mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 1.2016

Dopiero co szykowaliśmy się tydzień temu na weekend i urodzinki synka a to już po i wróciła codzienna rutyna, no może z jednym wyjątkiem – z domu wyprawiam tylko jedno dziecko (do szkoły), bo drugiemu zrobiłam „wakacje” od przedszkola, chciałam całkiem wyleczyć je z ciągnącego się kaszlu. Początkowo córcia miała pojechać do przedszkola w czwartek ale stwierdziłam, że te 2 dni wielkiej różnicy nie zrobią i zatrzymałam ją do końca tygodnia w domu. Niestety oznaczało to wychodzenie z domu na mrozy żeby odebrać syna ze szkoły ale wiadomo, że ciągle w domu siedzieć nie moża … Zaopatrzyłam się jeszcze w DM w syrop wykrztuśny (stałam dobrą chwilę bo były aż 4 rodzaje:P) i chyba te kąpiele na przeziębienie z olejkami eterycznymi z Tetesept, smarowanie maściami i syropek plus ciepłe herbatki coś wreszcie pomogły bo kaszel ustał:)

Dzisiaj było mroźnie bo – 14 stopni na dworze no ale co zrobić,do szkoły trzeba iść. Piesio też się z nami przespacerował :) Synek dzisiaj przyniósł ze szkoły informację o planowanej klasowej 3 dniowej wycieczce (w czerwcu) do miejscowości jakieś 100 km od nas. Koszt takiej wycieczki (podróż autobusem, pełne wyżywienie i pobyt w hotelu) to 120 Euro, oczywiście do końca stycznia przedwpłata 30 Euro. Miejscowość sprawdziłam sobie w Internecie, doczytałam tylko, że znajduje się tam średniowieczny zamek, który zapewne dzieciaki będą zwiedzały i muzeum krateruu, zapowiada się ciekawie :)

 

Ogólnie jeśli chodzi o tydzień spędzony z córką w domu, było super:) Jest ona oczywiście w porównaniu z synkiem mniej kłopotliwa, łatwiej jej coś wytłumaczyć, nie marudzi tak, przyjemnie się z nią spędza czas, wiadomo – dziewczynka ale jak się uprze to oczywiście umie pokazać różki. Z racji, że w przedszkolu przebywa do 16 i zanim dojedzie do domu jest prawie 17 i nie mam dla niej tyle czasu ile bym chciała jej poświęcić, postanowiłam ten tydzień wykorzystać na zabawy z nią. Grałyśmy w gry planszowe (Junior Scrabble gdzie pokazywałam jej najpierw obrazki i nazywałam jej co jak się nazywa, potem razem układałyśmy literki na pasujące słowa, potem gra w kulki) no i czytanie ulubionego ostatnio Gruffelo a dokładnie drugiej części „Gruffelo’s Kind”. Mała lubi najbardziej powtarzać fragment: „Du bist nicht die Maus!”:) Tyle to oglądała i czytaliśmy, więc utrwaliło się jej :P

Mój tata zawsze robił dla mnie sałatkę jarzynową, czy na święta czy sylwestra czy też urodziny, uwielbiam ją! Umiał ją zawsze odpowiednio przyprawić. Od pewnego czasu sama próbuję taką przygotować, z racji, że jutro urodziny mojego synka i przyjeżdża teściowa, która również gustuje w tej potrafie, dzisiaj zabrałam się z rana do roboty. Internet przejzany i moim zdaniem najlepsza oryginału jest sałatka pochodząca z tego przepisu: http://smacznapyza.blogspot.de/2012/12/tradycyjna-saatka-jarzynowa.html

czas przygotowania : ok. 60/90 minut 

składniki :

  • 4 duże marchewki
  • 1 średnia pietruszka, korzeń
  • kawałek selera korzeniowego, wielkości dużego jajka
  • 3 jajka
  • 1 jabłko, najlepiej kwaskowe
  • 1 puszka groszku konserwowego 400 g
  • 6 ogórków kiszonych
  • 2 – 4 łyżki majonezu
  • 2 – 4 łyżki  jogurtu naturalnego
  • 2 łyżeczki musztardy Dijon
  • do smaku – sól, pieprz mielony, cukier

sposób przygotowania: marchewki, pietruszkę i selera oczyściłam, włożyłam do garnka i zalałam wrzącą wodą tylko tyle żeby warzywa były przykryte. Gotowałam pod przykryciem aż zmiękły, ale muszą pozostać jędrne. Wyjęłam i ostudziłam – wywar zużywam zwykle do zupy albo innego dania. JA UGOTOWAŁAM PÓŹNIEJ W TEJ WODZIE ZUPKĘ WARZYWNĄ Z RESZTY WARZYW JAKA MI ZOSTAŁA.

