mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Święta i urlop

Na dworze coraz zimniej i nieprzyjemniej, dlatego nic tak nie pomaga na poprawę humoru, jak pieczenie świątecznych ciasteczek. Co prawda dopiero początek miesiąca ale z racji, że większość prezentów pod choinkę przygotowuję sama (między innymi różnego rodzaju smakołyki), powoli zaczęłam się brać za pierwsze wypieki. Mój teściu lubi na przykład bardzo kokosanki, które nawet powinny trochę poleżeć w metalowym pudełku. W tym roku święta spędzamy u moich rodziców, dlatego kokosanki powstały już teraz i dostarczymy je osobiście zainteresowanemu, bo przyjedziemy na okragłe urodziny teściowej:P

Poniżej cytuję przepis, którym się zainspirowałam:

( za http://pysiatysiowa.blogspot.de/2015/07/przepis-na-kokosowe-ciasteczka-moje.html)

Składniki:
 
3 białka
25 dkg cukru kryształu
25 dkg wiórek kokosowych
1 opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli
opłatki ( lub andrut pokrojony na kawałki)
***
Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę. Po czasie, gdy piana jest już sztywna, dodajemy cukier i chwilę ubijamy. Na koniec dodajemy wiórki kokosowe i delikatnie mieszamy.
Nagrzewamy piekarnik do temp. 200- 210°C.

 

 

Na suchą blachę wykładamy opłatki lub andruty. Małą łyżeczką nakładamy na nie masę. Wkładamy do piekarnika i pieczemy na złoty kolor. Po wyjęciu z piekarnika musimy odczekać, aż kokosanki ostygną i staną się chrupkie.

 

Drobne uwagi:
  • Masę na opłatki/ andruty nakładamy tak, aby krawędzie zostały odsłonięte. Masa rozlewa się na boki podczas pieczenia.
  • Ciastka pieczemy na złoty kolor. Czym dłużej będą w piekarniku, tym bardziej staną się suche i będą smakować jak trociny.
  • Na górę można położyć kawałek orzeszka włoskiego lub do masy dodać płatki migdałów.

Ja piekłam według przepisu z magazynu EDEKA i tam dałam 4 białka i piekłam w niższej temperaturze bo 130 Stopni z termoobiegiem.

W zeszły czwartek rozpoczęły się coroczne mistrzostwa w tenisie ziemnym w naszym mieście. Brałam w nim udział już kilka razy, trzy lata temu nawet zajęłam pierwsze miejsce, rok potem trzecie a w zeszłym roku musiałam zrezygnować z występu bo miałam operowanego koślawego palucha i 6 tygodniu w ogóle ciężko mi było się ruszać …. W tym roku czeka mnie, jak pisałam w poprzednich postach, kolejna operacja, tym razem żylaków, już za miesiąc więc aby się odstresować, powiedziałam sobie a co mi tam sprawdzę, czy po tylu latach będę znów mistrzynią i …. udało się :) W weekend grałam swoje mecze, trochę się nabiegałam bo każdy mecz grałam z dużo młodszą od siebie co w tenisie akurat nie jest najlepsze :) Finał w każdym razie był z 14 – latką, która pokonała 2 rozstawioną turnieju. Stres był dodatkowy bo nie dość, że ponad 20 lat ode mnie młodsza, to ja grałam jako pierwsza rozstawiona i głupio byłoby przegrać:) Jeszcze ten dobijający 30 stopniowy upał … ale było warto :) Po południu, po zakończonych rozgrywkach, odbyło się wręczanie nagród a wczoraj w gazecie można było przeczytać o rozegrnaych zawodach. Może uda mi się wygrać jeszcze dwa razy z rzędu i puchar przechodni będzie mój :)

http://www.donaukurier.de/sport/lokalsport/pfaffenhofen/Favoritensiege-in-Geisenfeld;art1728,3265812

Po prawie miesięcznym pobycie dzieciaków u babci i dziadka, dzisiaj wreszcie wrócą :) Nie powiem, taki „urlop” od nich raz w roku na nieco dłużej (zazwyczaj są to 3 tygodnie ale tym razem ich pobyt się nieco przesunął bo ja miałam dużo terminów w klinikach i wolałam żeby wrócili po nich a najlepiej jedzie się w niedzielę) nie jest zły ale po około tygodniu – dwóch już nam było „łyso”:)

