mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Rozwój dzieci

Dzisiaj, przed rozpoczynajacymi sie w poniedzialek feriami szkolnymi (Zielone Swiatki), ostatni dzien Tusi w starym przedszkolu. Musze powiedziec, ze z jednej strony sie ciesze (juhu ! nie musze wstawac o 6:15 i szykowac malej na busika, ktory ja zabieral do przedszkola) bo dla jej lepszego rozwoju idzie na kilka miesiecy przed 6 urodzinami i pojsciem do szkoly do przedszkola w szkole  brata ale prawie 3 lata pobytu corki w przedszkolu pozostawiaja pewien sentyment, mnostwo wspomnien (uwiecznionych w pamiatkowym segregatorze), nawiazane przyjaznie corki z dziecmi w grupy (rowniez chorymi), dobre rady i pomoc opiekunek i terapeutek.

W srode panie z przedszkola urzadzily Tusi pozegnalne przyjecie. Przygotowalam dla niej jej ukochane ciasto w formie Hello Kitty, tym razem eksperymentalnie w kolorach teczy:)

Tak powstawal tort:

 

IMG_1713

 

IMG_1714

 

IMG_1715

 

IMG_1716

 

Niestety tym razem ciasto cos bylo zbyt mokre i przy wyciaganiu z foremki troche ucierpialo (za to widac kolory:P)

Szybko jednak naprawilysmy ten blad i razem udekorowalysmy buzke domowym lukrem i „pokolorowalysmy” buzie farbnikami spozywczymi.

 

Dla zainteresowanych przepisem … Jest to najprostszy przepis jaki moze byc, teoretycznie nie moze nie wyjsc, pieke to ciasto zawsze z jablkami juz wiele lat i zawsze wychodzi:)

 

Skladniki

kostka masla

1 szklanka cukru (250 g)

4 jajka

1 proszek do pieczenia

2 szklanki maki (2 x 250 g)

ewentualnie cukier waniliowy ale mozna pominac

Ucieramy maslo z cukrem, dodajemy jajka, proszek i make. Jesli chcemy zrobicteczoe ciasto rozdzielamy ciasto na 4-6 miseczki (w zaleznosci ile kolorow mamy), dodajemy farbniki i warstwami rozprowadzamy w formie. Pieklam ok 45 minutw 190 stopni ale lepiej pilnowacciasta, moje sie troche przypieklo. Sprawdzic drewnianym patyczkiem czy ciasto sie upieklo!

Smacznego!

Po tygodniowym pobycie mojej Tusi w szkole (pisalam o tym tu 
http://mamawniemczech.blog.pl/2016/04/06/tygodniowy-pobyt-tusi-w-szkole/
) i po kilkukrotnym dowiadywaniu sie co i jak od srody oficjalnie wiem, ze po feriach zielonoswiatkowych (w Niemczech sa takie i trwaja 2 tygodnie, przynajmniej  u nas na Bawarii:P) Tusia juz do letnich ferii zostaniie w zerwoce w szkole, do ktorej chodzi jej brat. Troche to wszystko sie przedluzalo bo przedszkole musialo wykonac badanie psychologiczne, ktore ostatecznie daloby odpowiedz czy we wrzesniu (w lipcu mala konczy 6 lat a jak wiadomo w Niemczech dzieci ida do szkoly w tym wieku, mozna natomiast na wniosek rodzicow poslac dziecko rok pozniej do szkoly) bedzie dla malej lepiej zostawic ja na rok w zerowce czy od wrzesnia pojdzie do 1 klasy. Nasz syn odwiedza szkole, ktora jest szkola prywatna i kierowane sa do nich dzieci, ktore  maja roznego rodzaju problemy, glownie z mowa lub lekkim opoznieniem w rozwoju (jednak w szkole tej nie ma dzieci opoznionych umyslowo!). Najwazniejsza roznica pomiedzy ta szkola a „zwykla” podstawowka, to fakt, ze material do opanowania 2 pierwszych klas, jest przerabiany w tej szkole 3 lata. Ma to pomoc dzieciom, ktore potrzebuja nieco wiecej czasu na przyswojenie wiadomosci, oczywiscie przejscie do „zwyklej” szkoly jest w kazdym momencie mozliwe, jednak zaleca sie pierwsza probe przeprowadzic w  2 lub 3 klasie. Dodatkowo w szkole syna klasy sa bardzo male, maksymalnie 10 dzieci (w porownaniu do 30-40 osobowych klas w podstawowce), klasy tez nazywaja sie odpowiednio klasa 1 (I rok nauki),klasa 1A (II rok nauki) i klasa 2 (III rok nauki) i oficjalnie nazywaja die Diagnose i Foerderklasse czyli z niemieckiego sa to klasy, w ktorych diagnozuje sie postepy dziecka w nauce i w razie wystepujacych problemow dziecko sie odpowiednio wspiera (rozne terapie). Wlasnie w ciagu tego dosc dlugiego pobytu do ferii letnich (w Niemczech dzieci do konca lipca musza chodzic do szkoly), powinno sie wyjasnic gdzie corka znajdzie sie we wrzesniu. Najwazniejsze, ze Tusia juz od roku wybiera sie do szkoly a tydzien spedzony w SVE (niem. Schulvorbereitungs Einrichtung czyli placowka przygotowujaca do szkoly, cos a la zerowka) bardzo milo wspominala i caly czas powtarzala, ze nie wybiera sie juz do jej dotychczasowego przedszkola:) Teraz juz oficjalnie ostatnie 5 dni w starym przedszkolu, 2 tygodnie ferii i szkola:)

