mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Rozwój dzieci

Oj długo mnie na blogu nie było,niedobrze :) Wszystko z powodu przygotowań do I Komunii syna (o tym w osobnym poście), ferii i krótkiego wypadu do Pragi :)

Dzisiaj muszę się pochwalić osiągnięciem mojego młodszego dziecięcia :) W lutym szkoła przystąpiła do konkursu plastycznego, którego hasło brzmiało:”Przyjaźć jest … kolorowa!”. Dzieci miały w dowolnej technice wykonać pracę plastyczną. Musiałam dla każdego z dzieci wypełnić kupon zgłoszeniowy i szczerze mówiąc zapomniałam o tym konkursie:) Do dzisiaj bo oto okazało się, że moja Córka wygrała 1 miejsce w swojej klasie i w nagrodę dostała kupon rabatowy do kina oraz list od organizatorów. Ale była szczęśliwa! Troszkę się wstydziła jak nauczycielka jej wręczyła nagrodę ale cieszyła się jak tylko ona to potrafi – całą sobą :) Wstyd przyznać, ale niestety nie wiem jak wyglądało to dzieło bo córka malowała kilka obrazków, nie wiem, który w końcu nauczycielka plastyki wybrała do konkursu. Skontaktowałam się jednak z organizatorami i może dostanę jakąś odpowiwedź. W każdym razie jestem mega dumna, bo konurs był międzynarodowy i brało w nim udział 6500 dzieci a więc jest z czego się cieszyć :)

Wczoraj przeglądając Facebooka, natrafiłam na ciekawy eksperyment dla dzieciaków. Moje pociechy uwielbiają takie sprawy :) Oczywiście teraz w sklepach z zabawkami można dostać całą serię takich cudeniek ale pytanie po co, skoro można wiele rzeczy przygotować samemu w domu a dzieciaki bardzo chętnie uczestniczą w takiej nauce.

Wczoraj na tapecie była domowa hodowla kryształów (źródło: http://www.genialetricks.de/bunte-eier/)

Do wykonania eksperymentu potrzebujemy:

- wydmuszki (mogą być też puste skorupki po robieniu jajecznicy)

- klej

- pędzelek

- ałun w proszku (potasowy kryształ)

- gorąca woda

- farbniki spożywcze

Wykonanie:

Zagotowujemy wode (2 szklanki) i wsypujemy do niej 3/4 szklani ałunu, następnie dodajemy barwnik spożywczy. Oczywiście jeśli chcemy zrobić różnego koloru kryształy, rozdzielamy płyn do miseczek i wtedy dodajemy wybrane kolory. Smarujemy pędzelkiem zamoczonym w kleju wnętrze skorupek. Wkładamy skorupki do wody (muszą być zanurzone w wodzie). Po 15 godzinach wyciągamy skorupki i obserwujemy, czy wytworzyły się na nich kolorowe kryształy.

Miłej zabawy

U nas po 15 godzinach pojawiło się trochę kryształków, niestety nie tyle ile na video z youtuba, myślę, że dlatego, że dodałam za mało ałunu. jak dojdę do ładu z pocztą na komputerze, to wrzucę fotkę.

 

Niestety nie miałam aż tyle ałunu więc zagotowałam szklankę wody, rozdzieliłam do miseczek, dodałam farbniki. Jednak skorupki nie były zanurzone, więc podolewałam wody, nie wiem czy to nie zepsuło eksperymentu :(

