mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Przedszkole

Odkad zaczelo sie EURO dzieciaki w zerowce sa ciekawe z jakich krajow pochodza ich ulubieni gracze. W liscie, ktory jakis czas temu corka przyniosla poproszono aby zalazlo sie kilku rodzicow, ktorzy mieliby czas przyjsc i opowiedziec cos o swoim kraju pochodzenia (grupa corki jest wielokulturowa) i przygotowac z dziecmi jakis przepis. Postanowilam sie zglosic:) Dlugo myslalam co by tu z dzieciakami ugotowac ale wszelkie dania typowe dla Polski niestety byly zbyt czasochlonne albo istniala obawa, ze efekt koncowy albo mi nie wyjdzie, albo nie przypadnie do smaku dzieciakom:) Wymyslilam wiec moze niezbyt oryginalna ale latwa potrawe – nalesniki :) Opiekunka grupy przygotowala wszelkie potrzebne mi skladniki, wiec dzis na 10:30 przyszlam tylko z rekwizytami  potrzebnymi mi do prezentacji.

Co by tu opowiedziec niemieckim dzieciom o Polsce? Kilka dni sie do tego przygotowywalam i na jakims forum znalazlam troche pomocy:P Wydrukowalam dwie mapy Polski, takie typowo dzieciece, z charakterystycznymi dla Polski elementami. Pokazujac dzieciom mapy, mowilam, ze Polska jest podobna troche do Niemiec bo tez na polocy kraju mamy morze a na poludniu gory, mamy takze piekne lasy i jeziora i wazne rzeki – Wisle, Odre i Warte. Wspomialam, ze pochodze z miasta na Slasku, slynnego z Radiostacji, fabryki Opla, Palmiarni, klubu pilkarskiego PIAST. Wspomnialam tez, ze Gliwice to miasto Lukasa Podolskiego (to dla chlopcow wazne info:P). Opowiedzialam takze dzieciom, ze w Bielsku-Bialej powstawaly filmy dla dzieci – „Bolek i Lolek” oraz „Reksio” (tu pokazalam figurki Bolka i Lolka mojej corki). Opowiedzialam, ze niedaleko sa juz gory, w ktorych zyja Gorale i pokazalam fotografie laleczek w strojach ludowych oraz na przykladzie grajacej maskotki swistaka zaprezetowalam muzyke goralska:P Dalej opowiadalam o Krakowie (pokazalam laleczke w stroju krakowskim i rozne smoki wawelskie) i opowiedzialam historie powstania Krakowa i legende o smoku wawelskim.

Na koniec krotko opowiedzialam o miescie, z ktorego pochodzi Robert Lewadowski, czyli o Warszawie a dokladie skad sie wziela w herbie miasta syrenka i jak powstala Warszawa (legenda o Warsie i Sawie). Na koniec wreczylam dzieciom do pokolorowania wydrukowane herby miasta Gliwice a pozniej poszlismy do kuchni wspolnie robic nalesniki :) Kazde dziecko pomoglo pomagac a pozniej samo nalac ciasta na patelnie. Do nalesnikow przynioslam domowa konfiture z czerwonych porzeczek i 2 male konfiturki z „Krakowskiego kredensu” – dzieci byly zachwycone, wszystkie zjadly po 2 nalesniki:)

 

A oto wykorzystane mapki:


https://pl2014myotherblog.wordpress.com/author/eska77/page/7/

mapa Polski dla dzieci


http://www.szkola-marzen.pl/magnetyczna-mapa-polski-dla-dzieci/

mapa Polski

 

