mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 4.2016

Pogoda dzis okropna, jak to w kwietniu, z domu wyjsc sie nie chce a cos dobrego by sie zjadlo …. Jakis czas chodzi za mna szarlotka z lodami waniliowymi, ide do lodowki a tam zadnych lodow, nie mowiac o waniliowych a wiec Internet i szukam przepisu na domowe lody, wiadomo co domowe to najlepsze a nie swinstwa naszpikowane chemia ze sklepu. Natrafilam na prosty przepis z bloga poracoszjesc i za nim podaje przepis:

NAJLEPSZE DOMOWE LODY WANILIOWE

Bez mieszania, bez maszynki!

Składniki:

  • 300 ml śmietany kremówki 30% (schłodzonej)
  • 2 jajka (skorupki sparzone wrzątkiem)
  • 100 g cukru (można dać więcej, jednak tyle daje wystarczającą słodkość)
  • 1 łyżka wody przegotowanej, ciepłej
  • 1 laska wanilii



Wykonanie:

Na początku musimy przygotować 3 miski. W jednej umieszczamy śmietanę, w drugiej białka, w trzeciej żółtka.

Do żółtek dodajemy 50 g cukru i 1 łyżkę wody. Miksujemy aż masa będzie biała i puszysta.

Białka ubijamy na sztywną pianę, pod koniec dodajemy cukier i ubijamy ponownie.

Śmietanę również ubijamy na sztywną pianę.

Do żółtek dodajemy stopniowo, po łyżce białka i mieszamy delikatnie trzepaczką. Następnie dodajemy śmietanę, również stopniowo i delikatnie mieszamy.

Na koniec rozcinamy laskę wanilii na pół i wyciągamy z niej nasionka, dodajemy do masy.

Miskę z masą wstawiamy do zamrażarki i mrozimy kilka godzin, można też zostawić na dłuższy czas.

Przed podaniem należy zaczekać ok. 5 minut, aby było możliwe uformowanie kulek łyżką do lodów.

 

Wstawilam niedawno do zamrazarki i jestem ciekawa efektow, jeszcze tylko domowa szarlotka i pyszny deser gotowy :)

Z racji, ze probuje zdrowo odzywiac moja rodzinke, na moich polkach zalegaja roznego rodzaju soczewice, amarantusy,kasze jaglane …. Nieraz skladniki stoja i czekaja az je zuzyje, niestety bez bicia przyznaje sie, zeszybciej mi ugotowac zwykla zupe warzywna czy na szybko zrobic nalesniki zamiast szukac w Internecie przepisow jak wykorzystac wlasnie na przyklad zielona soczewice ale z racji, ze denerwuje mnie niewykorzystywanie zakupionych juz skladnikow (niecierpie marnowac i wyrzucac jedzenia!) postanowilam sie zaprzec i przygotowac zupe z zielonej soczewicy, przepis znalazlam tutaj.

Potrzebne skladniki

marchewki, pokrojone w półplasterki (3 sztuki)

  1. W dużym garnku rozgrzać łyżkę oliwy i lekko podsmażyć na niej marchew, pietruszkę i selera i kontynuować podsmażanie. Kiedy warzywa lekko zmiękną zalać całość wrzątkiem (aby przykryć warzywa) dodać ziemniaki pokrojone w kostkę , dodać kostkę rosołową i sos sojowy. Gotować 10 minut. Soczewicę przepłukać na sicie pod bieżącą wodą. Dodać do gotujących się warzyw. Gotować 25 minut, aż będzie prawie miękka.
  2. Dodać przecier pomidorowy, pomidory pokrojone w kostkę , czosnek, kumin, sól i pieprz biały . Gotować jeszcze 20 minut , by soczewica zupełnie zmiękła, a zupa zgęstniała. Zupa będzie gęstnieć, a wtedy należy dolewać gorącej wody, aby nie przywierała. Nie powinna być jednak zbyt wodnista.

Wody uzylam tyle by przykryc warzywa i troche dolewalam w miare jak zupa gestniala ale nie byly to 3 litry. Z racji, ze posaidam w ogrodku czosnek niedzwiedzi, do zupy dodalam 2 „zabki”. Zamiast pomidorow dodalam nieco wiecej utartych pomidorow.

