mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z okresu: 12.2016

Wśród moich wcześniejszych wpisów, można znaleźć informacje o rozwoju naszej dwójki. Każde z nich ma jakieś problemy. W przypadku naszej córci, od kilku lat „walczymy” o poprawę – praktycznie od ukończenia roczku odwiedzaliśmy z nią logopedów, jeździliśmy na rehabilitacje (metodą Vojty, metodą Bobath), w przedszkolu także ergoterapia oraz wszystko co pomoże nadgonić rówieśników oraz co najwżniejsze – poprawić mowę. Podczas kilku lat trwania tych wszystkich terapii, było wreszcie widać stopniową poprawę, jednak nadal niektóre zachowania córki nas martwiły. Dwa lata temu, gdy była jeszcze w przedszkolu, zgłosiliśmy ją na badanie w klinice diagnozującej między innymi autyzm. Z obserwacji własnej oraz obserwacji wychowawczyń a także z wyników badań wyłoniły się pewne niepokojące zachowania, które mogły lecz nie musiały wskazywać na autyzm, lub inne zaburzenie. Córka w sumie zawsze była pogodnym dzieckiem, jednak wykazywała niepokojące nas zachowania typu

- brak kontaktu wzrokowego

- uwielbiała i uwielbia do dziś samotne zabawy z odgrywaniem ról

- lubi bardzo zabawki dla 2-3 latków a chodzi już do szkoły

- nieraz przebywając w grupie dzieci zatyka sobie uszy,choć z drugiej strony sama z bratem nieraz robią niezły cyrk bawiąc sie razem

- przesadnie głośno się śmieje

- podczas zajęć w przedszkolu czy w szkole nagle ni z tego ni z owego ogłasza jakąś ważną dla niej informację, która w ogóle nie ma nic wspólnego z w danym momencie poruszanym tematem

- czasami choć nie zawsze córka wykonuje niekontrolowane ruchy dłońmi

- nie lubi nowych miejsc i sytuacji, reaguje lękliwie

- powtarza często różne rzeczy np pytania mimo, że dostała odpowiedź a dalej się pyta

- nauczycielka również powiedziała, że mała ma dużo problemów z podstawowymi rzeczami typu siąść w ławce, wyjąć teczkę z zadaniami, piórnik itp Nie pomaga nawet jak nauczycielka kilkakrotnie pomaga (a może bo w klasie 10 osób)

