mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy w kategorii: Zdrowie maluchów

Witam po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą (trwa nadal, bo teraz po mężu i dzieciach mnie złapało :/) oraz wieloma terminami w klinice Josefinum w Augsburgu. Od grudnia jeździłam tam na 4 terminy z Tusią aby wreszcie raz n zawsze wyjaśnić temat autyzmu, który towarzyszył nam odkąd córka skończyła 3 lata, zawsze nam się wydawało, że coś jest nie tak w jej zachowaniu (nie wspominając o tym, że miała problemy też problemy z rozwojem). W 2013 była już diagnozowana w Heckschner Klinik w Monachium, co jednak zakończyło się kompletną porażką, bo dziecko odmawiało zostania na testach (ja musiałam w tym czasie w spokoju odpowiadać na całą książkę pytań na temat zachowania i rozwoju córki). Po próbie zostawienia małej z badającą ją panią logopedą bodajże, po około 10 minutach, przyprowadzono mi zaryczane dziecko, bało się, że mnie nie ma w pobliżu :/ Jedyny test w jakim wzięła udział, oczywiście w mojej obecności, to zabawa przygotownymi dla niej zabawkami, ja siedziałam za nią i ewentualnie „tłumaczyłam” co córka mówi, bo miała w owym czasie swoją własną mowę – ani polski ani niemiecki język …. Wówczas stwierdzono jedynie, że mała ma lęk separacyjny i podejrzewano u niej wczesny autyzm dziecięcy. Czas mijał, mała robiła ogromne postępy w przedszkolu, w którym uczęszczała na przeróżne terapie – logopeda, ergoterapeuta … Jednak przed pójściem do szkoły, będąc ponownie w placówce Fruehfoerderung (wczesnego wspierania) rozmawiałam z psycholog i równocześnie prowadzącą placówkę, że gdzieś z tyłu głowy mam podejrzenie u córki autyzmu. Psycholog nie chciała mi nic sama sugerować ale skoro sama zaczęłam ten temat, to zwróciła uwagę, że podczas testu, gdy trzy razy z rzędu pokazywała palcem córce i zadawała zawsze pytanie co pasuje – to,to,to czy to?, to za  4 razem, gdy tego pytania nie zadała, córka, sama zwróciła na to uwagę, czyli jakby potrzebowała powtarzalności … No możliwe, że to jednorazowe zachowanie, jednak wcześniej sygnalizowano mi, że mała ma często problem z kontaktem wzrokowym, układając puzzle z obrazkiem ręki, miała problem zrobić to poprawnie i mimo patrzenia na swoją dłoń, nie umiała umiejscowić gdzie kciuk, gdzie palec wskazujący … Poradzono mi w takim razie wybrać się do kliniki Josefinum w Augsburgu (2-3 miesiące oczywiście oczekiwania na termin, standard), więc zanim córka poszła we wrześniu do szkoły, zrobiłam tam termin, wypełniłam jak umiałam ankietę z pytniami o Tusi i czekałam kiedy możemy się tam wybrać. Pierwszy termin dostaliśmy w grudniu. Ten termin to było zapoznanie się, musiałam przedstawić całą historię małej – przebieg ciąży, poród, wszelkie badania po porodzie, postępy małej, kiedy mówiła,siadała, raczkowała, chodziła, robiła papa, pierwsze słowa – jakie?, w jakim wieku?, ze sobą miałam oczywiście całą teczkę opinii i badań o córce. Małą obserwowały panie w mojej obecności, jak się bawi (głównie zabawkami dla 2-3 latków), później jedna z pań z nią wyszła do innego pomieszczenia a ja odpowiadałam dalej … Na szczeście w wieku 6 lat, nie było problemu rozstać się z mamą ale nigdy nie wiadomo :P Kolejne 3 terminy spotkań wyznaczono nam na styczeń i luty i 22 lutego razem z mężem miałam termin na rozmowę końcową, podczas której powiedziano nam, że podczas testów autystycznych, córka najgorzej wypadła jeśli chodzi o mowę (co raczej braliśmy pod uwagę, bo jest wychowywana dwujęzycznie i nieraz nie wie po niemiecku słowa albo nie rozumie w szkole co nauczycielka kazała zrobić) ale w 3 kolejnych obszarach wypadła w złotym środku. Jednak informacje zebrane ode mnie jako matki, od nauczycielki i z obserwacji jej ( krotnej) i wykonanych testów (np nie wchodziła w interakcje z osobą ją badającą gdy ta próbowała się włączyć w samotną zabawę Tusi), stwierdzono, że jest to jednak wczesny autyzm dziecięcy. Zalecono nam aby chodziła do logopedy mającego doświadczenie z autystycznymi dziećmi. Przede wszystkim musimy pracować nad rozwojem jej mowy, pokazywać jej książki z obrazkami nawet dla 2-3 latków i skontaktować się z placówką czy świetlicą „Haus miteinander” w Ingolstadt, dokąd córka by po szkole jeździła busikiem, tam odrabiała zadania z personelem wyspecjalizowanym w pracy z dziećmi autystycznymi, na miejscu miałaby wszelkie potrzebne jej terapie. Jeździłaby tam codziennie i po 17 byłaby w  domu. Jednak miejsca w takim ośrodku są ograniczone, grupy 9-10 osobowe. Muszę poczekać na opinię z Augsburga, następnie przesłać ją do Kinderzentrum w Monachium, gdzie zdążyliśmy być 2 tygodnie temu na kontroli (tam twierdzono, że może autyzm jako taki to nie jest ale zachowania spektrum autyzmu i także nam polecono „Haus miteinander”). Gdy Monachium dostanie opinię z Augsburga, wystawi nam opinię, z którą możemy wybrać się do Jugendamtu i tam złożyć wniosek o przyznanie miejsca w „Haus miteinander”. Jugendamt opłaca miejsce dla dziecka, dowóz busikiem, terapie i wyżywienie w placówce. W piątek byłam z małą właśnie obejrzeć tą placówkę, krótko opisałam historię córki, dlaczego nas tu skierowano i będę czekać na odzew w sprawie wolnego miejsca. Jak mnie telefonicznie zapewniono, dopiero w maju – czerwcu będzie wiadomo, czy córka dostanie tam miejsce od nowego roku szkolnego. W sumie dobrze, bo tak, będzie mogła pochodzić jeszcze na lekkoatletykę i zumba kids popołudniami, co później będzie raczej niemożliwe. Tusi się placówka bardzo podobała – w każdej sali ciekawe rzeczy – instrumenty muzyczne włącznie z perkusją, która zaraz ją zainteresowała, gry planszowe, sala gimnastyczna, miejsce gdzie można było malować i lepić figurki orz je wypalać w piecu …. Nie chciała stamtąd wychodzić :) 25 marca wybierzemy się może na dzień otwarty placówki, będzie okazja poznać terapeutów i zwiedzić całą placówkę :)