W poniedziałek nasza Tusia mogła wreszcie isc razem z braciszkiem do szkoły a przynajmniej tak jej sie zdawalo, jak na razie jest to tak zwane schnuppern czyli takie przyjście na próbe żeby to zobaczyc co to jest szkoła, co sie w niej robi … A wiec poniedziałek byl ważnym dniem dla naszej córki. Ledwo dała sobie wytłumaczyc, że jeszcze nie może zabrac swojego plecaka z sowami, ktory dostała juz rok temu bo wybierała sie do szkoły. Na to przyjdzie czas dopiero we wrześniu …

W pierwszy dzien przypadł mi zaszczyt zawiezc oboje do szkoły, o dziwo mała bez problemow została, tylko buzi i głaskaj powiedziała i poszłam do domu. Miałam ją odebrac o 12, kiedy koncza sie lekcje, na swietlice do 16 jeszcze nie moze chodzic.dopiero we wrzesniu. Pierwszy dzien bardzo jej sie podobal, poznala dziewczynke w Polski ale glownie bawila sie sama, troche jadla ale wszystko ja interesowalo wiec czasu na jedzenie nie bylo.

Wczoraj dzieciaki byly na placyku cwiczen gdzie dzieci poznaja znaki drogowe, te, ktore umieja, jezdza na rowerach a te ktore nie umieja sa pieszymi. Tusia umie poki co na rowerku z dodatkowymi kolkami wiec mogla byc tylko pieszym ale w piatek znow tam sie wybiora, wiec moze przyniesc kask i moze sprobuje. Nadal bawila sie glownie sama.

Dzisiaj gdy ja odbieralam, musialam podpisac oswiadczenie, ze zgadzam sie na wymiane informacji miedzy obecnym przedszkolem a pania w szkole.W piatek mala masprobowac przyjsc na godzine do klasy brata bo wlasciwie obecnie odwiedza cos w rodzaju zerowki (sve) czyli placowki przygotowujacej do pojscia do szkoly. Mala w obecnym przedsykolu tez odwiedza SVE ale ma w grupie wiecej dzieci chorych umyslowo a wiec z 1-2 dzieci moze wchodzic w jakies interakcje i rozmawiac a wlasnie z powodu mowy panie z przedszkola powiedzialy, ze raczej widza Tusie w SVE albo przynajmniej w szkole gdzie sie wiecej czasu poswieca dziecku i pierwsze 2 lata robi w 3 aby dziecko w swoim tempie przyswoilo wiadomosci. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Do konca tygodnia powinnam wiedziec gdzie ostatecznie wyladuje i kiedy sa zapisy.

