mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 3.2015

Wczoraj bylam z moim tata i dzieciakami w Monachium w Centrum Dziecka, bo Fikacz mial miec kontrole u pychologa i neurologa. Mielismy sprawdzic po pol roku jak Fikacz sie rozwija po pojsciu do szkoly. U neurologa poszlo szybko i sprawnie, lekarz nie wykryl jakichs nieprawidlowosci. Pytal malego z czego jest krzeslo (drewno), z czeko okno (szklo), choc Fiki odpowiedzial, ze lod :P ale na pytanie z czego jest to w co pan doktor puka, to powiedzial poprawnie szyba. Na pytanie z czego jest widelec powiedzial, ze ze srebra ale lekarzowi chodzilo o metal, chcial sprawdzic czy maly zna podstawowe rodzaje materialow. Potem bylismy u pani psycholog. Dalam jej kopie swiadectwa malego (na polrocze) gdzie wychowawczyni i inni nauczyciele pisza, ze oczywiscie wystepuje u niego problem z koncentracja. Psycholog po wykonaniu kilku testow z malym stwierdziala, ze oczywiscie maly koniecznie potrzebuje logopedy i to najlepiej dwa razy w tygodniu i jesli to mozliwe to nie dwie godziny z rzedu bo trudno mu bedzie sie skoncentrowac. Ergoterapie mozna w sumie zakonczyc bo maly nie ma problemow z pisaniem i koordynacja. Dodatkowo pani powiedziala, ze napisze nauczycielce aby dobrze zrozumiala z czym ma maly problem, bo chyba wychowawczyni nie jest do konca swiadoma problemu. Maly ma problem zrozumiec polecenia (typu na pytanie jak nazywa sie pomieszczenie, w ktorym sie gotuje, maly odpowiedzial kuchenka a nie kuchnia) wiec nauczycielka musi sie zawze upewniac czy maly zrozumial polecenie bo inaczej maly dalej nie ruszy. Jesli chodzi o slownictwo, to z testu wyniklo, ze w porownaniu z testem sprzed pol roku, to jest na tym samym, stalym poziomie ale w porownaniu z rowiesnikami, jet to troche ponizej normy :( Co prawda widac, ze maly w rozmowie umie sie wyslowic, duzo opowiada, z bledami i chaotycznie troche ale jak tlumaczyla mi psycholog, maly wie co chce powiedziec, szuka pasjacych mu slow zeby zbudowac zdanie, a jak ktos do niego wydaje polecenie, on wylapuje znane mu z tego slowa i probuje po wojemu jakby zrozumiec co ma zrobic, czasem dobrze „odgadnie”, czasem zle. Psycholog powiedziala, ze poki co mam sie skupic na zalatwieniu malemu dwoch potkan z logopeda w tygodniu, odczekaniu na wyniki a jesli nie bedzie poprawy, to poszukac psychologa dzieciecego, ktory by pomogl pracowac nad zachowaniem malego. Koszty takiej terapii pokrywalaby kasa chorych, nie muialabym ciagle chodzic do lekarza pediatry po recepte. Pytalam psycholog czy to, ze maly ma problemy z koncentracja i ma niespozyte poklady energii (ciagle lata po pokoju, kopie cos, ma ataki zlosci jak mu cos nie wychodzi albo jak za kare ma isc do pokoju mimo, ze doskonale wie co go spotka jak nie poslucha, zawse go najpierw ostrzegamy, maly buja w oblokach czesto, nie slucha itp.) moze byc ADHD (w Niemczech ADHS). Psycholog powiedziala, ze jesli nawet, to jest to dosc lagodna forma. Pycholog na szczescie jest „normalna” i nie uwaza, ze od razu dziecku pakowac leki na ADHD, ktore robia co prawda dziecko grzeczne i spokojne no ale nie o to przeciez tylko chodzi. Dostalam kilka broszurek na temat ADHD, byc moze odnajde tam naszego syna powiedziala pani psycholog. Dodatkowo musialam wypelnic kwestionariusz dotyczacy ADHD i taki sam zestaw dostalam tez do wypelnienia przez nauczycielke i zobaczymy co z tego wyjdzie. Poki co bede chyba probowala dawac mu tran i syrop neopasmine (ziolowy syrop wlasnie na taka nadpobudliwosc), najwyzej nie pomoze a nie zaszkodzi :)

