mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 2.2015

Dopiero co sie zaczely a juz mija pierwszy tydzien zajec szkolnych, jak to zlecialo .. Dla mnie tym bardziej, bo dzieciaki byly tydzien w Polsce u rodzicow na ferie. Moj tata przyjechal w walentynki i zabral dzieciaki a przywiozl je w zeszla niedziele. Ja z mezem mielismy wolne, bo swietowalam urodziny i liczylam na przyjazd mojej kolezanki ze studiow ale niestety nic z tego nie wyszlo bo ja cos w plecach polamalo i byla na zastrzykach. Niestety w moje urodziny dokladnie maz musial do pracy i to jeszcze do klienta az na polnoc Niemiec ale na drugi dzien pojechalismy we dwojke do Therme Erding na caly dzien. To byl moj prezent urodzinowy. Ruszylismy o 11:00 i o 12:00 podeszlismy do kasy, zeby kupic kupon za 280 Euro – „Czas dla dwojga”. W cenie bylo wejscie na wszystkie obszary (sauny, vital oaza, czesc z basenem i falami i wszelkie zjezdzalnie i baseny), po zabiegu pielegnacyjnym dla kazdego, royal day spa – prywatne duze loze lub namiocik w SPA, gdzie mozna sie bylo dostac tylko winda i z bransoletka na rece, 3 daniowa romantyczna kolacja. Troche bylo problemow z kupnem, bo w internecie pisalo, ze taki kupon mozna zamowic w internecie i 4-5 dni czekac az przyjdzie poczta. W koncu w swoje urodziny sie dowiedzialam, ze mozna je spokojnie kupic w kasie w termach :) W termach natomiast wysylali nas od kasy to jakiegos kierownika, bo tylko on mogl sprzedac taki kupon… No nic, kolo 12:30 bylismy juz w przebieralni i poszlismy sie poinformowac w sprawie miejsca w Royal Day Spa i w sprawie masazy bo zamowilam wczesniej dla kazdego z nas hot stone masaz a w cenie naszej wejsciowki byly jakies zabiegi 4 korony. Masaz, ktory wybralam, troche przekraczal ta kategorie ale nic nie doplacalismy, po prostu kazdy byl masowany 40 minut w cenie 51 Euro za osobe. Poszlismy do Royal Day Spa. Pani nas poinformowala, ze zazwyczaj trzeba wczesniej sobie miejsce rezerwowac ale mielismy szczescie bo byly wolne miejsca i zdecydowalismy sie na duze lozko z baldachimem. Na gorze byla tez restauracja, w ktorej mielismy zjesc. Wystarczylo tylko zadzwonic kiedy sie chce zjesc i winda wszystko przywozili. Troche polezelismy i leniuchowalismy a potem troche sie przeszlismy po basenach i saunach, poczytalismy kiedy sa jakie rzeczy oferowane typu roznego rodzaju maseczki na twarz, rozne olejki w saunach, tzw. podroze relaksacyjne czyli lezenie na lezakach i sluchanie roznych dzwiekow typu gong, dzwoneczki, szum wiatru. Na 16:40 mialam wyznaczony moj masaz wiec postanowilismy tak o 15 zaczac z jedzeniem. Jako pierwsze byly przystawki, tzw. antipasti – oliwki, suszone pomidory, sery zolte, wedliny …. pyszne, juz po tym bylam troche najedzona :P Potem bylo danie glowne – rib eye stek z grilla oraz sandacz z salatka a na deser lody, ciasta i truskawki. Ledwo zdazylismy wszystko zjesc i musialam pedzic na zabieg :) Oczywiscie zabieg byl super relaksujacy :) Potem pochodzilam po innych czesciach za naszym royal spa, bylam w rosarium powdychac troche zapach roz, w jednej z saun trafilam na rozdawanie maseczki z winem. Ogolnie wyprobowalam maseczke z kredy, papai i mam zamiar je w domu sama przygotowac. O 18:30 wybralismy sie tez na podroz relaksacyjna na pietrze, w pokoju „Ogien”, ktory byl zaopatrzony w kominek. Lezelismy sobie wlasnie na lezakach wpatrzeni w ogien i wsluchani w dzwieki…. Potem jeszcze pochodzilismy po roznych saunach i zazywalismy kapieli np w basenie z dodatkiem mineralow z Morza Martwego. Niestety nie zdazylam skorzystac z kapieli z magnezem i jodem a szkoda …. Kolo 21:00 zaczelismy sie zbierac do domu i po 22:00 wreszcie dotarlismy. Mailo skakal z radosci, tyle godzin sam byl…. Dobrze, ze przed wybraniem sie do term pomalowalam szybko pokoj Fikaczka :) Chcial miec tym razem kolor zielony :)

W weekend mielismy przelotem gosci, bo jak co roku tesciowie i brat meza wybierali sie na narty do Wloch i nas po drodze odwiedzali. Szwagier byl kolo 1:00 w nocy a tesciowie z kuzynem i wujkiem meza niestety dopiero w sobote o 9:00…. Zjedlismy sniadanie i jedni pojechali o 14:00 a szwagier kolo 20:00. W niedziele juz byly dzieciaki, bardzo zadowolone bo w ostatni dzien byli z dziadkami w Krakowie i widzieli smoka wawelskiego jak zionie ogniem i jechali dorozka spod Sukiennic do Wawelu i z powrotem :)