Po pobycie cala niedziele w Monachium na meczu druzynowym w tenisie, poniedzialek zaczal sie pracowicie i nie bylo szans na odespanie:/ Rano zawiozlam meza do pracy i syna do szkoly i pojechalam dalej do Pfaffenhofen do Fruehfoerderstelle (osrodka zajmujacego sie wczesnym wspieraniem rozwoju dzieci). Dostalam tam termin dla corki, poniewaz po zmianie przedszkola mala potrzebuje znow terapii (logopedia, ergoterapia). Pracownica przeprowadzila z nia test psychologiczny aby miec obraz co mala rozumie i umie. Wymieniajac sie informacjami, wspomnialam, ze dwa lata temu bylismy z nia tez w Heckscher Klinik w Monachium aby wykluczyc autyzm. Pani powiedziala mi, ze wlasnie zanim jej o tym wspomnialam, tez miala takie wrazenie, czy corka nie cierpi na autyzm bo podczas testu potrzebowala aby prowadzaca test za kazdym razem powtarzala jej to samo polecenie. Dla pewnosci, poprosilam o adres do polecanego w Augsburgu osrodka i umowilam sie na testy, gdyz poprzednio corka nie wspolpracowala i ciezko bylo ja na tej podstawie zdiagnozowac, jedyne co mogli stwierdzic to lek separacyjny, zalecano takze kontrole po roku ale podczas ostatniej wizyty w centrum dziecka w Monachium (w grudniu) psycholog nie widziala nic niepokojacego, to nie chcielismy malej meczyc, jednak czasem mam nadal watpliwosci czy to nie jest lekka odmiana autyzmu (corka nie jest calkowicie zamknieta w swoim swiecie, jednak czasem trudno do niej dotrzec, trzeba kilka razy powtarzac aby zareagowala). Czekam wlasnie na kwestionariusz i za 4-6 miesiecy dostaniemy termin w klinice. Zobaczymy co wyjdzie

Dzisiaj, przed rozpoczynajacymi sie w poniedzialek feriami szkolnymi (Zielone Swiatki), ostatni dzien Tusi w starym przedszkolu. Musze powiedziec, ze z jednej strony sie ciesze (juhu ! nie musze wstawac o 6:15 i szykowac malej na busika, ktory ja zabieral do przedszkola) bo dla jej lepszego rozwoju idzie na kilka miesiecy przed 6 urodzinami i pojsciem do szkoly do przedszkola w szkole  brata ale prawie 3 lata pobytu corki w przedszkolu pozostawiaja pewien sentyment, mnostwo wspomnien (uwiecznionych w pamiatkowym segregatorze), nawiazane przyjaznie corki z dziecmi w grupy (rowniez chorymi), dobre rady i pomoc opiekunek i terapeutek.

W srode panie z przedszkola urzadzily Tusi pozegnalne przyjecie. Przygotowalam dla niej jej ukochane ciasto w formie Hello Kitty, tym razem eksperymentalnie w kolorach teczy:)

Tak powstawal tort:

 

IMG_1713

 

IMG_1714

 

IMG_1715

 

IMG_1716

 

Niestety tym razem ciasto cos bylo zbyt mokre i przy wyciaganiu z foremki troche ucierpialo (za to widac kolory:P)

Szybko jednak naprawilysmy ten blad i razem udekorowalysmy buzke domowym lukrem i „pokolorowalysmy” buzie farbnikami spozywczymi.

 

Dla zainteresowanych przepisem … Jest to najprostszy przepis jaki moze byc, teoretycznie nie moze nie wyjsc, pieke to ciasto zawsze z jablkami juz wiele lat i zawsze wychodzi:)

 

Skladniki

kostka masla

1 szklanka cukru (250 g)

4 jajka

1 proszek do pieczenia

2 szklanki maki (2 x 250 g)

ewentualnie cukier waniliowy ale mozna pominac

Ucieramy maslo z cukrem, dodajemy jajka, proszek i make. Jesli chcemy zrobicteczoe ciasto rozdzielamy ciasto na 4-6 miseczki (w zaleznosci ile kolorow mamy), dodajemy farbniki i warstwami rozprowadzamy w formie. Pieklam ok 45 minutw 190 stopni ale lepiej pilnowacciasta, moje sie troche przypieklo. Sprawdzic drewnianym patyczkiem czy ciasto sie upieklo!

Smacznego!

