mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 4.2014

Dzisiaj pierwszy raz jechalam na rowerze majac na smyczy naszego Mailo :) Wybralam sie do REWE, na poczte i do biblioteki. Tata prosil mnie kupic mu piwo z najstarszego browaru swiata, ktory jest niedaleko nas, przy klasztorze Weltenberg nad Dunajem.  Plynelam tam nawet z rodzicami, gdy robilismy sobie wycieczke. A propos Maklowicz tez plynal Dunajem i nawet odwiedzil muzeum chmielu w Wolnzach, miescie w ktorym kiedys mieszkalismy ;)

Jak na pierwszy raz szlo Majlusiowi calkiem dobrze, troche tylko za bardzo wchodzil mi pod kolo po chwili ale to chyba mozna wycwiczyc.

Przed nami Swieta i odwiedziny u rodzicow, wiec kilka rzeczy jeszcze mam do zalatwienia, m.in. pieczenie mazurkow. Dzisiaj przygotowalam mazurek migdalowy z marcepanem. Tutaj przepis, ja go troche zmodyfikowalam bo zamiast musu daje wlasnie marcepan.

 

Dzisiaj drugi raz do 13:00 zostala ze mna moja nowa podopieczna. Z racji, ze pogoda dzisiaj okropna, zimno, wieje i pada grad, podjechalam z mala autem do Netto. Pod koniec zakupow mala mi padla w wozku. Na szczescie bylo krotko przed 11:00 wiec nie bylo problemu. W domu pospala jeszcze pol godzinki :) Po odebraniu malej, zabralam sie za robienie prezentu urodzinowego dla mojej mamy – postanowilam ozdobic szafke metoda decoupage. Moja mama lubi ostatnio lawende, wiec dobrze sie sklada, bo mam sporo fioletowych serwetek :)

Ponizej moje urodzinowe dziela :

IMG_20140415_172727 IMG_20140415_172716 IMG_20140415_172435

 

Dawno nie pisalam na blogu oj dawno az nawet przypomnienie od redakcji dostalam :) Ostatnio troche sie dzialo … W piatek bylam u Tusi w grupie na kawie i ciescie, potem na szukaniu jajek. Odwolalam w ten dzien Philippa, czekalam na Fikiego w domu wyjatkowo kolo 12 bo maly wczesniej konczyl a od 8 do 11:30 zajmowalam sie moim nowym Tageskind, wyjatkowo w piatek. Mialam naprawde stres w ten dzien bo jedzac sniadanie ulamal mi sie zab :(  Szybko telefon do dentysty i na 15:30 wizyta. Niestety na 13:30 kiedy mialam byc u Tusi musialam isc z ubytkiem w zebach … Prawie zaraz jak Fiki przyjechal busem, musielismy ruszac do Pfaffenhoffen. Kiedy przyjechalismy Tusia jeszcze mial poobiednia drzemke. Kiedy sie zaczela przebudzac, Fiki do niej podszedl, ale Tusia sie rozplakala i zaraz do mnie chciala na rece i powiedziala, ze chce isc do domu :( Przytulilam ja i poszlismy zajmowac miejsca przy nakrytym dla rodzicow stole. Najpierw dzieciaki mialy wystep muzyczny – kazde dziecko mialo swoj instrument (Tusia miala cymbalki:) ) i gdy pani czytala opowiadanie o zajaczku, ktory szukal wiosny, w momencie gdy wystepowal przydzielony dziecku charakter (szpak, kwiaty dzwonki itp.) dziecko gralo na swoim instrumencie. Tusia oczywiscie jak miala isc do dzieci, rozplakala sie, ze chce do mnie, wiec musialam siedziec kolo niej podczas wystepu :) Na koniec nie chciala z dziecmi spiewac piosenki tylko chciala jesc ciastko :) Kolo 15:00 musielismy sie powoli zbierac, wiec szybko poszlismy szukac jajeczek do ogrodka przedszkolnego. Fiki troche pomogl Tusi szukac jej koszyczka z niespodziankami. Podobnie jak Fiki, Tusia miala duzego zajaca Milka, zielone jajeczko i troche slodyczy :) Potem szybko do Wolnzach do dentysty. Dzieciaki musialy ze mna wejsc do gabinetu i troche tam przeszkadzaly niestety :( Dentysta zalozyl mi prowizoryczna koronke i powiedzial, ze najlepiej y bylo zrobic koronke na stale, koszt 150 Euro, jest ona specjalnie w laboratorium robiona. Powiedzial, ze jak sie zdecyduje, to mam zadzwonic, praktyka wystawi do kasy chorych wniosek o wykonanie koronki i dopiero wtedy gdy kasa chorych wyrazi zgode (chodzi prawdopodonie o koszt 150 euro bo to normalnie wiecej kosztuje …), dentysta dopiero bedzie mogl wykonac zabieg. No zobaczymy co z tego wyjdzie, bo ostatnio kasa leci jak woda a jeszcze przed nami wyjazd do Polski na swieta, zamowione 1500 l oleju …. No nic, wrocilam do domu a tam zauwazylam, ze koronka podraznila mi dziaslo i krew rozlala sie pod nia i wygladalam jak wampir :0 Wiec znow telefon do dentysty i musialam znow cala droge jechac z powrotem a potem jeszcze po meza do pracy … Z treningu Fikaczka byly nici bo w tym tygodniu odbywal sie juz o 15:00. Wieczorem mielismy z mala troche problemy zanim zasnela bo w jej pokoju byla cma i Tusia bardzo sie jej bala :(