Dzisiaj ostatni dzien szkoly i poczatek ferii. Fikaczek przyniosl dzis swoje pierwsze swiadectwo szkolne :) w pierwszej klasie nie ma ocen tylko opis postepow w nauce dziecka. W sumie wiele wiecej niz poprzednio na rozmowie z wychowaeczynia sie nie dowiedzialam, no moze pozatym, ze mal chetnie spiewa na lekcjach muzyki i lubi malowac. Dodatkowo zalecono nam wyslac malego na Sport aby nauczyl sie wspoldzialac w druzynie…. super…. maly chodzi juz ponad rok na pilke nozna i od pol roku na zajecia z lekkoatletyki ale widac wychowaeczyni tego nie wie ;) no coz, po feriach, gdy dzieciaki wroca z wakacji u babci i dziadka, napisze Paare slow wychowawczyni:) ogolnie jednak swiadectwo bylo dobre, wskszywalo jednak gdzie maly ma problemy czyli to co zwykle- brak koncentracji, przedkladanie bycia puerwszym niz dokladnosc w wykonywaniu zadania i jeszcze nie wyrobiony charakter pisma ale nad wszystkim idzie popracowac ….

Dzisiaj od rana pobudka…. po dwoch tygodniach delegacji w Indiach maz o 6:00 ladowal na lotnisku w Monachium. O 8:00 Fikaczek mial zbiorke w klubie pilkarskim i o 9:00 pierwszy mecz na hali w tym sezonie. Krotko po 7:00 mezusia przywiozla do domu kolezanka z pracy wiec odpadlo mi jezdzenie na lotnisko, tym bardziej, ze w nocy napadalo i zrobilo sie slisko…. dzieciaki jak na zawolanie wstaly kolo 7:00 i przywitaly goraco tatusia :) dostaly prezenty – dla Fikiego uklad sloneczny a Tusi tatus przyeiozl do naklejania gwiazdki, planety, ksiezyce….. szybciutko zebralismy sie na zbiorke. Pod klubem zebrala sie 7 zawodnikow i ruszylismy do sasiedniego miasta na mecz. Najpierw rozgrzewka a pitem zaczely sie emocje… pierwszego gola strzelil moj syn:) na KO IEC byl remis7:7 i nawet rzuty wolne nie rozstrzygnely wyniku. Trener pochwalil dzieciaki za dobra gre i kolo 10 pojechalismy do domu. fiki chcial z tatusiem zbudowac system sloneczny. Zjedlismy obiad i na 14:30 zawiozlam dzieci na bal karnawalowy. Tusia poszla jako pimkie pie a fiki jako Batman. Dzieciaki mialam odebrac o 17:30. Wychodzac powiedzialam jedynej osobie jaka tam znalam i kojarzylam z kosciola, ze jakby co w garderobie jest plecak z numerem Telefon do domu. Dzieciaki odebralam krotko po piatej i zostalam poproszona zeby nastepnym razem przyjsc z dziecmi albo zostawic dzieci w domu. Na moje pytanie czemu, uslyszalam, ze to nie funkcjonowalo, mala plakala a nikt nie umial znalezc naszego numeru Telefonu. Suuuper po prostu! Mam nadzieje, ze doszlo do nieporozumienia bo mala latala wszedzie ze swoim woreczkiem z zabawkami i pewnie pani tylko tam szukala. Fiki latal z kolega to byl zajety i nie zwracal uwagi na siostre….. no coh jedno jest pewne, ja na taki bal juz na pewno drugi raz nie pojde. Starczylo mi rok temu pojsc i prawie ogluchnac od muzyki…. TU bylam tylko piec minut zeby odebrac dzieci i myslalam, ze zwariuje;)

Z racji, ze probuje odzywiac sie zdrowo a zwladzcza bez glutenu, probuje eksperymentowac. Wczoraj wieczorem chcialam zjesc cos sycacego i w rece wpadla mi czerwona ciecierzyca, zwana tez cieciorka. Na opakowaniu byl przepis na salatke, ktora sie wlasnie zajadam. A oto przepis:

- szklanka cieciorki

- 1 jablko

- 1 cebula

- majonez 1/2 szklanki

- Jogurt naturalny

- ziola prowansalskie

Cieciorke gotowalam WG przepisu na opakowaniu – 10-15 minut w malej ilosci wody,osolonej. Jablko i cebule pokroilam w kostke i dodalam do cieciorki, dodalam majonez wymieszany z jogurtem. Przyprawilam odrobina pieprzu kajenskiego, bazylia, majerankiem, Oregano, so la, pieprzem cytrynowym, kozieradka. Dodatkowo z reszty cieciorki zrobilam paste na kanapki – Humus. Zmiksowalam ugotowana cieciorke z lyzka oleju sezamowego, uprazonym ziarnem sezamu, polowa wycisnietej cytryny AZ powstala gladka masa.smakuje super ! Najlepiej jako dip do krakersow.

Wczoraj odbylo sie pierwsze dyktando Fikaczka. Dzieci mialy pisac pojedyncze Liter, ktore juz poznaly a wiec : a,e,i,o,s,m i pisac pierwsze slowa-mama i Mimi. Przyznam, ze mialam troche obaw jak to bedzie bo co prawda codziennie cwiczylismy ale mojemu synowi sie zawsze spieszy i chce szybko konczyc nudne dla niego lekcje wiec nie wiedzialam czy wystarczajaco duzo czasu poswiecilismy na nauke. Dzisiaj pani rozdawala uczniom prace i …. najwyzsza ocena – 3 gwiazdki :) bylam bardzo dumna :) w poniedzialek nastepne dyktando, zobaczymy jak tym razem pojdzie.


  • RSS