mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Tagesmutter – mój nowy „zawód”

Dzisiaj nadszedl ten dzien … Musialam znow pozegnac mojego kolejnego podopiecznego. Najbardziej smutny byl moj Fikaczek bo zzyl sie z moim Tageskind. Niestety poki co musielismy zakonczyc wspolprace z ojcem bo gdy Fiki pojdzie we wrzesniu do szkoly i bedzie odwiedzal do 16 swietlice, oznaczaloby to dla mojego podopiecznego (i jego siostry) duzo chodzenia na piechote – raz ze szkoly, potem po Fikiego do szkoly, do domu znow bo musze czekac na powrot Tusi …. Na dluzsza mete to by chyba niezbyt dzialalo …Upieklam dla chlopakow czekoladowy tort ze Star Wars i mogli razem obejrzec bajke, podopieczny mogl wybrac tytul. Pozniej na chwile pojechalismy do Netto po lody i do domu czekac na powrot ojca i mojej Tusi bo wracaja mniej wiecej o tej samej porze. Moze sie jeszcze chlopaki spotkaja na zabawe bo od czwartku jest babcia mojego Tageskind, moze przed programem ferii chlopaki sie umowia?:)

Dzisiaj Tlusty Czwartek wiec w planach oczywiscie bylo smazenie paczkow … Dzien zaczal sie jak zwykle pobudka o 6:00, wyprawieniem dzieci na busika a wczesniej przebraniu ich w stroje na bal karnawalowy w przedszkolu. Fikaczek byl przebrany za zlego czarownika, mial szpiczasty czarny kapelusz w pajeczyny, ktory ozdobilismy srebrnymi i zlotymi gwiazdkami, tak samo peleryne. Tusia miala na sobie sukienke z wrozkami i maske karnawalowa. Potem spacerek z Mailo i szybko przygotowywanie sniadania bo o 9:00 miala przyjsc pani z moim kolejnym Tageskind, dzisiaj miala sie zdecydowac i mialam podpisac z nia umowe. Na szczescie pani nie miala jakichs zastrzezen i podpisalysmy niezbedne papiery. Ja sie dzis mala zajmowalam, nawet nie bylo tak zle, zaczela nabierac do mnie zaufania :) Dzisiaj mala byla z mama 1,5 godziny, jutro o 08:30 kolejna wizyta. Po poludniu, zanim wrocily moje chlopaki postanowilam zabrac sie za paczki i wykorzystalam ten przepis: http://kotlet.tv/paczki-2. Po obiedzie dluzszy spacer z Mailo i chlopakami. Fiki chcial koledze pokazac koniecznie taka dziure na polu chmielowym pokazac, do ktorej potrafil sie prawie caly schowac. Gralismy tez w pilke, wariowalismy z tunelem – obydwoje sie w nim turlali i wyglupiali. Potem powoli do domu bo Tusia miala wrocic z przedszkola. Zagralismy chwile w dinozaury i moj podopieczny pojechal do domu. Pozniej poszlam jeszcze raz z dziaciakami na spacer na plac zabaw no i oczywiscie Mailo nam towarzyszyl. Niestety skonczylo sie na tym, ze mala mi znow zrobila lekki cyrk na spacerze i nie chciala wrocic no ale w koncu po jakims czasie w domu udalo mi sie ja uspokoic ale na dol do braciszka juz nie mogla zejsc :P No coz …. :P Jutro moze bedzie lepiej choc zapowiada sie stresowy dzien bo wczesnie rano musze meza zawiezc do pracy zeby zdzyc byc o 08:30 w domu.

