mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 8.2014

Knedle z miesem juz dawno za mna chodzily ale jakos nie umialam sie za nie zabrac, slyszalam, ze to pracochlonna potrawa, pozatym kiedys raz sprobowalam i niestety byly nie do zjedzenia :( Dzisiaj postanowilam – koniec odwlekania i nie zaluje :) Przepis zaczerpnelam z tej stronki:

http://smaker.pl/przepis-tradycyjne-pyzy-z-miesem-mielonym,38448.html

 

Składniki

  • CIASTO:
  • ziemniaki ugotowane, 75 dag
  • Mąka pszenna, 25-30 dag
  • mąka ziemniaczana, 10 dag
  • śmietana, 1 łyżka
  • FARSZ:
  • jajka, 2 sztuki
  • mięso mielone, 30 dag
  • cebula, 1 sztuka
  • Bułka tarta, 1 łyżka
  • bulion, 2 łyżki
  • sól, pieprz, do smaku
  • DODATKOWO:
  • boczek, 10 dag
  • mała cebula
3-4 os. 60 min średnie przystępne

Przygotowanie

  1. Ugotowane ziemniaki zmielić lub przecisnąć przez praskę. Składniki ciasta połączyć i zagnieść po czym odstawić na 10 minut.
  2. Posiekaną drobno cebulę zeszklić na oleju. Do cebuli dodać mięso i usmażyć. Kolejno wlać bulion i lekko ostudzić .Masę mięsną wyrobić z bułką tartą i jajkami, doprawić solą i pieprzem.
  3. Z ciasta ziemniaczanego uformować wałek i pokroić na kawałki. Każdy kawałek rozpłaszczyć i nałożyć nadzienie mięsne. Ciasto starannie zlepić w kulkę tak, aby mięso podczas gotowania nie wypłynęło. Pyzy gotować przez 10-15 minut w osolonym wrzątku. Gotowe wyjąć i odsączyć.
  4. Boczek pokroić i podsmażyć z cebulką i polać gotowe pyzy. SMACZNEGO :)))

Ja niestety nie mam praski do ziemniakow, wiec robilam tradycyjnie – ugniatalam i przez to w ciescie zdarzaly sie wieksze kawalki ziemniakow ale nie szkodzi :) Wieczorem zrobilam sobie porcyjke i byly pyszniutkie :) W sumie wyszlo mi 16 malych knedelkow plus jeden duzy :) Na poczatku troche sie martwilam, ze za duzo maki dodalam ale udalo mi sie w koncu wyrobic porzadnie ciasto i potem tylko po kawaleczku rozwalkowywalam i nakladalam lyzeczka farsz (nawet mi zostalo troche i zamrozilam). Zycze Wam smacznego!

Pierwszy weekend bez dzieci od ladnego roku (albo wiecej?:P). Dla relaksu razem obejrzelismy film w domowym kinie, na duzym ekranie :P a poznym wieczorem wybralismy sie na nowy film ze Scarlet Johannson – „Lucy”, polecam, super efekty :)

Dla zdrowia zrobilam koktajl z arbuza i malin, ktory zaczerpnelam z bloga: http://odloztachochlejadzka.blogspot.de/2014/05/orzezwiajacy-koktajl-z-arbuzem-i-malina.html

Smacznego!

Dzieciaki we wtorek pojechaly z dziadkami na wakacje do Polski. Najpierw zajechali na nocleg do rodziny w Jeleniej Gorze, potem do Zgorzelca odwiezc moja babcie do domu a potem dalej w poznanskie do agroturystyki i w odwiedziny do rodziny, ktora zna moje dzieciaki tylko ze zdjec :) Dzisiaj juz piatek a wiec jestesmy juz sami (nie liczac psow:P) 3 dni. Mialam szczescie, ze w tym tygodniu nie musialam pracowac bo moje Tageskind zachorowalo wiec spokojnie moglam sie poswiecic temu na co nie mam czasu jak sa dzieciaki a wiec porzadki w piwnicy, prace w ogrodku, wywozenie niepotrzebnych rzeczy itp. W weekend mozemy sie spontanicznie wybrac do kina nie martwiac sie z kim zostawimy dzieciaki, dwa razy w tygodniu moglam grac z moja sparingpartnerka w tenisa. Przygotowuje sie do otwartych mistrzostw rozgrywanych we wrzesniu w naszej miejscowosci i do jednodniowego turnieju pod koniec sierpnia, zobaczymy jak mi pojdzie i czy obronie tytul mistrzowski sprzed roku?:) Trzymajcie kciuki!

