mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 10.2014

Stresowy weekend

Brak komentarzy

zeszly weekend nie należał niestety do udanych …. Zaczęło sie w piątek. Rano Fikaczka odstawiłam z mężem do szkoły, zawiozłam męża do pracy, małe zakupy i do domu. Trochę poroniłam porządki i na 12:15 po Fikaczka i na 13:00 do terapeuty w Pfaffenhoffen. Zabrałam naszego psiaka ze sobą, wysiadam pod szkoła, patrzę a on ma koło ogona jakiś czerwony bąbel :/. Szybko do domu po książeczkę, telefon do weterynarza i na15:30 zamówiona wizyta. Gdy mały miał zajęcie z terapeutka, ja pojechalam zatankować bo oczywiscie jedna kreska…. Po drodze odebralam Tusie z przedszkola bo nie wiedziałam ile nam zajmie u weterynarza a busik miał koło 16:40 podjechać z Tusią koło szkoły gdzie Fiki ma trening piłki nożnej. Podskoczylysmy jeszcze do Kauflandu kupić zeszyt do nut na lekcje muzyki. Potem po Fikaczka i na trening. Szybko z Tusia i Mailo do weterynarza, mały w tym czasie grał. U weterynarza jednak nie byłam długo, bo mieli jakiś nagły wypadek, wiec weterynarz poświecił latarką pod ogonem i stwierdził jakieś zapalenie odbytu, dał dwa zastrzyki – antybiotyk i przeciwbólowy lek. Kazał przyjść jak będę w domu, wieczorem. Pojechałyśmy wiec z powrotem po Fikaczka, poznałam na treningu koleżankę z Polski, pogadaliśmy trochę. Pojechaliśmy po treningu do lekarza rodzinnego po receptę na leki dla męża, dalej odebrać męża z pracy i do domu. Krótko po 18 pojechałam z Mailo do weterynarza. Pies był tak zestresowany, ze pomimo zastrzyku,który miał go uspokoić, trzeba mu było dać jeszcze jeden, żeby zasnął. Nie był to całkowity ” głupi Jasiu” ale prawie :/ lekarz mi wytłumaczył jak wykona badanie. Cały zabieg musiał sie odbywać na ziemi bo tam jeszcze w miarę bezpiecznie sie Mailo czuł:) mimo zastrzyku przeciwbólowego piesio piszczał ale jak mnie przekonywał lekarz to tylko ze strachu. Udało sie usunąć płyn z bąbla, lekarz zaaplikował na koniec maść. Zapisał leki na piec dni i cała ta „przyjemność” kosztowała mnie 100€… Ciekawe czy uda mi sie coś dostać od ubezpieczyciela, spróbujemy……

W sobotę za to poszło lepiej bo wygraliśmy pierwszy mecz drużynowy w tenisa, w Landeslidze. Grałam jako druga rakieta, wygrałam 6:2,6:4 z trzy klasy gorsza zawodniczka. Niestety w deblu już mi nie poszło tak dobrze i z koleżanka z sąsiedniego klubu przegrałyśmy 7:6, 10:5. Z racji późnej godziny i według przepisów drugi set został rozegrany jako super tie break, do 10 punktów. Cały mecz jednak wygrałyśmy :)

w niedziele dzieciaki były na mszy dziecięcej i mogły przynieść swoje przytulanki bo opowiadano historie stworzenia świata oraz opowiadano o świętym Franciszku. Dzieciaki dostały po stempelku w książeczce, Fiki nawet dostał jeden stempel ekstra bo umiał powiedzieć, ze obrazek przedstawia świetego Franciszka :)

