Dzisiaj odbyliśmy pierwszą rozmowę z nauczycielką naszej pierwszoklasistki, lekki stres był bo obwialiśmy się trochę usłyszeć, że mała ma nadal problemy w szkole (mimo uczęszczania do szkoły, gdzie są małe klasy i dzieciom poświęca się bardzo dużo czasu). Jak się okazało, strach ma wielkie oczy ale pokolei. Taka rozmowa odbywa się w szkole na początku roku i zastępuje świadectwo szkolne, bierze w nim przede wszystkim dziecko, nauczyciel oraz rodzice. Przed odbyciem takiej rozmowy rodzice dostają kwestionariusz, który mają wypełnić razem z dzieckiem – rodzice i samo dziecko oceniają się na podstawie symboli buziek. Następnie taki kwestionariusz ocenia nauczyciel. na rozmowie jest on punkt po punkcie omawiany. Nauczycielka opowiada dziecku co już umie dobrze a w czym jeszcze potrzebuje pomocy i nad czym trzeba popracować. Z racji, że nasza córka jest dwujęzyczna i ma czasem problemy ze znalezieniem brakującego słowa, ja dziś pełniłam rolę „tłumacza” ale wkraczałam jedynie do akcji gdy nauczycielka o to wyraźnie poprosiła, upewniałam się czy córka zrozumiała co było przed chwilką omówione. Bardzo ucieszył nas fakt, że w tak krótkim czasie (od połowy września w naszym Bundeslandzie) mała zrobiła bardzo duże postępy, bo nauczycielka przyznała że na samym początku obawiała się, czy mała sobie poradzi nawet w tak małej klasie, bardzo dużo trzeba było jej pomagać, począwszy od najprostszej rzeczy jak powieszenie plecaka, wyjęcie z placaka piórnika i teczki z zadaniem domowym i podaniu go nauczycielce do sprawdzenia. Córka też pozytywnie  zaskoczyła nauczycielkę gdy po feriach zaczęła pisać pisać wiele wyrazów. W klasie jest lubiana, już nie próbuje się „rządzić” i rozkazywać innym dzieciom aby robiły to co naszej córce pasuje. Szybko zauważyła, że tak się z dziećmi nie da :P W przyszłym tygodniu czeka nas kolejny termin w klinice w Augsburgu aby w końcu wykluczyć autyzm lub dowiedzieć się jakie zaburzenie ma córka, bo typowy głęboki autyzm to nie jest na pewno, córka jest na to zbyt kontaktowa.