Urlopowo :)

1 komentarz

Witam znow po dluzszej przerwie. W weekend przyjechali moi rodzice na kilkanascie dni zeby pobyc z wnukami i zebysmy mogli pojechac sobie we dwoje na kilka dni gdzies odpoczac. Udalo mi sie zarezerwowac w Internecie tzw. „deal” w dziale wellness :) Znalazlam hotel, ktory za 289 euro (zamiast 578 Euro) oferowal 4 dni dla dwojga, w cenie bylo: sniadanie i obiadokolacja, 20 minutowym masazem dla kazdej z osob, wstep na termy, darmowe korzystanie z basenu, sauny, silowni i kortow w hotelu, powitalny drink. Miejscowosc byla 200 km od domu, blisko austriackiej i czeskiej granicy, w kurorcie bad Fussing. Zarezerwowalam nam pobyt od 14 do 17 sierpnia (15.08 na Bawarii wolne). W hotelu bylismy jednak bardzo pozno wieczorem, bo maz dopiero kolo 19;00 wrocil z 3 dniowej delegacji. Zabralismy tylko sobie cos na zab bo ominela nas kolacja i hotel zastrzegl, ze nie dostaniemy za to zwrotu. Nam to nie przeszkadzalo, bo zalezalo nam bardzo na tym terminie rezerwacji (zero brania wolnego no i w domu zapewniona opieka nad dzieciakami). Czas spedzalismy milo i bez stresu – poszlismy zjesc do restauracji, odwiedzilismy pole golfowe, pochodzilismy po kurorcie, w przedostatni dzien bylismy na termach a w niedziele po sniadaniu i mszy pojechalismy w droge powrotna i po drodze postanowilismy odwiedzic Bawarski Las (Bayerisches Wald), w ktorym zwiedzilismy wysoka na 44 metry wieze oraz spacerowalismy po sciezke, na ktorej byly wybiegi rysia, wilka, niedziwedzia brunatnego, jeleni, dzikiego kota, ptakow drapieznych. Zwierzeta byly w swoim naturalnym srodowisku ale odgrodzone od czlowieka. Spedzielismy na zwiedzaniu okolo 3-4 godziny. Do domu zajechalismy kolo 18:30 dopiero a tam czekaly nas odwiedziny brata meza. Przyjechal nas odwiedzic z zona i swoim malym synkiem. Maly skonczyl 3 miesiace i zmienil sie sporo od naszego ostatniego spotkania :)

Dzisiaj ostatni dzien przedszkola. Dla mojego Fikaczka od wrzesnia rozoczyna sie szkola, Tusia jeszcze dwa latka bedzie jezdzila busikiem. Ciekawa jestem czy da rade bez braciszka :( Rano wyprawilam dzieciaki i w podziece za rok jezdzenia z moimi dzieciakami dalam w prezencie kierowcy autobusu dwa likiery z Polski – orzeszek i wisnia :) Dla pan przedszkolanek mialam przygotowane czekolady w ciekawym opakowaniu sukienki dirndl (typowo bawarskiej) z napisem „Lubie cie”. Obie zapakowalam do wlasnorecznie zrobionego czekoladownika – kartki scrapbookingowej, w ktorej zamknelam czekolade. Fotki postaram sie zamiescic jak najszybciej. Dla dzieciakow byly miski i male Hanuty z numerami pilkarskimi i po bransoletce przyjazni, ktore robilam specjalnie na te okazje. Dzieciaki wrocily dzis wczesniej, bo zajecia konczyly sie juz o 13:00.