Stracilam juz wlasciwie nadzieje, ze trafi mi sie jakies dziecko do pilnowania w godzinach przedpoludniowych a tu taka niespodzianka – dostalam wczoraj telefon z Caritasu z propozycja pilnowania malej dziewczynki (nareszcie :D) dwa razy w tygodniu. Dzisiaj sie spotkalam z mama i malutka i jutro zdecydujemy czy podpisujemy umowe. Malutka bardzo kochana, Mailo dzieckiem zainteresowany i musieli sie do siebie troche przyzwyczaic. Niestety dzisiejsze spotkanie zapoznawcze musialam skrocic bo wczesniej dostalam telefon z przedszkola Tusi, ze zauwazyli u malej przy przewijaniu, ze ma zaczerwienione i jakas wysypke i radzili zeby lekarz to obejrzal bo nawet sie obawiali czy mala czegos nie zlapala. Dobrze, ze mialam akurat auto i moglam po spotkaniu po nia pojechac. U lekarza okazalo sie, ze nic powaznego, ze z racji, ze mala ma troche problemow z wyproznianiem sie (nie robi codziennie kupki a potem jest jej ciezko i meczy sie, robi male stolce i pozniej o zaczerwienienie nie trudno). Zapisal mi jakis specyfik i zobaczymy czy pomoze, mam zaczac w weekend dawkowanie. Z racji, ze nic malej nie bylo, zawiozlam ja znow do przedszkola. Troszeczke na poczatku strajkowala, ze nie chce i chciala ze wszystkimi 3 balonami zostac ale panie ja przekonaly zeby mi je oddala bo potem wszystkie dzieci chca sie bawic i maja problem :) Potem szybko zakupy i do domu bo Fiki mial busikiem wrocic. Szybki spacerek z Mailo a potem powtorka jak wrocil Fikaczek. Jak wracalam, zauwazylam, ze sasiad ma kolo domu … stol do ping ponga i zapytalam czy by nam nie chcial sprzedac :) Okazuje sie, ze mozemy go dostac ale pan uprzedzal, ze jest stelaz zepsuty ale maz moze w weekend przyjsc i obejrzec i pogadaja. Ale sie ciesze, bo juz szukalismy bardzo dlugo a zawsze mielismy problemy z transportem. Moze sie uda :)

Witam ponownie po dłuższej przerwie spowodowanej kilkudniową wizytą rodzinki :) Do tego te upały …. :/ Na szczęście dziś dla odmiany deszcz :) ogródek mi się sam podleje i napełnią się zbiorniki na deszczówkę.

Dzisiaj rano mieliśmy wizytę mojego potencjalnego nowego Tageskind. Wczoraj miałam telefon z Caritasu bo pani znalazła dla mnie dziecko do opieki, którym miałabym się zajmować od grudnia-stycznia i to na pełny etat. Wreszcie mogę brać do siebie dzieci, którymi mogę się zajmować wiecej niż trzy godziny dziennie (póki Tusia nie skończyła trzech lat, nie mogłam tego robić). Okazało się, że chłopczyk mieszka niedaleko nas a więc idealnie dla rodziców maluszka. Pani przyszła się dziś ze mną spotkać i zapoznać a od grudnia zaplanowane jest przyzwyczajenie maluszka do nowego miejsca i opiekuna. Godziny pilnowania tez mi bardzo pasują- wcześnie rano i około 15:00 maluszek będzie odebrany. Będę mogła zając się wtedy Fikaczkiem i drugim Tageskind, które przychodzi do nas o 14:00. Zobaczymy jak to się wszystko ułoży. Może od kwietnia malec będzie miał kompana w swoim wieku bo koleżanka jego mamy też szuka opiekunki do dziecka. Oby tak bo akurat szukalabym dwójki dzieci do pilnowania na cały etat.