Jajka ugotowałam na twardo, ostudziłam i obrałam. Ogórków kiszonych nie obierałam bo mam swoje ze słoika, ale kupne, które są zwykle duże i z twardą skórą radzę obrać. Groszek osączyłam z zalewy. Jabłko obrałam i usunęłam gniazdo nasienne. JA NIE DODAŁAM OGÓRKÓW bo te niemieckie są do …… :)

Wszystkie składniki kroiłam w drobną kosteczkę i po kolei wrzucałam do dużej miski. Radzę zacząć od jabłka, zaraz po nim pokroić ogórki i wymieszać razem a te pierwsze nie ściemnieją. Dodałam groszek, musztardę i trochę majonezu oraz jogurtu, wymieszałam. Doprawiłam do smaku solą, świeżo mielonym pieprzem i szczyptą cukru. Ilość majonezu jest bardzo umowna bo każdy lubi inną sałatkę, ale mieszając go z jogurtem mamy lżejszy sos a zachowujemy smak więc polecam ten sposób.

Ja nie dodaję ziemniaków bo strasznie zamulają sałatkę – po prostu wolę dać więcej marchewki czy innych składników a jak mam chęć na ziemniaki to robię sałatkę ziemniaczaną. Nie dodaję też zwykle pora ani cebuli bo wolimy bez. Jeśli chcecie je dodać to radzę po pokrojeniu wrzucić warzywo na sitko, sparzyć wrzątkiem i dobrze osączyć – dzięki temu cebula czy por będą lżej strawne i nie będą się tak „przypominać” po posiłku. JA DODAŁAM KILKA ZIEMNIAKÓW.

Według mnie sałatka jarzynowa powinna być nieco kwaskowa od ogórków, warzywa nie mogą być rozgotowane i musi być je czuć pod zębem, powinna być odpowiednio doprawiona – lekko pikantna, ale nie za ostra. Swoją doprawcie tak jak lubicie.Powinna też postać kilka godzin przed podaniem żeby wszystkie smaki się przegryzły a zanim ją podam próbuję i jeszcze ew. doprawiam.

Kilka dni temu natrafiłam w sieci na dość prosty przepis na chlebek (gorzej z czasem poświęconym temu zadaniu) (
http://www.domowe-wypieki.pl/przepisy-chleby-na-drozdzach/190-przepis-na-chleb-wiedenski
). Może ktoś spróbuje? Mi wyszły dwa chlebki, jeden piekłam w keksówce, drugi po prostu obok na papierze do pieczenia, troche mi tak ciasto się spłaszczyło ale ogólnie chlebek smaczny, póki co próbowałam tylko tego rozklepanego, polecam! Drugi chlebek zamroziłam.

Składniki:
Zaczyn:

  • 240g wody
  • 1 ½ łyżki drożdży instant
  • 1 łyżka cukru
  • 240g ciepłego mleka
  • 326g mąki pszennej

Ciasto:

  • 1 łyżka soli
  • 3 łyżki roztopionego masła
  • około 450g mąki pszennej (w oryginale jest 570- 600g. Mi wyszło dokładnie 450g, więc najlepiej dosypywać mąki stopniowo i jeśli 450g będzie za mało to dosypać jeszcze więcej)

Glazura:

  • 1 jajko
  • 1 łyżka mleka
  • 3 łyżki sezamu

Sposób przygotowania:

  1. Przygotować zaczyn. Do miski wlać mleko, wodę, cukier i drożdże. Dobrze wymieszać tak, aby rozpuściły się wszystkie składniki. Dosypać mąkę, wymieszać, przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia na 1 godz.
  2. Do wyrośniętego zaczynu dodać sól, masło i szklankę mąki. Ciasto wyrabiać i stopniowo dosypywać mąkę. Ciasto powinno być miękkie, elastyczne, utrzymywać nadany mu kształt i nie powinno się kleić. Ciasto wyrabiać 5 min.
  3. Ciasto przełożyć do lekko naoliwionej miski, przykryć ściereczką i odstawić na 2 godz. w ciepłe miejsce.
  4. Wyrośnięte ciasto podzielić na 2 lub 3 części i uformować podłużne chlebki (długie na około 20cm). W tym celu najłatwiej rozpłaszczyć ciasto rękami na prostokąt o długości około 20cm (lub rozwałkować) i ciasto zwinąć ściśle w rulon od dłuższego boku. Złączenie i boki posklejać.  Takim sposobem uformują się ładne bochenki.
  5. Bochenki przełożyć na blachę wyłożoną papierem do pieczenia, przykryć naoliwioną folią spożywczą i pozostawić na około 45- 60min. (Bochenki rozłożyłam na dwie blachy, na jednej dwa chlebki, a na drugiej trzeci. Jeśli bochenki tak wyrosną, że pozostanie między nimi nieduży odstęp to najlepiej włożyć między nimi kawałek papieru do pieczenia, wtedy mamy pewność, że się nie posklejają).

Jak ten czas nieubłaganie szybko leci, jutro 8. urodziny naszego synusia, pieszczotliwie nazywanego Fikaczkiem :) Dzisiaj przyniósł do szkoły tort żeby podzielić się z kolegami z klasy. Torcik był, jak w zeszłym roku, w kształcie koszulki (dzięki Pati!) i to barw ukochanego zespołu synka – FC BAYERN, tym razem jednak syn zażyczył sobie białych i czerwonych pasków :)

tort

 

Tort tak kolegom smakował, że do domu udało się „uratować” tylko kawałek rękawka:)

Jutro czeka nas impreza w bawialni (3 godziny z piątka dzieci jupiii :P) i przyjazd dziadków.

Wczoraj natrafiłam w sieci na przepis na śledzie po kaszubsku i postanowiłam spróbować je zrobić dla mojej teściowej, przyjeżdża w weekend na urodziny naszego urwisa. Oto przepis (źródło: 
http://gotujmy.pl/sledzie-po-kaszubsku,przepisy-dania-wigilijne-przepis,247197.html
):

Zalewa

Składniki główne

ETAP 1:

Filety śledziowe przed marynowaniem należy wymoczyć w mleku. Jeśli śledzie są bardzo słone wymieniamy mleko 2-3 razy.
Przygotowanie zalewy rozpoczynamy od zmiażdżenia ziela angielskiego wraz z pieprzem. Następnie do garnuszka dodajemy wszystkie składniki: wodę, ocet, pokruszone liście laurowe, ziele, pieprz, ziarna gorczycy oraz cukier. Całość doprowadzamy do wrzenia i gotujemy ok. 5 min. a następnie studzimy.

Śledzie wymoczone w mleku płuczemy, osuszamy a następnie kroimy na mniejsze kawałki. Przekładamy do słoika i zalewamy przygotowaną wcześniej marynatą. Chłodzimy w lodówce przez kilka godzin.

ETAP 2:

Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy i dodajemy pokrojoną w półplasterki cebulę. Dodajemy przyprawy: majeranek, goździki, liście laurowe oraz ziele i dusimy całość pod przykryciem aż cebula będzie szklista.

Do podsmażonej cebuli dodajemy pokrojone śliwki oraz namoczone wcześniej rodzynki. Całość doprawiamy do smaku solą, pieprzem oraz papryką wędzoną. Chwilę przesmażamy i dodajemy przecier oraz pozostały olej. Całość studzimy i na końcu dodajemy pokrojone w kostkę ogórki.