Witam po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą (trwa nadal, bo teraz po mężu i dzieciach mnie złapało :/) oraz wieloma terminami w klinice Josefinum w Augsburgu. Od grudnia jeździłam tam na 4 terminy z Tusią aby wreszcie raz n zawsze wyjaśnić temat autyzmu, który towarzyszył nam odkąd córka skończyła 3 lata, zawsze nam się wydawało, że coś jest nie tak w jej zachowaniu (nie wspominając o tym, że miała problemy też problemy z rozwojem). W 2013 była już diagnozowana w Heckschner Klinik w Monachium, co jednak zakończyło się kompletną porażką, bo dziecko odmawiało zostania na testach (ja musiałam w tym czasie w spokoju odpowiadać na całą książkę pytań na temat zachowania i rozwoju córki). Po próbie zostawienia małej z badającą ją panią logopedą bodajże, po około 10 minutach, przyprowadzono mi zaryczane dziecko, bało się, że mnie nie ma w pobliżu :/ Jedyny test w jakim wzięła udział, oczywiście w mojej obecności, to zabawa przygotownymi dla niej zabawkami, ja siedziałam za nią i ewentualnie „tłumaczyłam” co córka mówi, bo miała w owym czasie swoją własną mowę – ani polski ani niemiecki język …. Wówczas stwierdzono jedynie, że mała ma lęk separacyjny i podejrzewano u niej wczesny autyzm dziecięcy. Czas mijał, mała robiła ogromne postępy w przedszkolu, w którym uczęszczała na przeróżne terapie – logopeda, ergoterapeuta … Jednak przed pójściem do szkoły, będąc ponownie w placówce Fruehfoerderung (wczesnego wspierania) rozmawiałam z psycholog i równocześnie prowadzącą placówkę, że gdzieś z tyłu głowy mam podejrzenie u córki autyzmu. Psycholog nie chciała mi nic sama sugerować ale skoro sama zaczęłam ten temat, to zwróciła uwagę, że podczas testu, gdy trzy razy z rzędu pokazywała palcem córce i zadawała zawsze pytanie co pasuje – to,to,to czy to?, to za  4 razem, gdy tego pytania nie zadała, córka, sama zwróciła na to uwagę, czyli jakby potrzebowała powtarzalności … No możliwe, że to jednorazowe zachowanie, jednak wcześniej sygnalizowano mi, że mała ma często problem z kontaktem wzrokowym, układając puzzle z obrazkiem ręki, miała problem zrobić to poprawnie i mimo patrzenia na swoją dłoń, nie umiała umiejscowić gdzie kciuk, gdzie palec wskazujący … Poradzono mi w takim razie wybrać się do kliniki Josefinum w Augsburgu (2-3 miesiące oczywiście oczekiwania na termin, standard), więc zanim córka poszła we wrześniu do szkoły, zrobiłam tam termin, wypełniłam jak umiałam ankietę z pytniami o Tusi i czekałam kiedy możemy się tam wybrać. Pierwszy termin dostaliśmy w grudniu. Ten termin to było zapoznanie się, musiałam przedstawić całą historię małej – przebieg ciąży, poród, wszelkie badania po porodzie, postępy małej, kiedy mówiła,siadała, raczkowała, chodziła, robiła papa, pierwsze słowa – jakie?, w jakim wieku?, ze sobą miałam oczywiście całą teczkę opinii i badań o córce. Małą obserwowały panie w mojej obecności, jak się bawi (głównie zabawkami dla 2-3 latków), później jedna z pań z nią wyszła do innego pomieszczenia a ja odpowiadałam dalej … Na szczeście w wieku 6 lat, nie było problemu rozstać się z mamą ale nigdy nie wiadomo :P Kolejne 3 terminy spotkań wyznaczono nam na styczeń i luty i 22 lutego razem z mężem miałam termin na rozmowę końcową, podczas której powiedziano nam, że podczas testów autystycznych, córka najgorzej wypadła jeśli chodzi o mowę (co raczej braliśmy pod uwagę, bo jest wychowywana dwujęzycznie i nieraz nie wie po niemiecku słowa albo nie rozumie w szkole co nauczycielka kazała zrobić) ale w 3 kolejnych obszarach wypadła w złotym środku. Jednak informacje zebrane ode mnie jako matki, od nauczycielki i z obserwacji jej ( krotnej) i wykonanych testów (np nie wchodziła w interakcje z osobą ją badającą gdy ta próbowała się włączyć w samotną zabawę Tusi), stwierdzono, że jest to jednak wczesny autyzm dziecięcy. Zalecono nam aby chodziła do logopedy mającego doświadczenie z autystycznymi dziećmi. Przede wszystkim musimy pracować nad rozwojem jej mowy, pokazywać jej książki z obrazkami nawet dla 2-3 latków i skontaktować się z placówką czy świetlicą „Haus miteinander” w Ingolstadt, dokąd córka by po szkole jeździła busikiem, tam odrabiała zadania z personelem wyspecjalizowanym w pracy z dziećmi autystycznymi, na miejscu miałaby wszelkie potrzebne jej terapie. Jeździłaby tam codziennie i po 17 byłaby w  domu. Jednak miejsca w takim ośrodku są ograniczone, grupy 9-10 osobowe. Muszę poczekać na opinię z Augsburga, następnie przesłać ją do Kinderzentrum w Monachium, gdzie zdążyliśmy być 2 tygodnie temu na kontroli (tam twierdzono, że może autyzm jako taki to nie jest ale zachowania spektrum autyzmu i także nam polecono „Haus miteinander”). Gdy Monachium dostanie opinię z Augsburga, wystawi nam opinię, z którą możemy wybrać się do Jugendamtu i tam złożyć wniosek o przyznanie miejsca w „Haus miteinander”. Jugendamt opłaca miejsce dla dziecka, dowóz busikiem, terapie i wyżywienie w placówce. W piątek byłam z małą właśnie obejrzeć tą placówkę, krótko opisałam historię córki, dlaczego nas tu skierowano i będę czekać na odzew w sprawie wolnego miejsca. Jak mnie telefonicznie zapewniono, dopiero w maju – czerwcu będzie wiadomo, czy córka dostanie tam miejsce od nowego roku szkolnego. W sumie dobrze, bo tak, będzie mogła pochodzić jeszcze na lekkoatletykę i zumba kids popołudniami, co później będzie raczej niemożliwe. Tusi się placówka bardzo podobała – w każdej sali ciekawe rzeczy – instrumenty muzyczne włącznie z perkusją, która zaraz ją zainteresowała, gry planszowe, sala gimnastyczna, miejsce gdzie można było malować i lepić figurki orz je wypalać w piecu …. Nie chciała stamtąd wychodzić :) 25 marca wybierzemy się może na dzień otwarty placówki, będzie okazja poznać terapeutów i zwiedzić całą placówkę :)