Dzisiaj odbyliśmy pierwszą rozmowę z nauczycielką naszej pierwszoklasistki, lekki stres był bo obwialiśmy się trochę usłyszeć, że mała ma nadal problemy w szkole (mimo uczęszczania do szkoły, gdzie są małe klasy i dzieciom poświęca się bardzo dużo czasu). Jak się okazało, strach ma wielkie oczy ale pokolei. Taka rozmowa odbywa się w szkole na początku roku i zastępuje świadectwo szkolne, bierze w nim przede wszystkim dziecko, nauczyciel oraz rodzice. Przed odbyciem takiej rozmowy rodzice dostają kwestionariusz, który mają wypełnić razem z dzieckiem – rodzice i samo dziecko oceniają się na podstawie symboli buziek. Następnie taki kwestionariusz ocenia nauczyciel. na rozmowie jest on punkt po punkcie omawiany. Nauczycielka opowiada dziecku co już umie dobrze a w czym jeszcze potrzebuje pomocy i nad czym trzeba popracować. Z racji, że nasza córka jest dwujęzyczna i ma czasem problemy ze znalezieniem brakującego słowa, ja dziś pełniłam rolę „tłumacza” ale wkraczałam jedynie do akcji gdy nauczycielka o to wyraźnie poprosiła, upewniałam się czy córka zrozumiała co było przed chwilką omówione. Bardzo ucieszył nas fakt, że w tak krótkim czasie (od połowy września w naszym Bundeslandzie) mała zrobiła bardzo duże postępy, bo nauczycielka przyznała że na samym początku obawiała się, czy mała sobie poradzi nawet w tak małej klasie, bardzo dużo trzeba było jej pomagać, począwszy od najprostszej rzeczy jak powieszenie plecaka, wyjęcie z placaka piórnika i teczki z zadaniem domowym i podaniu go nauczycielce do sprawdzenia. Córka też pozytywnie  zaskoczyła nauczycielkę gdy po feriach zaczęła pisać pisać wiele wyrazów. W klasie jest lubiana, już nie próbuje się „rządzić” i rozkazywać innym dzieciom aby robiły to co naszej córce pasuje. Szybko zauważyła, że tak się z dziećmi nie da :P W przyszłym tygodniu czeka nas kolejny termin w klinice w Augsburgu aby w końcu wykluczyć autyzm lub dowiedzieć się jakie zaburzenie ma córka, bo typowy głęboki autyzm to nie jest na pewno, córka jest na to zbyt kontaktowa.

