mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Rozwój dzieci

Dzisiaj kładąc synka, przypomniałam mu o naklejonych na jego ścianie świecących w nocy gwiazdkach, które tatuś przywiózł dla niego i dla jego siostry z delegacji w Indiach (razem z wiszącym pod sufitem systemem słonecznym, którym syn zaczął się interesować po kilku wycieczkach w niedalekim planetarium). Na półce znalazła się część „domowego” planetarium a dokładniej jedna plastikowa półkula nieba z konstelacjami gwiazd, która również świeci po ciemku. Synek bardzo żałował, że reszta zabawki się zepsuła, więc zaczęłam szukać tego (starszego już) modelu w Internecie. Znalazłam na ogłoszeniach prywatnych jeden jedyny i czekam na odpowiedź czy możliwa byłaby wysyłka bo trochę daleko … Obiecałam synowi, że może zrobimy sobie własne, osobiste planetarium  i natknęłam się na taką propozycję 
http://www.designmom.com/2012/05/diy-constellation-jar/
 Póki co zabieram się za szukanie materiałów – słoik, mała lampka, srebrna folia i narzędzie do wykłucia w folii przeróżnych gwiezdnych konstelacji ) Gdy nasze planetarium będzie gotowe, dam znać :)

Po prawie miesięcznym pobycie dzieciaków u babci i dziadka, dzisiaj wreszcie wrócą :) Nie powiem, taki „urlop” od nich raz w roku na nieco dłużej (zazwyczaj są to 3 tygodnie ale tym razem ich pobyt się nieco przesunął bo ja miałam dużo terminów w klinikach i wolałam żeby wrócili po nich a najlepiej jedzie się w niedzielę) nie jest zły ale po około tygodniu – dwóch już nam było „łyso”:)

Na ich przyjazd przygotowałam tęczowe ciasto w foremce Hello Kitty :) Takie samo jak piekłam Tusi do zerówki  na 6 urodzinki 2 miesiące temu. Jeszcze w następny weekend czeka mnie znów pieczenie, bo robimy zaległe przyjęcie urodzinowe z najlepszym przyjacielem Tusi z przedszkola :)

Dzisiaj mialam spotkanie w szkole w sprawie zapisow do szkoly. Kilka dni temu sie dowiedzialam, ze corka pojdzie jednak od wrzesnia do pierwszej klasy (tzw. klasy diagnozowej, w ktorej dzieci sa wspierane w nauce) w szkole, do ktorej chodzi juz 2 lata jej braciszek:). Nauczycielka obserwowala corke i stwierdzila, ze dla jej dobra lepiej poslac ja do 1 klasy niz zostawic na rok w zerowce bo wowczas musialaby isc w drugim roku do zwyklej podstawowki, a tam mialaby trudnosci i by sobie nie poradzila. Dodatkowo w tym miesiacu konczy 6 lat, wiec istnieje obowiazek szkolny. Jak zwykle znow wypelnialam i podpisywalam kilkanascie papierow, musialam przedstawic akt urodzenia i ksiazeczke zdrowia (najwazniejsze bylo aktualne badanie U9), wszelkie telefony alarmowe i nasze dane mialam juz wczesniej podane bo miesiac temu zapisywalam w tej szkole corke do zerowki:P Jutro o 19:00 pierwsze spotkanie dla pierwszoklasistow i dowiem sie ktora z dwoch nauczycielek (jest tyle dzieci, ze beda dwie pierwsze klasy) bedzie wychowawczynia Tusi.

Odkad zaczelo sie EURO dzieciaki w zerowce sa ciekawe z jakich krajow pochodza ich ulubieni gracze. W liscie, ktory jakis czas temu corka przyniosla poproszono aby zalazlo sie kilku rodzicow, ktorzy mieliby czas przyjsc i opowiedziec cos o swoim kraju pochodzenia (grupa corki jest wielokulturowa) i przygotowac z dziecmi jakis przepis. Postanowilam sie zglosic:) Dlugo myslalam co by tu z dzieciakami ugotowac ale wszelkie dania typowe dla Polski niestety byly zbyt czasochlonne albo istniala obawa, ze efekt koncowy albo mi nie wyjdzie, albo nie przypadnie do smaku dzieciakom:) Wymyslilam wiec moze niezbyt oryginalna ale latwa potrawe – nalesniki :) Opiekunka grupy przygotowala wszelkie potrzebne mi skladniki, wiec dzis na 10:30 przyszlam tylko z rekwizytami  potrzebnymi mi do prezentacji.