Dzisiaj odbyliśmy pierwszą rozmowę z nauczycielką naszej pierwszoklasistki, lekki stres był bo obwialiśmy się trochę usłyszeć, że mała ma nadal problemy w szkole (mimo uczęszczania do szkoły, gdzie są małe klasy i dzieciom poświęca się bardzo dużo czasu). Jak się okazało, strach ma wielkie oczy ale pokolei. Taka rozmowa odbywa się w szkole na początku roku i zastępuje świadectwo szkolne, bierze w nim przede wszystkim dziecko, nauczyciel oraz rodzice. Przed odbyciem takiej rozmowy rodzice dostają kwestionariusz, który mają wypełnić razem z dzieckiem – rodzice i samo dziecko oceniają się na podstawie symboli buziek. Następnie taki kwestionariusz ocenia nauczyciel. na rozmowie jest on punkt po punkcie omawiany. Nauczycielka opowiada dziecku co już umie dobrze a w czym jeszcze potrzebuje pomocy i nad czym trzeba popracować. Z racji, że nasza córka jest dwujęzyczna i ma czasem problemy ze znalezieniem brakującego słowa, ja dziś pełniłam rolę „tłumacza” ale wkraczałam jedynie do akcji gdy nauczycielka o to wyraźnie poprosiła, upewniałam się czy córka zrozumiała co było przed chwilką omówione. Bardzo ucieszył nas fakt, że w tak krótkim czasie (od połowy września w naszym Bundeslandzie) mała zrobiła bardzo duże postępy, bo nauczycielka przyznała że na samym początku obawiała się, czy mała sobie poradzi nawet w tak małej klasie, bardzo dużo trzeba było jej pomagać, począwszy od najprostszej rzeczy jak powieszenie plecaka, wyjęcie z placaka piórnika i teczki z zadaniem domowym i podaniu go nauczycielce do sprawdzenia. Córka też pozytywnie  zaskoczyła nauczycielkę gdy po feriach zaczęła pisać pisać wiele wyrazów. W klasie jest lubiana, już nie próbuje się „rządzić” i rozkazywać innym dzieciom aby robiły to co naszej córce pasuje. Szybko zauważyła, że tak się z dziećmi nie da :P W przyszłym tygodniu czeka nas kolejny termin w klinice w Augsburgu aby w końcu wykluczyć autyzm lub dowiedzieć się jakie zaburzenie ma córka, bo typowy głęboki autyzm to nie jest na pewno, córka jest na to zbyt kontaktowa.