Na ich przyjazd przygotowałam tęczowe ciasto w foremce Hello Kitty :) Takie samo jak piekłam Tusi do zerówki  na 6 urodzinki 2 miesiące temu. Jeszcze w następny weekend czeka mnie znów pieczenie, bo robimy zaległe przyjęcie urodzinowe z najlepszym przyjacielem Tusi z przedszkola :)

Dzisiaj obiecana fotorelacja z postępów w budowie obiecanego w maju dzieciakom domku ogrodowego z palet. Wstyd się przyznać ale dopiero tydzień temu go w końcu skończyliśmy a dokładnie przykręciliśmy z mężem ostatnie 4 płyty na dach:) Nie powiem, budowa daszku była najbardziej męcząca :P

domek gotowy

 

domek wew

urzadzenie domku

 

 

Niestety zdjęcie wstawiło mi się nie tak ale mam nadzieję, że widać efekt końcowy. Domek jest z palet (ściany) i płyt (dach). Jedną małą paletę pomalowałam różowym lakierem do drewna (dla córci), z przodu są 2 „skrzynki” na kwiaty (posiane).

Wszystkie palety zostały najpierw wyszlifowane i pomalowane preparatami ochronnymi. W Baumarakcie kupiłam metalowe uchwyty do połączenia palet oraz do zbudowania daszku.

metale

metale2 metale3 metale4

 

metale3

 

metale4

U nas wakacje zaczęły się dopiero 30 lipca, wtedy też ruszyliśmy na tygodniowe wakacje do położonego niedaleko Poznania Zaniemyśla. Nasz syn miał w okolicach obóz piłkarski, którego ofertę znalazłam z mamą w Internecie. Prowadzi go kadra trenerów z akademi sportowej Sportujmy.pl z Poznania. Obozy odbywają się w całej Polsce oraz zagranicą, np. w Hiszpani i termin obozu w Dolsku był idealny, bo właśnie zaczynał się z końcem lipca. W sobotę rano spakowani, ruszyliśmy i tu już pierwsza niemiła niespodzianka – z okaji rozpoczynających się ferii ceny benzyny od razu w górę – z 1,20 Euro na 1,40 Euro, nie wspominając o 10 km korku do granicy we Frankfurcie nad Menem oraz kilku zwężeniach na Berliner Ring (zapewne z okazji ŚDM). Trasę 700 km jechaliśmy nie 7 a 11 godzin …. Jakby tego było mało, w naszej miejscowości odbywały się coroczne „Bitwy morskie” i nie dość, że nie było gdzie zaparkować bo chyba cała Polska się tam zjechała, to jeszcze ulica, gdzie był nasz nocleg została zamknięta i kręciliśmy się dobre 15 minut żeby się móc zatrzymać i z bagażami podejść do hotelu, gdzie czekali na nas moi rodzice. No cóż, Zaniemyśl może nie przywitał nas najlepiej ale spędziliśmy tam miło tygodniowy urlop. Koło 23:00 był piękny pokaz sztucznych ogni, który mogliśmy podziwiać z naszego balkonu. Dzieciaki a zwłaszcza syn wreszcie miały okazję zobaczyć, bo zazwyczaj w Sylwestra nie dało się ich obudzić:)

Wyspa Edwarda na Jeziorze w Zaniemyślu

wyspa edwarda

W niedzielę, po przyjeździe, odstawiliśmy syna na obóz. Trochę się nam rozkleił jak rozdzielali pokoje ale jak zobaczył telewizję w pokoju, to mu się humor poprawił. Pożegnaliśmy się z nim i wróciliśmy do córki i taty. Podczas tygodniowego pobytu udało mi się wybrać do fryzjera i zrobić pierwsze w życiu ombre. Też śmieszna sytuacja, bo 3 fryzjerów w Zaniemyślu a żaden nie miał terminu (zapisy 3 tygodnie do przodu) a w pobliskim Śremie, to dopiero za 4 razem, udało nam się zaklepać wizytę. Jeden umer, chyba musiał być pomyłką bo pan, który odebrał, chyba robił sobie żarty po powiedział, że jest fryzjerem a kiedy zapytałyśmy czy można przyjść nałożyć sobie farbę, powiedział, że nie umie :)