Co by tu opowiedziec niemieckim dzieciom o Polsce? Kilka dni sie do tego przygotowywalam i na jakims forum znalazlam troche pomocy:P Wydrukowalam dwie mapy Polski, takie typowo dzieciece, z charakterystycznymi dla Polski elementami. Pokazujac dzieciom mapy, mowilam, ze Polska jest podobna troche do Niemiec bo tez na polocy kraju mamy morze a na poludniu gory, mamy takze piekne lasy i jeziora i wazne rzeki – Wisle, Odre i Warte. Wspomialam, ze pochodze z miasta na Slasku, slynnego z Radiostacji, fabryki Opla, Palmiarni, klubu pilkarskiego PIAST. Wspomnialam tez, ze Gliwice to miasto Lukasa Podolskiego (to dla chlopcow wazne info:P). Opowiedzialam takze dzieciom, ze w Bielsku-Bialej powstawaly filmy dla dzieci – „Bolek i Lolek” oraz „Reksio” (tu pokazalam figurki Bolka i Lolka mojej corki). Opowiedzialam, ze niedaleko sa juz gory, w ktorych zyja Gorale i pokazalam fotografie laleczek w strojach ludowych oraz na przykladzie grajacej maskotki swistaka zaprezetowalam muzyke goralska:P Dalej opowiadalam o Krakowie (pokazalam laleczke w stroju krakowskim i rozne smoki wawelskie) i opowiedzialam historie powstania Krakowa i legende o smoku wawelskim.

Na koniec krotko opowiedzialam o miescie, z ktorego pochodzi Robert Lewadowski, czyli o Warszawie a dokladie skad sie wziela w herbie miasta syrenka i jak powstala Warszawa (legenda o Warsie i Sawie). Na koniec wreczylam dzieciom do pokolorowania wydrukowane herby miasta Gliwice a pozniej poszlismy do kuchni wspolnie robic nalesniki :) Kazde dziecko pomoglo pomagac a pozniej samo nalac ciasta na patelnie. Do nalesnikow przynioslam domowa konfiture z czerwonych porzeczek i 2 male konfiturki z „Krakowskiego kredensu” – dzieci byly zachwycone, wszystkie zjadly po 2 nalesniki:)

 

A oto wykorzystane mapki:


https://pl2014myotherblog.wordpress.com/author/eska77/page/7/

mapa Polski dla dzieci


http://www.szkola-marzen.pl/magnetyczna-mapa-polski-dla-dzieci/

mapa Polski

 

W piatek w zerowce mojej corki (jak pewnie i w przedszkolach czy podstawowce) odbylo sie coroczne nocowanie dzieciakow. O 18 byla zbiorka w szkole, zaopatrzone w materac, posciel, pizamke i przytulaka stalam z coreczka przed glownym wejsciem. Po chwili podeszli do nas i do jeszcze jednej mamy z corka inni rodzice i pokazali gdzie  jest drugie wejscie do budynku – tam juz czekaly opiekunki grupy. Mialam szczerze mowiac lekkie obawy pozwolic corce zostac na noc bo roznie to z jej spaniem bywa a w nowym miejscu to juz w ogole ale ryzyk – fizyk – najwyzej zadzwonia po nas:)

W sali dzieci porozkladaly juz swoje materace i polozyly swoje rzeczy. Tusia wybrala sobie miejsce kolo 2 kolegow:P Na wszelki wypadek zostawilam malej jej nocna lampke, przypomnialam o wysiusianiu przed spaniem, dalam buziaka i pojechalam do domu. Dzieciaki mialy byc do odebrania na drugi dzien o 10:00 co akurat sie dobrze skladalo bo syn mial zbiorke na mecz pilkarski wlasnie krotko po dziesiatej. Corka byla zadowolona bardzo z takiej nocnej imprezy :P Pani mowila, ze w nocy bylo wszystko ok. Tusia opowiadala, ze dwa razy jedli na dworze i bawili sie w wodzie (akurat tego dnia bylo baaardzo goraco) a na noc kazdy dostal swiecace opaski na reke :)