Dzisiaj dzieciaki pojechaly z dziadkiem do Polski bo my mozemy dopiero ruszyc w Wielki Piatek, wiec niech dzieciaki maja troche dluzszy pobyt :)

Dobrze, ze dzis niedziela i koniec tygodnia… Zeszly obfitowal mianowicie w telefony ze szkoly i … dwa razy szpital…. Ale pokolei. Jak pisalam wczesniej, we wtorek mielismy oboje byc na rozmowie w przedszkolu Tusi a krotko przed 9 zadzwoniono ze szkoly syna, ze leci mu krew z nosa bo dostal od kolegi w nos i mamy go odebrac, wiec maz pojechal. W srode wczesnie rano znow leciala mu krew, wiec zadzwonilismy, ze maly na wszelki wypadek zostanie w domu ale „najlepsze” bylo jeszcze przed nami … W czwartek mialam wyjatokowo moje Tageskind i to do 14;00. Kolo 13 dostalam telefon ze szkoly, ze Fikacz uderzyl sie w szkole i ma krwotok i zawolali juz pogotowie bo rana nie przestawala krwawic i mam malego odebrac i ewentualnie z nim pojechac karetka do szpitala jesli potrzebne by bylo szycie. W pierwszej chwili zrozumialam dyrektora, ze po prostu sie uderzyl i moge go jak Tageskind pojdzie do domu odebrac ale dyrektor powiedzial, ze krew leci. Wiec oczywiscie musialam dzwonic po mame malej zeby ja szybko odebrala i za 15 minut pieszo powinnam byc w szkole (nie mam auta). Na szczescie zadzwonili ze szkoly za chwile i pani ze swietlicy mi zaproponowala, ze zaraz po mnie moze przyjechac nauczycielka religii i mnie podwiezc do szkoly. Akurat jak podjezdzalysmy, to byl juz ambulans. Zaprowadzono mnie do Fikaczka i uspokajana, ze wyglada to gorzej niz w jest w rzeczywistosci ale musze przyznac, ze jak malego zobaczylam na kozetce z prawie cala buzia umazana z krwi, to lekko sie pode mna ugiely nogi ale musialam przed malym pokazac, ze trzymam sie. Przyszli zaraz dwaj sanitariusze, pytali jak doszlo do wypatku, czy byla utrata przytomnosci, wymioty,bol glowy … Maly zaczal plakac bo bal sie, ze dostanie zastrzyk ale na tezec byl szczepiony wiec obylo sie bez tego i go panowie uspokajali, ze o zastrzyku moze juz zapomniec :) Z racji, ze byla 13:00 i zaden lekarz nie mial otwarte, musielismy jechac do najblizszego szpitala aby rane obmyc i dokladnie obejrzec. Maly nie chcial jechac ale go namowili sanitariusze, ze co jutro w szkole opowie jak nie pojedzie ambulansem :) Wiec pojechalismy. Na miejscu sie okazalo, ze naprawde nie trzeba szyc, po obmyciu, rane na guzie (1 cm) posmarowano specjalnym zelem i wlasciwie moglismy isc do domu. Lekarz nas tylko pouczyl, ze dalej obserwowac czy nie ma pogorszenia stanu zdrowia – wymioty, pogorszenie widzenia, bol glowy …. O 15:00 ze szpitala odebral nas maz bo przeciez nie mialabym z nim jak wrocic do domu. Po drodze zawiozlam meza znow do pracy i do szkoly po rzeczy Fikaczka, bo z tego wszystkiego zapomnielismy kurtki, plecaka i butow (pojechal w zmiennych). Wszystkie dzieci sie zlecialy i pytaly jak sie Fiki czuje, takze panie ze swietlicy chcialy zapytac o jego zdrowie. Potem pojechalismy na zakupy szybkie i do domu czekac na Tusie az wroci z przedszkola. W piatek maly poszedl normalnie do szkoly ale prosilam wychowawczynie, zeby na niego na przerwie uwazala, zeby nie dziczyl zbytnio zeby znow sie rana nie otwarla. Po odstawieniu Tageskind do domu 9bo mialam ja do 12:000, pojechalam po Fikiego i na 13 musielismy do ergoterapeuty ale juz na trening pilki nie ryzykowalam go puszczac i pojechalismy prosto do domu, poinformowalam tylko kierowce busa zeby Tusie prosto do domu przywiozl a nie pod trening Fikacza. Juz myslalam, ze za nami akcje ze zdrowiem dzieciakow a tu Tusia w sobote chwyta sie za ucho i ala!!!! Dzwonilismy kolo 18 na numer informacyjny jaki lekarz ma dyzur i kolo 19 przyjechal jakis lekarz z Wolnzach i stwierdzil, ze do bolacego ucha nie da sie zajrzec bo mala ma duzo woskowiny wiec skierowal nas do kliniki w Ingolstadt aby tam moze oczyscili wewnatrz i sprawdzili czy nie ma jakichs bakterii wiec ruszylam z mala w droge ale na miejscu sie okazalo, ze udalo sie zajrzec do ucha ale stwierdzono w obu, ze jest zaczerwienienie. Zalecono trzy razy dziennie krople do nosa i lek przeciwgoraczkowy. Oczywiscie nie obylo sie bez glosnych protestow podczas badania – juz samo badanie stetoskopem wprawilo mala w histerie, pozniej bylo tylko gorzej jak przyszlo zagladanie do gardla i uszu …. Aplikowanie lekow w domu tez nie obylo sie bez walki no ale mala poczula sie lepiej. Na wszelki wypadek zostanie w poniedzialek w domu zeby sie doleczyla bo juz dluzszy czas chodzila z kaszlem i katarem.

