mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Wychowanie

Wpis „nieco” spóźniony, bo I Komunię obchodziliśmy 28. maja (taka tradycja w naszym mieście – ostatnia niedziela przed niedzielą zielonoświątkową, która w tym roku wypadała 4. czerwca) ale przygotowania zajęły trochę czasu, później 2 tygodnie ferii zielonoświątkowych i krótki rodzinny wypad do Lasu Bawaskiego, w sumie dopiero ten tydzień to był powrót do rzeczywistości – szkoła i obowiązki:)

Komunia była bardzo uroczysta :) świętowaliśmy w wąskim gronie – tylko chrzestni ze swoimi rodzinkami no i nasza czwórka. Rano przed mszą trzeba było się szybko wyszykować i małego zawieźć na zbiórkę już o 10:15 i zająć miejsce w kościele. Wszystkie dzieci komunijne szły potem w uroczystej procesji do kościoła. Kościół pękał w szwach bo tu jak się później dowiedziałam do jednego dziecka i 50 gości przyjechało :P Ławki rezerwowano tylko dla rodziców i rodzeństwa dziecka ale oczywiście zdarzyli się ludzie, którzy nie trzymali się tej zasady i my mieliśmy nawet problem ze znalezieniem miejsca, nie wspomnę o chrzestnych, którzy pewnie całą mszę musieli stać … Podczas mszy dzieci uroczyście zapalały swoje świecie komunijne, później niosły białe róże na ołtarz. Na koniec, wyszły w procesji z kościoła a następnie wróciły i na ołtarzu fotograf robił grupowe zdjęcia. Po mszy synek dostał prezent od swojej pani katechetki, która specjalnie na jego Komunię przyjechała do naszego kościoła. Następnie robiliśmy sobie wspólne zdjęcia z chrzestnymi pod kościołem i poszliśmy na uroczysty obiad do Chińczyka. Po południu w domu jak to tradycyjnie u Niemców – kawa i tort komunijny, nad którym pracowałam z kuzynką i szwagierką do 2:00 w nocy :)

DSC06099

W poniedziałek po I Komunii wszystkie dzieci przyszły jeszcze raz do kościoła ubrane w alby i przyniosły do poświęcenia swoje pamiątki komunijne. Także w tym dniu zbierano od dzieci dobrowolne ofiary na pomoc dzieciom potrzebującym. W ramach pzygotowań  przed i po komunijnych dzieci mogły w albach przyjść również na procesję Bożego Ciała. My jednak w tym czasie byliśmy na krótkim urlopie w Lesie Bawarskim (Bayerische Wald), niedaleko Czech. Wybraliśmy się tam specjalnie do fabryki szkła i kryształów, do JOSKA, w Bodenmais. W tym dniu organizowano specjalny dzień dla dzieci i rodzin, podczas którego można było samemu spróbować dmuchać szkło i swoje arcydzieło zabrać do domu. Innymi atrakcjami było szukanie minerałów oraz kręcenie kołem, malowanie na szkle czy odpowiadanie na pytania konkursowe. Po tych atrakcjach pojechaliśmy do St. Englmar przejśpobytu spędzić się po konstrukcji zbudowanej na wysokości koron drzew (jakieś 25 m nad ziemią), na końcu której stał domek do góry nogami :) Ostatni dzień pobytu spędziliśmy zwiedzając kopalnię srebra. Spędzając urlop w jednym z pensjonatów w Bodenmais, korzystaliśmy z tzw. Gastkarte, karty uprawniającej nas jako gości do korzystania z wielu darmowych atrakcji, m.in. wstępu na basen otwarty i kryty, zwiedzania kopalni srebra, przejażdżka gondolami na górę i zjazd tzw Rodellbahn (rodzajem letnich „sanek”) … W sierpniu znów odwiedzimy Las Bawarski ale inną jego część :)

A oto kilka widoków z urlopu:

 

DSC06341


DSC06389

 

DSC06394

 

DSC06405

 

