mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 5.2016

Witam po nieco dluzszej przerwie spowodowanej klopotami zdrowotnymi i udzialem w mistrzostwach powiatu w tenisie.

Wszystko zaczelo sie w zeszlym tygodniu gdy odwiedzilam lekarke (korzystajac z tego, ze dzieci byly na ferie u dziadkow , wiec spokojnie moglam isc bez nich na wizyte), bo juz dluzszy czas mam powiekszony brzuch, dokucza mi uciskanie, jak zjem i napije sie troche to czuje sie mega pelna … Zrobilam USG i badanie krwi oraz moczu. Okazalo sie, ze mam cos na watrobie (naczyniak, co podobno nie jest grozne, lagodny nowotwor, ktory nie daje przerzutow na inne organy) oraz bakterie w moczu. Lekarka dla pewnosci wyslala mnie na rezonanas magnetyczny brzucha wiec tego samego dnia dzwonilam w sprawie terminu badania. Yaproponowano mi o dziwo termin na sobote na12 godzine. Zgodzilam sie bo wiedzialam, ze dopiero w sobote o 16 bede grala w zawodach tenisowych. Termin ustalilam a wieczorem we wtorek dostalam emaila od organizatorow, ze termin mojego meczu sie przesunal na 9 rano … Musialam szybko pisac, ze absolutnie nie moge wtedz grac bo mam o 12 badanie, przed ktorym 3 godziny wczesniej nie moge nic jesc. Zaproponowalam, ze moge zagrac w czwartek lub piatek (zawody oficjalnie zaczynaly sie w srode), organizatorzy byli wyrozumiali i swoj pierwszy mecz w grze pojedynczej (zglosilam  sie tez do gry podwojnej) mialam juz w czwartek o 12. Niestety dokladnie wtedy powrocily upaly i granie w samo poludnie bylo meka … Gralam z druga rozstawiona turnieju i przegralam doslownie o wlos bo w 3 setach 4:6, 6:4, 3:10. Z racji, ze bylo malo zgloszen do turnieju byla to juz gra o wejscie do finalu. Poniewaz przegralam, w niedziele moglam grac o 3 miejsce. W piatek o 17 gralam gralam z kolezanka z druzyny 1 mecz deblowy i tu sukces dla nas:) Nie bylo latwo, mimo ze gralysmy z teoretycznie gorszymi zawodniczkami ale w koncu wygralysmy 7:5 6:0. W sobote czekal nas o 17 kolejny mecz i tu znow wielki uklon w strone organizatorow bo planowo mecz mial sie odbyc o 10:30 a ja mialam o 12 rezonans. Na szczescie nasze przeciwniczki (notabene z naszej druzyny) dogadaly sie z nami i gralysmy o 17:00. Krotko przed meczem wrocily moje dwa urwisy z dziadkami i na mecz zabralam moja mame. Niestety nic to nie pomoglo bo przegralysmy 6:0 6;0 ale jakby nie patrzec z pierwszymi rozstawionymi turnieju i bardzo zgranym duetem:P Tutaj tez byla to walka o wejscie do finalu wiec w niedziele czekal nas mecz o 3 miejsce.

Jesli chodzi o badanie rezonansem magnetycznym, to bardzo je przezywalam :( Od rana nie moglam nic jesc, wiec z nerowow chodzilam po domu i sprzatalam. Razem z mezem pojechalismy na badanie a tam jeszcze sie nieco naczekalam. Dopiero o 12:20 weszlam na krotka rozmowe z lekarka, ktora wypytywala mnie o dolegliwosci, upewniala sie czy cierpie na jakies alergie, jakie leki obecnie zazywam (przez tydzien mialam zazywac lek Cerufax i miesiac Pantoprazol na problemy z zoladkiem). Nastepnie musialam wypic pol litra specjalnego plynu (tzw kontrast) a potem podczas badania w „rurze” mialam dozylnie podawany takze specjalny srodek. Bylam mocno podenerwowana bo balam sie, ze nie wytrzymam spokojnie okolo 20 miutowego badania, ze bede sie ruszac, co przedluzy tylko czas badania albo bedzie mi niedobrze od podawanego srodka. Dostalam sluchawki na uszy i musialam co jakis czas mocno wciagac powietrze i wydychac. Wydawalo mi sie, ze to badanie trwa wieczosc … Pozniej dostalam wynik  na plytce i razem z nim mam przyjsc do mojej lekarki. Szczerze  mowiac nawet jakbym ta plytke miala sama w komputerze obejrzec, to bym niewiele z tego wiedziala … Postanowilam wiec poki co o tym nie myslec, dlatego wieczorem korzystajac, ze rodzice jeszcze sa, pojechalismy z mezem na nowy film Jodie Foster „Zakladnik z Wall Street”.