W sobote po troche nieprzespanej nocy przez Tusie, pojechalam na korty do Pfaffenhoffen bo zaczal sie sezon i mozna bylo odrobic czesc pieniedzy wplaconych na skladke czlonkowska. Ruszylam kolo 10:00 – na poczte wyslac kartki wielkanocne, potem wyrzucic Gelbe Sacki i na korty. Tam poznalam dwie panie z druzyny Damen 40, kortowego i innych czlonkow klubu, ktorzy przyszli pomagac. O 12:00 podano nam jedzenie – do wyboru byly biale lub zwykle kielbaski, Brezle. Pozniej jeszcze troche poszlam pomoc kortowemu bo w koncu przyszlam na 2 godziny pracy :) Potem skoczylam na zakupy i szukac rzeczy na prezenty do Polski. Do domu kolo 16 wrocilam i niedlugo musielismy sie wybierac juz na spowiedz. Po powrocie zrobilismy w ogordku grilla bo Fiki ostatnio meczyl, ze chce jesc kielbaski :)

W niedziele wybralismy sie wszyscy na msze z okazji Niedzieli Palmowej, Fiki machal palemka i spiewal podczas procesji :) Po poludniu tatus zabral dzieciaki i Mailo na spacer ale piesio znow uciekl bo nie chcial isc beze mnie :) Ja w tym czasie robilam na obiad bitki w sosie cebulowym.

Dzisiaj Fiki i Tusia jechali busikiem o 8 dopiero bo sa ferie i oboje wracali o 16:00. O 8:30 mialam moje nowe Tageskind, tym razem do 13:00 (czyli tak jak zwykle, dwa razy w tygodniu). Na szczescie obylo sie bez problemow :) Gdy mala zaczynala marudzic po 10, poszlam z nia wozkiem na plac zabaw a po 11 polozylam na godzinke spac. Potem zaralam sie za prasowanie i powoli pakowanie sie na wyjazd. Pogoda mega przewrotna dzis – raz slonce, raz deszcz wiec jak dzieciaki wrocily z przedszkola, korzystajac ze slonca, poszlam na spacerek.