Dzisiaj o 10;00 mielismy wyznaczona (ponad miesiac temu) rozmowe z lekarzami z kliniki badajacej autyzm. Na szczescie musielismy jechac na spotkanie do przedszkola Tusi a nie jak w listopadzie do Monachium …. Krotko przed 9:00 zadzwonil telefon ze szkoly Fikaczka …. Okazalo sie, ze musimy go odebrac bo leciala mu krew z nosa. Jak mnie zapewniono przez telefon, nie jest to juz tak tragiczne jak na poczatku ale odebrany musi byc. Maz po niego szybko skoczyl i niestety musial z nami jechac do Tusi do przedszkola. Wedlug tego co mezowi powiedziano w szkole, malego uderzyl w nos jego kolega z klasy ale nasz synalek prowokowal go przezwiskami :P O 9:30 ruszylismy do przedszkola na rozmowe. Na rozmowie dowiedzielismy sie niewiele wiecej niz poprzednio czyli mala razej nie ma autyzmu, jednak nadal podtrzymywano, ze mala ma lek separacyjny. Lekarka z kliniki znow oserwowala mala w grupie i mowila, ze wiecej juz utrzymuje kontakt wzrokowy z wychowawczyniami (oczywiscie mniej z obserwujaca ja lekarka:P), opowiada wiecej, zachecala cala swoja grupe, zeby podeszla do okna i zobaczyla jaki ptaszek przylecial do ogrodka w przedszkolu. Wedlug lekarki, takie zachowanie zaprzecza temu zeby mala mogla miec autyzm ale trzeba pamietac, ze w listopadzie na badaniach mala nie chciala zbytnio wspolpracowac, wiec 100% pewnosci nie ma. Musimy odczekac troche czy pojawia sie kolejne postepy a jesli nie, to mala znow bedzie musiala przyjechac na kontrole do kliniki w Monachium. Podczas rozmowy nasz Fikaczek bardzo grzecznie i cicho sie bawil. Pozniej na chwile odwiedzilismy Tusie w jej grupie. Akurat sie bawili w ogrodku bo byla ladna pogoda:) Potem na 11:00 szybko polecielismy do terapeutki Tusi na rozmowe. Ogladalismy nagrany film, na ktorym sie ostatnio z Tusia bawilam. Terapeutka powiedziala, ze bardzo duzo robie dobrze, tzn. nie narzucam Tusi jak sie bedziemy bawic – pytalam ja kto bedzie jaka postacia posrod laleczek. Jak wolalam Tusie po imieniu i oczywiscie nie reagowala bo jej sie nie chcialo lub z jakiegokolwiek innego powodu, to probowalam dalej do niej dotrzec, jak slowa nie pomagaly, to musialam ja lekko w ramie dotknac i znow powtorzyc imie az zareaguje i udawalo sie :) Jedyne, co troche zle robilam, to jak Tusi sie przewrocilo cos w domku dla lalek, to ja od razu mowilam „A nic sie nie stalo” ale terapeutka mowila, ze dla nas doroslych to nic takiego ale dla dziecka to moze byc koniec swiata i choc to trudne, to nie reagowac schematycznym „nic sie nie stalo” tylko wspolczuc, mowic dziecku, ze rozumiemy jego zal i smutek. Umowilismy sie, ze nastepne spotkania bedziemy robic co kilka miesiecy bo tak czesto jak do teraz, nie jest to nam potrzebne. Pytalismy sie tez o obowiazek szkolny Tusi. Z racji, ze jest urodzona w koncu lipca, to do szkoly by szla w wieku 6 lat i kilku miesiecy a to, ze jak dotad ma troche brakow jesli chodzi o rozwoj (glownie slownictwo), to moznaby poczekac rok i wyslac ja do szkoly pozniej ale wtedy klasy diagnostyczne, do ktorej chodzi teraz jej brat, nie bardzo chetnie chca brac dzieci, ktore pozniej niz w wieku 6 lat poszly do szkoly ale znow terapeutka, z ktora na koncu rozmawialismy, mowila, ze zna wrecz przeciwne przypadki ale do tego czasu az bedzie szkola, Tusia moze zrobic bardzo duze postepy i pojdzie po prostu do „zwyklej” szkoly. Zobaczymy…