Smacznego! Mojej rodzince smakowalo, zwlaszcza mezowi. Dzieci zjadly tak po trochu ale zawsze cos:)

Idzie wiosna a jak wiosna, to wiadomo, ze dzieciaki wychodza na dwor, pora zaczac przygotowywac sie do sezonu ogrodkowego co dla moich pociech oznacza rozijanie namiotu muszelki w ogrodku, wyciaganie wszelkich zabawek do piaskownicy a ostatnio to marzy im sie maly domek do ogrodka, na ktory mogliby sie wspinac i zjezdzac na zjezdzalni. Nie mamy niestety za duzo miejsca w naszym ogrodku a wszystkie domki jakie ogladalam w prospektach czy w internecie sa bardzo drogie i doslownie zajelyby pol ogrodka. Postawnowilam jakos ten problem rozwiazac i zaproponowalam tymczasowo, ze wysprzatam nasza szope ogrodowa i poki co dzieciaki moga sie w niej bawic a wiec juz stoi tam stolik i krzeselka, mysle tez nad kupnem jakiejs farby do drewna zeby sobie dzieciaki pomalowaly jak chca domek. Zeby troche poprawic humory, bo pomysl przyjety niby ale jednak czegos brakowalo, postanowilam zrobic z nimi na pocieche domowe banki bo wiadomo, ze dzieci i banki to wielka milosc. Kiedys juz probowalam zrobic taki plyn ale zawsze mi brakowalo skladnikow. W weekend natrafilam na bloga www.calareszta.pl i tam znalazlam super przepis.

Skladniki

500 ml plynu do naczyn FAIRY

2 czubate lyzki cukru pudru

5 l goracej wody

Skladniki wymieszac i odstawic na godzine.

Trzymac sie przepisu, koniecznie musi byc FAIRY bo podobno inny nie dziala!

U nas zadzialalo najlepiej gdy woda juz byla zimna, czyli w mmoim przypadku bylo to na drugi dzien bo za robienie mikstury zabralam sie wieczorem jak nabylam plyn.

 

W poniedziałek nasza Tusia mogła wreszcie isc razem z braciszkiem do szkoły a przynajmniej tak jej sie zdawalo, jak na razie jest to tak zwane schnuppern czyli takie przyjście na próbe żeby to zobaczyc co to jest szkoła, co sie w niej robi … A wiec poniedziałek byl ważnym dniem dla naszej córki. Ledwo dała sobie wytłumaczyc, że jeszcze nie może zabrac swojego plecaka z sowami, ktory dostała juz rok temu bo wybierała sie do szkoły. Na to przyjdzie czas dopiero we wrześniu …

W pierwszy dzien przypadł mi zaszczyt zawiezc oboje do szkoły, o dziwo mała bez problemow została, tylko buzi i głaskaj powiedziała i poszłam do domu. Miałam ją odebrac o 12, kiedy koncza sie lekcje, na swietlice do 16 jeszcze nie moze chodzic.dopiero we wrzesniu. Pierwszy dzien bardzo jej sie podobal, poznala dziewczynke w Polski ale glownie bawila sie sama, troche jadla ale wszystko ja interesowalo wiec czasu na jedzenie nie bylo.

Wczoraj dzieciaki byly na placyku cwiczen gdzie dzieci poznaja znaki drogowe, te, ktore umieja, jezdza na rowerach a te ktore nie umieja sa pieszymi. Tusia umie poki co na rowerku z dodatkowymi kolkami wiec mogla byc tylko pieszym ale w piatek znow tam sie wybiora, wiec moze przyniesc kask i moze sprobuje. Nadal bawila sie glownie sama.

Dzisiaj gdy ja odbieralam, musialam podpisac oswiadczenie, ze zgadzam sie na wymiane informacji miedzy obecnym przedszkolem a pania w szkole.W piatek mala masprobowac przyjsc na godzine do klasy brata bo wlasciwie obecnie odwiedza cos w rodzaju zerowki (sve) czyli placowki przygotowujacej do pojscia do szkoly. Mala w obecnym przedsykolu tez odwiedza SVE ale ma w grupie wiecej dzieci chorych umyslowo a wiec z 1-2 dzieci moze wchodzic w jakies interakcje i rozmawiac a wlasnie z powodu mowy panie z przedszkola powiedzialy, ze raczej widza Tusie w SVE albo przynajmniej w szkole gdzie sie wiecej czasu poswieca dziecku i pierwsze 2 lata robi w 3 aby dziecko w swoim tempie przyswoilo wiadomosci. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Do konca tygodnia powinnam wiedziec gdzie ostatecznie wyladuje i kiedy sa zapisy.


  • RSS