W środę drugi raz odebraliśmy mojego Tageskind ze świetlicy. Pogoda dopisywała, więc znów poszliśmy na plac zabaw i graliśmy wszyscy (!) w piłkę. Fikaczek strzelił kilka goli i miał frajdę z grania. Nawet grali mecz z dwoma spotkanymi chłopcami. Po godzinie ruszyliśmy do domu, niestety nie obyło się bez jęków Fikaczka, że go bolą nogi itp itd ale jakoś się w końcu zmobilizował i dotarliśmy do domu. Zrobiłam wszystkim po naleśniku i graliśmy w „Monopoly cars”. Najpierw jednak miałam swój debiut przy odrabianiu zadania domowego :)

Wieczorem siadłam do komputera i postanowiłam dalej włączyć się w pomoc dla pewnej chorej dziewczynki ze Strzelec Opolskich – jej mama trafiła na mojego bloga i zwróciła się  do mnie z prośbą o pomoc. Wszelkie informacje można znaleźć na jej blogu:  http://malaoliwka.blog.pl/. Dziewczynka ma 3 latka i nie chodzi, nikt nie wie dlaczego :( Jej mama wystąpiła nawet „W sprawie dla reportera” w grudniu 2012 roku. Póki co, jak obiecałam, napisałam do kliniki w Monachiu, do której jeżdżę z moimi dziećmi. Niestety na razie nie dostałam odpowiedzi jak to wygląda, gdy dziecko z Polski chce się zgłosić do placówki. Przetłumaczyłam jej na język niemiecki prawie wszystkie wyniki badań i zaświadczenie o przyznaniu inwalidztwa. Wczoraj zajęło mi nieco czasu przetłumaczyć dla tej pani informacje, jakie znajdują się na kilkustronicowym formularzu, który Pani dostanie gdy zostanie ustalony konkretny termin wizyty. Pani jest ze mną w stałym kontakcie mailowym i ostatnio pisała, że ma nawet po niemiecku wypełniony wniosek o zgłoszenie małej na wizytę w klinice. Dla pewności, wysłałam jej skan tego jak ja jej to wypełniłam, z opisem dokładnie gdzie co się wpisuje. Mam nadzieję, że dostanie termin szybko! Mała jest bardzo pogodna i nie poddaje się tajemniczej chorobie, która nie pozwala jej chodzić. Tak trzymać!

Dzisiaj jak co poniedziałek obie pociechy miały termin u logopedy. Fikaczek po swoich zajęciach zszedł ze mną i logopedą (i nieodłączną Tusią:P) piętro niżej do grupy przedszkolnej, która składała się jedynie z 10 dzieci i do której ewentualnie od września mały by poszedł. Miałam już obawy po podobnej wizycie w piątek w Pfaffenhofen ale o dziwo mimo pierwszych chwil nieśmiałości (chował się za drzwiami ale nie płakał na szczęście i nie robił nieszczęśliwej miny), wszedł do sali i nawet mu się spodobało – zwłaszcza drewniany sklepik, w którym się dobrze poczuł. Tusia oczywiście weszła bez oporów i jeszcze chciała dostać się do jedzenia bo dzieci akurat jadły drugie śniadanie. Okazało się, że opiekunka zna Fikaczka! Byłam zdziwiona bo ja tej pani nie kojarzyłam w ogóle ale okazało się, że spotkałyśmy się u kolegi Fikaczka z naszej ulicy :P Była tam kiedyś w odwiedziny, kiedy pierwszy raz przyprowadziłam tam małego i Tusię. Fikaczek poszedł potem znów do przedszkola a ja z Tusią do domu. Przed 14 ruszyłyśmy znów do miasta żeby małego odebrać i po drodze mojego nowego Tageskind, który obok przedszkola chodzi do świetlicy. Poszliśmy na piechotkę na plac zabaw i pograć w piłkę nożną. Fikaczkowi się bardzo podobało. Nawet spotkaliśmy jakieś dzieciaki, które mój „drugi” syn najwyraźniej znał. Po około 45 minutach wróciliśmy do domu i pograliśmy trochę w „Monopoly cars”. Fikaczek nieco był nieszczęśliwy bo nie wygrał i nalegał na grę w „Batmana”. Zgodziłam się bo obiecał najpierw w grę planszową. Niestety Tageskind się Batman nie podobał, więc włączyłam im piłkę nożną. Potem na szczęście się coś zacięło i chłopaki zajęły się graniem w piłkę na pomnmniejszonej wersji boiska – zabawce przypominającej piłkarzyki, z tą różnicą, że piłkarzami nie porusza się uchwytami ale przy każdej figurce, znajdują się zagłębienia, do których trafia piłka. Żeby strzelić piłką, wygina się piłkarzyka i w ten sposób „podaje” ją do kolejnego gracza. Prosta i tania zabawka oczywiście z niezawodnego sklepu rzeczy używanych w naszym mieście :) Tageskind został odebrany około 17:30, najpierw jednak musiałam z jego tatą załatwić resztę papierkowej roboty. Jedno dziecko a tyle papierków do wypełnienia :P Zobaczymy jak będzie w środę, gdy małego znów odbierzemy.