Wśród moich wcześniejszych wpisów, można znaleźć informacje o rozwoju naszej dwójki. Każde z nich ma jakieś problemy. W przypadku naszej córci, od kilku lat „walczymy” o poprawę – praktycznie od ukończenia roczku odwiedzaliśmy z nią logopedów, jeździliśmy na rehabilitacje (metodą Vojty, metodą Bobath), w przedszkolu także ergoterapia oraz wszystko co pomoże nadgonić rówieśników oraz co najwżniejsze – poprawić mowę. Podczas kilku lat trwania tych wszystkich terapii, było wreszcie widać stopniową poprawę, jednak nadal niektóre zachowania córki nas martwiły. Dwa lata temu, gdy była jeszcze w przedszkolu, zgłosiliśmy ją na badanie w klinice diagnozującej między innymi autyzm. Z obserwacji własnej oraz obserwacji wychowawczyń a także z wyników badań wyłoniły się pewne niepokojące zachowania, które mogły lecz nie musiały wskazywać na autyzm, lub inne zaburzenie. Córka w sumie zawsze była pogodnym dzieckiem, jednak wykazywała niepokojące nas zachowania typu

- brak kontaktu wzrokowego

- uwielbiała i uwielbia do dziś samotne zabawy z odgrywaniem ról

- lubi bardzo zabawki dla 2-3 latków a chodzi już do szkoły

- nieraz przebywając w grupie dzieci zatyka sobie uszy,choć z drugiej strony sama z bratem nieraz robią niezły cyrk bawiąc sie razem

- przesadnie głośno się śmieje

- podczas zajęć w przedszkolu czy w szkole nagle ni z tego ni z owego ogłasza jakąś ważną dla niej informację, która w ogóle nie ma nic wspólnego z w danym momencie poruszanym tematem

- czasami choć nie zawsze córka wykonuje niekontrolowane ruchy dłońmi

- nie lubi nowych miejsc i sytuacji, reaguje lękliwie

- powtarza często różne rzeczy np pytania mimo, że dostała odpowiedź a dalej się pyta

- nauczycielka również powiedziała, że mała ma dużo problemów z podstawowymi rzeczami typu siąść w ławce, wyjąć teczkę z zadaniami, piórnik itp Nie pomaga nawet jak nauczycielka kilkakrotnie pomaga (a może bo w klasie 10 osób)