Nasze dzieci coraz starsze i jak dotąd obywało się bez korzystania z usług babysitter bo zazwyczaj czekaliśmy aż będziemy mieli odwiedziny jednych czy drugich rodziców aby wtedy wybrać się do kina. Jednak coraz częściej nam się zdarzało, że jak już te długo wyczekiwane odwiedziny były, to w kinie nie leciało nic ciekawego :( Innym powodem, dla którego nie angażowaliśmy opiekunki był ( i nadal trochę jest:P) charakterek naszych dzieci. Gdy byli dużo młodsi, ciężej byłoby ich zostawić pod opieką obcej osoby, zwłaszcza jakby nasz Fikaczek dostał ataku złości, córka natomiast wpadłaby w histerię jakbym wyszła. Jest ze mną bardzo związana, teraz już w miarę godzi się z tym, że mama nie ma zawsze dla niej czasu, niestety i teraz zdarza jej się nawet płakać jak zostaje pod opieką tatusia. Muszę przyznać, że z wyżej wymienionych powodów zaczęliśmy brać pod uwagę angaż opiekunki bo w końcu trochę relaksu się nam należy. Udało mi się nawet znaleźć ogłoszenie takiej opiekunki na FB i okazało się, że mamy wspólną znajomą – szefową mojej drużyny tenisowej. Zasięgnęłam opinii i gdy dowiedziałałam się, że dziewczyna jest z wykształcenia logopedą, postanowiłam się z nią skontaktować. Już kilka miesięcy nosiłam się z zamiarem napisania do niej ale jakoś nie było okazji żeby miała się u nas pojawić, nigdzie się nie wybieraliśmy. Jednak w zeszłym tygodniu mąż był na dwudniowej delegacji i miał późno w nocy wrócić akurat wtedy kiedy ja miałam zajęcia z zumby (drugie spotkanie).Jedynym wyjściem wydawało się zabranie „uroczej” dwójeczki na zajęcia ale obawiam się, że zajęcia mogłyby zostać zakłócone kłótnią i nikt nie byłby zadowolony – ani prowadząca ani uczestniczki kursu. Wymyśliłam więc dzień przed zajęciami, że opiekunka przyjdzie do nas i pozna dzieciaki. Oczywiście je uprzedziłam, że przyjdzie do nas pani, która zostanie z nimi na godzinkę i pobawi się z nimi ale na początku ja będę obecna. Wyszłam na próbę na 10 minut, potem jeszcze trochę posiedzieliśmy wspólnie i widząc pozytywną reakcję dzieci, umówiłam się na kolejny dzień. Pościeliłam dzieciakom na dole na kanapie (wyjątkowo mogły tam spać dzieciaki) i razem z opiekunką mogły trochę poogladać telewizję, przygotowałam też 2 edukacyjne gry – „Pierwsze czytanie” i coś w rodzaju „Ciuciubabki” (niem. „Blinde Kuh”) – gra, w której dzieci ubieraja specjalne okulary przedstawiające krowę i dotykając różne kształty mają zazadanie zgadnąć o jaki przedmiot chodzi. Krótko przed 20 zjawiła się opiekunka i prędziutko mogłam pojechać na zajęcia. Godzinka ćwiczeń minęła jak zwykle bardzo szybko,jak zwykle było przyjemnie, spotkałam się z koleżanką,z którą zapisałam się na zajęcia, zrobiłam coś dla swojej kondycji ( w sobotę czekał mnie 1 mecz drużynowy po pół rocznej przerwie spowodowanej operacją stopy). Opiekunka za fatygę wzięła 10 Euro za godzinę a więc na dwójkę dzieci to nie aż taki majątek. Pewnie następnym razem jak się wybierzemy do kina, to znów się umówimy.