Po wtorkowej rozmowie w przedszkolu mam mieszane uczucia – co lepsze dla Fikaczka? Zmieniać mu przedszkole na inne ale mające mu pomóc w tym, że nie będzie miał żadnych deficytów idąc za 1,5 roku do szkoły? Czy lepiej zrobić wszystko żeby został tu gdzie jest i mocno nad nim pracować? Obawiam się, że przyzwyczajenie się do nowego miejsca zajmie mu dużo czasu. W obecnym przedszkolu zajęło mu prawie rok żeby się zaaklimatyzować. Dzisiaj od terapeutki, która przyszła do Tusi dowiedziałam się, że jeśli już tak daleko by było, że zmiana placówki jest wskazana poprzez opinię z Monachium i ergoterapeuty (to już 19 marca nas czeka), to najlepiej pozostać w tej, która jest w naszym mieście. Dodatkowo dowiedziałam się, że prowadząca taki ośrodek w oddalonym od nas większym mieście nie jest zbytnio przyjazna i wielu rodziców się na to trochę skarżyło. Na szczęście ona z dziećmi nie ma później nic wspólnego. Niemniej jutro mamy tam termin i się sami dowiemy jaka jest. Co mnie nieco pocieszyło, to to, że ergoterapueta, który oceni małego tego 19 marca stawia trafne diagnozy i jeśli ona stwierdzi, że Fikaczek jednak powinien zostać w przedszkolu, w którym teraz obecnie jest, to mogę być pewna i się nie martwić. Jeśli będzie jednak niepewna, to różnie może być. Może się okazać, że mimo iż będę chciała go posłać u nas, to nie będzie miejsc i jednak do tego oddalonego sporo od nas miasta będzie musiał być skierowany. Oczywiście jak wszędzie są listy oczekujące. Może się równie dobrze okazać, że psycholog, który małego w tej placówce też będzie chciał zbadać, oceni, że mały tam w ogóle nie pasuje bo przyjmują dzieci z większymi deficytami w rozwoju. Zobaczymy jak będzie. Póki co próbuję z  nim ćwiczyć słówka niemieckie poprzez ruch – rzucamy do siebie piłką i wymawiamy słowa. Mały chętnie to robi więc czemu nie? Dodatkowo staramy się codziennie ćwiczyć logopedyczne ćwiczenia, które mamy na płycie CD „Igraszki logopedyczne smoka Szczepana”, którą dostał na święta od chrzestnej:)

Myślę, że dodatkowo może mu pomóc to, że od poniedziałku będę miała nowe Tageskind – chłopca w wieku szkolnym, który po szkole będzie u nas na kilka godzin. Pograją razem w piłkę i mały poćwiczy więcej niemiecki, bardzo liczę, że to coś da.

Pozatym chcemy małego zachęcić do karate, bo czytałam, że to dobrze wpływa na pewność siebie, której najwyraźniej mu brakuje, bo czuje się niepewnie w grupie, bez najlepszego kolegi wręcz jest zagubiony. Najbardziej jednak chciałabym go zapisać na piłkę nożną i może się to nawet udać, bo chłopiec, którego pilnuję, we wtorki ma treningi. W poniedziałek może się uda żeby mały pojechał z najlepszym kolegą na zajęcia gimnastyczne.