Lekarze z kliniki  w Monachium raz w miesiącu odwiedzali przedszkole córki i obserwali jej zachowanie w grupie,następnie zaproponowano mi termin w klinice. To było chyba najgorsze bo córka znalazła się w nowym dla niej miejscu i gdy próbowałam żeby na czas badania została z psychologiem (ja w tym czasie miałam odpowiadać na dłuuugą listę pytań u innego lekarza), okazało się to w ogóle niewykonalne:/ Po 5 minutach przyprowadzoni mi zasmarkaną i zapłakaną Tusię i test nie mógł się odbyć. Jedyne co się udało, to że ja byłam z małą w pokoju, ona się bawiła i była filmowana a ja siedziałam z tyłu ciuchutko, jedynie jak mała coś po polsku mówiła albo w „swoim” języku – zlepku słów ni to po polsku ni to po niemiecku, „tłumaczyłam” lekarce. W domu wypełniłam całe listy słów, które córka mówi po polsku lub niemiecku, przedszkole także wypełniło swój arkusz. Na sam koniec zrobiono małej EEG i tu też miałam obawę czy w ogóle uda się to badanie przekonać bo w klinice dobre 4 godziny już byłyśmy a wiadomo, że dziecko podczas tego badania musi być spokojne ale jakoś udało się (oczywiście na kolanach). Po jakimś miesiącu  zaproszono nas do przedszkola i rozmawiano z nami o wynikach. Niestety ” jedyne” co mogli stwierdzić z pewnością, to tak zwany lęk separacyjny. Zaproponowano nam powtórzyć badania za rok, jednak podczas kolejnej kontroli w Monachium, w centrum zdrowia dziecka gdzie co rok jeździmy aby sprawdzić rozwój dzieciaków, psycholog nie widziała w zachowaniu małej niczego co by wskazywało na autyzm więc jakiś czas odetchnęliśmy jednak zawsze z tyłu głowy obserwując ją, coś nam mówi, że „coś” jest ale trudno to tak dokładnie opisać i nikt przez tyle lat nie potrafi nam jednoznacznie powiedzieć. W sumie temat autyzmu powrócił znów krótko przed pójściem we wrześniu do 1 klasy. Z racji, że mała chodziła do przedszkola, które dało jej dużo jeśli chodzi o rozwój, nie było też pewne czy mała pójdzie do zwykłej szkoły (mogłaby nie dać sobie rady), dlatego krótko przed rozpoczęciem szkoły, na próbę wysłano ją do tak zwanego SVE w szkole, do której teraz razem z bratem chodzi. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego odwiedziliśmy znów (po kilku latach) Fruehfoerderungstelle czyli miejsce, gdzie rodzice mogą zgłosić się z dziećmi mającymi problemy z rozwojem i między innymi z mową. W takim miejscu jest się poinformowanym gdzie można znaleźć pomoc, terapeuci (ergoterapeuci, logopedzi,psycholodzy) zajmują się terapią za darmo gdy dziecko nie ma 6 lat a więc nie chodzi jeszcze do szkoły. Jeśli jednak ma już 6 lat, to lekarz domowy wystawia jedynie receptę i wówczas terapia nie kosztuje nic rodziców. Z racji, że córka urodzona jest w pierwszy dzień wakacji (w Niemczech), od września miała obowiązek pójścia do szkoły. Można było ją puścić rok później, jednak z racji, że ma problemy, nie byłoby dobrze widziane zostawiać ją rok w SVE a potem wysyłać do szkoły gdzie obecnie chodzi (dzieciom daje się tam więcej czasu bo materiał z 2 lat, robi się w 3 lata). Wracając jednak do Fruehfoerderstelle, właśnie tam pracownica zwróciła uwagę na pewne zachowania małej i poleciła mi inną klinikę, która diagnozuje autyzm. Chodzi o klinikę Josefinum w Augsburgu. Dostałam wszelkie dane i zgłosiłam się w sprawie terminu. Oczywiście wiadomo, że dostanie tam terminu to okres do kilku miesięcy więc zgłaszając się tam w lato dostałam termin 13 grudnia. Póki co byłam tam z córką na zapoznanie się, opowiadałam wszystko na temat córki, począwszy od ciąży, porodu, później o rozwoju małej. Ogólnie wizyta trwała około 2 godziny, córka tym razem (z racji, że starsza) bez problemu poszła z 2 lekarką do pokoju obok aby ją poobserwować. Już na tej rozmowie dowiedziałam się, że mała wykazuje szereg zachowań, które są „podejrzane” i którym trzeba będzie się bardziej przyjrzeć podczas kolejnych terminów. Przede wszystkim jako pierwsze wzbudziło podejrzenie to jak córka się z paniami przywitała – nie patrzyła na nie, była zawstydzona (co można jeszcze zrozumieć) ale później, gdy podała w końcu rękę (lewą nie wiem czemu jak jest praworęczna), to przesadnie nią potrząsała. Powiedziano mi, że tak nie powinno się witać 6,5 roczne dziecko… Potem bawiła się w pokoju gdzie rozmawiałyśmy i też wybierała zabawki dla maluchów, głośne, naciskała po kilka razy na klakson zabawki. W pewnym momencie podeszła do szafki i chciała dosięgnąć zabawki, jednak nie poprosiła nikogo z nas o pomoc, tylko sama próbowała, jednocześnie wydając z siebie dźwięki jak małe dziecko, które nie umie się komunikować z otoczeniem. W końcu udało jej się i dosięgła co chciała. W domu nieraz z kolei o wszystko prosi żeby jej pomóc. No nic, pozostaje nam czekać na kolejne terminy w styczniu i lutym i być może koniec lutego będą mogli nam coś konkretnego powiedzieć, w co bardzo wierzę. Nie jest dla nas ważne, gdybyśmy się dowiedzieli, że ma autyzm lub co raczej podejrzewam, jakąś jego lekką odmianę, bo jest to nasze dziecko i będziemy je tak samo kochać, ważne jest abyśmy wiedzieli jak z nią prawidłowo postępować.