Wśród moich wcześniejszych wpisów, można znaleźć informacje o rozwoju naszej dwójki. Każde z nich ma jakieś problemy. W przypadku naszej córci, od kilku lat „walczymy” o poprawę – praktycznie od ukończenia roczku odwiedzaliśmy z nią logopedów, jeździliśmy na rehabilitacje (metodą Vojty, metodą Bobath), w przedszkolu także ergoterapia oraz wszystko co pomoże nadgonić rówieśników oraz co najwżniejsze – poprawić mowę. Podczas kilku lat trwania tych wszystkich terapii, było wreszcie widać stopniową poprawę, jednak nadal niektóre zachowania córki nas martwiły. Dwa lata temu, gdy była jeszcze w przedszkolu, zgłosiliśmy ją na badanie w klinice diagnozującej między innymi autyzm. Z obserwacji własnej oraz obserwacji wychowawczyń a także z wyników badań wyłoniły się pewne niepokojące zachowania, które mogły lecz nie musiały wskazywać na autyzm, lub inne zaburzenie. Córka w sumie zawsze była pogodnym dzieckiem, jednak wykazywała niepokojące nas zachowania typu

- brak kontaktu wzrokowego

- uwielbiała i uwielbia do dziś samotne zabawy z odgrywaniem ról

- lubi bardzo zabawki dla 2-3 latków a chodzi już do szkoły

- nieraz przebywając w grupie dzieci zatyka sobie uszy,choć z drugiej strony sama z bratem nieraz robią niezły cyrk bawiąc sie razem

- przesadnie głośno się śmieje

- podczas zajęć w przedszkolu czy w szkole nagle ni z tego ni z owego ogłasza jakąś ważną dla niej informację, która w ogóle nie ma nic wspólnego z w danym momencie poruszanym tematem

- czasami choć nie zawsze córka wykonuje niekontrolowane ruchy dłońmi

- nie lubi nowych miejsc i sytuacji, reaguje lękliwie

- powtarza często różne rzeczy np pytania mimo, że dostała odpowiedź a dalej się pyta

- nauczycielka również powiedziała, że mała ma dużo problemów z podstawowymi rzeczami typu siąść w ławce, wyjąć teczkę z zadaniami, piórnik itp Nie pomaga nawet jak nauczycielka kilkakrotnie pomaga (a może bo w klasie 10 osób)

