mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Święta i urlop

Wpis „nieco” spóźniony, bo I Komunię obchodziliśmy 28. maja (taka tradycja w naszym mieście – ostatnia niedziela przed niedzielą zielonoświątkową, która w tym roku wypadała 4. czerwca) ale przygotowania zajęły trochę czasu, później 2 tygodnie ferii zielonoświątkowych i krótki rodzinny wypad do Lasu Bawaskiego, w sumie dopiero ten tydzień to był powrót do rzeczywistości – szkoła i obowiązki:)

Komunia była bardzo uroczysta :) świętowaliśmy w wąskim gronie – tylko chrzestni ze swoimi rodzinkami no i nasza czwórka. Rano przed mszą trzeba było się szybko wyszykować i małego zawieźć na zbiórkę już o 10:15 i zająć miejsce w kościele. Wszystkie dzieci komunijne szły potem w uroczystej procesji do kościoła. Kościół pękał w szwach bo tu jak się później dowiedziałam do jednego dziecka i 50 gości przyjechało :P Ławki rezerwowano tylko dla rodziców i rodzeństwa dziecka ale oczywiście zdarzyli się ludzie, którzy nie trzymali się tej zasady i my mieliśmy nawet problem ze znalezieniem miejsca, nie wspomnę o chrzestnych, którzy pewnie całą mszę musieli stać … Podczas mszy dzieci uroczyście zapalały swoje świecie komunijne, później niosły białe róże na ołtarz. Na koniec, wyszły w procesji z kościoła a następnie wróciły i na ołtarzu fotograf robił grupowe zdjęcia. Po mszy synek dostał prezent od swojej pani katechetki, która specjalnie na jego Komunię przyjechała do naszego kościoła. Następnie robiliśmy sobie wspólne zdjęcia z chrzestnymi pod kościołem i poszliśmy na uroczysty obiad do Chińczyka. Po południu w domu jak to tradycyjnie u Niemców – kawa i tort komunijny, nad którym pracowałam z kuzynką i szwagierką do 2:00 w nocy :)

DSC06099

W poniedziałek po I Komunii wszystkie dzieci przyszły jeszcze raz do kościoła ubrane w alby i przyniosły do poświęcenia swoje pamiątki komunijne. Także w tym dniu zbierano od dzieci dobrowolne ofiary na pomoc dzieciom potrzebującym. W ramach pzygotowań  przed i po komunijnych dzieci mogły w albach przyjść również na procesję Bożego Ciała. My jednak w tym czasie byliśmy na krótkim urlopie w Lesie Bawarskim (Bayerische Wald), niedaleko Czech. Wybraliśmy się tam specjalnie do fabryki szkła i kryształów, do JOSKA, w Bodenmais. W tym dniu organizowano specjalny dzień dla dzieci i rodzin, podczas którego można było samemu spróbować dmuchać szkło i swoje arcydzieło zabrać do domu. Innymi atrakcjami było szukanie minerałów oraz kręcenie kołem, malowanie na szkle czy odpowiadanie na pytania konkursowe. Po tych atrakcjach pojechaliśmy do St. Englmar przejśpobytu spędzić się po konstrukcji zbudowanej na wysokości koron drzew (jakieś 25 m nad ziemią), na końcu której stał domek do góry nogami :) Ostatni dzień pobytu spędziliśmy zwiedzając kopalnię srebra. Spędzając urlop w jednym z pensjonatów w Bodenmais, korzystaliśmy z tzw. Gastkarte, karty uprawniającej nas jako gości do korzystania z wielu darmowych atrakcji, m.in. wstępu na basen otwarty i kryty, zwiedzania kopalni srebra, przejażdżka gondolami na górę i zjazd tzw Rodellbahn (rodzajem letnich „sanek”) … W sierpniu znów odwiedzimy Las Bawarski ale inną jego część :)

A oto kilka widoków z urlopu:

 

DSC06341


DSC06389

 

DSC06394

 

DSC06405

 