Po pobycie cala niedziele w Monachium na meczu druzynowym w tenisie, poniedzialek zaczal sie pracowicie i nie bylo szans na odespanie:/ Rano zawiozlam meza do pracy i syna do szkoly i pojechalam dalej do Pfaffenhofen do Fruehfoerderstelle (osrodka zajmujacego sie wczesnym wspieraniem rozwoju dzieci). Dostalam tam termin dla corki, poniewaz po zmianie przedszkola mala potrzebuje znow terapii (logopedia, ergoterapia). Pracownica przeprowadzila z nia test psychologiczny aby miec obraz co mala rozumie i umie. Wymieniajac sie informacjami, wspomnialam, ze dwa lata temu bylismy z nia tez w Heckscher Klinik w Monachium aby wykluczyc autyzm. Pani powiedziala mi, ze wlasnie zanim jej o tym wspomnialam, tez miala takie wrazenie, czy corka nie cierpi na autyzm bo podczas testu potrzebowala aby prowadzaca test za kazdym razem powtarzala jej to samo polecenie. Dla pewnosci, poprosilam o adres do polecanego w Augsburgu osrodka i umowilam sie na testy, gdyz poprzednio corka nie wspolpracowala i ciezko bylo ja na tej podstawie zdiagnozowac, jedyne co mogli stwierdzic to lek separacyjny, zalecano takze kontrole po roku ale podczas ostatniej wizyty w centrum dziecka w Monachium (w grudniu) psycholog nie widziala nic niepokojacego, to nie chcielismy malej meczyc, jednak czasem mam nadal watpliwosci czy to nie jest lekka odmiana autyzmu (corka nie jest calkowicie zamknieta w swoim swiecie, jednak czasem trudno do niej dotrzec, trzeba kilka razy powtarzac aby zareagowala). Czekam wlasnie na kwestionariusz i za 4-6 miesiecy dostaniemy termin w klinice. Zobaczymy co wyjdzie

Od dłuższego czasu mam kłopoty z cerą (prawdopodobnie trądzik różowaty), moje włosy także doprowadzają mnie lekko do szału, są bardzo delikatne i cienkie, szybko się przetłuszczają, w ogóle nie rosną…. Co jakiś czas noszę się z myślą obcięcia włosów (obecnie długość do ramion, wokól twarzy nieco krótsze) na całkiem krótko ale mąż byłby niepocieszony bo lubi mnie w długich, ja też z bardzo krótkimi na dłuższą metę nie umiałabym chyba żyć, zwłaszcza granie w tenisa w upale z krótkimi włosami na karku chyba by mnie wykończyło :P

Od jakiegoś czasu próbóję na cerę pić regularnie herbatę z czystka (Cistus, po niemiecku Zistrosen) i rumianek bo wyczytałam, że trochę może to pomóc na zaczerwienienia na twarzy, niestety kuracja taka wymaga czasu ale postanowiłam się zaprzeć i próbować. Dziś wyczytałam na różnych blogach, że drożdże są świetne jeśli chodzi o kondycję włosów, cery i paznokci!