Lekarze z kliniki  w Monachium raz w miesiącu odwiedzali przedszkole córki i obserwali jej zachowanie w grupie,następnie zaproponowano mi termin w klinice. To było chyba najgorsze bo córka znalazła się w nowym dla niej miejscu i gdy próbowałam żeby na czas badania została z psychologiem (ja w tym czasie miałam odpowiadać na dłuuugą listę pytań u innego lekarza), okazało się to w ogóle niewykonalne:/ Po 5 minutach przyprowadzoni mi zasmarkaną i zapłakaną Tusię i test nie mógł się odbyć. Jedyne co się udało, to że ja byłam z małą w pokoju, ona się bawiła i była filmowana a ja siedziałam z tyłu ciuchutko, jedynie jak mała coś po polsku mówiła albo w „swoim” języku – zlepku słów ni to po polsku ni to po niemiecku, „tłumaczyłam” lekarce. W domu wypełniłam całe listy słów, które córka mówi po polsku lub niemiecku, przedszkole także wypełniło swój arkusz. Na sam koniec zrobiono małej EEG i tu też miałam obawę czy w ogóle uda się to badanie przekonać bo w klinice dobre 4 godziny już byłyśmy a wiadomo, że dziecko podczas tego badania musi być spokojne ale jakoś udało się (oczywiście na kolanach). Po jakimś miesiącu  zaproszono nas do przedszkola i rozmawiano z nami o wynikach. Niestety ” jedyne” co mogli stwierdzić z pewnością, to tak zwany lęk separacyjny. Zaproponowano nam powtórzyć badania za rok, jednak podczas kolejnej kontroli w Monachium, w centrum zdrowia dziecka gdzie co rok jeździmy aby sprawdzić rozwój dzieciaków, psycholog nie widziała w zachowaniu małej niczego co by wskazywało na autyzm więc jakiś czas odetchnęliśmy jednak zawsze z tyłu głowy obserwując ją, coś nam mówi, że „coś” jest ale trudno to tak dokładnie opisać i nikt przez tyle lat nie potrafi nam jednoznacznie powiedzieć. W sumie temat autyzmu powrócił znów krótko przed pójściem we wrześniu do 1 klasy. Z racji, że mała chodziła do przedszkola, które dało jej dużo jeśli chodzi o rozwój, nie było też pewne czy mała pójdzie do zwykłej szkoły (mogłaby nie dać sobie rady), dlatego krótko przed rozpoczęciem szkoły, na próbę wysłano ją do tak zwanego SVE w szkole, do której teraz razem z bratem chodzi. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego odwiedziliśmy znów (po kilku latach) Fruehfoerderungstelle czyli miejsce, gdzie rodzice mogą zgłosić się z dziećmi mającymi problemy z rozwojem i między innymi z mową. W takim miejscu jest się poinformowanym gdzie można znaleźć pomoc, terapeuci (ergoterapeuci, logopedzi,psycholodzy) zajmują się terapią za darmo gdy dziecko nie ma 6 lat a więc nie chodzi jeszcze do szkoły. Jeśli jednak ma już 6 lat, to lekarz domowy wystawia jedynie receptę i wówczas terapia nie kosztuje nic rodziców. Z racji, że córka urodzona jest w pierwszy dzień wakacji (w Niemczech), od września miała obowiązek pójścia do szkoły. Można było ją puścić rok później, jednak z racji, że ma problemy, nie byłoby dobrze widziane zostawiać ją rok w SVE a potem wysyłać do szkoły gdzie obecnie chodzi (dzieciom daje się tam więcej czasu bo materiał z 2 lat, robi się w 3 lata). Wracając jednak do Fruehfoerderstelle, właśnie tam pracownica zwróciła uwagę na pewne zachowania małej i poleciła mi inną klinikę, która diagnozuje autyzm. Chodzi o klinikę Josefinum w Augsburgu. Dostałam wszelkie dane i zgłosiłam się w sprawie terminu. Oczywiście wiadomo, że dostanie tam terminu to okres do kilku miesięcy więc zgłaszając się tam w lato dostałam termin 13 grudnia. Póki co byłam tam z córką na zapoznanie się, opowiadałam wszystko na temat córki, począwszy od ciąży, porodu, później o rozwoju małej. Ogólnie wizyta trwała około 2 godziny, córka tym razem (z racji, że starsza) bez problemu poszła z 2 lekarką do pokoju obok aby ją poobserwować. Już na tej rozmowie dowiedziałam się, że mała wykazuje szereg zachowań, które są „podejrzane” i którym trzeba będzie się bardziej przyjrzeć podczas kolejnych terminów. Przede wszystkim jako pierwsze wzbudziło podejrzenie to jak córka się z paniami przywitała – nie patrzyła na nie, była zawstydzona (co można jeszcze zrozumieć) ale później, gdy podała w końcu rękę (lewą nie wiem czemu jak jest praworęczna), to przesadnie nią potrząsała. Powiedziano mi, że tak nie powinno się witać 6,5 roczne dziecko… Potem bawiła się w pokoju gdzie rozmawiałyśmy i też wybierała zabawki dla maluchów, głośne, naciskała po kilka razy na klakson zabawki. W pewnym momencie podeszła do szafki i chciała dosięgnąć zabawki, jednak nie poprosiła nikogo z nas o pomoc, tylko sama próbowała, jednocześnie wydając z siebie dźwięki jak małe dziecko, które nie umie się komunikować z otoczeniem. W końcu udało jej się i dosięgła co chciała. W domu nieraz z kolei o wszystko prosi żeby jej pomóc. No nic, pozostaje nam czekać na kolejne terminy w styczniu i lutym i być może koniec lutego będą mogli nam coś konkretnego powiedzieć, w co bardzo wierzę. Nie jest dla nas ważne, gdybyśmy się dowiedzieli, że ma autyzm lub co raczej podejrzewam, jakąś jego lekką odmianę, bo jest to nasze dziecko i będziemy je tak samo kochać, ważne jest abyśmy wiedzieli jak z nią prawidłowo postępować.

Odkąd urodziłam dzieci moje włosy się pogorszyły – szybciej się przetłuszczają a końcówki suche :/ Nie lubię i nie mogę nawet kupować wszelkiego rodzaju kosmetyków cudów, ktoe obiecują wygładzenie czy poprawę wyglądu włosów, gdyż jestem uczuleniowcem i jak już wejdę do drogerii to godzinę czytam składniki kosmetyków :/ Dzisiaj więc korzystając z tego, że mam nieco więcej czasu, postanowiłam poszukać w Internecie domowych maseczeki odkryłam maseczkę-żel z siemienia lnianego – super bo mam tego w domu pod dostatkiem i nikt nie korzysta …. Przepis znalazłam tutaj

Potrzebujemy

szklankę wrzącej wody

1-2 łyżki siemienia (ja dodałam dość sporo)

Zalewamy niezmielone siemię wrzątkiem i wg przepisu gotujemy je około 5 minut ale w innym artykule wyczytałam aby gotować około 15. Następnie na drobnym sicie przesedzamy – ziarenka zostają na sitku a to co namspływa to właśnie taki żeliksiemieniowy. Studzimy go trochę i nakładamyna nieumyte włosy, owijamy folią i ręcznikiem i trzymam 20-30 minut, najstępnie spłukujemy i myjemy szamponem. Podobno efekt super – odżywione włoski! Jestem ciekawa efektu.