W jeden dzień z mężem i córcią wybraliśmy się autobusem pozwiedzać Poznań i zobaczyć słynne koziołki na Ratuszu, które o 12:00 się trykają. Jazda autobusem to dla naszych dzieci wielka atrakcja, więc oczywiście kupiliśmy bilety i udaliśmy się na przystanek który notabene był także w bliskiej okolicy naszej willi:) Jazda trwała godzinę, później kupiliśmy sobie bilety na cały dzień na tramwaje i autobusy w Poznaniu i ruszyliśmy w kierunku Rynku. Udało nam się w ostatniej chwili na koziołki, bo już grano hejnał kiedy biegliśmy uliczką koło Rynku. Sam pokaz może trochę dzieci rozczarować i tak też trochę było w przypadku naszej córki bo zaraz się rozglądała za balonami na straganach:)

ratusz

 

kamienice

Porobiliśmy sobie trochę zdjęć i w jednym ze sklepów z pamiątkami, kupiłam mojego pierwszego w życiu rogala świętomarcińskiego z białym makiem. Pycha ale cena niezła – mimo, że nie ma „gorącego okresu” (listopad, św. Marcina), to cena 7 PLN nie powiem, żeby była mała ale był naprawdę dobry, zaliczone :)

Później poszliśmy na Wroniecką gdzie pod numerem 17 można było posłuchać legen poznańskich i wejść w świat 6 D oraz poznać trochę poznańskiej gwary. Wstęp 15 PLN od osoby, weszłam tylko z córką, ubrałyśmy specjalne okulary, każda dostała magiczną pieczątkę, która zniknie po wyjściu. Przemieszczaliśmy się z pomieszczenia do pomieszczenia (jak w labiryncie) i naszym zadaniem zawsze było rozejrzeć się gdzie znajdują się kolejne drzwi oraz zapoznać się z eksponatami a dopiero później mogliśmy gdy byliśmy już gotowi, włączyć legendy na ipadzie. Po ich wysłuchaniu nagle pojawiała się pani i pytała najmłodszych co zapamiętali z legendy, fajna sprawa.

 

blubry

Wychodząc z Rynku dwiedziliśmy odrestaurowany zamek księcia Przemysła, który akurat tego dnia był ogólnie dostępny więc skorzystaliśmy i wjechaliśmy na wieżę widokową.

zamek

Później wszyscy zgłodnieli, pogoda zaczęła się też psuć i pojechaliśmy do wyszukanej przeze mnie w Internecie pizzerii „Frontiera” na Szewskiej. Z początku ją przeoczyliśmy ale dość szybko się zorientowaliśmy, polecam, jest tam pizza mająca 46 cm średnicy i naprawdę pyszna. Niestety nasza córka była baaardzo głodna i jedna taka duża pizza na nas troje nie starczyła, więc zamówiliśmy nieco mniejszą dodatkowo. Za obiad – 2 pizze i napoje wyszło dokładnie 50 pln ale naprawdę było smacznie :)

Na koniec ruszyliśmy na Ostrów Tumski – historyczną dzielnicę Poznania związaną z Mieszkiem I i Bolesławem Chrobrym, tam powstała kolebka Państwa Polskiego. Niedaleko katedry, w której są pochowani królowie, znajduje się bardzo ciekawe dla dzieci muzeum Brama Poznania ICHOT. W muzeum tym dzieciaki mogą naprawdę poczuć czym jest historia – przygotowano dla nich wiele sal edukacyjnych dla dzieci, w których na przykład mogły dotykać eksponatów, czy pojawiać się w makietach. Polecam, naprawdę warto!!!!! Później już musieliśmy powoli wracać na powrotny autobus do Zaniemyśla.

 

Brama Poznan ostrow studnia2

 

 

Po wycieczce do Poznania, przyszedł czas odwiedzić dawno nie widzianą rodzinkę która mieszka w okolicy. Z racji, że postanowiliśmy wracać do Niemiec już w sobotę a nie w niedzielę jak planowaliśmy i tam rzenocować przed powrotem do domu(przez długą podróż do Polski), odwiedziliśmy z mamą moją kuzynkę i jej córki oraz kuzynostwo i wujostwo mojej mamy. Wreszcie mogłam zobaczyć jak moja dawno nie widziana kuznka mieszka i poznać jej męża, trochę pogadać :)

Ostatnie dni spędziliśmy na zwiedzaniu pobliskiej miejscowości Kórnik – zwiedziliśmy zamek, gdzie podobno straszy słynna Biała Dama, obejrzeliśmy leżące przy zamku arboretum z wieloma gatunkami starych drzew,wśród nich także gruszki na wierzbie:P Na koniec wybraliśmy się w rej statkiem po Jeziorze Kórnickim i zatrzymaliśmy się na pysznej rybce w „Tawernie pod żeglami”. Sola była przednia :)