W niedziele wczesnie rano rodzice pojechali (zeby dzieciaki nie plakaly:P) a ja zabralam syna ze soba na korty na moje dwa mecze. O 14:30 mialam gre pojedyncza, z zawodniczka z mojego poprzediego klubu, z ktora juz dwa lata temu wygralam (tez nie bez problemow, cos lata robia swoje:P). Poczatek byl katastrofa, upal i zoladek dawaly mi sie we znaki, robilam duzo bledow i pierwszy set nalezal do przeciwniczki, w dodatku 6 klas gorsza ode mnie co  mnie dodatkowo lekko stresowalo:P Jakos sie pozbieralam i dosc szybko kolejnego seta wygralam (6:2) a wiec 3 set to tzw super tie- break czyli gra sie do 10 wygranych punktow. Nie powiem zeby super tie breaknalezaldo moich ulubionych elementow gry ale staralam sie skupic na grze i robic jak najmniej bledow i w koncu wygralam 10:6:). Mecz skonczyl sie o 16:00 a ja planowo o 16:30 mialam grac w debla. Troche odpoczelam, w tym czasie moj syn wreszcie sie dopchal zeby poodbijac troche z moja partnerka i zaczelysmy walke o 3 miejsce. Niestety tym razem przeciwniczki byly lepsze od nas i zajelysmy 4 miejsce w zawodach. Potem szybki prysznic i przebranie sie bo nastepowala ceremonia rozdawania nagrod zwyciezcom. Ceremonii towarzyszyla obecnos burmistrza miasta Scheyern, gdzie odbywaly sie zawody i przedstawiciela powiatu. Rozpoczeto od naszego 4 miejsca w deblu:P Nawet jako nagrode kazda z nas dostala po puszcze pilek :P Pozniej wreczano kolejne nagrody zwyciezcom wszystkich kategorii (najwiecej wsrod mezczyzn), na koniec wreczano nagrody za gre pojedyncza kobiet. Do zdjecia, ktore mam wspolnie ze zwyciezczyznia i vicemistrzynia stanal takze moj synek (na kortach byli bowiem przedstawiciele 2 lokalnych gazet). Na koniec kazdy z uczestnikow turnieju mogl brac udzial w losowaniu nagrod. Moj syn z racji tego, ze bardzo byl grzeczny podczas tych kilku godzin na kortach, mogl wylosowac i jesli cos wygral, zatrzymac dla siebie:) Udalo mu sie trafic i wygral recznik z napisem mistrzostwa powiatu 2016. Pozniej jeszcze wspolne grupowe zdjecie i pojechalismy z moja partnerka swietowac do pizzerii:)

Jako, że spedzam prawie 2 tygodnie bez dziecaków w domu bo spedzają ferie u dziadków, nie byłabym sobą gdybym nie przeprowadziła w domu jakiejś małej rewolucji hihi . Dzieciaki od jakiegoś czasu marzą o domku na drzewie. Z racji, że o to byłoby trudno, postanowiłam zbudowac mały domek ewentualnie ze zjeżdżalnia. Inspiracją był dla mnie blog Fleximama i postanowiłam też spróbowac swoich sił. Początkowo chcieliśmy kupic gotowca ale niestety był za duży na nasz ogródek, zaczełam wiec szukac w internecie domków DIY. Na blogu Flexi Mamy znalazłam ciekawy domek z europalet, pomyślałam, że super pomysł bo domek bedzie w sumie zudowany w sumie za darmo bo przecież europalety można łatwo zdobyc, sama blogerka pisała, że swoje palety dostała za darmo ale niestety mieszkając w Niemczech szybko sie przekonałam, że na darmowe europalety nie mam co liczyc … Objechałam wszelkie możliwe Baumarkty, Kauflandy, sklepy z napojami, wszelkie firmy budowalne i pytałam o darmowe, niepotrzebne, zepsute europalety ale wszedzie słyszałam, że nie mam co liczyc bo sklepy same oddaja europalety aby dostac z powrotem kaucje za nie albo sami poszukuja palet. Jednak troche szczescia mi dopisało i na przykład wyworzac smieci dostałam 2 europalety, dwie mieliśmy w domu bo zamawialiśmy kamienie. Po powrocie w dwa dni udało mi sie dostac 5 kolejnych. Dzisiaj pogoda dopisuje (wczoraj lało) wiec zabrałam sie dzis za robote.