Lekarze z kliniki  w Monachium raz w miesiącu odwiedzali przedszkole córki i obserwali jej zachowanie w grupie,następnie zaproponowano mi termin w klinice. To było chyba najgorsze bo córka znalazła się w nowym dla niej miejscu i gdy próbowałam żeby na czas badania została z psychologiem (ja w tym czasie miałam odpowiadać na dłuuugą listę pytań u innego lekarza), okazało się to w ogóle niewykonalne:/ Po 5 minutach przyprowadzoni mi zasmarkaną i zapłakaną Tusię i test nie mógł się odbyć. Jedyne co się udało, to że ja byłam z małą w pokoju, ona się bawiła i była filmowana a ja siedziałam z tyłu ciuchutko, jedynie jak mała coś po polsku mówiła albo w „swoim” języku – zlepku słów ni to po polsku ni to po niemiecku, „tłumaczyłam” lekarce. W domu wypełniłam całe listy słów, które córka mówi po polsku lub niemiecku, przedszkole także wypełniło swój arkusz. Na sam koniec zrobiono małej EEG i tu też miałam obawę czy w ogóle uda się to badanie przekonać bo w klinice dobre 4 godziny już byłyśmy a wiadomo, że dziecko podczas tego badania musi być spokojne ale jakoś udało się (oczywiście na kolanach). Po jakimś miesiącu  zaproszono nas do przedszkola i rozmawiano z nami o wynikach. Niestety ” jedyne” co mogli stwierdzić z pewnością, to tak zwany lęk separacyjny. Zaproponowano nam powtórzyć badania za rok, jednak podczas kolejnej kontroli w Monachium, w centrum zdrowia dziecka gdzie co rok jeździmy aby sprawdzić rozwój dzieciaków, psycholog nie widziała w zachowaniu małej niczego co by wskazywało na autyzm więc jakiś czas odetchnęliśmy jednak zawsze z tyłu głowy obserwując ją, coś nam mówi, że „coś” jest ale trudno to tak dokładnie opisać i nikt przez tyle lat nie potrafi nam jednoznacznie powiedzieć. W sumie temat autyzmu powrócił znów krótko przed pójściem we wrześniu do 1 klasy. Z racji, że mała chodziła do przedszkola, które dało jej dużo jeśli chodzi o rozwój, nie było też pewne czy mała pójdzie do zwykłej szkoły (mogłaby nie dać sobie rady), dlatego krótko przed rozpoczęciem szkoły, na próbę wysłano ją do tak zwanego SVE w szkole, do której teraz razem z bratem chodzi. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego odwiedziliśmy znów (po kilku latach) Fruehfoerderungstelle czyli miejsce, gdzie rodzice mogą zgłosić się z dziećmi mającymi problemy z rozwojem i między innymi z mową. W takim miejscu jest się poinformowanym gdzie można znaleźć pomoc, terapeuci (ergoterapeuci, logopedzi,psycholodzy) zajmują się terapią za darmo gdy dziecko nie ma 6 lat a więc nie chodzi jeszcze do szkoły. Jeśli jednak ma już 6 lat, to lekarz domowy wystawia jedynie receptę i wówczas terapia nie kosztuje nic rodziców. Z racji, że córka urodzona jest w pierwszy dzień wakacji (w Niemczech), od września miała obowiązek pójścia do szkoły. Można było ją puścić rok później, jednak z racji, że ma problemy, nie byłoby dobrze widziane zostawiać ją rok w SVE a potem wysyłać do szkoły gdzie obecnie chodzi (dzieciom daje się tam więcej czasu bo materiał z 2 lat, robi się w 3 lata). Wracając jednak do Fruehfoerderstelle, właśnie tam pracownica zwróciła uwagę na pewne zachowania małej i poleciła mi inną klinikę, która diagnozuje autyzm. Chodzi o klinikę Josefinum w Augsburgu. Dostałam wszelkie dane i zgłosiłam się w sprawie terminu. Oczywiście wiadomo, że dostanie tam terminu to okres do kilku miesięcy więc zgłaszając się tam w lato dostałam termin 13 grudnia. Póki co byłam tam z córką na zapoznanie się, opowiadałam wszystko na temat córki, począwszy od ciąży, porodu, później o rozwoju małej. Ogólnie wizyta trwała około 2 godziny, córka tym razem (z racji, że starsza) bez problemu poszła z 2 lekarką do pokoju obok aby ją poobserwować. Już na tej rozmowie dowiedziałam się, że mała wykazuje szereg zachowań, które są „podejrzane” i którym trzeba będzie się bardziej przyjrzeć podczas kolejnych terminów. Przede wszystkim jako pierwsze wzbudziło podejrzenie to jak córka się z paniami przywitała – nie patrzyła na nie, była zawstydzona (co można jeszcze zrozumieć) ale później, gdy podała w końcu rękę (lewą nie wiem czemu jak jest praworęczna), to przesadnie nią potrząsała. Powiedziano mi, że tak nie powinno się witać 6,5 roczne dziecko… Potem bawiła się w pokoju gdzie rozmawiałyśmy i też wybierała zabawki dla maluchów, głośne, naciskała po kilka razy na klakson zabawki. W pewnym momencie podeszła do szafki i chciała dosięgnąć zabawki, jednak nie poprosiła nikogo z nas o pomoc, tylko sama próbowała, jednocześnie wydając z siebie dźwięki jak małe dziecko, które nie umie się komunikować z otoczeniem. W końcu udało jej się i dosięgła co chciała. W domu nieraz z kolei o wszystko prosi żeby jej pomóc. No nic, pozostaje nam czekać na kolejne terminy w styczniu i lutym i być może koniec lutego będą mogli nam coś konkretnego powiedzieć, w co bardzo wierzę. Nie jest dla nas ważne, gdybyśmy się dowiedzieli, że ma autyzm lub co raczej podejrzewam, jakąś jego lekką odmianę, bo jest to nasze dziecko i będziemy je tak samo kochać, ważne jest abyśmy wiedzieli jak z nią prawidłowo postępować.

