mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 10.2016

Pisałam już na moim blogu, że czeka mnie operacja żylaków. Zdecydowałam się ją wykonać w klinice w Regensburgu i mogę się z Wami podzielić wrażeniami. Przede wszystkim muszę zoperować obie nogi, na „pierwszy ogień” poszła lewa, bardziej chora noga (największe, widoczne gulki miałam na wewnętrznej stronie uda i nieco nieżej na łydce). Zdecydowałam się na metodę nieinwazyjną, w moim przypadku były to fale radiowe (po niemiecku Radiofrequenzbliteration, chyba metoda Closure Fast). Termin umówiłam w sierpniu a operację miałam już w październiku a więc szybciutko :) Lekarz mógł wykazać, że wykonanie operacji jest u mnie konieczne, ponieważ jedna z głónych żył nadawała się niestety do usunięcia i dlatego za operację metodą nieinwazyjną nie musiałam płacić (normalnie jeśli chce się nieinwazyjnie, trzeba wyłożyć z własnej kieszeni), dodatkowo moja kasa chorych miała właśnie akurat z tą kliniką podpisaną umowę. Jeśli kogoś interesuje była to klinika Venen Fachpraxis Regensburg na Guenzstrasse 5 w Regensburgu :)

Tydzień przed operacją zadzwoniłam do kliniki spytać o godzinę zabiegu, niestety taka praktyka aha i operują tylko w środy. Z racji, że operację wyznaczono mi na 8:45 i musiał mnie tam ktoś zawieźć i po zabiegu zawieźć do domu (zakaz jazdy autem) a podróż do kliniki zajmuje 45-60 minut, musiałam coś pokombinować żeby dzieciaki dotarły do szkoły. Na szczęście mogłam liczyć na tatę, który przyjechał do nas na kilka dni i właśnie w dzień operacji zawiózł dzieci do szkoły a ja mogłam spokojnie pojechać z mężem na zabieg.

Cały zabieg trwał około 30 minut. Nie byłam całkowicie znieczulona, od pasa w dół postawiono nade mną zasłonkę (jak przy cesarce hihi wreszcie mogłam poczuć ten klimat :P) i następowało nakłuwanie nóg a później wprowadzanie drenaża przez które wprowadzano fale radiowe, później coś mówiono mi o laserze (na koniec) i proszono mnie abym mówiła, gdybym czuła dyskomfort albo poczuła zbytnie ciepło. Jedyne co mi przeszkadzało, to właśnie nakłuwanie, to było trochę bolesne, pozatym nie narzekam. Najbardziej bolała w okolicy głównego winowajcy właśnie – sporej gulce na udzie. Po zabiegu mogłam normalnie sama wstać, nie miałam zawrotów głowy ani nie było mi niedobrze. Założono mi uciskającą pończochę na opatrunek i na drugi dzień po południu miałam się stawić na kontrolę. Wróciłam z mężem do domu i trochę się położyłam, zmęczenie dało o sobie znać bo rano wcześnie wstawaliśmy no i nie ukrywam, denerwowałam się trochę. Kiedy wstałam, trochę było mi niedobrze ale umiarkowanie :P Mój tata odebrał dzieciaki ze szkoły, inaczej musiałabym po nie iść na piechotę. Wieczorem mogłam zdjąć pończochę i ochłodzić ją trochę, wzięłam też środki przeciwbólowe bo po czasie noga zaczęła „ciągnąć” w miejscu gdzie miałam gulkę i trochę ciężko mi było chodzić ale z racji, że miałam i tak zalecone mało chodzić to za chwilę położyłam się na kanapę, nogi ułożyłam wyżej. O prysznicu w ten dzień mogłam zapomnieć – zakaz.

Na drugi dzień na kontrolę pojechałam z tatą i przy okazji trochę obejrzałam Regensburg, oczywiście nie chodziłam godzinami bo wszędzie tata podjeżdżał autem :) Trochę pospacerowałam po starówce i przed samą wizytą zjedliśmy po pysznym ciachu naprzeciwko katedry. Na kontroli wszystko było ok, na usg widziałam, że żyły są zmniejszone, lekarz usunął mi tylko jedną z żył, która właśnie dochodziła do guli. Opatrunek został zdjęty, po 5 dniach mogę odkleić plaster, 10 dni muszę nosić uciskową rajstopę, przez 3 tygodnie muszę unikać kąpieli w wannie i wodach termalnych oraz unikać sauny. Mam chłodzić żelem lub takimi chłodzącymi opatrunkami, w razie czego brać tabletki przeciwbólowe, dawać nogi do góry. Noga muszę powiedzieć wyglądała najpierw nieciekawie, widoczne były siniaki wzdłuż żyły, która była operowana ale z dnia na dzień wyglądało to coraz lepiej. Uczucie ciągnięcia zniknęło w ciągu kilku dni. W marcu czeka mnie operacja prawej nogi, mam nadzieję, że pójdzie równie łatwo.

Dzisiaj długi weekend a więc trochę czasu na eksperymenty w kuchni. Już jakiś czas chodzi za mną chlebek zmieniający życie, o którym czytałam już conieco w Internecie ale jakoś nigdy nie było czasu się za to zabrać …. Dzisiaj, po powrocie z meczu synka, postanowiłam spróbować. Wyszukałam w Internecie przepis i trafiłam na taki 
http://sprawdzonakuchnia.pl/chleb-zmieniajacy-zycie/
, sprawdziłam czy mam wszystkie składniki i zabrałam się do roboty, bo chlebek robi się w sumie bardzo szybko – wystarczy tylko wymieszać składniki i zalać je wodą aż wszystko zostanie wchłonięte (minimum 2 godziny).

Podaję użyte składniki:

  • 1 szklanka nasion słonecznika
  • 1 i ½ szklanki płatków owsianych (użyłam część owsianych i część lnianych)
  • ½ szklanki orzechów laskowych (dałam niezmielone migdały)
  • 10 – 12 kopiastych łyżek mielonego siemienia lnianego
  • ¾ szklanki całego siemienia lnianego
  • 320 ml letniej wody
  • 1 łyżka miodu lub syropu z agawy
  • 2 łyżeczki soli
  • 3 łyżki oleju roślinnego – kokosowy, olej słonecznikowy… (ja dałam z orzechów laskowych)

Dodatkowo dałam trochę ziarna sorgo zmielonego.

INSTRUKCJE
  1. Odmierzyć wszystkie składniki, umieścić w misce, zalać wodą z olejem i miodem, wymieszać i odstawić na przynajmniej 2 godziny lub dłużej, nasiona w tym czasie zmiękną i wchłoną płyn
  2. Piekarnik rozgrzać do temperatury 175 – 180 st C
  3. Foremkę keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia, przełożyć do niej ciasto, ciasto należy dobrze ugnieść tak, aby nie było pustych przestrzeni, wyrównać powierzchnię chleba
  4. Formę z ciastem wstawić do nagrzanego piekarnika, chleb pieczemy 50 – 60 minut
  5. Po upieczeniu wyjąć formę z piekarnika, przestudzić – około 1 godzinę, po tym czasie delikatnie wyjąć chleb z formy chwytając za papier, przenieść na kratkę i całkowicie przestudzić, chleb przed krojeniem powinien być zupełnie zimny, najlepiej kroić go po minimum 5 godzinach studzenia
  6. Chleb kroimy bardzo ostrym nożem!
  7. Smacznego!

Jutro spróbuję upiec, zobaczymy co z tego wyjdzie:)


  • RSS