DSC06409

Wśród moich wcześniejszych wpisów, można znaleźć informacje o rozwoju naszej dwójki. Każde z nich ma jakieś problemy. W przypadku naszej córci, od kilku lat „walczymy” o poprawę – praktycznie od ukończenia roczku odwiedzaliśmy z nią logopedów, jeździliśmy na rehabilitacje (metodą Vojty, metodą Bobath), w przedszkolu także ergoterapia oraz wszystko co pomoże nadgonić rówieśników oraz co najwżniejsze – poprawić mowę. Podczas kilku lat trwania tych wszystkich terapii, było wreszcie widać stopniową poprawę, jednak nadal niektóre zachowania córki nas martwiły. Dwa lata temu, gdy była jeszcze w przedszkolu, zgłosiliśmy ją na badanie w klinice diagnozującej między innymi autyzm. Z obserwacji własnej oraz obserwacji wychowawczyń a także z wyników badań wyłoniły się pewne niepokojące zachowania, które mogły lecz nie musiały wskazywać na autyzm, lub inne zaburzenie. Córka w sumie zawsze była pogodnym dzieckiem, jednak wykazywała niepokojące nas zachowania typu

- brak kontaktu wzrokowego

- uwielbiała i uwielbia do dziś samotne zabawy z odgrywaniem ról

- lubi bardzo zabawki dla 2-3 latków a chodzi już do szkoły

- nieraz przebywając w grupie dzieci zatyka sobie uszy,choć z drugiej strony sama z bratem nieraz robią niezły cyrk bawiąc sie razem

- przesadnie głośno się śmieje

- podczas zajęć w przedszkolu czy w szkole nagle ni z tego ni z owego ogłasza jakąś ważną dla niej informację, która w ogóle nie ma nic wspólnego z w danym momencie poruszanym tematem

- czasami choć nie zawsze córka wykonuje niekontrolowane ruchy dłońmi

- nie lubi nowych miejsc i sytuacji, reaguje lękliwie

- powtarza często różne rzeczy np pytania mimo, że dostała odpowiedź a dalej się pyta

- nauczycielka również powiedziała, że mała ma dużo problemów z podstawowymi rzeczami typu siąść w ławce, wyjąć teczkę z zadaniami, piórnik itp Nie pomaga nawet jak nauczycielka kilkakrotnie pomaga (a może bo w klasie 10 osób)