Po pobycie cala niedziele w Monachium na meczu druzynowym w tenisie, poniedzialek zaczal sie pracowicie i nie bylo szans na odespanie:/ Rano zawiozlam meza do pracy i syna do szkoly i pojechalam dalej do Pfaffenhofen do Fruehfoerderstelle (osrodka zajmujacego sie wczesnym wspieraniem rozwoju dzieci). Dostalam tam termin dla corki, poniewaz po zmianie przedszkola mala potrzebuje znow terapii (logopedia, ergoterapia). Pracownica przeprowadzila z nia test psychologiczny aby miec obraz co mala rozumie i umie. Wymieniajac sie informacjami, wspomnialam, ze dwa lata temu bylismy z nia tez w Heckscher Klinik w Monachium aby wykluczyc autyzm. Pani powiedziala mi, ze wlasnie zanim jej o tym wspomnialam, tez miala takie wrazenie, czy corka nie cierpi na autyzm bo podczas testu potrzebowala aby prowadzaca test za kazdym razem powtarzala jej to samo polecenie. Dla pewnosci, poprosilam o adres do polecanego w Augsburgu osrodka i umowilam sie na testy, gdyz poprzednio corka nie wspolpracowala i ciezko bylo ja na tej podstawie zdiagnozowac, jedyne co mogli stwierdzic to lek separacyjny, zalecano takze kontrole po roku ale podczas ostatniej wizyty w centrum dziecka w Monachium (w grudniu) psycholog nie widziala nic niepokojacego, to nie chcielismy malej meczyc, jednak czasem mam nadal watpliwosci czy to nie jest lekka odmiana autyzmu (corka nie jest calkowicie zamknieta w swoim swiecie, jednak czasem trudno do niej dotrzec, trzeba kilka razy powtarzac aby zareagowala). Czekam wlasnie na kwestionariusz i za 4-6 miesiecy dostaniemy termin w klinice. Zobaczymy co wyjdzie

Kilka dni temu wybralismy sie z dziecmi na noc z nietoperzami:) Przypadkowo bedac w bibliotece natrafilam na broszurke towarzystwa przyrodniczego organizujacego roznego rodzaju projekty, obserowanie roznych gatunkow ptakow czy wlasnie nietoperzy. Spotkanie mialo odbyc sie o 21 w piatek i trwac dwie godziny. Zaproponowalam dzieciakom ten pomysl, bo syn interesuje sie nietoperzami, corka reaguje roznie, zazwyczaj strachem na rozne zwierzeta ale odkad mowi, ze ma juz prawie 6 lat, to sie juz nie boi, dlatego powiedziala, ze tez chce jechac zobaczyc. Wypozyczylam wiec szybko ksiazke o nietoperzach i poszlam po dzieciaki do szkoly.

Na wycieczke wybralismy sie cala rodzinka, niestety w deszczu ale na miejscu rozpogodzilo sie. Czekalismy chwile az sie zbiora wszyscy zainteresowani, dzieciaki w tym czasie odwiedzily rozne instalacje przedstawiajace planety ukladu slonecznego. Wreszcie sie zaczelo :) Dwoch zapalencow nietoperzy opowiadalo dzieciom w jaki sposob porozumiewaja sie nietoperze (moj syn mial klaskaniem pokazac jak powstaja dzwieki, ktore odbieraja nietoperze), pokazywal zdjecia roznych gatunkow nietoperzy, opowiadali gdzie nietoperze nocuja a gdy zaczelo sie lekko sciemniac poszlismy w kierunku stawu szukac nietoperzy. Panowie mieli odpowiedni sprzet, dzieki ktoremu mozna bylo wylapac dzwiek jaki wydaja lecace nietoperze a wtedy wlaczali latarke i nad woda mozna bylo zobaczyc kilka okazow. Syn byl wniebowziety gdy mogl sam poslugiwac sie urzadzeniem i wypytywal pana gdzie mozna takie cos kupic:P

Corce sie podobalo ale kolo 22:30 zaczela juz mowic, ze jest spiaca i chce wracac do domu wiec mimo protestow syna, trzeba bylo wracac ale obiecalismy im, ze jeszcze na takie spotkanie przyjedziemy, koniec sierpnia cos podobnego organizuje jakies inne stowarzyszenie :P