Witam po dłuższej przerwie. Jak już wcześniej pisałam, poddałam się operacji koślawego palucha w prawej stopie (tzw. halluks). Operację robiłam w klinice w Neuburgu, odbyła się w pełnej narkozie. Operację miałam wyznaczoną na 9:00 rano, więc spokojnie rano Tusię wyprawiłam na busa do przedszkola i zanim ruszyliśmy do szpitala, podrzuciliśmy Fikaczka do szkoły. Zgłosiliśmy się prosto na oddział chirurgii gdzie przydzielono mi pokój. Niestety operację przesunięto na 10:00 i musieliśmy czekać. W tym czasie kupiłam sobie kartę telefoniczną i aktywowałam ją, akurat zaraz zadzwoniła moja mama spytać jak się czuję przed zabiegiem. Mąż pojechał już do pracy a ja czekałam.. W końcu o 10:30 przyszła siostra, dała mi pierwsze leki uspokajające przed narkozą i zawiozła mnie na blok operacyjny. Tam podłączanie do rurek, wenflon, natychmiast wstrzyknięto mi narkozę, poczułam mimo leżenia dziwne uczucie, jakby mi się kręciło w głowie i zaraz zasnęłam. Obudziłam  się w sali „do wybudzania”, wszytko jeszcze mi tańczyło przed oczami ozywiście. Była około 14:00, nie wiem ile trwała operacja a ile z tego spałam po niej ale pytałam potem siostrę, to okazało się, że około 1,5 godziny chyba. Jeszcze troche poleżałam i siostra zawiozła mnie do mojego pokoju. Od 16:00 mogłam już jeść więc koło 17:00 dostałam swoją kolację, pić mogłam od 14:00, siostra przynosiła mi po kilka butelek wody mineralnej i tabletki przeciwbólowe bo jak się dowiedziałam, w nodze mam 2 śruby, noga obandażowana, lekko opuchnięta bo w tym czasie gdy byłam w klinice panowały okropne upały … Liczyłam, że na 2 dzień wyjdę z kliniki bo 2-3 dni maksymalnie miałam zostać ale okazało się, że dopiero wyjdę na 4 dzień czyli w czwartek. Trochę było stresowo bo mąż miał urlop żeby jeździć dwa dni z synem na ergoterapię ale gdy komisja lekarzy, która w środę przyszła obejrzeć nogę stwierdziła, że lepiej żebym jeszcze jeden dzień została (jeszcze czekały mnie spotkania z fizjoterapeutą i nauką korzystania z kryk), musiał dwa dni wracać wcześniej z pracy i odierać syna po południu ze szkoły. Gdy wypisano mnie ze szpitala, jeszcze szybko musieliśmy jechać do naszego lekarza rodzinnego żeby oddać list od lekarzy i żebym dostała recepty na środki przeciwbólowe, bo ze szpitala dostałam tylko leki na wieczór i na drugi dzień rano. U lekarza prawie godzinę mi zeszło na czekaniu, potem lekarka obejrzała nogę, zmieniła opatrunek i zakazała moczenia nogi w czymkolwiek, póki nie będą zdjęte szwy. Potem szybko do apteki i 26 euro dopłaty za leki (10 zastrzyków przeciwko trombozie, które codziennie muszę sama sobie robić, ibuprom 600 i jeszcze jakieś dwie inne leki). Wreszcie w domu …. Aha jeszcze się okazało przy odmeldowywaniu, że za każdy dzień pobytu trzeba dopłacać 10 Euro a więc wyszło 40 Euro za pobyt i jeszcze 6 Euro za wypożyczenie karty telefonicznej, 10 Euro dostałam z powrotem jako kaucja. Dodatkowo za specjalny but, który muszę nosić przez 6 tygodni też 10 Euro musiałam dopłacić …. No pobyt w szpitalu do tanich nie należy hehe ale jak za rok będę operować lewą stopę (tam zaczyna się powoli halluks), będę miała już buta i kryki przynajmniej :)

Po czwartkowej wizycie u lekarki, musiałam się znów pojawić w poniedziałek na kontroli. Lekarka zmieniła bandaż, pobrała krew do badania (żeby sprawdzić poziom trombocytów) i znów mam przyjść na kontrolę w piątek. Dostałam też receptę na Krankengymnastik (masaż limfatyczny), za który też 20 Euro trzeba dopłacić (6 zabiegów, raz w tygodniu po 40 minut). Na szczęście w naszym mieście mamy terapeutów i zgłosiłam się żeby ustalić wieczorne terminy (bo mąż musi mnie wszędzie wozić, nie mogę prowadzić samochodu). Pierwszy zabieg miałam wczoraj. W sumie taki masaż to nic innego, tylko delikatnie głaskanie nogi od kostki w górę aby udrożnić limfę. Terapeuta mi powiedział, że sama mogę podobnie robić w domu i duuuużo ruszać stopą, w miarę możliwości ruszać palcem bo jak nic nie będę robić, to po 6 tygodniach palce lub stopa będą bardzo usztywnione i nie w pełni sprawne a więc nie pozostaje mi nic innego jak ćwiczyć ….