Lekarze z kliniki  w Monachium raz w miesiącu odwiedzali przedszkole córki i obserwali jej zachowanie w grupie,następnie zaproponowano mi termin w klinice. To było chyba najgorsze bo córka znalazła się w nowym dla niej miejscu i gdy próbowałam żeby na czas badania została z psychologiem (ja w tym czasie miałam odpowiadać na dłuuugą listę pytań u innego lekarza), okazało się to w ogóle niewykonalne:/ Po 5 minutach przyprowadzoni mi zasmarkaną i zapłakaną Tusię i test nie mógł się odbyć. Jedyne co się udało, to że ja byłam z małą w pokoju, ona się bawiła i była filmowana a ja siedziałam z tyłu ciuchutko, jedynie jak mała coś po polsku mówiła albo w „swoim” języku – zlepku słów ni to po polsku ni to po niemiecku, „tłumaczyłam” lekarce. W domu wypełniłam całe listy słów, które córka mówi po polsku lub niemiecku, przedszkole także wypełniło swój arkusz. Na sam koniec zrobiono małej EEG i tu też miałam obawę czy w ogóle uda się to badanie przekonać bo w klinice dobre 4 godziny już byłyśmy a wiadomo, że dziecko podczas tego badania musi być spokojne ale jakoś udało się (oczywiście na kolanach). Po jakimś miesiącu  zaproszono nas do przedszkola i rozmawiano z nami o wynikach. Niestety ” jedyne” co mogli stwierdzić z pewnością, to tak zwany lęk separacyjny. Zaproponowano nam powtórzyć badania za rok, jednak podczas kolejnej kontroli w Monachium, w centrum zdrowia dziecka gdzie co rok jeździmy aby sprawdzić rozwój dzieciaków, psycholog nie widziała w zachowaniu małej niczego co by wskazywało na autyzm więc jakiś czas odetchnęliśmy jednak zawsze z tyłu głowy obserwując ją, coś nam mówi, że „coś” jest ale trudno to tak dokładnie opisać i nikt przez tyle lat nie potrafi nam jednoznacznie powiedzieć. W sumie temat autyzmu powrócił znów krótko przed pójściem we wrześniu do 1 klasy. Z racji, że mała chodziła do przedszkola, które dało jej dużo jeśli chodzi o rozwój, nie było też pewne czy mała pójdzie do zwykłej szkoły (mogłaby nie dać sobie rady), dlatego krótko przed rozpoczęciem szkoły, na próbę wysłano ją do tak zwanego SVE w szkole, do której teraz razem z bratem chodzi. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego odwiedziliśmy znów (po kilku latach) Fruehfoerderungstelle czyli miejsce, gdzie rodzice mogą zgłosić się z dziećmi mającymi problemy z rozwojem i między innymi z mową. W takim miejscu jest się poinformowanym gdzie można znaleźć pomoc, terapeuci (ergoterapeuci, logopedzi,psycholodzy) zajmują się terapią za darmo gdy dziecko nie ma 6 lat a więc nie chodzi jeszcze do szkoły. Jeśli jednak ma już 6 lat, to lekarz domowy wystawia jedynie receptę i wówczas terapia nie kosztuje nic rodziców. Z racji, że córka urodzona jest w pierwszy dzień wakacji (w Niemczech), od września miała obowiązek pójścia do szkoły. Można było ją puścić rok później, jednak z racji, że ma problemy, nie byłoby dobrze widziane zostawiać ją rok w SVE a potem wysyłać do szkoły gdzie obecnie chodzi (dzieciom daje się tam więcej czasu bo materiał z 2 lat, robi się w 3 lata). Wracając jednak do Fruehfoerderstelle, właśnie tam pracownica zwróciła uwagę na pewne zachowania małej i poleciła mi inną klinikę, która diagnozuje autyzm. Chodzi o klinikę Josefinum w Augsburgu. Dostałam wszelkie dane i zgłosiłam się w sprawie terminu. Oczywiście wiadomo, że dostanie tam terminu to okres do kilku miesięcy więc zgłaszając się tam w lato dostałam termin 13 grudnia. Póki co byłam tam z córką na zapoznanie się, opowiadałam wszystko na temat córki, począwszy od ciąży, porodu, później o rozwoju małej. Ogólnie wizyta trwała około 2 godziny, córka tym razem (z racji, że starsza) bez problemu poszła z 2 lekarką do pokoju obok aby ją poobserwować. Już na tej rozmowie dowiedziałam się, że mała wykazuje szereg zachowań, które są „podejrzane” i którym trzeba będzie się bardziej przyjrzeć podczas kolejnych terminów. Przede wszystkim jako pierwsze wzbudziło podejrzenie to jak córka się z paniami przywitała – nie patrzyła na nie, była zawstydzona (co można jeszcze zrozumieć) ale później, gdy podała w końcu rękę (lewą nie wiem czemu jak jest praworęczna), to przesadnie nią potrząsała. Powiedziano mi, że tak nie powinno się witać 6,5 roczne dziecko… Potem bawiła się w pokoju gdzie rozmawiałyśmy i też wybierała zabawki dla maluchów, głośne, naciskała po kilka razy na klakson zabawki. W pewnym momencie podeszła do szafki i chciała dosięgnąć zabawki, jednak nie poprosiła nikogo z nas o pomoc, tylko sama próbowała, jednocześnie wydając z siebie dźwięki jak małe dziecko, które nie umie się komunikować z otoczeniem. W końcu udało jej się i dosięgła co chciała. W domu nieraz z kolei o wszystko prosi żeby jej pomóc. No nic, pozostaje nam czekać na kolejne terminy w styczniu i lutym i być może koniec lutego będą mogli nam coś konkretnego powiedzieć, w co bardzo wierzę. Nie jest dla nas ważne, gdybyśmy się dowiedzieli, że ma autyzm lub co raczej podejrzewam, jakąś jego lekką odmianę, bo jest to nasze dziecko i będziemy je tak samo kochać, ważne jest abyśmy wiedzieli jak z nią prawidłowo postępować.