Kazdego rodzica czeka kiedys jeden z tych waznych dni w zyciu jego dziecka – pierwsze urodziny, pierwszy dzien w przedszkolu czy szkole czy tak jak bylo dzis w naszym przypadku – pierwsza kilkudniowa wycieczka szkolna. Dzieciaki byly o niej poinformowane juz kilka miesiecy temu wiec im blizej bylo do wyjazdu, tym wieksze byly emocje :) Nauczyciel naszego syna wybral polozona nieco ponad 100 km od nas miejscowosc gdzie dzieciakmi mialy spedzic 3 dni w schronisku mlodziezowym. W miasteczku znajduje sie stare miasto i miedzy innymi z tego co udalo mi sie dowiedziec, muzeum wielkiego krateru. Przed feriami zielonoswiatkowymi odbylo sie spotkanie informacyjne na temat kosztow, dostalismy liste rzeczy do spakowania oraz informacje dotyczace godziny odjazdu i kiedy nalezy dziecko odebrac. Dzisiaj wiec nadszedl ten dzien – musialam puscic syna samego bez mamusi i tatusia na kilkudniowa wycieczke. Przyznam, ze nie byl to dla mnie straszny szok, bo regularnie dzieciaki jezdza z moimi rodzicami na wakacje ale jednak lekka obawa zostala – czy nie rozklei sie nagle przy kolegach:P Rano juz o 7 synek pytal czy juz jedziemy na przystanek autobusowy (mieli miejskim autobusem jechac na dworzec kolejowy i stamtad godzinke pociagiem do celu ich podrozy), tak sie nie mogl doczekac. Jednak zauwazylam tez, ze sie troche denerwowal, zdal sobie chyba sprawe, ze pomimo iz jedzie z kolegami i wychowawca, jednak jest to co innego niz u babci gdzie sie mial do kogo przytulic jak nie umial zasnac. Troche sie zastanawial czy da rade tak daleko jechac bez mamy …. Oczywiscie nauczyciel pozwolil zabrac maskotke ale po negocjacjach (nie zabral juz swojego ukochanego wielkiego psa z ikei) postanowil swojego pieska (mniejszego) zostawic bo sie bal, ze jak gdzies pojda zwiedzac to go z wrazenia zwykle zapomni i bylaby katastrofa … Cos jednak przypominajacego mu o domu potrzebowal, wiec zabral malego dinozaura ale prosil w ostatniej chwili zebym mu go schowala do torby zeby koledzy nie widzieli :P

Na przystanek podjechalismy z dosyc duzym wyprzedzeniem bo trudno bylo parkowac w poblizu. W koncu dzieciaki zaczely sie zjezdzac, pojawili sie tez wychowawcy. Przekazalam dokumenty syna nauczycielowi, nadjechal bus i moj syn dzielnie wsiadl ze swoim bagazem do srodka, znalazl miejsce z kolega i nawet z przejecia chyba zapomnial mi pomachac!

 

Po poludniu napisalam tylko krotkiego maila do hotelu, w ktorym sie zatrzymali aby sie upewnic, ze dojechali bezpiecznie;) W piatek musze odebrac maego podroznika prosto z dworca, ciekawe czy wroci zadowolony i z kompletem swoich ciuchow w walizce haha

A jak Wy drodzy Czytelnicy przezywaliscie pierwsze samodzielne wyjazdy Waszych pociech?

Jako, że spedzam prawie 2 tygodnie bez dziecaków w domu bo spedzają ferie u dziadków, nie byłabym sobą gdybym nie przeprowadziła w domu jakiejś małej rewolucji hihi . Dzieciaki od jakiegoś czasu marzą o domku na drzewie. Z racji, że o to byłoby trudno, postanowiłam zbudowac mały domek ewentualnie ze zjeżdżalnia. Inspiracją był dla mnie blog Fleximama i postanowiłam też spróbowac swoich sił. Początkowo chcieliśmy kupic gotowca ale niestety był za duży na nasz ogródek, zaczełam wiec szukac w internecie domków DIY. Na blogu Flexi Mamy znalazłam ciekawy domek z europalet, pomyślałam, że super pomysł bo domek bedzie w sumie zudowany w sumie za darmo bo przecież europalety można łatwo zdobyc, sama blogerka pisała, że swoje palety dostała za darmo ale niestety mieszkając w Niemczech szybko sie przekonałam, że na darmowe europalety nie mam co liczyc … Objechałam wszelkie możliwe Baumarkty, Kauflandy, sklepy z napojami, wszelkie firmy budowalne i pytałam o darmowe, niepotrzebne, zepsute europalety ale wszedzie słyszałam, że nie mam co liczyc bo sklepy same oddaja europalety aby dostac z powrotem kaucje za nie albo sami poszukuja palet. Jednak troche szczescia mi dopisało i na przykład wyworzac smieci dostałam 2 europalety, dwie mieliśmy w domu bo zamawialiśmy kamienie. Po powrocie w dwa dni udało mi sie dostac 5 kolejnych. Dzisiaj pogoda dopisuje (wczoraj lało) wiec zabrałam sie dzis za robote.