Dzisiaj ostatni dzien przedszkola. Dla mojego Fikaczka od wrzesnia rozoczyna sie szkola, Tusia jeszcze dwa latka bedzie jezdzila busikiem. Ciekawa jestem czy da rade bez braciszka :( Rano wyprawilam dzieciaki i w podziece za rok jezdzenia z moimi dzieciakami dalam w prezencie kierowcy autobusu dwa likiery z Polski – orzeszek i wisnia :) Dla pan przedszkolanek mialam przygotowane czekolady w ciekawym opakowaniu sukienki dirndl (typowo bawarskiej) z napisem „Lubie cie”. Obie zapakowalam do wlasnorecznie zrobionego czekoladownika – kartki scrapbookingowej, w ktorej zamknelam czekolade. Fotki postaram sie zamiescic jak najszybciej. Dla dzieciakow byly miski i male Hanuty z numerami pilkarskimi i po bransoletce przyjazni, ktore robilam specjalnie na te okazje. Dzieciaki wrocily dzis wczesniej, bo zajecia konczyly sie juz o 13:00.

Jak ten czas leci … Dopiero byl piatek i czekalismy na odwiedziny tesciow a juz po ich wizycie. W piatek jechalam do przedszkola na kawe i ciasto dla rodzicow w grupie Tusi i o 13 musialam juz Fikiego odebrac z busa. Mielismy godzine do przyjecia wiec pojechalismy sobie na rynek i kupilismy sobie po galce lodow. Potem szybciutko do przedszkola i czekalismy na wystepy – dzieci spiewaly dwie piosenki – o autobusie i o kolorach. Kazde z nich bylo poprzebierane – jedno bylo piekarzem, jedno malarzem …. Tusia byla przebrana za marynarza ale niestety nie chciala spiewac :( Pani opiekunka mowila, ze na probach ladnie spiewala ale przy mamie oczywiscie nie miala ochoty :P Po wystepie troche sie dzieciaki pobawily i ruszylismy na trening Fikaczka na 15;30. Dostalam smsa od tesciow, ze o 14 ruszyli (wczesnie jak nigdy). Po treningu pojechalismy jeszcze wszyscy nad wode bo bylo cieplo i dzwonilam spytac gdzie obecnie sie znajduja – niestety mieli pecha i trafili na korki wiec jeszcze mieli spory kawalek do nas :/ Kolo 19 wrocilismy do domu i czekalismy na gosci. Niestety zajechali dopiero po 8 godzinach :( Fiki sie troche przebudzil i przywital z babcia.

W sobote wybralismy sie zjesc do Biergarten w Pfaffenhoffen, w ktorym Fiki mial pozegnanie w przedszkolu. Tam, obok na boisku Fiki gral w pilke z tata i dziadkiem. Potem bawili sie na placu zabaw i zjedli z nami dobre miesko i knoedle w sosie.

W niedziele w kosciele spotkalismy mojego Tageskind z siostra i babcia. Po mszy spotkalismy sie na lodach, przedstawilam moich tesciow. Umowilam sie na wtorek, ze przyjade z Iwem zeby sie chlopaki pobawily. Po lodach, zapakowalismy sie razem z Mailem do auta i pojechalismy do Abensberg do malego parku zwierzat, w ktorym najwiecej bylo ptakow drapieznych. Mailo mogl wejsc do parku na linewce, byl zainteresowany zwierzakami i piszczal szczegolnie do osiolkow i kucykow :) O 14:30 bralismy udzial w karmieniu zwierzat, podczas ktorego opiekunka zwierzat opowiadala rozne ciekawe rzeczy o podopiecznych. Po wizycie zaliczylismy jeszcze Mc Donalds niedaleko parku, gdzie oblowilam sie w 3 szklanki Coca – Coli :) Wracajac mielismy troche burzy po drodze. Rodzice pojechali dopiero o 20 do domu, tym razem zajechali szybko.