 

Wszystkie palety

IMG_1767

Podest

IMG_1768

zarys jak ma wzglądac podest domku i sciany (z tych palet, ktore na razie posiadam)

IMG_1769Nastepnie zabrałam sie za najgorsza prace czyli szlifowanie palet (drzazgi) i malowanie impregnatem.

 

W domu miałam 2 puszki impregnatu i 1 emulsje do podłóg (użyje jej do malowanie palet, które posłuza jako podest). Po 3 godzinach pracy (szlifowanie i malowanie) pomalowałam w sumie 5 palet.

Oto impregnaty

IMG_1776

 

IMG_1774

 

Oto pomalowane palety

IMG_1773

IMG_1777

 

Paleta pomalowana emulsja do podłóg

 

IMG_1775

 

Na razie troche przerwy w szlifowaniu i malowaniu bo nie ukrywam, ze jest to cieżka praca. Ciag dalszy nastapi bo w weekend mąż pomoże mi wbic słupki i zamontowac podest.

 

W zeszły weekend na dosłownie kilka dni wybraliśmy sie z dziecmi do Polski. Dzieciaki zaczeły w poniedziałek dwutygodniowe ferie i miały je spedzic u dziadków, rodzice mieli podjechac do nas po nie ale niestety tata zachorował i musieliśmy jechac my. W jedna strone z 8 godzin jazdy zrobiło sie 10 … Na szczeście gdy już dojechaliśmy troche odetchneliśmy a w kolejny dzien zobaczyliśmy sie z baaardzo dużą cześcią naszej rodzinki, przede wszystkim z babcią meża, kuzynostwem i wujostwem. W poniedziałek pozałatwiałam swoje sprawy, odwiedziłam chrzestną i kuzyna na nowym mieszkaniu a we wtorek pakowanie i wralaiśmy z meżem i naszym pieskiem do domu. Myśleliśmy, że gorzej niż poprzednio nie bedziemy jechac a tutaj podróż zajeła nam … 12 godzin … Na szczeście cali i zdrowi w koncu do jechaliśmy do domu. Za dwa tygodnie wracaja dzieciaki i w tym czasie mam zamiar przygotowac dla nich niespodzianke, o której bedzie mowa w nastepnym poście.

Dzisiaj, przed rozpoczynajacymi sie w poniedzialek feriami szkolnymi (Zielone Swiatki), ostatni dzien Tusi w starym przedszkolu. Musze powiedziec, ze z jednej strony sie ciesze (juhu ! nie musze wstawac o 6:15 i szykowac malej na busika, ktory ja zabieral do przedszkola) bo dla jej lepszego rozwoju idzie na kilka miesiecy przed 6 urodzinami i pojsciem do szkoly do przedszkola w szkole  brata ale prawie 3 lata pobytu corki w przedszkolu pozostawiaja pewien sentyment, mnostwo wspomnien (uwiecznionych w pamiatkowym segregatorze), nawiazane przyjaznie corki z dziecmi w grupy (rowniez chorymi), dobre rady i pomoc opiekunek i terapeutek.

W srode panie z przedszkola urzadzily Tusi pozegnalne przyjecie. Przygotowalam dla niej jej ukochane ciasto w formie Hello Kitty, tym razem eksperymentalnie w kolorach teczy:)

Tak powstawal tort:

 

IMG_1713

 

IMG_1714

 

IMG_1715

 

IMG_1716

 

Niestety tym razem ciasto cos bylo zbyt mokre i przy wyciaganiu z foremki troche ucierpialo (za to widac kolory:P)

Szybko jednak naprawilysmy ten blad i razem udekorowalysmy buzke domowym lukrem i „pokolorowalysmy” buzie farbnikami spozywczymi.