Ostatnio korzystając z każdej wolnej chwili próbuje w domu i w kuchni robić wszystko na domowo a wiec piekę chleby (póki co z nieco marnym skutkiem ale sie nie poddaje), sama robię masło, domowe ciasteczka, moje ulubione maślane z lawenda a w gospodarstwie domowym próbuje sprzątać bez chemii:) dzisiaj przetestowałem płyn do mycia szyb i luster ze strony www.spryciarze.pl http://www.spryciarze.pl/inspiracje/72374 a wiec dwie szklanki wody, 3 łyżki octu, 1/2 -1/4 łyżeczki mydła w płynie lub innego detergentu – wymylam tym dziś prawie wszystkie okna i muszę powiedzieć całkiem niezły efekt :)

dzisiaj po odebraniu Fikaczka ze świetlicy po szkole, podeszliśmy pare kroków do filii szkoly muzycznej, która znajduje sie w klubie piłkarskim :) zajęcia prowadzila pani pochodząca z Węgier. Fiki był bardzo zainteresowany i skupiony na tym co pani mu mówiła, szło mu całkiem niezłe jak na pierwszy raz:) ćwiczył trochę gamę, trzymał rytm, na koniec „czytał” nuty i dostał nawet zadanie domowe :) za tydzień następna lekcja :)

Mój synek podobnie jak mamusia lubi zjeść coś słodkiego i najlepiej żeby było to coś domowego. Ostatnio chciał muffinki z czekoladą. Na szczęście miałam w domu kuwerturę i szybko znalazłam w necie odpowiedni przepis, który chętnie Wam dalej przekazuje. Znalazłam go tutaj: http://bistro24.pl/gotowanie/przepisy/szpan-w-pol-godziny-muffinki-czekoladowe,115531.html

Składniki

  • 2 szklanki mąki
  • pół szkalnki cukru
  • 3 niezbyt płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • tabliczka najtańszej czekolady pokrojonej w kosteczkę pół na pół cm
  • pół szklanki oleju
  • 1 jajko
  • szklanka mleka
  • ew. aromat waniliowy

Etapy przygotowania

  • 1

    Włączyć piekarnik na 180 st. C z termoobiegiem lub 200 bez termoobiegu.

  • 2

    W misce wymieszać pierwsze pięć składników (suche), w drugiej wymieszać kolejne cztery (mokre). Nie trzeba nawet używać miksera, ja to mieszam najprostszą na świecie trzepaczką (mokre), a suche łyżką.
    Następnie połączyć mokre z suchymi.

  • 3

    Do papierowych foremek (tzw. papilotek) nakładać masę do ok. 2/3 ich wysokości (wychodzi 20 muffinek).

  • 4

    Piiec ok. 17-20 min (sprawdzić po ok. 15 min wykałaczką – jeśli po wbiciu w ciacho pozostaje sucha, to za 2 min wyłączyć piekarnik). Ciasteczka są małe więc szybko się pieką. Następnie wyłożyć je na kratkę, aby elegancko i szybko wystygły. Można udekorować polewą (4 kostki czekolady roztopić z odrobiną mleka i margaryny).

  • 5

    Robiłam też wersję z białej czekolady – wtedy należy dodatkowo dodać łyżkę mąki (zamiast kakao, aby zachować odpowiednią gęstość ciasta), no i kosteczki białej czekolady.

  • Ja robiłam tylko zE zwykła czekoladą (kuwertura), cześć pokruszylam do ciasta a resztę wykorzystałam do polania muffinek.

polecam! Przy pieczeniu pomagały mi moje dzieci.

przegladajac w zeszłym tygodniu gazetę, zauważyłam artykuł o darmowych lekcjach w szkole muzycznej, której filia znajduje sie tez w naszym mieście :) pierwszoklasiści mogą otrzymać 4 20 minutowe lekcje na dowolnym instrumencie a jeśli to możliwe, dziecko może tez wypożyczyć instrument do domu. Nasz syn chciałby wypróbować flet wiec dzisiaj zadzwoniłam spytać o wolne terminy i prawdopodobnie w następna środę uda sie umówić na pierwsza lekcje.