http://kobieta.onet.pl/kulinaria/pyszny-i-zdrowy-koktajl-z-awokado/t4mn8?fb_action_ids=916509941704277&fb_action_types=og.shares

Składniki, 2 porcje:
• 80 g (około 3-4 cm) ogórka szklarniowego
• 1/2 dojrzałego, miękkiego awokado
• garstka (35 g) szpinaku
• 6 mandarynek
• 200 ml (około 3/4) szklanki soku jabłkowego (klarownego)

http://justtrendy.blog.pl/2015/02/04/rozowy-koktajl-pieknosci-zdrowe-i-piekne-wlosy-paznokcie-i-skora/

 

Musze wyprobowac:)

Składniki na 1 szklankę koktajlu:

300 g ananasa
80 g buraków
1 jabłko
1 pomarańcza
50 ml soku z marchwi
kawałek imbiru (3 cm)
1 łyżka rzepakowego oleju

W 10 minut jest nasz hype (trendy) koktajl gotowy.

Ananas należy obrać, wyciąć głąb i oczka i pociąć na kawałki. Buraki obrać i pokroić (pamiętajmy o założeniu rękawiczek, gdyż burak farbuje).
Jabłko poćwiartkować i wycisnąć sok z pomarańczy. Jeśli posiadamy sokowirówkę najlepiej wycisnąć sok z marchewki samemu. W innym przypadku użyjemy zakupiony sok (najlepiej ekologiczny).
Imbir należy obrać.

Jabłko, buraki, sok z marchwi i pomarańczy zmiksować w blenderze. Na końcu dodać imbir i ananas. Nie zapomnijmy o skropieniu koktajlu olejem (pomaga przyswoić witaminy) i zamieszaniu.

Dzisiaj Dzien Kobiet. Niestety rozpoczal sie dla mnie pobudka o 5:30 bo nasza corka chciala sie do nas wpakowac do lozka :P Pozniej zbieralam sie,mimo sennosci, z synem na pchli targ niedaleko nas. Obiecalam mu bo w sobote razem z mezem dzielnie sprzatal wokol klubu pilkarskiego i stadionu i cwiczyl pisanie literek na kolejne dyktando. Na pchlim targu nie ylo zyt wiele ciekawych rzeczy ale udalo nam sie cos znalezc:) za 5 Euro album i figurki Stekeez :P Bylo kilka podwojnych wiec i dla Tusi sie cos znalazlo. Po poludniu pojechalismy cala rodzinka na rowery nawet Mailo nam towarzyszyl:) I tu …. uwaga nasz synek w koncu sie odwazyl i zaczal jezdzic ez pomocniczych kolek :) Super prezent dla mamy :)


  • RSS