze powiedziec, ze dzieciaki byly grzeczne jak anioly :) W czwartek udalo mi sie nawet skoczyc na kontrole do dentysty i naprawde duzo mi potrafil w krotkim czasie zrobic :) W piatak moj synek pojechal odwiedzic swojego najlepszego kolege – wizyta ta byla juz dawno ustalona, mama kolegi odebrala obydwu sama z przedszkola i kolo 16 juz chlopaki sie wspolnie bawily. Ja w tym czasie sprzatalam i czekalam na Tusie. Potem krotki spacerek z Mailo i Tusia i na 19:30 pojechalam malego odebrac a Mailo zostal sam. Do domu weszlismy krotko przed 21 i krotko z mezem polaczylismy sie na Skypie zeby dzieciaki tatusia zobaczyly :) W sobote na szczescie przyjechali juz moi rodzice troche mi pomoc przy dzieciakach ;) Skoczylam z mama do sklepu i potem wspolny spacerek z pieskami i dzieciakami. W niedziele niestety dzieciaki juz o  6 rano obudzily :/ Wybralismy sie na spacer do kosciola na 10:30, potem lody i plac zabaw i od tego momentu Tusia zaczela stawiac opor i nie chciala isc …. No coz, w koncu jakos doszlismy do domu :) Po obiedzie dzieciaki poszly jeszcze raz z dziadkami i pieskami na spacer a ja mialam chwile dla siebie :) Polaczylam sie z tesciami na skypie a kiedy dzieciaki wrocily ze spaceru, pokazaly sie tez dziadkom a wieczorem tatusiowi. Dzisiaj rano budzilam dzieciaki na busa z mama. tusia oczywiscie o 4 znow obudzila i do 6 pospala sobie :) Lekko sie opierala przy wsiadaniu do busika ale kierowca busa sobie poradzil :) Mialam dzisiaj jechac na rozmowe z terapeutka Tusi i razem z Tusia mialam sie przy niej bawic ale rano dostalam telefon, ze pani sie rozchorowala. Umowilam sie wiec do ginekologa w naszym miescie na po poludnie i pojechalam z mama na zakupy poki dzieciaki w przedszkolu :) W srode wazny termin w przedszkolu Fikiego – bedzie testowany na to czy moze od wrzesnia pojsc do szkoly i co najwazniejsze – do jakiej, takiej „normalnej” czy takiej przy osrodku przedszkolnym gdzie mialby tylko 8 dzieci w grupie ale program bylby realizowany tak samo jak w zwyklej szkole. Trzymajcie kciuki!

Dzisiaj Tlusty Czwartek wiec w planach oczywiscie bylo smazenie paczkow … Dzien zaczal sie jak zwykle pobudka o 6:00, wyprawieniem dzieci na busika a wczesniej przebraniu ich w stroje na bal karnawalowy w przedszkolu. Fikaczek byl przebrany za zlego czarownika, mial szpiczasty czarny kapelusz w pajeczyny, ktory ozdobilismy srebrnymi i zlotymi gwiazdkami, tak samo peleryne. Tusia miala na sobie sukienke z wrozkami i maske karnawalowa. Potem spacerek z Mailo i szybko przygotowywanie sniadania bo o 9:00 miala przyjsc pani z moim kolejnym Tageskind, dzisiaj miala sie zdecydowac i mialam podpisac z nia umowe. Na szczescie pani nie miala jakichs zastrzezen i podpisalysmy niezbedne papiery. Ja sie dzis mala zajmowalam, nawet nie bylo tak zle, zaczela nabierac do mnie zaufania :) Dzisiaj mala byla z mama 1,5 godziny, jutro o 08:30 kolejna wizyta. Po poludniu, zanim wrocily moje chlopaki postanowilam zabrac sie za paczki i wykorzystalam ten przepis: http://kotlet.tv/paczki-2. Po obiedzie dluzszy spacer z Mailo i chlopakami. Fiki chcial koledze pokazac koniecznie taka dziure na polu chmielowym pokazac, do ktorej potrafil sie prawie caly schowac. Gralismy tez w pilke, wariowalismy z tunelem – obydwoje sie w nim turlali i wyglupiali. Potem powoli do domu bo Tusia miala wrocic z przedszkola. Zagralismy chwile w dinozaury i moj podopieczny pojechal do domu. Pozniej poszlam jeszcze raz z dziaciakami na spacer na plac zabaw no i oczywiscie Mailo nam towarzyszyl. Niestety skonczylo sie na tym, ze mala mi znow zrobila lekki cyrk na spacerze i nie chciala wrocic no ale w koncu po jakims czasie w domu udalo mi sie ja uspokoic ale na dol do braciszka juz nie mogla zejsc :P No coz …. :P Jutro moze bedzie lepiej choc zapowiada sie stresowy dzien bo wczesnie rano musze meza zawiezc do pracy zeby zdzyc byc o 08:30 w domu.

Dzisiaj co prawda dzien zaczal sie od pobudki naszych latorosli o 7 rano :/ ale zaliczyc go moge do udanych :) Wszystko za sprawa przypadku ale po kolei … Maz juz dawno marzyl o stole do ping ponga (konkretnie zalezalo nam na samych plytach bo te polozylibysmy na naszym stole bilardowym i mozna zaczynac :P) ale taka rzecz do tanich nie nalezy a jesli szukalismy gdzies w ogloszeniach, nie mielismy jak przewiezc bo nie miescilo nam sie w aucie a wynajecie TIRa tez odpadalo bo w promocyjnej cenie 19 euro na dzien wszystkie byly wynajete … No, moze mielismy akurat pecha, nie mowie … Wracajac z synkiem ze spaceru, zauwazylam, ze sasiad mial przed domem oparty o sciane … stol do ping ponga :) Zswiecily mi sie oczy i pomyslalam, ze spytam go czy by nam nie sprzedal. Pan powiedzial, ze mozemy go od niego dostac za darmo, bo stol ma uszkodzony stelaz. Umowilam sie, ze maz w weekend podejdzie i obejrzy sobie stol i oceni czy go chce brac czy nie. Dzisiaj wlasnie, po spacerze z psem i dzieciakami,poszedl i tak oto mamy kolejnego „grata” w domu :P Maz rozmontowal stelaz a ja myjka wymylam plyty.Pozostalo tylko wniesienie plyt do piwnicy … :P Zobaczymy kiedy to nastapi bo synek juz chce grac mecz:)


  • RSS