nie zaglądałam jakiś czas na bloga bo po pierwsze dużo sie działo a pozatym, co gorsza, zepsuł mi sie laptop :/ prawdopodobnie poszedł ekran i czekam na zamówiona cześć. W połowie września mieliśmy istny zjazd gości. 17 września musiałam z Leti jeszcze szybko do Heckscherklinik w Monachium w sprawie wykluczenia autyzmu u Tusi – post o tym w osobnym wpisie. Na drugi dzień wcześnie rano mieliśmy odwiedziny wujka męża z Wuppertalu, który przyjechał pomoc nam w remoncie – mąż zaprojektował w salonie podwieszany sufit aby ukryć szpecące kable. Razem z wujkiem przyjechała teściowa bo wujek na noc nie chciał sam jechać. Mieli u nas zostać do wtorku rano. Był u nas jeszcze mój tato (głownie z powodu wizyty Tusi w Monachium, musiał Fikaczka odebrać ze szkoły bo ja bym nie dała rady). W weekend okazało sie, ze ma przyjechać kuzynka męża z Krakowa z chlopakiem. Źle sie z nią dogadałem co do terminu ich przyjazdu do nas wiec mieliśmy pełna chatę;) Tata wrócił do domu pierwszy, już w niedziele 21.09. Potem rano we wtorek wrócił Wuppertal a Kraków w piątek. Spędziliśmy miło weekend zanim sie towarzystwo porozjeżdżali – w niedzielę po mszy w polskim kościele w niedaleko położonym Neustadt a.d. Donau, pojechaliśmy do klasztoru Weltenburg (najstarszego klasztoru na Bawarii) i stamtąd popłynęliśmy przełomem Dunaju. Pogoda dopisała bo nigdzie nas nie złapał deszcz a w jedna stronę płynąc statkiem, mieliśmy prawdziwie piękna złotą jesień. Z młodymi byliśmy na Volksfest u nas w mieście, w ostatni dzień były taniej karuzele i inne atrakcje. Młodzi pojechali sami zwiedzić Kristallmuseum i dołączyli do mnie pod szkołą bo o 16 odbierałam Fikiego i potem czekałam tam tez na Tusie aż wróci busikiem z przedszkola. Dzieciaki miały frajdę pojechać na dużej karuzeli z ciocia i wujkiem i pojeździć na autkach;) wieczorem zabraliśmy ich zjeść do Chińczyka. Do końca tygodnia odrabiałam 4 dni pilnowania mojego Tageskind bo z powodu rozpoczęcia roku, remontu i Monachium musiałam odmówić wizyty. Dlatego nigdzie nie mogłam towarzyszyć moim gościom. Na szczęście w środę wybrali sie sami do Monachium pozwiedzać i przy okazji zahaczyć o Oktoberfest, który trwa właśnie. W czwartek przed wyjazdem, jak Tageskind poszła do domu, krótko wybrałam sie z nimi do sklepu czerwonego krzyża niedaleko nas i potem prosto pojechaliśmy odebrać Fikiego ze szkoły i w domu na Tusie czekaliśmy. W piątek rano kuzynka podrzuciła męża do pracy i Fikiego do szkoły żebym miała auto i co ważniejsze o 8:00 była w domu z powodu Tageskind. Auto potrzebowałam bo na 13:00 muszę być z małym u logopedy w Pfaffenhoffen i po nim na treningu piłki nożnej. Wreszcie mogliśmy odebrać klubowy dres z numerem 10:) potem weekend ale tu …. dalej remont bo sufit trzeba było szlifować bo szpachtel był za grubo położony wiec znow w całym domu było biało …. Pomalowaliśmy w kolorze piasku i w następny weekend trzeba kilka małych poprawek i mam nadzieje, ze wreszcie będzie koniec :) Mąż jeszcze kupił półki, które bedą wisiały nad kanapa i będą prezentowały moje puchary :) w niedzielę po letniej przerwie byliśmy na Kleinkindergottesdienst (mszy dla małych dzieci). tym razem było o szukaniu przyjaciela, dzieci malowały i wyklejały obrazek z myszką,która szukała przyjaciela. Po południu, korzystając z ładnej pogody wybraliśmy sie pierwszy raz cała rodzinka na wycieczkę rowerowa w kierunku jezior. Dzieciaki dały radę 3 km w jedna stronę pojechać.


  • RSS