DSC06409

Na dworze coraz zimniej i nieprzyjemniej, dlatego nic tak nie pomaga na poprawę humoru, jak pieczenie świątecznych ciasteczek. Co prawda dopiero początek miesiąca ale z racji, że większość prezentów pod choinkę przygotowuję sama (między innymi różnego rodzaju smakołyki), powoli zaczęłam się brać za pierwsze wypieki. Mój teściu lubi na przykład bardzo kokosanki, które nawet powinny trochę poleżeć w metalowym pudełku. W tym roku święta spędzamy u moich rodziców, dlatego kokosanki powstały już teraz i dostarczymy je osobiście zainteresowanemu, bo przyjedziemy na okragłe urodziny teściowej:P

Poniżej cytuję przepis, którym się zainspirowałam:

( za http://pysiatysiowa.blogspot.de/2015/07/przepis-na-kokosowe-ciasteczka-moje.html)

Składniki:
 
3 białka
25 dkg cukru kryształu
25 dkg wiórek kokosowych
1 opakowanie cukru waniliowego
szczypta soli
opłatki ( lub andrut pokrojony na kawałki)
***
Białka ze szczyptą soli ubijamy na sztywną pianę. Po czasie, gdy piana jest już sztywna, dodajemy cukier i chwilę ubijamy. Na koniec dodajemy wiórki kokosowe i delikatnie mieszamy.
Nagrzewamy piekarnik do temp. 200- 210°C.

 

 

Na suchą blachę wykładamy opłatki lub andruty. Małą łyżeczką nakładamy na nie masę. Wkładamy do piekarnika i pieczemy na złoty kolor. Po wyjęciu z piekarnika musimy odczekać, aż kokosanki ostygną i staną się chrupkie.

 

Drobne uwagi:
  • Masę na opłatki/ andruty nakładamy tak, aby krawędzie zostały odsłonięte. Masa rozlewa się na boki podczas pieczenia.
  • Ciastka pieczemy na złoty kolor. Czym dłużej będą w piekarniku, tym bardziej staną się suche i będą smakować jak trociny.
  • Na górę można położyć kawałek orzeszka włoskiego lub do masy dodać płatki migdałów.

Ja piekłam według przepisu z magazynu EDEKA i tam dałam 4 białka i piekłam w niższej temperaturze bo 130 Stopni z termoobiegiem.

W zeszły czwartek rozpoczęły się coroczne mistrzostwa w tenisie ziemnym w naszym mieście. Brałam w nim udział już kilka razy, trzy lata temu nawet zajęłam pierwsze miejsce, rok potem trzecie a w zeszłym roku musiałam zrezygnować z występu bo miałam operowanego koślawego palucha i 6 tygodniu w ogóle ciężko mi było się ruszać …. W tym roku czeka mnie, jak pisałam w poprzednich postach, kolejna operacja, tym razem żylaków, już za miesiąc więc aby się odstresować, powiedziałam sobie a co mi tam sprawdzę, czy po tylu latach będę znów mistrzynią i …. udało się :) W weekend grałam swoje mecze, trochę się nabiegałam bo każdy mecz grałam z dużo młodszą od siebie co w tenisie akurat nie jest najlepsze :) Finał w każdym razie był z 14 – latką, która pokonała 2 rozstawioną turnieju. Stres był dodatkowy bo nie dość, że ponad 20 lat ode mnie młodsza, to ja grałam jako pierwsza rozstawiona i głupio byłoby przegrać:) Jeszcze ten dobijający 30 stopniowy upał … ale było warto :) Po południu, po zakończonych rozgrywkach, odbyło się wręczanie nagród a wczoraj w gazecie można było przeczytać o rozegrnaych zawodach. Może uda mi się wygrać jeszcze dwa razy z rzędu i puchar przechodni będzie mój :)

http://www.donaukurier.de/sport/lokalsport/pfaffenhofen/Favoritensiege-in-Geisenfeld;art1728,3265812

Po prawie miesięcznym pobycie dzieciaków u babci i dziadka, dzisiaj wreszcie wrócą :) Nie powiem, taki „urlop” od nich raz w roku na nieco dłużej (zazwyczaj są to 3 tygodnie ale tym razem ich pobyt się nieco przesunął bo ja miałam dużo terminów w klinikach i wolałam żeby wrócili po nich a najlepiej jedzie się w niedzielę) nie jest zły ale po około tygodniu – dwóch już nam było „łyso”:)