Za nami pierwsza w tym roku rozmowa z nauczycielem zastępująca od tego roku semestralne świadectwo naszego syna. Szkoła, do której chodzi nasz syn ma za zadanie wspierać dzieci, które mają problemy w nauce, problemy z koncentracją lub jakieś większe lub mniejsze problemy w rozwoju, podejrzewam, że dlatego też wprowadzono nowy system ocen w postaci buziek. Oceny wystawia sobie samo dziecko, jego rodzice i wychowawca a w wyznaczonym terminie nauczyciel rozmawia w obecności rodziców z dzieckiem na temat wystawionych ocen. W naszym przypadku zazwyczaj oceny się zgadzały, jedynie temacie „zadanie domowe” czy ‚rozwiązywanie problemów, współpraca” nasz syn oceniał się wysoko, co z kolei my i nauczyciel widzieliśmy zupełnie odwrotnie :) Wychowawca próbował wytłumaczyć synowi, że musi być bardziej samodzielny i pamiętać odrabiać zadania domowe bo to jest jego zadanie, że powinien umieć znaleźć w plecaku rzeczy, o które prosi nauczyciel (a nie twierdzić, że ich nie ma a potem się  jednak znajdują:P). Na koniec każdy  z nas podpisywał się pod „umową”, mały poszedł na lekcje a my mogliśmy zamienić parę słów z nauczycielem. Nauczyciel mówił nam, że syn bardzo dobry jest w wyszukiwaniu przeróżnych wymówek gdy czegoś zapomni lub coś źle zrobi. Jeśli chodzi o skargi syna na innych uczniów, którzy mu dokuczją lub robią krzywdę na przerwie, to oczywiście nie jest to tak tragiczne jak przedstawia to nasz syn:P Czasami któryś ze starszych chłopców popchnie go niechcący a Fiki uważa, że specjalnie i wymyśla niewiadomo co:P Oczywiście powtórzył się temat koncentracji, z którą syn ma nadal problem :/ W klasie ma 9 dzieci i wszystkie mają  z tym problem, jeden patrzy w lewo drugi w prawo, inny do góry  a między nimi jest nauczyciel, który ciągle musi ich sprowadzać na ziemię. Póki co, nauczyciel nie widzi możliwości pójścia na próbę do zwykłej podstawówki, właśnie z powodu braku koncentracji. z resztą zalecana jest zazwyczaj próba po skończeniu 3 klasy a więc mamy spokojnie jeszcze rok czasu, chyba że dostaniemy sygnał od nauczyciela, że można taką próbę na kilka tygodni podjąć. Nauczyciel zaproponwał aby codziennie Fiki zastanowił się co mu się w danym dniu najbardziej podobało/ najmniej podobało i zapisał na ten temat jedno zdanie. Zmusi go to przypomnienia sobie co w ciągu dnia robił, bo gdy my go pytamy jak było w szkole, z jakimi nauczycielami miał lekcje, to on zwyczajnie wyrzuca to z pamięci:)

Póki co najlepiej idzie nam lekcja samodzielności, którą jest wracanie samemu do domu:) Zaczęliśmy jakieś 2 miesiące temu i jutro wielka premiera – 1 raz czekam na syna w domu:) Dotąd czekałam kilkaset metrów od szkoły, później w niedalekiej uliczce, później jeszcze dalej a w końcu na rogu naszej ulicy ale syn się bardzo upierał, że jutro chce już całkiem sam wrócić.

Jak ten czas nieubłaganie szybko leci, jutro 8. urodziny naszego synusia, pieszczotliwie nazywanego Fikaczkiem :) Dzisiaj przyniósł do szkoły tort żeby podzielić się z kolegami z klasy. Torcik był, jak w zeszłym roku, w kształcie koszulki (dzięki Pati!) i to barw ukochanego zespołu synka – FC BAYERN, tym razem jednak syn zażyczył sobie białych i czerwonych pasków :)

tort

 

Tort tak kolegom smakował, że do domu udało się „uratować” tylko kawałek rękawka:)

Jutro czeka nas impreza w bawialni (3 godziny z piątka dzieci jupiii :P) i przyjazd dziadków.

W zeszłą niedzielę drużyna piłkarska mojego syna mogła wziąć spontanicznie udział w halowym turnieju drużynowym bo jedna z drużyn odmówiła udziału. Na poprzednim turnieju był z synkiem mąż (wtedy też zaczął się jego dłuuugi urlop świąteczny:P), tym razem wybraliśmy się całą rodzinką:) Zbiórka o 8:00 pod naszym klubem i wszyscy ruszyliśmy do hali sportowej w miejscowości, w której pracuje mąż. Drużyna syna miała niestety dość mocną grupę, odbywały się trzy mecze. W pierwszym meczu także mój syn strzelił gola:) Byłam dumna, niestety jak to często bywało, akurat wtedy nie nagrałam tego na kamerę :/ Niestety decydujący mecz o finał był pechowy, bo przy stanie 2:2 przeciwnicy szybko strzelili dwa gole (trochę niestety niesprawiedliwie, trener naszej drużyny widział, że bramka została trafiona ręką:/) i walka o pierwsze miejsce niestety nie tym razem. Jednak 3 miejsce udało się wywalczyć:) Poprzednio na 8 drużyn byli szósci (wtedy też więcej zostali oszukani bo np nie uznano im bramek:/). Finał należał do drużyny, która wygrała z naszymi chłopakami (jedyna porażka) więc naprawdę nie ma powodów do wstydu :) Po finale odbyło się wręczanie nagród a później zawieźliśmy małego do kolegi na urodziny.