Zamarynowane śledzie odcedzamy z zalewy i usuwamy przyprawy. Układamy w słoiku warstwowo z przygotowanymi składnikami. Odstawiamy do schłodzenia na 2-3 dni

Śledzie po kaszubsku
Filety przed marynowaniem moczymy w mleku
Śledzie po kaszubsku
Składniki marynaty podgrzewamy przez ok. 5 min. i studzimy
Śledzie po kaszubsku
Pokrojone śledzie zalewamy przygotowaną marynatą
Śledzie po kaszubsku
Składniki przesmażamy na patelni z dodatkiem przypraw
Śledzie po kaszubsku
Na koniec dodajemy pokrojone w kostkę ogórki. (nie miałam, więc nie dodałam).

W zeszłą niedzielę drużyna piłkarska mojego syna mogła wziąć spontanicznie udział w halowym turnieju drużynowym bo jedna z drużyn odmówiła udziału. Na poprzednim turnieju był z synkiem mąż (wtedy też zaczął się jego dłuuugi urlop świąteczny:P), tym razem wybraliśmy się całą rodzinką:) Zbiórka o 8:00 pod naszym klubem i wszyscy ruszyliśmy do hali sportowej w miejscowości, w której pracuje mąż. Drużyna syna miała niestety dość mocną grupę, odbywały się trzy mecze. W pierwszym meczu także mój syn strzelił gola:) Byłam dumna, niestety jak to często bywało, akurat wtedy nie nagrałam tego na kamerę :/ Niestety decydujący mecz o finał był pechowy, bo przy stanie 2:2 przeciwnicy szybko strzelili dwa gole (trochę niestety niesprawiedliwie, trener naszej drużyny widział, że bramka została trafiona ręką:/) i walka o pierwsze miejsce niestety nie tym razem. Jednak 3 miejsce udało się wywalczyć:) Poprzednio na 8 drużyn byli szósci (wtedy też więcej zostali oszukani bo np nie uznano im bramek:/). Finał należał do drużyny, która wygrała z naszymi chłopakami (jedyna porażka) więc naprawdę nie ma powodów do wstydu :) Po finale odbyło się wręczanie nagród a później zawieźliśmy małego do kolegi na urodziny.

pokal

Witam serdecznie w Nowym Roku 2016, dłuugo się nie odzywałam bo na głowie miałam święta z Rodzinką i do teraz jeszcze mamy remont w salonie (rodzice, teściowie i szwagier z Rodziną) – wszyscy zjechali do nas bo z powodu kontroli w Centrum Dziecka w Monachium, którą nam wyznaczono na 30 grudnia, zdecydowaliśmy się zostać na święta w tym roku w domu. Święta minęły w rodzinnej atmosferze, dom był pełen babć, dziadków, wujków, cioć … Goście zjeżdżali się też sukcesywanie – 22 grudnia teściowie, 23 grudnia moi rodzice, w 1 święto szwagier. Całą rodziną odwiedziliśmy planetarium w Augsburgu a po świętach rozpoczął się remont …. Mąż ze szwagrem zabrali się za stawianie stelaża na ścianie z telewizorem, potem montowali na niej płyty kartonowo-gipsowe, montowali w nich później przygotowane wcześniej półki na sprzęty rtv i kolekcję płyt Blu Ray. Remont zajmuje niestety dużo czasu bo na płyty będą naklejane płytki kamieni dekoracyjnych- w dwóch kolorach – białym i czarnym – i dużo precyzji trzeba przy ich cięciu. Właściwie wczoraj dopiero mąż mógł zacząć przyklejanie, jutro czeka dalsza praca a więc niestety taki projekt to nie jest praca na przysłowiowie 5 minut roboty. Cały projekt jest autorstwa mojego Męża:) Wszystko sam zaplanował, wymierzył, składał, przycinał (półki, bo resztę robił z bratem).

A tak wyglądały prace:

stelaż

stelaz

 

Po gruntowaniu wczoraj wreszcie można było zacząć przyklejać kamienie:

kamienie

 

Efekt osiągnięty do wczoraj (czyli nie jesteśmy nawet w połowie:P):

 

 

 

 

 

sciana

 

 

Do urlopu mojego Męża zostało parę dni a więc będzie miał co robić, efekt końcowy na pewno będzie uwieczniony:)

 

 

 


  • RSS