mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 11.2015

Natrafiłam ostatnio na ciekawy przepis dotyczący czerstwego chlebka. Ja też nieraz jak zapomnę zamrozić mam taki i nie wiedziałam co z nim zrobić, bo wiadomo na kanapki to on się już średnio nadaje … Pomysł znalazłam tutaj. Chlebek nacinamy w kratkę ale tak aby nie uszkodzić spodu, nakładami ziołowe masełko a na nie wpychamy kawałki żółtego sera w kawałkach, pieczemy chlebek 20 minut w temperature 180 stopni. Masełko ziołowe:

3 łyżki masła

czosnek

ulubione zioła (ja dodałam sól ziołową, bazylię, estragon)

Smacznego!

Temperatury na zewnątrz może nie wskazują (mamy bardzo ciepły listopad) ale święta się zbliżają i powoli myślę o prezentach dla bliskich a że uwielbiam je robić własnoręcznie, postanowiłam się nieco zainspirować. Przeglądając Internet natknęłam się na wiele interesujących pomysłów i na pierwzy ogień, na próbę poszedł płyn do kąpieli w kształcie żelków. Natrafiłam na niego u m-ortycji, której bardzo dziękuję za ten pomysł:) Ona z kolei odsyła do przepisu tutaj a ja znalazłam przeis na Youtubie, tutaj jednak gdyby komuś się nie otwierał filmik, poniżej podaję sposób wykonania:

- 3/4 szklanki gorącej wody

- 20 g żelatyny w plastrach lub w proszku(ja użyłam w proszku)

- 3/4 szklanki wybranego płynu do kąpieli (ja użyłam niebieskiego z netto z muszelkami na opakowaniu)

- 1 łyżeczka soli

- barwnik spożywczy (opcjonalnie, ja dodałam trochę niebieskiego Dr. Oetker)

- dowolne foremki (foremki na kostki lodu, formy silikonowe na ciasteczka lub zwykłe metalowe foremki do ciasteczek, mogą być nawet puste, wypalone wkłady świeczkowe jak na filmie)

Przygotowanie:

Wrzątek wlać do miski, rozpuścić żelatynę, dodać sól i nasz ulubiony żel, wszystko dobrze wymieszać, ewentualnie dodać barwnik spożywczy. Uwaga bo gotowa masa szybko przyjmuje postać glutowatą :P Przygotować dowolne foremki, ja użyłam kilka różnych foremek do ciasteczek, których mam duuuże ilości w domu bo co roku piekę świąteczne ciasteczka :) Foremki radzę od spodu wyłożyć folią bo przy nalewaniu masy, trochę masy wyciekło z foremki. Wszystkie foremki włożyłam do więkzego pudełka, które przykryte włożyłam na kilka godzin do lodówki. Jutro zobaczę efekty i porobię kilka fotek! Jeśli wyszły fajnie, zrobię ich nieco więcej, w różnych kolorach i część prezentów na Święta jak znalazł :)

Dzisiaj świętego Marcina (St. Martin, w Nimeczech), które chętnie jest obchodzone w przedszkolach i żłobkach wraz z rodzicami dzieciaczków. My również byliśmy wczoraj zaproszeni na taką uroczystość w przedszkolu Tusi, jednak tym razem zaproszeni zostaliśmy przez partnerskie przedszkole, z którym współpracuje przedszkole naszej córki i które raz w tygodniu odwiedza. Przemarsz z latarenkami był zaplanowany na godzinę 17;00. Chcieliśmy się wybrać całą rodziną, więc rano zawiozłam męża do pracy, syna do szkoły i o 8;00 musiałam być w domu bo przychodziło moje Tageskind (dziecko, które pilnuję), dodatkowo nie posłałam córki do przedszkola, bo inaczej przyjechałaby busikiem do domu o 16:45 i nie zdążylibyśmy na 17:00 na spotkanie (po drodze jeszcze musiałam odebrać męża z pracy). Na szczęście córka się super bawiła z moją podopieczną, potem szybko pojechałam po syna do szkoły, krótkie zakupy, coś zjeść i pojechaliśmy. Na miejscu czekała jedna z opiekunek Tusi i wręczyła jej latarenkę, syn miał swoją, którą rok temu zrobił w szkole. Był też oczywiście św. Marci na prawdziwym koniu i wszyscy śpiewając ruszyliśmy w pochodzie.Nasze dzieciaki pobiegły do przodu i tym sposobem szły w pierwszej parze zara za św.Marcinem:) Potem rozegrano scenkę, w której św.Marcin dzieli się swoim płaszczem z żebrakiem a na koniec dzieci dostały po serduszku z piernika aby podzielić się ze swoimi rodzicami i rodzeństwem.Potem w ogródku przy ognisku można było posilić się brecelkami i kanapkami oraz rozgrzać się dziecięcym grzańcem (za symboliczne 1 Euro). Nasze dzieciaki jednak świetnie się bawiły na placu zabaw :)