pokal

Witam serdecznie w Nowym Roku 2016, dłuugo się nie odzywałam bo na głowie miałam święta z Rodzinką i do teraz jeszcze mamy remont w salonie (rodzice, teściowie i szwagier z Rodziną) – wszyscy zjechali do nas bo z powodu kontroli w Centrum Dziecka w Monachium, którą nam wyznaczono na 30 grudnia, zdecydowaliśmy się zostać na święta w tym roku w domu. Święta minęły w rodzinnej atmosferze, dom był pełen babć, dziadków, wujków, cioć … Goście zjeżdżali się też sukcesywanie – 22 grudnia teściowie, 23 grudnia moi rodzice, w 1 święto szwagier. Całą rodziną odwiedziliśmy planetarium w Augsburgu a po świętach rozpoczął się remont …. Mąż ze szwagrem zabrali się za stawianie stelaża na ścianie z telewizorem, potem montowali na niej płyty kartonowo-gipsowe, montowali w nich później przygotowane wcześniej półki na sprzęty rtv i kolekcję płyt Blu Ray. Remont zajmuje niestety dużo czasu bo na płyty będą naklejane płytki kamieni dekoracyjnych- w dwóch kolorach – białym i czarnym – i dużo precyzji trzeba przy ich cięciu. Właściwie wczoraj dopiero mąż mógł zacząć przyklejanie, jutro czeka dalsza praca a więc niestety taki projekt to nie jest praca na przysłowiowie 5 minut roboty. Cały projekt jest autorstwa mojego Męża:) Wszystko sam zaplanował, wymierzył, składał, przycinał (półki, bo resztę robił z bratem).

A tak wyglądały prace:

stelaż

stelaz

 

Po gruntowaniu wczoraj wreszcie można było zacząć przyklejać kamienie:

kamienie

 

Efekt osiągnięty do wczoraj (czyli nie jesteśmy nawet w połowie:P):

 

 

 

 

 

sciana

 

 

Do urlopu mojego Męża zostało parę dni a więc będzie miał co robić, efekt końcowy na pewno będzie uwieczniony:)

 

 

 

Święta coraz bliżej i czas pomyśleć o ozdobach choinkowych. Przypadkowo trafiłam na stronkę 
http://urodaizdrowie.pl/ozdoby-choinkowe-z-makaronu
 i zaopatrzyłam się w różnego rodzaju makarony i zabrałam się z dzieciakami do roboty:) Trochę trzeba uważać używając pistoletu z gorącym klejem, sama się  dziś poparzyłam w palec ale patrząc na sprawę z innej strony – 2 dni robię te ozdoby i dopiero dziś na sam koniec mam ślad po oparzeniu – nie jest źle:)

A tak oto prezentują się nasze ozdoby:

DSC02496

 

DSC02499 DSC02502 DSC02501

 

DSC02503

Witam ponownie,oj urlop rozleniwia, w dodatku pobyt naszych gości też mi miło upłynął bo żeby im się u nas nie nudziło, jeździłam z nimi na niedalekie (z powodu nogi) wycieczki. Zaliczyliśmy pobliskie muzeum Audi, rejs po przełomie Dunaju i zamek Rosenburg, w którym odbywały się pokazy ptaków drapieżnych, super sprawa :)

 

 

Dzieciaki nasze sprzedane dziadkom i co wieczór kontaktujemy się na Skypie. Wczoraj właśnie dostaliśmy wiadomość dnia: nasz syn zgubił wreszcie pierwszego mleczaka i chodzi dumnie szczerbaty :) Trochę to trwało bo prawie miesiąc temu zaczął mu się pierwszy mleczak ruszać.


  • RSS