W Adwencie w Niemczech pracowite panie domu pieką niezliczoną ilość świątecznych ciasteczek, nie inaczej jest jak się ma w domu dzieci :P Pierniczki,kokosanki i kruche ciasteczka marcepanowe mamy już za sobą, więc myślałam, że już więcej nie będę musiała piec a tu w poniedziałek odbieram dzieci ze szkoły a córeczka mi opowiada, że jej koleżanka z klasy przyniosła ciasteczka z serduszkiem i kwiatuszkiem i w środku był dżem i ona też takie chce upiec :P Co było zrobić, kupiłam zapas masła i zabraliśmy się za szukanie przepisu bo ciasteczka kojarzyłam, niestety nigdy ich nie robiłam więc nawet nie wiedziałam jak się je w Niemczech nazywa ale od czego jest Wujek Google :P Szybko znalazłam nazwę – są to tak zwane Linzer (Plaetzchen) i szukałam jak najprostszego przepisu i nawet na polskiej stronie taki znalazłam, co po polsku i sprawdzone to lepiej :) Myślę, że najłatwieszy przepis to ten ze strony 
http://allrecipes.pl/przepis/4834/kruche-ciasteczka-z-d-emem-malinowym.aspx?o_is=Hub_TopRecipe_3

Składniki
ilość porcji: 10 

  • 1 jajko
  • dżem malinowy – ile będzie trzeba
  • 130 g solonego miękkiego masła
  • 250 g przesianej mąki pszennej
  • 80 g cukru pudru

Sposób przygotowania
Przygotowanie: 30min.  ›  Gotowanie: 10min.  ›  Gotowe w: 40min. 

  1. Zmiksować masło z cukrem na puszystą masę.
  2. Dodać jajko i zmiksować. Stale mieszając, dodać mąkę i kontynuować mieszanie, aż powstanie ciasto.
  3. Umieścić ciasto pomiędzy dwoma arkuszami papieru do pieczenia i rozwałkować do grubości 2 mm.
  4. Rozgrzać piekarnik do 200 C.
  5. Wykroić ciasteczka o dowolnych kształtach. W połowie ciasteczek wykroić na środku małe otworki, mniejszą wykrawaczką.
  6. Piec ciastka przez około 5-10 minut pilnując, aby się nie przypaliły.
  7. Wyjąć z piekarnika i ostudzić.
  8. Ciasteczka bez otworów posmarować cienką warstwą dżemu. Posklejać je z ciasteczkami z otworkami.

Muszę powiedzieć, że to że we wszystkich innych przepisach pisało, że wyrobione ciasto dać na minimum 30 minut do lodówki ma coś w sobie bo ciasto nijak niedało się rozwałkować tak aby się nie kleiło do papieru do pieczenia:P Pozatym jak juz było po wyjęciu z lodówki nieco bardziej „zbite”, reszta poszła jak z płatka i ciasteczka wyszły bardzo pyszne – do smarowania używałam domowej konfitury z pigwy ale można użyć dowolnego, ulubionego dżemu. Smacznego!

 

Robi się coraz bardziej zimowo i świątecznie – sezon na wszelkiego rodzaju Weihnachtsfeier został właśnie wczoraj otwarty i to od razu podwójnie bo o 18:00 pojechałam z dziećmi do szkoły a zaraz po ich występach – do pracy Męża. W tym roku Córeczka miała swój debiut bo od września jest pierwszakiem. Bardzo przeżywała i chodziła dumna i blada, że będzie tańczyć:) Cały program występów trwał dobre półtora godziny, Córka występowała prawie na początku – taniec wyszedł jej idealnie, bardzo dobrze opanowała cały układ taneczny :) Dla mnie jako mamy jest to zawsze wzruszająca chwila jak mogę uczestniczyć w takich ważnych dla nich momentach. Synuś w tym roku prowadził ze swoją klasą quiz świąteczny :) Szybciutko po występach manewrując wśród dużej ilości rodziców czy dziadków uczniów, dotarliśmy do szatni po kurtki i rach ciach szybko pojechaliśmy autem do pracy Męża. Tam przyjęcie zaczęło się już o 17 więc koło 20 jak zajechaliśmy to trafiliśmy akurat na najważniejszą część – rozdawanie prezentów. W tym roku pracownicy zorganizowali tombolę – każdy miał przynieść z domu coś niepotrzebnego i zapakować to jako prezent. Na dany sygnał każdy miał podejść i wybrać jakikolwiek prezent. Kiedy skończyła grać muzyka, każdy na trzy cztery miał otworzyć prezent a później …. wymienić się z kimś na inny prezent :) Najlepszą zabawę miała moja córka, która biegała co całej sali i co chwila przynosiła jakieś coraz to nowe prezenty:P Suma sumarum na koniec przyszliśmy chyba z 10 prezentami :P Wynieśliśmy też co nieco a więc bilans wyszedł na zero:)


  • RSS