Robi się coraz bardziej zimowo i świątecznie – sezon na wszelkiego rodzaju Weihnachtsfeier został właśnie wczoraj otwarty i to od razu podwójnie bo o 18:00 pojechałam z dziećmi do szkoły a zaraz po ich występach – do pracy Męża. W tym roku Córeczka miała swój debiut bo od września jest pierwszakiem. Bardzo przeżywała i chodziła dumna i blada, że będzie tańczyć:) Cały program występów trwał dobre półtora godziny, Córka występowała prawie na początku – taniec wyszedł jej idealnie, bardzo dobrze opanowała cały układ taneczny :) Dla mnie jako mamy jest to zawsze wzruszająca chwila jak mogę uczestniczyć w takich ważnych dla nich momentach. Synuś w tym roku prowadził ze swoją klasą quiz świąteczny :) Szybciutko po występach manewrując wśród dużej ilości rodziców czy dziadków uczniów, dotarliśmy do szatni po kurtki i rach ciach szybko pojechaliśmy autem do pracy Męża. Tam przyjęcie zaczęło się już o 17 więc koło 20 jak zajechaliśmy to trafiliśmy akurat na najważniejszą część – rozdawanie prezentów. W tym roku pracownicy zorganizowali tombolę – każdy miał przynieść z domu coś niepotrzebnego i zapakować to jako prezent. Na dany sygnał każdy miał podejść i wybrać jakikolwiek prezent. Kiedy skończyła grać muzyka, każdy na trzy cztery miał otworzyć prezent a później …. wymienić się z kimś na inny prezent :) Najlepszą zabawę miała moja córka, która biegała co całej sali i co chwila przynosiła jakieś coraz to nowe prezenty:P Suma sumarum na koniec przyszliśmy chyba z 10 prezentami :P Wynieśliśmy też co nieco a więc bilans wyszedł na zero:)

W piatek w zerowce mojej corki (jak pewnie i w przedszkolach czy podstawowce) odbylo sie coroczne nocowanie dzieciakow. O 18 byla zbiorka w szkole, zaopatrzone w materac, posciel, pizamke i przytulaka stalam z coreczka przed glownym wejsciem. Po chwili podeszli do nas i do jeszcze jednej mamy z corka inni rodzice i pokazali gdzie  jest drugie wejscie do budynku – tam juz czekaly opiekunki grupy. Mialam szczerze mowiac lekkie obawy pozwolic corce zostac na noc bo roznie to z jej spaniem bywa a w nowym miejscu to juz w ogole ale ryzyk – fizyk – najwyzej zadzwonia po nas:)

W sali dzieci porozkladaly juz swoje materace i polozyly swoje rzeczy. Tusia wybrala sobie miejsce kolo 2 kolegow:P Na wszelki wypadek zostawilam malej jej nocna lampke, przypomnialam o wysiusianiu przed spaniem, dalam buziaka i pojechalam do domu. Dzieciaki mialy byc do odebrania na drugi dzien o 10:00 co akurat sie dobrze skladalo bo syn mial zbiorke na mecz pilkarski wlasnie krotko po dziesiatej. Corka byla zadowolona bardzo z takiej nocnej imprezy :P Pani mowila, ze w nocy bylo wszystko ok. Tusia opowiadala, ze dwa razy jedli na dworze i bawili sie w wodzie (akurat tego dnia bylo baaardzo goraco) a na noc kazdy dostal swiecace opaski na reke :)