Na ich przyjazd przygotowałam tęczowe ciasto w foremce Hello Kitty :) Takie samo jak piekłam Tusi do zerówki  na 6 urodzinki 2 miesiące temu. Jeszcze w następny weekend czeka mnie znów pieczenie, bo robimy zaległe przyjęcie urodzinowe z najlepszym przyjacielem Tusi z przedszkola :)

Dzisiaj obiecana fotorelacja z postępów w budowie obiecanego w maju dzieciakom domku ogrodowego z palet. Wstyd się przyznać ale dopiero tydzień temu go w końcu skończyliśmy a dokładnie przykręciliśmy z mężem ostatnie 4 płyty na dach:) Nie powiem, budowa daszku była najbardziej męcząca :P

domek gotowy

 

domek wew

urzadzenie domku

 

 

Niestety zdjęcie wstawiło mi się nie tak ale mam nadzieję, że widać efekt końcowy. Domek jest z palet (ściany) i płyt (dach). Jedną małą paletę pomalowałam różowym lakierem do drewna (dla córci), z przodu są 2 „skrzynki” na kwiaty (posiane).

Wszystkie palety zostały najpierw wyszlifowane i pomalowane preparatami ochronnymi. W Baumarakcie kupiłam metalowe uchwyty do połączenia palet oraz do zbudowania daszku.

metale

metale2 metale3 metale4

 

metale3

 

metale4

U nas wakacje zaczęły się dopiero 30 lipca, wtedy też ruszyliśmy na tygodniowe wakacje do położonego niedaleko Poznania Zaniemyśla. Nasz syn miał w okolicach obóz piłkarski, którego ofertę znalazłam z mamą w Internecie. Prowadzi go kadra trenerów z akademi sportowej Sportujmy.pl z Poznania. Obozy odbywają się w całej Polsce oraz zagranicą, np. w Hiszpani i termin obozu w Dolsku był idealny, bo właśnie zaczynał się z końcem lipca. W sobotę rano spakowani, ruszyliśmy i tu już pierwsza niemiła niespodzianka – z okaji rozpoczynających się ferii ceny benzyny od razu w górę – z 1,20 Euro na 1,40 Euro, nie wspominając o 10 km korku do granicy we Frankfurcie nad Menem oraz kilku zwężeniach na Berliner Ring (zapewne z okazji ŚDM). Trasę 700 km jechaliśmy nie 7 a 11 godzin …. Jakby tego było mało, w naszej miejscowości odbywały się coroczne „Bitwy morskie” i nie dość, że nie było gdzie zaparkować bo chyba cała Polska się tam zjechała, to jeszcze ulica, gdzie był nasz nocleg została zamknięta i kręciliśmy się dobre 15 minut żeby się móc zatrzymać i z bagażami podejść do hotelu, gdzie czekali na nas moi rodzice. No cóż, Zaniemyśl może nie przywitał nas najlepiej ale spędziliśmy tam miło tygodniowy urlop. Koło 23:00 był piękny pokaz sztucznych ogni, który mogliśmy podziwiać z naszego balkonu. Dzieciaki a zwłaszcza syn wreszcie miały okazję zobaczyć, bo zazwyczaj w Sylwestra nie dało się ich obudzić:)

Wyspa Edwarda na Jeziorze w Zaniemyślu

wyspa edwarda

W niedzielę, po przyjeździe, odstawiliśmy syna na obóz. Trochę się nam rozkleił jak rozdzielali pokoje ale jak zobaczył telewizję w pokoju, to mu się humor poprawił. Pożegnaliśmy się z nim i wróciliśmy do córki i taty. Podczas tygodniowego pobytu udało mi się wybrać do fryzjera i zrobić pierwsze w życiu ombre. Też śmieszna sytuacja, bo 3 fryzjerów w Zaniemyślu a żaden nie miał terminu (zapisy 3 tygodnie do przodu) a w pobliskim Śremie, to dopiero za 4 razem, udało nam się zaklepać wizytę. Jeden umer, chyba musiał być pomyłką bo pan, który odebrał, chyba robił sobie żarty po powiedział, że jest fryzjerem a kiedy zapytałyśmy czy można przyjść nałożyć sobie farbę, powiedział, że nie umie :)