Robi się coraz bardziej zimowo i świątecznie – sezon na wszelkiego rodzaju Weihnachtsfeier został właśnie wczoraj otwarty i to od razu podwójnie bo o 18:00 pojechałam z dziećmi do szkoły a zaraz po ich występach – do pracy Męża. W tym roku Córeczka miała swój debiut bo od września jest pierwszakiem. Bardzo przeżywała i chodziła dumna i blada, że będzie tańczyć:) Cały program występów trwał dobre półtora godziny, Córka występowała prawie na początku – taniec wyszedł jej idealnie, bardzo dobrze opanowała cały układ taneczny :) Dla mnie jako mamy jest to zawsze wzruszająca chwila jak mogę uczestniczyć w takich ważnych dla nich momentach. Synuś w tym roku prowadził ze swoją klasą quiz świąteczny :) Szybciutko po występach manewrując wśród dużej ilości rodziców czy dziadków uczniów, dotarliśmy do szatni po kurtki i rach ciach szybko pojechaliśmy autem do pracy Męża. Tam przyjęcie zaczęło się już o 17 więc koło 20 jak zajechaliśmy to trafiliśmy akurat na najważniejszą część – rozdawanie prezentów. W tym roku pracownicy zorganizowali tombolę – każdy miał przynieść z domu coś niepotrzebnego i zapakować to jako prezent. Na dany sygnał każdy miał podejść i wybrać jakikolwiek prezent. Kiedy skończyła grać muzyka, każdy na trzy cztery miał otworzyć prezent a później …. wymienić się z kimś na inny prezent :) Najlepszą zabawę miała moja córka, która biegała co całej sali i co chwila przynosiła jakieś coraz to nowe prezenty:P Suma sumarum na koniec przyszliśmy chyba z 10 prezentami :P Wynieśliśmy też co nieco a więc bilans wyszedł na zero:)