Jakis czas temu w przedszkolu Tusi pojawila sie pani psycholog z kliniki z Monachium specjalizujacej sie w diagnostyce autyzmu. Z racji, ze niektore zachowania Tusi nas niepokoily, postannowilismy mala przedstawic pani doktor. Dopiero wczoraj, po okolo moze 2 miesiacach, dostalam termin na omowienie spostrzezen psycholog co do Tusi. Tak sie akurat dzisiaj zlozylo, ze od 9 rano mialam w sumie 3 spotkania w przedszkolu. Najpierw z psycholog przedszkola, psycholog z kliniki i Heilpedagogin Tusi, potem u psycholog, ktora bada Tusie i Fikaczka – omowila ze mna wykonane testy (diagnozowanie autyzmu) a na sam koniec krotka rozmowa z fizjoterapeutka Tusi. Pierwsza rozmowa troche sie opozniala, bo psycholog z kliniki jechala z Monachium i pewnie trafila na korki. Dowiedzialam sie, ze Tusia byla obserwowana w grupie – podczas „Morgenkreis’, potem jedzenia i zabawy. Przede wszystkim uslyszalam, ze wiele przemawia za tym, ze mala nie cierpi na autyzm, jednak pewne zachowania sklonily psycholog do wyznaczenia nam terminu w klinice, aby tam mala dokladniej przebadac (przez godzine powinna sie sama bawic i bedzie wtedy filmowana, ja bede musiala wypelnic bardziej szczegolowy kwestionariusz). Te zachowania to: malo mimiki twarzy, interesowanie sie otoczeniem poprzez dotyk (mala sprawdzala fakture swetra psycholog poprzez glaskanie), nie interesowanie sie podczas obiadu tym co miala na talerzu – jesli jadla, to nie moglo byc nic ze soba pomieszane – jesli jakas fasolka dotknela ziemniaki czy zetknela sie z innym jedzeniem, mala to bardzo denerwowalo,co tez zwrocilo uwage psycholog, to to, ze mala poruszala w niekontrolowany sposob dlonmi (podczas siedzenia przy stole). Zaproponowano mi, po ewentualnym zdiagnozowaniu autyzmu (badz zdiagnozowaniu stanow lekowych, jakichs blokad czy czegos innego) okolo 2 tygodniowy pobyt w Centrum Dziecka w Monachium na oddziale dla dzieci i matek – tam odbywalby sie tzw. couching tzn. probowanoby mnie uczyc postepowania w sytuacjach „stresowych”, aby nie powtarzal sie u Tusi zly wzorzec zachowania i przede wszystkim uczono by mnie tego jak mam postepowac z dzieckiem, ktore zdiagnozowane schorzenie. Niestety wyznaczony termin na szczegolowe badanie wypadl troche niefortunnie, bo bedzie to pierwszy dzien Fikaczka w szkole (dzien wczesniej jest oficjalne powitanie) i prawdopodobnie maly wroci do domu dosc szybko (prawdopodobnie swietlica dopiero pozniej rusza) i nie zdazymy wrocic go odebrac. Uzgodnilam, sie sie dowiem jak to moze organizacyjnie wygladac i dam znac a pani psycholog   mi powie czy ewentualnie tydzien pozniej byly mozliwy kolejny termin badania ale moze to byc troche trudne bo w badaniu bierze udzial kilku fachowcow. Po tej