W jeden dzień z mężem i córcią wybraliśmy się autobusem pozwiedzać Poznań i zobaczyć słynne koziołki na Ratuszu, które o 12:00 się trykają. Jazda autobusem to dla naszych dzieci wielka atrakcja, więc oczywiście kupiliśmy bilety i udaliśmy się na przystanek który notabene był także w bliskiej okolicy naszej willi:) Jazda trwała godzinę, później kupiliśmy sobie bilety na cały dzień na tramwaje i autobusy w Poznaniu i ruszyliśmy w kierunku Rynku. Udało nam się w ostatniej chwili na koziołki, bo już grano hejnał kiedy biegliśmy uliczką koło Rynku. Sam pokaz może trochę dzieci rozczarować i tak też trochę było w przypadku naszej córki bo zaraz się rozglądała za balonami na straganach:)

ratusz

 

kamienice

Porobiliśmy sobie trochę zdjęć i w jednym ze sklepów z pamiątkami, kupiłam mojego pierwszego w życiu rogala świętomarcińskiego z białym makiem. Pycha ale cena niezła – mimo, że nie ma „gorącego okresu” (listopad, św. Marcina), to cena 7 PLN nie powiem, żeby była mała ale był naprawdę dobry, zaliczone :)

Później poszliśmy na Wroniecką gdzie pod numerem 17 można było posłuchać legen poznańskich i wejść w świat 6 D oraz poznać trochę poznańskiej gwary. Wstęp 15 PLN od osoby, weszłam tylko z córką, ubrałyśmy specjalne okulary, każda dostała magiczną pieczątkę, która zniknie po wyjściu. Przemieszczaliśmy się z pomieszczenia do pomieszczenia (jak w labiryncie) i naszym zadaniem zawsze było rozejrzeć się gdzie znajdują się kolejne drzwi oraz zapoznać się z eksponatami a dopiero później mogliśmy gdy byliśmy już gotowi, włączyć legendy na ipadzie. Po ich wysłuchaniu nagle pojawiała się pani i pytała najmłodszych co zapamiętali z legendy, fajna sprawa.

 

blubry

Wychodząc z Rynku dwiedziliśmy odrestaurowany zamek księcia Przemysła, który akurat tego dnia był ogólnie dostępny więc skorzystaliśmy i wjechaliśmy na wieżę widokową.

zamek

Później wszyscy zgłodnieli, pogoda zaczęła się też psuć i pojechaliśmy do wyszukanej przeze mnie w Internecie pizzerii „Frontiera” na Szewskiej. Z początku ją przeoczyliśmy ale dość szybko się zorientowaliśmy, polecam, jest tam pizza mająca 46 cm średnicy i naprawdę pyszna. Niestety nasza córka była baaardzo głodna i jedna taka duża pizza na nas troje nie starczyła, więc zamówiliśmy nieco mniejszą dodatkowo. Za obiad – 2 pizze i napoje wyszło dokładnie 50 pln ale naprawdę było smacznie :)

Na koniec ruszyliśmy na Ostrów Tumski – historyczną dzielnicę Poznania związaną z Mieszkiem I i Bolesławem Chrobrym, tam powstała kolebka Państwa Polskiego. Niedaleko katedry, w której są pochowani królowie, znajduje się bardzo ciekawe dla dzieci muzeum Brama Poznania ICHOT. W muzeum tym dzieciaki mogą naprawdę poczuć czym jest historia – przygotowano dla nich wiele sal edukacyjnych dla dzieci, w których na przykład mogły dotykać eksponatów, czy pojawiać się w makietach. Polecam, naprawdę warto!!!!! Później już musieliśmy powoli wracać na powrotny autobus do Zaniemyśla.

 

Brama Poznan ostrow studnia2

 

 

Po wycieczce do Poznania, przyszedł czas odwiedzić dawno nie widzianą rodzinkę która mieszka w okolicy. Z racji, że postanowiliśmy wracać do Niemiec już w sobotę a nie w niedzielę jak planowaliśmy i tam rzenocować przed powrotem do domu(przez długą podróż do Polski), odwiedziliśmy z mamą moją kuzynkę i jej córki oraz kuzynostwo i wujostwo mojej mamy. Wreszcie mogłam zobaczyć jak moja dawno nie widziana kuznka mieszka i poznać jej męża, trochę pogadać :)