 

Zamek kórnicki („Białej” damy)

zamek bialej damy

 

W ostatni dzień pobytu niestety pogoda od rana była kapryśna ale pomimo deszczu wybraliśmy się do Puszczykowa. Tam zwiedziliśmy Muzeum Arkadego Fiedlera – słynnego podróżnika i autora książki „Dywizjon 303″. Bardzo zależało mi zobaczyć centrum tenisowe „Angie”, które w Puszczykowie wybudował dla  słynnej tenisistki Angelique Kerber jej dziadek. Angelique mieszka i trenuje w Puszczykowie, niestety tym razem była na olimpiadzie w Rio więc nie miałam szczęścia jej spotkać, może za rok:P Wynajęliśmy na pół godziny kort i trochę poodbijałam z córeczką. Później krótki postój przy pałacu w Rogalinie ale deszcz nie zachęcał do spacerów, więc wróciliśmy do Zaniemyśla i w przytulnej restauracji „Pozytywka” zjedliśmy dobre pierogi i policzki wieprzowe:) Córka mogła pobawić się piętro wyżej w bawialni.

 

W Puszczykowie w centrum tenisowym

autograf puchary angie

Wieczorem oderaliśmy syna z obozu (nieco wcześniej, bo oficjalnie miał koniec obozu w sobotę) i wróciliśmy do Zaniemyśla. Rano pozbieraliśmy się dość szybko i ruszyliśmy do domu a dzieciaki zostały z dziadkami i jeszcze raz pojechali odwiedzić rodzinkę i przenocować.

Ach wszystko co miłe, tak szybko mija ….

Dzisiaj Dzien Dziecka. Czytajac wczoraj na Facebooku niektore blogi mam, postanowilam uczynic ten dzien niezapomnianym bez kupowania prezentow, wiadomo to najprostsze:) Gdy odebralam corke z przedszkola, razem poszlysmy na zakupy zeby pozniej wspolnie swietowac. W menu bylo dzis wszystko co dzieci chcialy a wiec kolorowe lody, domowa pizza i domowe muffinki czekoladowe z polewa czekladowa i kolorowymi posypkami, dodatkowo galaretka truskawkowa w pucharkach. Dzieciaki pomagaly mi w kuchnie we wszystkim. A oto przepis na muffinki, ktory kiedys juz pojawil sie na blogu:

Składniki

  • 2 szklanki mąki
  • pół szkalnki cukru
  • 3 niezbyt płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • tabliczka najtańszej czekolady pokrojonej w kosteczkę pół na pół cm
  • pół szklanki oleju
  • 1 jajko
  • szklanka mleka
  • ew. aromat waniliowy

Etapy przygotowania

  • 1Włączyć piekarnik na 180 st. C z termoobiegiem lub 200 bez termoobiegu.
  • 2W misce wymieszać pierwsze pięć składników (suche), w drugiej wymieszać kolejne cztery (mokre). Nie trzeba nawet używać miksera, ja to mieszam najprostszą na świecie trzepaczką (mokre), a suche łyżką.
    Następnie połączyć mokre z suchymi.

  • 3Do papierowych foremek (tzw. papilotek) nakładać masę do ok. 2/3 ich wysokości (wychodzi 20 muffinek).
  • 4Piiec ok. 17-20 min (sprawdzić po ok. 15 min wykałaczką – jeśli po wbiciu w ciacho pozostaje sucha, to za 2 min wyłączyć piekarnik). Ciasteczka są małe więc szybko się pieką. Następnie wyłożyć je na kratkę, aby elegancko i szybko wystygły. Można udekorować polewą (4 kostki czekolady roztopić z odrobiną mleka i margaryny).
  • 5Robiłam też wersję z białej czekolady – wtedy należy dodatkowo dodać łyżkę mąki (zamiast kakao, aby zachować odpowiednią gęstość ciasta), no i kosteczki białej czekolady.
  • Ja robiłam tylko zE zwykła czekoladą (kuwertura), cześć pokruszylam do ciasta a resztę wykorzystałam do polania muffinek.