Jako, że spedzam prawie 2 tygodnie bez dziecaków w domu bo spedzają ferie u dziadków, nie byłabym sobą gdybym nie przeprowadziła w domu jakiejś małej rewolucji hihi . Dzieciaki od jakiegoś czasu marzą o domku na drzewie. Z racji, że o to byłoby trudno, postanowiłam zbudowac mały domek ewentualnie ze zjeżdżalnia. Inspiracją był dla mnie blog Fleximama i postanowiłam też spróbowac swoich sił. Początkowo chcieliśmy kupic gotowca ale niestety był za duży na nasz ogródek, zaczełam wiec szukac w internecie domków DIY. Na blogu Flexi Mamy znalazłam ciekawy domek z europalet, pomyślałam, że super pomysł bo domek bedzie w sumie zudowany w sumie za darmo bo przecież europalety można łatwo zdobyc, sama blogerka pisała, że swoje palety dostała za darmo ale niestety mieszkając w Niemczech szybko sie przekonałam, że na darmowe europalety nie mam co liczyc … Objechałam wszelkie możliwe Baumarkty, Kauflandy, sklepy z napojami, wszelkie firmy budowalne i pytałam o darmowe, niepotrzebne, zepsute europalety ale wszedzie słyszałam, że nie mam co liczyc bo sklepy same oddaja europalety aby dostac z powrotem kaucje za nie albo sami poszukuja palet. Jednak troche szczescia mi dopisało i na przykład wyworzac smieci dostałam 2 europalety, dwie mieliśmy w domu bo zamawialiśmy kamienie. Po powrocie w dwa dni udało mi sie dostac 5 kolejnych. Dzisiaj pogoda dopisuje (wczoraj lało) wiec zabrałam sie dzis za robote.

 

Wszystkie palety

IMG_1767

Podest

IMG_1768

zarys jak ma wzglądac podest domku i sciany (z tych palet, ktore na razie posiadam)

IMG_1769Nastepnie zabrałam sie za najgorsza prace czyli szlifowanie palet (drzazgi) i malowanie impregnatem.

 

W domu miałam 2 puszki impregnatu i 1 emulsje do podłóg (użyje jej do malowanie palet, które posłuza jako podest). Po 3 godzinach pracy (szlifowanie i malowanie) pomalowałam w sumie 5 palet.

Oto impregnaty

IMG_1776

 

IMG_1774

 

Oto pomalowane palety

IMG_1773

IMG_1777

 

Paleta pomalowana emulsja do podłóg

 

IMG_1775

 

Na razie troche przerwy w szlifowaniu i malowaniu bo nie ukrywam, ze jest to cieżka praca. Ciag dalszy nastapi bo w weekend mąż pomoże mi wbic słupki i zamontowac podest.

 

W zeszłą niedzielę drużyna piłkarska mojego syna mogła wziąć spontanicznie udział w halowym turnieju drużynowym bo jedna z drużyn odmówiła udziału. Na poprzednim turnieju był z synkiem mąż (wtedy też zaczął się jego dłuuugi urlop świąteczny:P), tym razem wybraliśmy się całą rodzinką:) Zbiórka o 8:00 pod naszym klubem i wszyscy ruszyliśmy do hali sportowej w miejscowości, w której pracuje mąż. Drużyna syna miała niestety dość mocną grupę, odbywały się trzy mecze. W pierwszym meczu także mój syn strzelił gola:) Byłam dumna, niestety jak to często bywało, akurat wtedy nie nagrałam tego na kamerę :/ Niestety decydujący mecz o finał był pechowy, bo przy stanie 2:2 przeciwnicy szybko strzelili dwa gole (trochę niestety niesprawiedliwie, trener naszej drużyny widział, że bramka została trafiona ręką:/) i walka o pierwsze miejsce niestety nie tym razem. Jednak 3 miejsce udało się wywalczyć:) Poprzednio na 8 drużyn byli szósci (wtedy też więcej zostali oszukani bo np nie uznano im bramek:/). Finał należał do drużyny, która wygrała z naszymi chłopakami (jedyna porażka) więc naprawdę nie ma powodów do wstydu :) Po finale odbyło się wręczanie nagród a później zawieźliśmy małego do kolegi na urodziny.