Ostatnie dni spędziliśmy na zwiedzaniu pobliskiej miejscowości Kórnik – zwiedziliśmy zamek, gdzie podobno straszy słynna Biała Dama, obejrzeliśmy leżące przy zamku arboretum z wieloma gatunkami starych drzew,wśród nich także gruszki na wierzbie:P Na koniec wybraliśmy się w rej statkiem po Jeziorze Kórnickim i zatrzymaliśmy się na pysznej rybce w „Tawernie pod żeglami”. Sola była przednia :)

 

Zamek kórnicki („Białej” damy)

zamek bialej damy

 

W ostatni dzień pobytu niestety pogoda od rana była kapryśna ale pomimo deszczu wybraliśmy się do Puszczykowa. Tam zwiedziliśmy Muzeum Arkadego Fiedlera – słynnego podróżnika i autora książki „Dywizjon 303″. Bardzo zależało mi zobaczyć centrum tenisowe „Angie”, które w Puszczykowie wybudował dla  słynnej tenisistki Angelique Kerber jej dziadek. Angelique mieszka i trenuje w Puszczykowie, niestety tym razem była na olimpiadzie w Rio więc nie miałam szczęścia jej spotkać, może za rok:P Wynajęliśmy na pół godziny kort i trochę poodbijałam z córeczką. Później krótki postój przy pałacu w Rogalinie ale deszcz nie zachęcał do spacerów, więc wróciliśmy do Zaniemyśla i w przytulnej restauracji „Pozytywka” zjedliśmy dobre pierogi i policzki wieprzowe:) Córka mogła pobawić się piętro wyżej w bawialni.

 

W Puszczykowie w centrum tenisowym

autograf puchary angie

Wieczorem oderaliśmy syna z obozu (nieco wcześniej, bo oficjalnie miał koniec obozu w sobotę) i wróciliśmy do Zaniemyśla. Rano pozbieraliśmy się dość szybko i ruszyliśmy do domu a dzieciaki zostały z dziadkami i jeszcze raz pojechali odwiedzić rodzinkę i przenocować.

Ach wszystko co miłe, tak szybko mija ….

Dzisiaj Dzien Dziecka. Czytajac wczoraj na Facebooku niektore blogi mam, postanowilam uczynic ten dzien niezapomnianym bez kupowania prezentow, wiadomo to najprostsze:) Gdy odebralam corke z przedszkola, razem poszlysmy na zakupy zeby pozniej wspolnie swietowac. W menu bylo dzis wszystko co dzieci chcialy a wiec kolorowe lody, domowa pizza i domowe muffinki czekoladowe z polewa czekladowa i kolorowymi posypkami, dodatkowo galaretka truskawkowa w pucharkach. Dzieciaki pomagaly mi w kuchnie we wszystkim. A oto przepis na muffinki, ktory kiedys juz pojawil sie na blogu:

Składniki

  • 2 szklanki mąki
  • pół szkalnki cukru
  • 3 niezbyt płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżki kakao
  • tabliczka najtańszej czekolady pokrojonej w kosteczkę pół na pół cm
  • pół szklanki oleju
  • 1 jajko
  • szklanka mleka
  • ew. aromat waniliowy

Etapy przygotowania

  • 1Włączyć piekarnik na 180 st. C z termoobiegiem lub 200 bez termoobiegu.
  • 2W misce wymieszać pierwsze pięć składników (suche), w drugiej wymieszać kolejne cztery (mokre). Nie trzeba nawet używać miksera, ja to mieszam najprostszą na świecie trzepaczką (mokre), a suche łyżką.
    Następnie połączyć mokre z suchymi.

  • 3Do papierowych foremek (tzw. papilotek) nakładać masę do ok. 2/3 ich wysokości (wychodzi 20 muffinek).
  • 4Piiec ok. 17-20 min (sprawdzić po ok. 15 min wykałaczką – jeśli po wbiciu w ciacho pozostaje sucha, to za 2 min wyłączyć piekarnik). Ciasteczka są małe więc szybko się pieką. Następnie wyłożyć je na kratkę, aby elegancko i szybko wystygły. Można udekorować polewą (4 kostki czekolady roztopić z odrobiną mleka i margaryny).
  • 5Robiłam też wersję z białej czekolady – wtedy należy dodatkowo dodać łyżkę mąki (zamiast kakao, aby zachować odpowiednią gęstość ciasta), no i kosteczki białej czekolady.
  • Ja robiłam tylko zE zwykła czekoladą (kuwertura), cześć pokruszylam do ciasta a resztę wykorzystałam do polania muffinek.