W zeszły weekend na dosłownie kilka dni wybraliśmy sie z dziecmi do Polski. Dzieciaki zaczeły w poniedziałek dwutygodniowe ferie i miały je spedzic u dziadków, rodzice mieli podjechac do nas po nie ale niestety tata zachorował i musieliśmy jechac my. W jedna strone z 8 godzin jazdy zrobiło sie 10 … Na szczeście gdy już dojechaliśmy troche odetchneliśmy a w kolejny dzien zobaczyliśmy sie z baaardzo dużą cześcią naszej rodzinki, przede wszystkim z babcią meża, kuzynostwem i wujostwem. W poniedziałek pozałatwiałam swoje sprawy, odwiedziłam chrzestną i kuzyna na nowym mieszkaniu a we wtorek pakowanie i wralaiśmy z meżem i naszym pieskiem do domu. Myśleliśmy, że gorzej niż poprzednio nie bedziemy jechac a tutaj podróż zajeła nam … 12 godzin … Na szczeście cali i zdrowi w koncu do jechaliśmy do domu. Za dwa tygodnie wracaja dzieciaki i w tym czasie mam zamiar przygotowac dla nich niespodzianke, o której bedzie mowa w nastepnym poście.

Jak ten czas nieubłaganie szybko leci, jutro 8. urodziny naszego synusia, pieszczotliwie nazywanego Fikaczkiem :) Dzisiaj przyniósł do szkoły tort żeby podzielić się z kolegami z klasy. Torcik był, jak w zeszłym roku, w kształcie koszulki (dzięki Pati!) i to barw ukochanego zespołu synka – FC BAYERN, tym razem jednak syn zażyczył sobie białych i czerwonych pasków :)

tort

 

Tort tak kolegom smakował, że do domu udało się „uratować” tylko kawałek rękawka:)

Jutro czeka nas impreza w bawialni (3 godziny z piątka dzieci jupiii :P) i przyjazd dziadków.

Witam serdecznie w Nowym Roku 2016, dłuugo się nie odzywałam bo na głowie miałam święta z Rodzinką i do teraz jeszcze mamy remont w salonie (rodzice, teściowie i szwagier z Rodziną) – wszyscy zjechali do nas bo z powodu kontroli w Centrum Dziecka w Monachium, którą nam wyznaczono na 30 grudnia, zdecydowaliśmy się zostać na święta w tym roku w domu. Święta minęły w rodzinnej atmosferze, dom był pełen babć, dziadków, wujków, cioć … Goście zjeżdżali się też sukcesywanie – 22 grudnia teściowie, 23 grudnia moi rodzice, w 1 święto szwagier. Całą rodziną odwiedziliśmy planetarium w Augsburgu a po świętach rozpoczął się remont …. Mąż ze szwagrem zabrali się za stawianie stelaża na ścianie z telewizorem, potem montowali na niej płyty kartonowo-gipsowe, montowali w nich później przygotowane wcześniej półki na sprzęty rtv i kolekcję płyt Blu Ray. Remont zajmuje niestety dużo czasu bo na płyty będą naklejane płytki kamieni dekoracyjnych- w dwóch kolorach – białym i czarnym – i dużo precyzji trzeba przy ich cięciu. Właściwie wczoraj dopiero mąż mógł zacząć przyklejanie, jutro czeka dalsza praca a więc niestety taki projekt to nie jest praca na przysłowiowie 5 minut roboty. Cały projekt jest autorstwa mojego Męża:) Wszystko sam zaplanował, wymierzył, składał, przycinał (półki, bo resztę robił z bratem).

A tak wyglądały prace:

stelaż

stelaz

 

Po gruntowaniu wczoraj wreszcie można było zacząć przyklejać kamienie:

kamienie

 

Efekt osiągnięty do wczoraj (czyli nie jesteśmy nawet w połowie:P):

 

 

 

 

 

sciana

 

 

Do urlopu mojego Męża zostało parę dni a więc będzie miał co robić, efekt końcowy na pewno będzie uwieczniony:)

 

 

 

Święta coraz bliżej i czas pomyśleć o ozdobach choinkowych. Przypadkowo trafiłam na stronkę 
http://urodaizdrowie.pl/ozdoby-choinkowe-z-makaronu
 i zaopatrzyłam się w różnego rodzaju makarony i zabrałam się z dzieciakami do roboty:) Trochę trzeba uważać używając pistoletu z gorącym klejem, sama się  dziś poparzyłam w palec ale patrząc na sprawę z innej strony – 2 dni robię te ozdoby i dopiero dziś na sam koniec mam ślad po oparzeniu – nie jest źle:)

A tak oto prezentują się nasze ozdoby:

DSC02496

 

DSC02499 DSC02502 DSC02501

 

DSC02503


  • RSS