Witajcie po dłuuugiej przerwie …. Wakacje już dawno za nami (ach ta Chorwacja we wrześniu …) i ani się człowiek obejrzał a już zaczęła się szkoła i wróciły obowiązki z nią związane (sprawdzanie zadań domowych, wymyślanie co na śniadanie i odbieranie ze szkoły). Z moją nogą po operacji halluksów nie było jeszcze niedawno najlepiej, czułam ból przy chodzeniu a że musiałam codziennie po syna chodzić na piechotę, nie pomagało mi to. Na szczęście gimnastyka i masaże nieco pomogły, jednak efekty widzę dopiero teraz czyli dobre 4 miesiące po operacji. Jak już ze stopą lepiej, to znów wylądowałam u ortopedy z powodu blokady w łopatce, ból przeszedł ale w zeszłym tygodniu przeniósł się na ramię ale na szczęście masaż (terapia manualna) pomogła, zostałam poinstruowana jakie robić ćwiczenia i kupiłam sobie kompres, który mogę wielokrotnie podgrzewać i co wieczór nakładać na obydwa ramiona. Wydawało mi się, że to koniec problemów ze zdrowiem w naszej rodzinie a tutaj mąż, który już kilka lat męczy się z refluksem po wizycie u internisty (poszedł spytać o usunięcie migdałków, bo ma problemy z przełykaniem), przyszedł z wiadomością, że lekarz wysłał go na wizytę do gastrologa, aby ten sprawdził czy problemów z refluksem nie można pozbyć się operacją. W klinice szybko załatwiono mu termin na gastroskopię i dzień po niej na założenie sondy, która będzie mierzyła poziom ph w żołądku i potwierdzi lub wykluczy czy refluks pochodzi od żołądka. Na zabieg gastroskopii musiałam jechać z mężem bo po znieczuleniu nie mógł prowadzić samochodu. Na szczęście na czas badania mogłam podrzucić syna (miał wtedy ferie szkolne) do kolegi i spokojnie czekać aż mnie zawiadomią o której mogę męża „odebrać”:P Na badanie czekaliśmy prawie 2 godziny i w sumie za 45 minut mogłam już wrócić do kliniki. Mąż na szczęście już był przytomny, siedział i jadł (oczywiście badanie było na czczo). Lekarka poinformowała nas, że raczej wygląda, że z operacji nici bo mięsień żołądka nie jest osłabiony (a gdyby był, to by tłumaczyło dostawanie się kwasów z żołądka do przełyku), więc w sumie mąż był zły bo badanie nie wykazało przyczyny jego refluksu. Lekarka mu powiedziała jednak, że są ludzie, którzy po protu mają refluks, który nie ma widocznych  przyczyn. Badanie sondą miało coś więcej wnieść bo lekarka powiedziała, że na podstawie wyników samej gastroskopii nie podejmowałaby się operacji bo nic by nie dała. Operacja polega na zwężeniu mięśnia żołądka gdy mięsień jest słaby a w tym wypadlu mijałoby się to trochę z celem, w dodatku nigdy nie można wykluczyć powikłań po operacji a i sama operacja to nie jest spacerek …

Więc dzień po gastroskopii, w przerwie w pracy mąż pojechał na zakładanie sondy. Niestety nie wspomina dobrze tej wizyty bo nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy … Co prawda dostał miejscowe znieczulenie (w sprayu) jednak wkładanie sondy przez gardło sprawiło, że mdlał przy badaniu, dodatkowo jeszcze lekarz z 5 minut grzebał w gardle, zanim wreszcie prawidłowo usadowił sondę:/ mąż dostał mały komputerek, na którym musiał zaznaczać kiedy je i kiedy występują dolegliwości. Kolejny dzień to kolejna wizyta w klinice aby sonde wyciągnąć i zebrać zebrane dane z komputerka. Póki co czekamy na wyniki badań … Podczas gastroskopii dodatkowo pobrano kilka wycinków bo był tam mały stan zapalny, jestem ciekawa wyników … Najgorsze, że nie wiadomo co robić :( Operacja raczej jest wykluczona, nie mówiąc już jak trudne jest gotowanie dla osoby chorej na refluks :( Mąż zawsze jadł zdrowo, jadł warzywa, gotowane/duszone mięso, zrezygnował już z kawy i napojów gazowanych, nie je ostro, unika cebuli, papryki, staram się mu szykować śniadanie do pracy tak żeby jadł po 3 małe porcje (gruszka, słonecznik, banan, jabłko, migdały …), robiłam mu specjalnie przecierowe soki bo przeczytałam, że owoce cytrusowe nie są wskazane (a mąż lubi bardzo sok z pomarańczy:/), próbuję mu dużo dawać kaszy jaglanej (wiem, że to jedyna kasza, która odkwasza organizm). Na śniadania mimo, że mąż nie przepada, dostaje kaszę z siemienia lnianego i lnu, staram się pamiętać też żeby przed snem wypijał pół szklanki siemienia lnianego świeżo zmielonego i zalanego wrzątkiem. Kiedyś już też próbowaliśmy terapii siemieniem, jednak po miesiącu mąż „wymiękł”, nie czuł porawy i po prostu się zniechęcił :( Nie dość, że ma refluks, to jeszcze nietolerancję laktozy (ale to mały problem bo mamy dostęp do produktów bez laktozy -masła, mleka, sery,jogurty) oraz uszkodzoną śluzówkę żołądka. Próbowałam też namówić go na picie czystka ale tu też nie łatwo. Czy ktoś może miał odobny problem???? Czytam wszędzie, że do operacji kwalifikują się ludzie, u których po dłuższym stosowaniu leków nic nie przynosi poprawy więc w sumie ten warunek jest spełniony, mąż lata bierze leki hamujące kwasy żołądkowe no ale napisane też jest, że zazwyczaj winny właśnie jest słaby mięsień zwieracza …. Już tracę nadzieję, że jest to operowalne a dodatkowo lekarz nastraszył nas, że taki refluks przełyku może przejść w nowotwór :(


  • RSS