W zeszły weekend na dosłownie kilka dni wybraliśmy sie z dziecmi do Polski. Dzieciaki zaczeły w poniedziałek dwutygodniowe ferie i miały je spedzic u dziadków, rodzice mieli podjechac do nas po nie ale niestety tata zachorował i musieliśmy jechac my. W jedna strone z 8 godzin jazdy zrobiło sie 10 … Na szczeście gdy już dojechaliśmy troche odetchneliśmy a w kolejny dzien zobaczyliśmy sie z baaardzo dużą cześcią naszej rodzinki, przede wszystkim z babcią meża, kuzynostwem i wujostwem. W poniedziałek pozałatwiałam swoje sprawy, odwiedziłam chrzestną i kuzyna na nowym mieszkaniu a we wtorek pakowanie i wralaiśmy z meżem i naszym pieskiem do domu. Myśleliśmy, że gorzej niż poprzednio nie bedziemy jechac a tutaj podróż zajeła nam … 12 godzin … Na szczeście cali i zdrowi w koncu do jechaliśmy do domu. Za dwa tygodnie wracaja dzieciaki i w tym czasie mam zamiar przygotowac dla nich niespodzianke, o której bedzie mowa w nastepnym poście.

Jak ten czas nieubłaganie szybko leci, jutro 8. urodziny naszego synusia, pieszczotliwie nazywanego Fikaczkiem :) Dzisiaj przyniósł do szkoły tort żeby podzielić się z kolegami z klasy. Torcik był, jak w zeszłym roku, w kształcie koszulki (dzięki Pati!) i to barw ukochanego zespołu synka – FC BAYERN, tym razem jednak syn zażyczył sobie białych i czerwonych pasków :)

tort

 

Tort tak kolegom smakował, że do domu udało się „uratować” tylko kawałek rękawka:)

Jutro czeka nas impreza w bawialni (3 godziny z piątka dzieci jupiii :P) i przyjazd dziadków.

Witam serdecznie w Nowym Roku 2016, dłuugo się nie odzywałam bo na głowie miałam święta z Rodzinką i do teraz jeszcze mamy remont w salonie (rodzice, teściowie i szwagier z Rodziną) – wszyscy zjechali do nas bo z powodu kontroli w Centrum Dziecka w Monachium, którą nam wyznaczono na 30 grudnia, zdecydowaliśmy się zostać na święta w tym roku w domu. Święta minęły w rodzinnej atmosferze, dom był pełen babć, dziadków, wujków, cioć … Goście zjeżdżali się też sukcesywanie – 22 grudnia teściowie, 23 grudnia moi rodzice, w 1 święto szwagier. Całą rodziną odwiedziliśmy planetarium w Augsburgu a po świętach rozpoczął się remont …. Mąż ze szwagrem zabrali się za stawianie stelaża na ścianie z telewizorem, potem montowali na niej płyty kartonowo-gipsowe, montowali w nich później przygotowane wcześniej półki na sprzęty rtv i kolekcję płyt Blu Ray. Remont zajmuje niestety dużo czasu bo na płyty będą naklejane płytki kamieni dekoracyjnych- w dwóch kolorach – białym i czarnym – i dużo precyzji trzeba przy ich cięciu. Właściwie wczoraj dopiero mąż mógł zacząć przyklejanie, jutro czeka dalsza praca a więc niestety taki projekt to nie jest praca na przysłowiowie 5 minut roboty. Cały projekt jest autorstwa mojego Męża:) Wszystko sam zaplanował, wymierzył, składał, przycinał (półki, bo resztę robił z bratem).

A tak wyglądały prace:

stelaż

stelaz

 

Po gruntowaniu wczoraj wreszcie można było zacząć przyklejać kamienie:

kamienie

 

Efekt osiągnięty do wczoraj (czyli nie jesteśmy nawet w połowie:P):

 

 

 

 

 

sciana

 

 

Do urlopu mojego Męża zostało parę dni a więc będzie miał co robić, efekt końcowy na pewno będzie uwieczniony:)

 

 

 


  • RSS