Dzisiaj moje urodzinki :) Z tej okazji w czwartek przyjechała do mnie najlepsza koleżanka (i mama chrzestna Tusi) z mężem. Zostaną u nas na dwa tygodnie. Dzieciaki a zwłaszcza Fikaczek, były przeszczęśliwe :P Zwłaszcza nasz syn ukochał sobie wujka, z którym grał we wszystkie możliwe gry i od rana czaił się czy wujek już wstał. W piątek wybraliśmy się na spacer do tutejszego sklepu rzeczy używanych i na zakupy. W sobotę zostawiłam dzieci Niko i razem z Pati wybrałyśmy się do pobliskiej miejscowości na zakupy :D Wróciłyśmy po 3 godzinach i zabrałyśmy się za obiad. Mąż wrócił z pracy (wyjątkowo w sobotę pracował!), zjedliśmy i wspólnie z dziećmi poszliśmy na górkę na sanki. Zabawa była przednia, udało nam się jeszcze ulepić z topniejącego powoli śniegu bałwana :) Po powrocie ciepły rosołek (ugotowany przez Pati) i gra w „Magię i miecz” z Fikaczkiem :) Po położeniu dzieci spać – partyjka „Ryzyka” i „Monopolu”. Po północy dostałam od wszystkich życzenia i prezenty :D Od Nika i Pati dostałam super rzeczy do scrapbookingu, które mam zamiar w wolnej chwili wykorzystać.

W piątek dostałam telefon z Jugendamtu w sprawie oferty opieki nad dziewczynką z Geisenfeld od kwietnia. Zastanowię się, bo jest to praca trzy dni w tygodniu od 7:30 do 15:00 – przekracza to moje dozwolone 15 godzin, które mogę pracować z racji 3 lat urlopu wychowawczego z Leti ale radzono mi się zastanowić, bo 140 Euro, któe bym musiała płacić na składki zdrowotne byłyby w połowie pokryte przez Jugendamt. W wolnej chwili zadzwonię do Jugendamtu, do kogoś, kto by mi to wyjaśnił z punktu widzenia finansów.

Już prawie rok opiekuję się małym chłopczykiem (Tageskind) i czas ten nieuchronnie zbliża się do kónca …. 29 lutego maluch przyjdzie do nas po raz ostatni :( Mój synek się bardzo z nim zaprzyjaźnił, choć jest starszy i na pewno będzie za nim tęsknić, podobnie jak ja bo też się do niego przywiązałam. Przygotowuję ją go na ten moment od miesiąca ale synek płacze i nie chce słyszeć o rozstaniu :) No niestety to przykre doświadczenie pożegnania prędzej czy później musi nastapić i nie obronię go przed tym. Czekam na nowe Tageskind ale póki co Caritas nikogo mi nie znalazł, co nie jest łatwe- póki jestem na urlopie wychowawczym, mogę pracować tylko 15 godzin w tygodniu. Pozatym zależałoby mieć Tageskind w takich godzinach, kiedy nie muszę z nim iść po małego do przedszkola …

I oto nadszedł ten dzień – pierwszy kontakt z rodzicami, którzy szukają Tagesmutter. Odwiedziła mnie dziś mama ze swoim maluszkiem. Mój Iwuś był w tym czasie w przedszkolu ale Leticia z zainteresowaniem przyglądała się nowemu koledze :) Póki co czekam na 2 spotkanie aby podpisać papiery. Tak szybko doszło do spotkania, że nie zdążyłam przesłać papierów w sprawie mojego ubezpieczenia, do urzędu skarbowego … Wyjaśniłam co i jak z Caritasem bo zawsze w razie pytań mogę tam liczyć na pomoc. Muszę jeszcze porozmawiać z księgowym bo mam trochę kłopotów z wypełnieniem pisma do skarbówki. Ale wizyta była bardzo sympatyczna i mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało. Póki co zaczynam moją pracę od 15 godzin w tygodniu :)


  • RSS