Dni biblijne

Brak komentarzy

Dzisiaj u nas święto – Buss und Bettag – czyli w sumie święto kościoła ewangelickiego,dodatkowo na Bawarii w tym dniu dzieci mają wolne od szkoły, niestety rodzice nie mają w pracy dnia wolnego :( W tym roku dzieci przyniosły mi ze szkoły zaproszenie na tzw. dni biblijne –  specjalnie organizowany dzień, w którym dzieciom są czytane historie biblijne, głównie ze StaregoTestamentu. Spotkanie zaczyna się o 9:00 (można przyprowadzić dzieci już od 7:45) i kończy o 14:00, odbywa się ono bez rodziców, za każde dziecko wnosi się opłatę pokrywającą jedzenie oraz materiały plastyczne w wysokości 4 euro. Podczas spotkania dzieci wspólnie śpiewają religijne piosenki, czytają i słuchają historii, jedzą i wykonują prace plastyczne. W tym roku dni biblijne odbywały się pod hasłem „Kraina mlekiem i miodem płynąca”.Dzieciaki poznały za pomocą starożytnej mapy i tajemniczych znaków, które pani dla nich „przetłumaczyła” historię wyprowadzenia Izraelitów przez Mojżesza.Na koniec mogły ozdobić płócienne torby i zabrać je do domu, wykonywały też tabliczki z imionami. Z racji, że syn w przyszłym roku przystępuje do I Komunii, takie spotkanie było na pewno przydatne. Co prawda Bibeltag nie był wpisany na listę terminów, które ksiądz rozdał rodzicom kilka dni temu na spotkaniu organizacyjnym ale myślę, że w interesujący sposób przybliżył dzieciom Biblię. Chciałabym dodać, że tutaj przygotowanie do I Komunii odbywa się zupełnie inaczej w Polsce – przede wszystkim nie ma żadnego egzaminowania dzieci a i przygotowania zaczynają się tak naprwdę w styczniu (I spowiedź) i krótko przed Komunią jest próba. Ksiądz uważa,moim zdaniem słusznie, że najważniejszą wiedzę na temat religii, Boga, Komunii dziecko powinno wynieść z domu oraz rodzice pownni być przykładem dla dzieci -są to jedne z filarów niezbędnych gdy posyłamy dziecko do Komunii. Kolejnym filarem są lekcje religii w szkole oraz obecność na mszach w ciągu roku kościelnego oraz na 2-3 spotkaniach w grupach, podczas których dzieci same robią świece na komunię oraz poznają jak wypieka się hostię i … to wszystko. Oczywiście nie ma czegoś takiego jak „ile kosztuje Komunia”?

Dzisiaj krótko o ciekawej (moim zdaniem) zabawce edukacyjnej, którą synek dostał w prezencie od dziadka. Chodzi tu o domową hodowlę prehistorycznych triopsów. Producentem jest włoska firma Clementoni. W zestawie znajdziemy akwarium dla triopsów, które chcemy sobie wyhodować, morski piasek, pipetę, strzykawkę z rureczką, 2 pojemniczki, lupę, kamyki, pokarm oraz jajeczka triopsów. Aby rozpocząć hodowlę należy zaopatrzyć się w wodę destylowaną. Wyhodowane zwierzątka żyją niestety krótko – średnio 1-2 miesiące, w sumie podobnie jak rybki :P Synek bardzo się cieszył na zakładanie hodowli, tak bardzo, że jak dostał zestaw podczas wakacji u dziadków, trzeba było go przekonywać, że z rozpoczęciem hodowli trzeba poczekać aż wróci do domu bo raz założonej hodowli nie można ruszać :P

A więc gdy wakacje się skończyły, założyliśmy naszą pierwszą hodowlę. Muszę przyznać, że instrukcji trzeba bardzo trzymać, gdyż może to grozić niepowodzeniem całej hodowli lub niestety śmiercią zwierzątek. Pierwszym krokiem jest wypłukanie akwarium wodą destylowaną a nastepnie wlaniem odpowiedniej ilości wody destylowanej (tutaj było to trochę kłopotliwe, gdyż zalecano wlewać wodę za pomocą 2 malutkich pojemniczków). Następnie trzeba było nakleić na bok akwarium termometru i ustawić koło akwarium lampki z żarówką 60 Watt aby ogrzewała wodę. Dopiero gdy osiągniemy odpowiednią temperaturę – ok 24 stopnie możemy otworzyć opakowanie z jajeczkami. Najpierw trzeba je wymieszać ze specjalnym pokarmem, którymi będą żywić się małe triopsy zaraz po wykluciu. Producent niestety zastrzega, że czasami wykluje się jedno, dwa lub więcej jajeczek, niestety czasem możemy mieć pecha i nie wykluje nam się nic :) Jajeczka triopsów są bardzo malutkie więc niestety dość trudne jest ich wypatrzenie. Według instrukcji po około 5-7 dniach mogą pojawić się małe triopsy. U nas trwało to aż 10 dni! Już chciałam wylać wszystko i dać sobie spokój ale synek, który codziennie po wstaniu z łóżka zaglądał do akwarium, kontrolował temperaturę i sprawdzał czy coś się w końcu wykluło, obwieścił, że coś się tam rusza:) Mieliśmy szczęście i wykluły nam się 3 osobniki. Wydzieliliśmy małą część akwarium i nasypaliśmy tam kolejną porcję jajeczek ale niestety tym razem mieliśmy pecha i 3 próby nam nic nie dały. Małe triopsy rosły szybko i w ciągu 2 miesięcy z malutkim przezroczystych prawie kreseczek, osiągneły spore rozmiary:) Karmiliśmy je od wyznaczonego dnia codziennie i jeśli woda była mętna, za pomocą strzykawki z rureczką wysysaliśmy brud a później wlewaliśmy czystą wodę destylowaną. Muszę powiedzieć, że mając triopsy 2 miesiące, zużyłam 15 litrów wody destylowanej (3 butelki po 5l), do tego prawie cały dzień świeciła się lampka aby triopsom było ciepło. Niestety najgorsze było, gdy syn odkrył, że najpierw jeden a miesiąc później 2 kolejne triopsy padły, bardzo do przeżywał:( Myślę jednak, że kupienie takiej zabawki ma swoje zalety edukacyjne, przede wszystkim uczy dziecko odpowiedzialności za żywe stworzenie. Na razie zrobiliśmy przerwę w hodowli ale gdy znów będzie ciepło, myślę, że spróbujemy znowu. W Rossmanie widziałam takie zestawy w wersji mini – mniejsze akwarium, pozatym chyba wszystko to samo.