 

Dla zainteresowanych przepisem … Jest to najprostszy przepis jaki moze byc, teoretycznie nie moze nie wyjsc, pieke to ciasto zawsze z jablkami juz wiele lat i zawsze wychodzi:)

 

Skladniki

kostka masla

1 szklanka cukru (250 g)

4 jajka

1 proszek do pieczenia

2 szklanki maki (2 x 250 g)

ewentualnie cukier waniliowy ale mozna pominac

Ucieramy maslo z cukrem, dodajemy jajka, proszek i make. Jesli chcemy zrobicteczoe ciasto rozdzielamy ciasto na 4-6 miseczki (w zaleznosci ile kolorow mamy), dodajemy farbniki i warstwami rozprowadzamy w formie. Pieklam ok 45 minutw 190 stopni ale lepiej pilnowacciasta, moje sie troche przypieklo. Sprawdzic drewnianym patyczkiem czy ciasto sie upieklo!

Smacznego!

Po tygodniowym pobycie mojej Tusi w szkole (pisalam o tym tu 
http://mamawniemczech.blog.pl/2016/04/06/tygodniowy-pobyt-tusi-w-szkole/
) i po kilkukrotnym dowiadywaniu sie co i jak od srody oficjalnie wiem, ze po feriach zielonoswiatkowych (w Niemczech sa takie i trwaja 2 tygodnie, przynajmniej  u nas na Bawarii:P) Tusia juz do letnich ferii zostaniie w zerwoce w szkole, do ktorej chodzi jej brat. Troche to wszystko sie przedluzalo bo przedszkole musialo wykonac badanie psychologiczne, ktore ostatecznie daloby odpowiedz czy we wrzesniu (w lipcu mala konczy 6 lat a jak wiadomo w Niemczech dzieci ida do szkoly w tym wieku, mozna natomiast na wniosek rodzicow poslac dziecko rok pozniej do szkoly) bedzie dla malej lepiej zostawic ja na rok w zerowce czy od wrzesnia pojdzie do 1 klasy. Nasz syn odwiedza szkole, ktora jest szkola prywatna i kierowane sa do nich dzieci, ktore  maja roznego rodzaju problemy, glownie z mowa lub lekkim opoznieniem w rozwoju (jednak w szkole tej nie ma dzieci opoznionych umyslowo!). Najwazniejsza roznica pomiedzy ta szkola a „zwykla” podstawowka, to fakt, ze material do opanowania 2 pierwszych klas, jest przerabiany w tej szkole 3 lata. Ma to pomoc dzieciom, ktore potrzebuja nieco wiecej czasu na przyswojenie wiadomosci, oczywiscie przejscie do „zwyklej” szkoly jest w kazdym momencie mozliwe, jednak zaleca sie pierwsza probe przeprowadzic w  2 lub 3 klasie. Dodatkowo w szkole syna klasy sa bardzo male, maksymalnie 10 dzieci (w porownaniu do 30-40 osobowych klas w podstawowce), klasy tez nazywaja sie odpowiednio klasa 1 (I rok nauki),klasa 1A (II rok nauki) i klasa 2 (III rok nauki) i oficjalnie nazywaja die Diagnose i Foerderklasse czyli z niemieckiego sa to klasy, w ktorych diagnozuje sie postepy dziecka w nauce i w razie wystepujacych problemow dziecko sie odpowiednio wspiera (rozne terapie). Wlasnie w ciagu tego dosc dlugiego pobytu do ferii letnich (w Niemczech dzieci do konca lipca musza chodzic do szkoly), powinno sie wyjasnic gdzie corka znajdzie sie we wrzesniu. Najwazniejsze, ze Tusia juz od roku wybiera sie do szkoly a tydzien spedzony w SVE (niem. Schulvorbereitungs Einrichtung czyli placowka przygotowujaca do szkoly, cos a la zerowka) bardzo milo wspominala i caly czas powtarzala, ze nie wybiera sie juz do jej dotychczasowego przedszkola:) Teraz juz oficjalnie ostatnie 5 dni w starym przedszkolu, 2 tygodnie ferii i szkola:)


  • RSS