rozmowie, musialam leciec na kolejna, aby sie dowiedziec jakie testy psychologiczne musiala Tusia robic (trwaly z dobra godzine, mala wytrzymala to nadzwyczaj dobrze, miala oczywiscie dwie przerwy na zabawe). Przeprowadzony test nazywal sie nieweralnym testem na inteligencje Snijdersa-Oomena. Jak mi wytlumaczyla pani psycholog, ten test mozna wykonac z kazdym dzieckiem i w jakimkolwiek jezyku bo nie chodzi w nim o rozumienie mowy. W praktyce wyglada to tak, ze nawet jakby prowadzacy nic nie mowil podczas kolejnych zadan, to dziecko intuicyjnie pojmuje czego sie od niego oczekuje – przyklad: dziecku przedstawia sie 4 obrazki, kazdy niedokonczony a nastepnie kladzie sie 4 brakujace elementy. Test ten byl podzielony na 6 podkategorii – mozaiki, kategorie, puzzle (nie takie typowe!), analogie, sytuacje i wzory. Kazda z tych podkategorii byla osobno oceniana, takze wiedzialam na jakim poziomie wiekowym byla Tusia. Ogolnie wynik testu wskazywal, ze mala jest na poziomie 3,5 roku (za kilka dni konczy 4 lata). Jesli chodzi o kategorie, to bylo bardzo duzo rozrzutu – w jednych byla ponad przecietna a w innych nawet na poziomie 2 lat i siedmiu miesiecy. Co pania psycholog nieco zaniepokoilo to sytuacja podczas ukladania puzzli. Byla to 10 ukladanka – do ulozenia byla dlon. Tusia od razu rozpoznala co to jest, zanim jeszcze zaczela ukladac, jednak mimo iz caly czas patrzyla na swoja dlon, nie udawalo jej sie poprawnie ulozyc klockow – za kazdym razem palce byly jakos nienaturalnie ulozone. Co pochwalila pani psycholog, to to,ze mala bardzo dlugo probuje sama rozwiazac problem, nie prosi o pomoc. Psycholog zauwazyla tez, ze mala nie utrzymuje kontaktu wzrokowego. Mala najlepiej zapunktowala w ostatniej podkategorii – rysowanie wzorow. Jesli chodzi o trzymanie olowka, trzyma go pewnie. Jej zadaniem bylo polaczyc kropki, najpierw prosta linie, pozniej coraz trudniejsze figury. Po rozmowie i otrzymaniu kopii testu, polecialam szybko do fizjoterapeutki, u ktorej  dostalam krotki feedback a mianowicie, po wakacjach fizjoterapia bedzie zastapiona terapia w dziedzinach, w ktorych Tusia ma nieco klopotow a wiec w mowie (logopedia). Po 11:00 bylam gotowa i moglam szybko podjechac na zakupy, potem do domu i czekac na Fikaczka az wroci z przedszkola. Zrobilismy dzisiaj dwa rodzaje ciasteczek – jedna z polewa czekoladowa, migdalami i platkami kukurydzianymi a drugie takze z migdalami, cos w stylu wloskich ciasteczek do kawy. Potem podjechalismy na trening lekkoatletyki, gdzie czekalismy na busik, ktorym miala wrocic z przedszkola Tusia (kolo 16:30 a wiec wtedy gdy zaczyna sie trening). Dzisiaj zajecia odbywaly sie na hali bo co chwile deszcz padal. Po 18 bylismy wreszcie w domku. Uffff….