 

Mając w domu dzieci, wiadomo, że nie można się nudzić, ba – dzieci są nawet świetną wymówką aby znów razem z nimi bawić się i cieszyć życiem :) Moje malucy uwielbiają ze mną robić różne eksperymenty czy wykonywać jakieś plastyczne projekty. Niedawno znalazłam na you tube filmik pokazujący jak można wykonać magicznie świecący w ciemności słoik:) Do tego wystarczy kupić świecące pałeczki (wewnątrz jest fluorescencyjna farba), złamać je aby zaczęły świecić i odciąć oba końce aby farba wyciekła do słoika (im bardziej byle jak tym lepiej, będzie lepszy efekt:) ), zamknąć słoik i wstrząsnąć farbką, gotowe. Zgasić światło i cieszyć się efektem swojej pracy :) To było założenie i prawie się udało, bo słoik syna był gotowy, natychmiast pobiegł do ciemnego pokoju sprawdzić czy świeci (dzień wcześniej użyliśmy takich patyczków z farbą, ale niestety świecenie się „wyczerpało”) i kręcił słoikiem patrząc przez denko i nagle ….. wszystko się wylało na podłogę tworząc ciekawą kompzycję, przypominającą galaktykę i różne konstelacje:) Efekt naprawdę wuper moim zdaniem. Dzieciaki wzięły pędzle i malowały różne kształty, synek między innymi Wielki Wóz.

Podziwiajcie ten krótkotrwały efekt, farbka po kilku godzinach przestaje świecić, niestety jest bardzo tłusta ….

IMG_2407 IMG_2408 IMG_2409 IMG_2410

 

IMG_2408

 

IMG_2409

 

IMG_2407

 

Dzisiaj pierwszy raz dzieciaki idą po szkole do świetlicy, pierwszy raz też mają zajęcia z logopedą. Syn już zna logopedę, bo codziennie jest on przez niego odbierany ze szkoły, córka pierwszy raz idzie (do tego logopedy, wcześniej miała zajęcia logopedyczne w przedszkolu). Z racji, że to ierwsze spotkanie, muszę być na nim obecna i przynieść receptę (10 terapii, 2 razy w tygodniu) od lekarza rodzinnego. Właściwie powinnam pojawiać się na każde spotkanie, żeby podpisać receptę ale umówiłam się z logopedą, że podpiszę za jednym razem receptę, a logopeda wpisze odpowiednie daty, więc nie będę musiała dwa razy chodzić – raz do logopedy a potem jeszcze dzieciaki odebrać.


  • RSS