Po przegranej w piatkowych zawodach tenisowych, zglosilam sie do turnieju pocieszenia, ktory mial byc rozgrywany w niedziele. Na szczescie, bo w sobote jechalismy po poludniu na slub i to spory kawalek – okolo 200 km. W sobote szykowalismy sie wiec na wielkie wyjscie. Na szczescie nie byly wymagane sztywne stroje wiec w upale nie trzeba bylo sie meczyc w niewygodnych ciuchach :P Z racji, ze nie mam za czesto okazji ubierac mojego krotkiego dirndla a slub odbywal sie na wsi (tak, miejscowosc liczyla 150 osob!), stwierdzilam, ze bedzie pasowac :) Tusia byla wystrojona w bialo-fioletowa sukienke z tafta, zrobila w niej furore – najpierw pani fotograf ja non stop fotografowala a pozniej uslyszelismy wyrazy zachwytu od pani mlodej gdy skladalismy jej zyczenia :) Slub odbyl sie w malutkim kosciele ewangelickim. Po ceremonii pozowalismy do grupowego zdjecia ale jeszcze przed nim odbyla sie operacja „pecherz” – Tusia miala nowe buciki i niestety w tym upale, nozki jej sie spocily i obtarly i bardzo plakala. Na szczescie jedna pani sposrod gosci miala plastry na odciski :P Po sesji zdjeciowej, kolo 15:30 (a wiec juz 2 godziny po slubie) weszlismy do restauracji na kawe i tort oraz inne slodkosci. Akurat chcialam sie napic kawy, gdy zaczelo kropic i trzeba bylo uciekac do restauracji przed deszczem. Dzieciaki swietnie sie bawily na dworze w towarzystwie innych mlodszych gosci a my czekalismy na jedzenie, ktore zaczeto dopiero kolo 19 podawac – malymi porcjami, poprzedzonymi przystawkami. O 20:30 musielismy sie powoli zbierac do naszego piesia w domu, pozatym dzieciaki powinny tez juz powoli do lozeczek … W domu bylismy kolo 23:00. Na drugi dzien o 10:30 i 15:30 mialam wyznaczone mecze w turnieju pocieszenia. Cala rodzinka wybralismy sie na korty. Oba mecze wygralam – jeden z kolezanka z druzyny Panie 40 – Peggy, z ktora gralam kiedys w meczu w debla (6:4, 6;2) i po kilkugodzinnym czekaniu drugi mecz z nastolatka (LK20) wygralam 6:0, 6:2. Po 18 dopiero bylismy w domu. Przygotowalam wszystko na poniedzialek – ciuchy dla dzieci do ubrania rano i koszule dla meza bo na trzy dni wyjezdza do klienta. niestety rano musialam budzic dzieciaki o 6:00 bo o 7:00 zawozilismy meza na pociag (zebym miala auto), do domu wrocilam o 7:30 i prawie zaraz przyjechal po dzieciaki busik, troche sie po domu pokrecilam i krotko po 8:00 przyjechala moja Tageskind :) Ufff …. weekend byl bardzo milo spedzony ale za szybko sie skonczyl :P

Dzisiaj o 14:00 mialam wyznaczony mecz w mistrzostwach Pfaffenhoffen, ktore odbywaja sie od 30. lipca do 3 sierpnia. Trafilam na turniejowa 1 niestety – Lise Haas z mojego klubu, LK4 czyli bardzo wysoko. Pomyslalam, ze z moja LK 15 nie mam nic do stracenie, i tak w razie ewentualnej wygranej nie moglabym jutro grac bo jedziemy na slub 2 godziny jazdy stad, wiec postanowilam starac sie najlepiej jak umialam, byleby nie dostac do zera. Pierwszy set byl bardzo wyrownany, w pewnym momencie udalo mi sie wyjsc na prowadzenie 5;4, jednak potem zaczelam popelniac za duzo bledow i w sumie caly mecz przegralam 7;5 6:1. Jednak bylam zadowolona z gry, robilam co moglam i nie oddalam meczu latwo, nawet przeciwniczka mi gratulowala, mowila, ze dobrze gralam i ze wyobrazala sobie wygrana o wiele latwiej i szybciej ;P Kolezanki mi tez gratulowaly dobrej gry. Zdazylam wziac prysznic i poszlam czekac przed klubem na busik z moimi urwisami wracajacymi z przedszkola. Dalam im prezenty, ktore przyszly w paczce od cioci Patrycji z Chorwacji (na urodziny Tusi) zeby troche byly zajete, bo dopingowalam mojej znajomem w jej meczu. Potem kolo 17:30 pojechalismy odebrac meza z pracy i nad wode troszke przed pojsciem do lozek. Niestety Fiki zgubil nad woda figurke Angry Birds, ktora mu dzis kupilam :(


  • RSS