pokal

Święta coraz bliżej i czas pomyśleć o ozdobach choinkowych. Przypadkowo trafiłam na stronkę 
http://urodaizdrowie.pl/ozdoby-choinkowe-z-makaronu
 i zaopatrzyłam się w różnego rodzaju makarony i zabrałam się z dzieciakami do roboty:) Trochę trzeba uważać używając pistoletu z gorącym klejem, sama się  dziś poparzyłam w palec ale patrząc na sprawę z innej strony – 2 dni robię te ozdoby i dopiero dziś na sam koniec mam ślad po oparzeniu – nie jest źle:)

A tak oto prezentują się nasze ozdoby:

DSC02496

 

DSC02499 DSC02502 DSC02501

 

DSC02503

We wtorek miałam przed sobą pierwszą wywiadówkę. Niestety rozmowa była wyznaczona na 17:25 więc musiałam zabrać ze sobą Tusię. Trochę przeszkadzała w rozmowie ale najważniejszych rzeczy się dowiedziałam o moim synalku a mianowicie:

- brakuje mu słownictwa – kurs lub na pewno logopeda

- jest bardzo delikatny, obserwować bo w sytuacjach szkolnych ( długo płakał jak sie go odprowadzało do szkoły, czy jak zapomniał worka na basen) reagował nazbyt histerycznie , przesadnie az płakał. Może pomoże psycholog dziecięcy?

- mały chce byc zawsze pierwszy we wszystkim co robi i nie jest wtedy dokładny. Pani mowila, że są dni gdy pismo ma bardzo staranne a w inny dzień jakby pisał ktoś inny :)

-mały lubi rządzić i cieżko mu sie podporzadkowac

- jest nastawiony tylko na jednego kolegę, który w dodatku jest z charakteru podobny do niego i bardzo impulsywny, więc pani robi co może żeby chłopaków odseparowywać, szukać mu nowych kolegów.

- mały na szczęście chetnie sie uczy i jak sie bedzie ćwiczyć, to szybko nauczy sie czytać.

przegladajac w zeszłym tygodniu gazetę, zauważyłam artykuł o darmowych lekcjach w szkole muzycznej, której filia znajduje sie tez w naszym mieście :) pierwszoklasiści mogą otrzymać 4 20 minutowe lekcje na dowolnym instrumencie a jeśli to możliwe, dziecko może tez wypożyczyć instrument do domu. Nasz syn chciałby wypróbować flet wiec dzisiaj zadzwoniłam spytać o wolne terminy i prawdopodobnie w następna środę uda sie umówić na pierwsza lekcje.

Dwa tygodnie temu moje Dziecie mialo towarzyski mecz pilkarski z druzyna z niedalekiego Vohburga :) Tym razem mecz odbywal sie u nas i ja i maz moglismy malego ogladac. Mecz wypadl w piatek o 17:00, wiec o 15:30 nie bylo treingu. Mialam auto, wiec zabralam Fikaczka i mojego Tageskind kolo 16:00 na zbiorke przed klubem i tam tez czekalam na Tusie az wroci z przedszkola busikiem. Bylo bardzo cieplo :/ Nasz Mailo pojechal z nami kibicowac oczywiscie :) Fiki mial isc do przebieralni ubrac klubowy stroj ale zaczal mi plakac, ze sie wstydzi i nie chce ;( W koncu poszedl ale okazalo sie, ze nie ma wystarczajaco duzo kompletow i dzieciaki beda musialy grac na zmiane. Poszlismy w kierunku boiska i po drodze spotkalismy meza, ktory wrocil z delegacji w Austrii. Rozbilismy nasz maly namiocik dla ochrony przed sloncem i wszyscy kibicowalismy Fikiemu. Mecz zakonczyl sie co prawda przegrana druzyny syna 9:7 ale kazde dziecko na koniec dostalo symboliczna nagrode :)


  • RSS