 

Wszystkie palety

IMG_1767

Podest

IMG_1768

zarys jak ma wzglądac podest domku i sciany (z tych palet, ktore na razie posiadam)

IMG_1769Nastepnie zabrałam sie za najgorsza prace czyli szlifowanie palet (drzazgi) i malowanie impregnatem.

 

W domu miałam 2 puszki impregnatu i 1 emulsje do podłóg (użyje jej do malowanie palet, które posłuza jako podest). Po 3 godzinach pracy (szlifowanie i malowanie) pomalowałam w sumie 5 palet.

Oto impregnaty

IMG_1776

 

IMG_1774

 

Oto pomalowane palety

IMG_1773

IMG_1777

 

Paleta pomalowana emulsja do podłóg

 

IMG_1775

 

Na razie troche przerwy w szlifowaniu i malowaniu bo nie ukrywam, ze jest to cieżka praca. Ciag dalszy nastapi bo w weekend mąż pomoże mi wbic słupki i zamontowac podest.

 

Dzisiaj, przed rozpoczynajacymi sie w poniedzialek feriami szkolnymi (Zielone Swiatki), ostatni dzien Tusi w starym przedszkolu. Musze powiedziec, ze z jednej strony sie ciesze (juhu ! nie musze wstawac o 6:15 i szykowac malej na busika, ktory ja zabieral do przedszkola) bo dla jej lepszego rozwoju idzie na kilka miesiecy przed 6 urodzinami i pojsciem do szkoly do przedszkola w szkole  brata ale prawie 3 lata pobytu corki w przedszkolu pozostawiaja pewien sentyment, mnostwo wspomnien (uwiecznionych w pamiatkowym segregatorze), nawiazane przyjaznie corki z dziecmi w grupy (rowniez chorymi), dobre rady i pomoc opiekunek i terapeutek.

W srode panie z przedszkola urzadzily Tusi pozegnalne przyjecie. Przygotowalam dla niej jej ukochane ciasto w formie Hello Kitty, tym razem eksperymentalnie w kolorach teczy:)

Tak powstawal tort:

 

IMG_1713

 

IMG_1714

 

IMG_1715

 

IMG_1716

 

Niestety tym razem ciasto cos bylo zbyt mokre i przy wyciaganiu z foremki troche ucierpialo (za to widac kolory:P)

Szybko jednak naprawilysmy ten blad i razem udekorowalysmy buzke domowym lukrem i „pokolorowalysmy” buzie farbnikami spozywczymi.

 

Dla zainteresowanych przepisem … Jest to najprostszy przepis jaki moze byc, teoretycznie nie moze nie wyjsc, pieke to ciasto zawsze z jablkami juz wiele lat i zawsze wychodzi:)

 

Skladniki

kostka masla

1 szklanka cukru (250 g)

4 jajka

1 proszek do pieczenia

2 szklanki maki (2 x 250 g)

ewentualnie cukier waniliowy ale mozna pominac

Ucieramy maslo z cukrem, dodajemy jajka, proszek i make. Jesli chcemy zrobicteczoe ciasto rozdzielamy ciasto na 4-6 miseczki (w zaleznosci ile kolorow mamy), dodajemy farbniki i warstwami rozprowadzamy w formie. Pieklam ok 45 minutw 190 stopni ale lepiej pilnowacciasta, moje sie troche przypieklo. Sprawdzic drewnianym patyczkiem czy ciasto sie upieklo!

Smacznego!


  • RSS