Jak pisalam w poprzednim poscie, mialam sie zglosic do szkoly wspierajacej rozwoj dziecka w naszym miescie. Na szczescie wszystkiego dowiedzialam sie telefonicznie – pani potwierdzila, ze z racji miejsca zamieszkania, maly musi do szkoly tutaj chodzic. W piatek o 8:00 malego ma pani ocenic czy „pasuje” do tej placowki i po tym spotkaniu zostane zaproszona na rozmowe z dyrektorem i wlasciwie malego moge zapisywac, nie ma zadnych konkretnych terminow zapisow. Troche mi sie dziwne to wydawalo, bo do zwyklej podstawowki, zapisy sa 8 kwietnia. Pani mi powiedziala, ze w zeszlym roku wszystkie dzieci, ktore potrzebowaly wsparcia w takiej placowce, dostaly miejsce wiec raczej mam sie nastawic ze maly bedzie dostanie sie no ale zobaczymy … Dobrze, ze nie wybralam sie osobisie bo cos mnie zaczelo brac przeziebienie a tu jeszcze musze pilnowac Tageskind … W czwartek, tak jak chlopakom obiecalam, poszlismy z Fikim i moim tata na boisko wyprobowac nowa pilke, ktora dalam mojego Tageskind za to, ze Mailo pogryzl mu jego ulubiona. Chlopaki trafily akurat na  mecz na boisku i przylaczyly sie do gry. Niestety w tym czasie, gdy z tata siedzialam na lawce, przemarzlam troche, dodatkowo jeszcze Fiki z placzem przyszedl, ze go Tageskind uderzyl. Po wyjasnieniu sytuacji, okazalo sie, ze moj synek zeby zwrocic na siebie uwage, uderzyl pierwszy a pozatym byl zazdrosny, ze on nie ma nowej pilki :) Potem sie chlopaki pogodzily i poszlismy do domu i wlasciwie zaraz Tageskind wracal do domu. W piatek zanim chlopaki wrocily, szybko pojechalam z mama do sportowego szukac dla synka pilki :) przy okazji kupilam tanio piasek do piaskownicy (juz trzeba bylo go wymienic niestety) i nowa skrzynke pocztowa. Po poludniu, zjedlismy szybko obiad i maly pojechal z dziadkami na trening pilki noznej (chcial nawet wczesniej zeby wyprobowac pilke), ja w tym czasie mialam zawiezc mojego Tageskind na spotkanie przygotowujace do I Komunii ale sie okazalo, ze jest odwolane i musialam z nim wrocic na trening. Dziadkowie ogladali wnusia na hali sportowej jak cwiczy i biega. Tata w tym czasie chcial szybko wywiezc zielsko z ogrodka ale okazalo sie, ze jeszcze tam punkt przyjmujacy „odpady” z ogrodka jest zamkniety. Po treningu pojechalismy razem wywiezc Gelbe Sacki i metal (stelaz z naszego stolu do ping ponga) i tam sie dowiedzialam, ze w sobote odpadki moge wywiezc ale w domu sprawdzilam, ze w oddalonej od nas 5 km miejscowosci mozna wywiezc zielsko i jest to otwarte przez caly rok. Spokojnie do 18 zdazylismy a po drodze tata pokazal mi ciekawa wierzbe placzaca, ktora kiedys „odkryl” na spacerze z wnukami. Po powrocie do domu czulam sie coraz gorzej – bol gardla, katar … W sobote wstalam po 10:00 i zastanawialam sie czy nie zrezygnowac ze szkolenia (musze chodzic kilka razy w roku sie doksztalac jako Tagesmutter i musze uzbierac w roku 14 godzin), ktore akurat sie w sobote odbywalo no i mialam z kim zostawic dzieci. Pozbieralam sie jakos i wysiedzialam te 6 godzin :) Niestety kiedy wrocilam, dowiedzialam sie, ze Fiki cos nie bardzo – spi i ma goraczke, boli go brzuszek … W niedziele, kiedy rodzice mieli wracac do domu, czulam sie jako tako ale przeziebienie dokuczalo. Dodatkowo na dworze zrobilo sie bardzo wietrznie i nigdzie nie wychodzilam. Tata wyszedl mi tylko z psem zeby sie wybiegal i kolo 11:00 ruszyli w droge do domu. Fiki troche plakal za babcia ale pocieszylam go, ze w poniedzialek wczesnie rano juz tatus wroci z delegacji :) Polozylam dzieciaki wieczorem spac i zmeczona choroba zasnelam. Rano wyprawilam tylko Tusie do przedszkola a Fiki zostal w domku bo brzuszek mu jeszcze dokuczal. Maz wrocil juz krotko po 07;00 i maly sie ucieszyl na jego widok. Tatus przywiozl mu stroj na trening – taki jaki nosi niemiecka reprezentacja i … pasowal :D Ja dostalam przyprawy i miniaturke Taj Mahal :) Po poludniu, korzystajac z okazji chlopaki skoczyly do fryzjera i czekalismy na powrot Tusi z przedszkola. Bylo przyjemnie na dworze, wiec posadzilam w ogrodku rozne cebulki Gladioli (pod plotem z przodu domu) i wysialam maciejke, lubin i ostrozke. Fiki sie czul juz dobrze i myslalam, ze pojdzie do przedszkola ale niestety wieczorem dostal troche rozwolnienia, az musialam prac wszystkie ciuszki i dzisiaj zostawilam go w domu, oczywiscie jak tylko zostal, to od razu ozdrowial i zaczal sobie zyczyc jogurtow, sandwichow …. Jutro juz pojdzie na pewno tymczasem wyprawilam tylko Tusie. W piatek Fiki jest zaproszony na urodziny do kolegi i troche bedzie klopot z transportem bo w ten dzien nie jedzie akurat do przedszkola (badanie w nowej szkole) :/


  • RSS