W weekend bylismy w przedszkolu na letnim festynie i tam na jednym z warsztatow Fiki robil bransoletki przyjazni – Loom Brands. Znal je juz od mojego Tageskind, ktory kiedys sam robil w szkole i przyniosl nam pokazac, jeden nawet podarowal Fikiemu. Bransoletki robi sie z kolorowych malych gumeczek. Kupuje sie je w zestawach po 300 sztuk, do tego dolaczona jest instrukcja obslugi, zapinki i haczyk. Fiki zaczal roic jedna bransoletke, a druga – w kolorach flagi niemieckiej podarowala mu pani, bo festyn zblizal sie ku koncowi a pozatym ala sie, ze nie bedzie juz odpowiedniej ilosci gumek do wykonania bransoletki.

Bedac na zakupach w EDECE odkrylam przez przypadek zestawy do wykonania Loom Bands :) Kupilam 2 zestawy (koszt 5 Euro) i zabralismy sie do roboty. Zrobilam kilka bransoletek dla Fikiego a reszte dla jego przyjaciol z przedszkola i dla pan przedszkolanek, ktore wreczy na ostatni dzien przedszkola. Do tego pare sloczyczy i ladne opakowanie. Jak beda gotowe, to przedstawie je na blogu.

Dzisiaj w przedszkolu Fikiego odbywalo sie pozegnanie starszakow. Rodzice zostali zaproszeni na 14 do restauracji polozonej blisko lasu, niedaleko przedszkola. Dzieciaki rano mialy wycieczke do hodowli kucykow – mogli tam jezdzic na koniach a na koniec byla przejazdzka wozem. Myslalam, ze przyjade na ta uroczystosc sama a kierowca busa podrzucilby tam Tusie ale niestety nie bardzo sie to dalo zrobic … Zadzwonilam wiec, ze mala sama kolo 14 odbiore. Po drodze niestety jak na zlosc troche korkow bylo i krotko po 14 wpadlam do przedszkola. Na szczescie do Fikaczka nie bylo stamtad daleko, dojechalismy na 14:15 (Tusia byla jeszcze nie gotowa po drzemce gdy przyszlam ja odebrac). Zdazylismy w ostatniej chwili. Dzieci juz sie ustawialy zeby dac wystep przed rodzicami. Porobilam fotki i pokrecilam video gdy spiewali i mowili wierszyki (o szkole). Pozniej kazde dziecko, ktore we wrzesniu idzie do szkoly, dostalo od pan prezent pozegnalny – zdjecie grupy, dyplom ukonczenia przedszkola, wszystkie segregatory z przedszkola (wycinanie, pisanie cyfr, rymowanki), wlasnorecznie zrobiona mala tytka do szkoly oraz prezent – klocki Lego :) Fiki byl bardzo dumny :) Po czesci oficjalnej przeszlismy z dzieciakami na dwor gdzie mogly sie pobawic na placu zabaw a mamy mialy okazje porozmawiac z paniami wychowawczyniami. Moj Fiki oczywiscie biegal i bawil sie ze swoim najlepszym przyjacielem Olivierem. Tusia tez sie wyszalala na zjezdzalni i hustawkach. Kolo 16 zebralismy sie powoli bo na 16:30 Fiki mial dzis trening lekkoatletyki, drugie zajecia. Dzisiaj z racji, ze byla pogoda, zajecia odbywaly sie na stadionie. Dzisiaj biegali na czas i rzucali pilka. Tusia rzucala tez, nawet dosyc daleko :) Fikiemu sie podobalo i chce sie zapisac do klubu. Przy okazji udalo mi sie zawrzec nowa znajomosc z jedna z mam. Przez przypadek sie zgadalo, ze pochodze z Polski (corka pani powiedziala, ze tu dzis byla dziewczynka, ktora rozmawia po polsku) i okazalo sie, ze pani pochodzi z Rybnika a wiec niedaleko Gliwic skad pochodze :P wymienilysmy sie telefonami i bylo mi bardzo milo, ze znow spotkalam rodaka.

Pisalam juz we wczesniejszych postach o tym, ze w przedszkolu Tusi co jakis czas przyjezdza Heckscher Klinik z Monachium, ktora specjalizuje sie w badaniu autyzmu. Potrzebne papiery do zgloszenia malej przekazalam juz przedszkolu jakis czas temu ale jak mi mowiono podczas ostatniej rozmowy z wychowawcami malej (w lutym), moge sie spodziewac pierwszego wolnego termiu w lecie a tu taka niespodzianka – w zeszlym tygodniu dostalam telefon od pani psycholog z tej kliniki z pytaniem, kiedy bym mogla przyjsc na rozmowe z paniami psycholog z kliniki. Termin ustalilam na dzisiaj, musialam tylko moja mala podopieczna „przesunac” na jutro i o 9:30 bylam w przedszkolu Tusi. Rozmowe ze mna prowadzily dwie panie psycholog, jedna z nich kojarzylam ze spotkania informacyjnego zorganizowanego jakis czas temu w przedszkolu Tusi, wlasnie na temat autyzmu, druga byla z tego co zrozumialam z kliniki w Monachium. Panie przeprowadzily ze mna ogolny wywiad a pozniej mialy mala poobserowac w jej grupie,jak sie zachowuje, czy wykazuje jakies cechy charakterystyczne dla dzieci autystycznych. W przyszlym tygodniu zostane poinformowana, gdyby u malej wystapily jakies jakies podejrzenia o autyzm. Wowczas bede musiala chyba dwa razy pojechac do kliniki w Monachium gdzie mala bylaby filmowana podczas zabawy itp oraz musialabym wypelnic bardziej specjalistyczny formularz. Zobaczymy co sie okaze.


  • RSS