Oto zalety czystka (źródło:http://www.zfilizankakawy.pl/2015/02/efekty-picia-czystka-poroczna-terapia.html). Na podanym blogu można również przeczytać o półrocznej kuracji i jej efektach. Kobieta, która pisze tego bloga „testowała” czystek na swojej córce – efekt? Jej dziecko jako jedyne chyba nie chorowało a więc widać, że warto podawać tą herbatkę także dzieciom aby podnieść ich odporność!Moja córcia nawet wypija tą herbatkę rano tak zapobiegawczo, bo odpukać i córka i syn rzadko chorują:P

Działanie czystka:
czystek jest najbogatszym źródłem polifenoli, które mają działa antyoksydacyjne. Polifenole hamują wydzielanie wolnych rodników odpowiedzialnych za starzenie i powstawanie wielu chorób oraz wymiatają te istniejące. Mają działanie antyrakowe, chronią przede wszystkim przed rakiem płuc, żołądek, jelit, trzustki, wątroby, prostaty i skóry.

-czystek wspiera układ immunologiczny człowieka, działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo, przeciwhistaminowo, przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybicznie

-działa przeciwgrypowo

-wspiera w walce z trądzikiem, opryszczką, łupieżem, łuszczycą, infekcjami zatokowymi i infekcjami grzybiczymi skóry

-stabilizuje pracę układu krążenia

-zwiększa gęstość kości

-poprawia równowagę flory bakteryjnej

-ma doskonałe właściwości na jamę ustną: wybiela zęby, odświeża oddech

-detoksykuje, wspiera usuwanie metali ciężkich, dlatego picie naparu zalecane jest na przykład palaczom

-czystek działa na krętka wywołującego boreliozę, dlatego zalecane jest picie go wiosną i latem, gdy występuję zagrożenie złapania kleszcza. Czystek nie tylko chroni przed ewentualnym zakażeniem, ale także pomaga walczyć z już istniejącym, oklejając krętki i unieszkodliwiając je.

-regularne picie czystka zmienia zapach wydzielin ciała, po kilku tygodniach picia naparu można zauważyć jak łagodzi się przykry zapach potu itp.

Od dziś więc zabieram się do picia drożdzy a oto jak je przygotowuję (za poradami Herbaty):

Zanim zaczniemy spożywać drożdże, uprzednio trzeba je zalać wrzątkiem, ponieważ surowe zaczynają fermentować w naszym przewodzie pokarmowym i dopóki nie zostaną strawione, mogą spowodować przykre dolegliwości żołądkowo-jelitowe. Dodatkowo żywe komórki drożdży pobierają z naszego organizmu witaminy z grupy B, szczególnie B1 i biotynę. Jeżeli chcemy samodzielnie przygotować napój drożdżowy, należy drożdże piekarnicze po prostu „zabić”, czyli zalać wrzątkiem. Nie martwmy się o witaminy – większość z nich nie jest wrażliwa na wysoką temperaturę. Drożdże po sparzeniu wciąż mają sporo cennych składników!Pod koniec zeszłego roku, regularnie dzień w dzień przez miesiąc, piłam drożdże.
Rozrabiałam 1/3 kostki z wrzątkiem, (żeby nie powodowały dolegliwości jelitowo-żołądkowych) i tak sporządzany, ostudzony napój, wypijałam dwa razy dziennie.

Read more: 
http://www.poradyherrbaty.pl/2013/08/drozdze-na-wosy-czy-to-na-prawde-dziaa.html#ixzz42OWEIASj

 

Dodatkowo na tej samej stronce wyczytałam o maseczce z drożdży:

Maska z drożdży dostarcza włosom wszystkich wymienionych wyżej witamin i składników mineralnych. Jej działanie sprowadza się do zapobiegania przetłuszczaniu włosów, ich wypadaniu, przedwczesnemu starzeniu i wypadaniu. Drożdże działają na włosy stymulująco i pobudzają ich wzrost.
Ostatnio bardzo chciałam wrócić do picia drożdży, ale pojawił się problem z systematycznością. Postanowiłam więc wypróbować drożdże… od zewnątrz. To dobra alternatywa dla tych, którzy z jakiegoś powodu nie mogą pić drożdży a też chcieliby poprawić kondycje włosów. Polecam Wam moją ulubiona maseczkę:

Potrzebujemy: 

  • 1/2 kostki drożdży
  • 1 łyżkę jogurtu naturalnego/kefiru
  • 1 łyżeczkę miodu
Drożdże rozdrabniamy widelczykiem, po czym dodajemy pozostałe składniki i dokładnie mieszamy, do uzyskania jednolitej masy. Całość nakładamy na włosy ze szczególnym uwzględnieniem skalpu, najlepiej delikatnie masując przy tym skórę głowy. Zawijamy włosy w folię lub czepek, zakładamy ręcznik, czekamy 30 – 60 minut (można całość podgrzać suszarką dla lepszego efektu) i zmywamy (najlepiej przy pomocy delikatnego szamponu).
Maseczka bardzo fajnie działa na włosy. Przy regularnym stosowaniu znacznie przyspiesza porost, włosy wypadają w mniejszej ilości, wolniej przetłuszczają się. Trzeba ją jednak dobrze zmyć, ponieważ zapach drożdży jest bardzo silny. Ostatnio cały dzień unosił się nade mną smrodek drożdży. Nie było ponoć tego czuć, ale ja czułam i to wystarczy :x

Read more: 
http://www.poradyherrbaty.pl/2013/08/drozdze-na-wosy-czy-to-na-prawde-dziaa.html#ixzz42OWWwBb1

W zeszłą niedzielę drużyna piłkarska mojego syna mogła wziąć spontanicznie udział w halowym turnieju drużynowym bo jedna z drużyn odmówiła udziału. Na poprzednim turnieju był z synkiem mąż (wtedy też zaczął się jego dłuuugi urlop świąteczny:P), tym razem wybraliśmy się całą rodzinką:) Zbiórka o 8:00 pod naszym klubem i wszyscy ruszyliśmy do hali sportowej w miejscowości, w której pracuje mąż. Drużyna syna miała niestety dość mocną grupę, odbywały się trzy mecze. W pierwszym meczu także mój syn strzelił gola:) Byłam dumna, niestety jak to często bywało, akurat wtedy nie nagrałam tego na kamerę :/ Niestety decydujący mecz o finał był pechowy, bo przy stanie 2:2 przeciwnicy szybko strzelili dwa gole (trochę niestety niesprawiedliwie, trener naszej drużyny widział, że bramka została trafiona ręką:/) i walka o pierwsze miejsce niestety nie tym razem. Jednak 3 miejsce udało się wywalczyć:) Poprzednio na 8 drużyn byli szósci (wtedy też więcej zostali oszukani bo np nie uznano im bramek:/). Finał należał do drużyny, która wygrała z naszymi chłopakami (jedyna porażka) więc naprawdę nie ma powodów do wstydu :) Po finale odbyło się wręczanie nagród a później zawieźliśmy małego do kolegi na urodziny.

pokal

Witam ponownie,oj urlop rozleniwia, w dodatku pobyt naszych gości też mi miło upłynął bo żeby im się u nas nie nudziło, jeździłam z nimi na niedalekie (z powodu nogi) wycieczki. Zaliczyliśmy pobliskie muzeum Audi, rejs po przełomie Dunaju i zamek Rosenburg, w którym odbywały się pokazy ptaków drapieżnych, super sprawa :)

 

 

Dzieciaki nasze sprzedane dziadkom i co wieczór kontaktujemy się na Skypie. Wczoraj właśnie dostaliśmy wiadomość dnia: nasz syn zgubił wreszcie pierwszego mleczaka i chodzi dumnie szczerbaty :) Trochę to trwało bo prawie miesiąc temu zaczął mu się pierwszy mleczak ruszać.

Od trzech tygodni moja córcia chodzi na zajęcia z lekkoatletyki. Dotychczas zawsze towarzyszyła bratu na jego zajęciach i było jej nieraz przykro, gdy nie mogła wejść na halę gdy dzieciaki grały w grę w typu „zbijanka”. Prowadząca tłumaczyło to tym, że mała nie jest zapisana do klubu i gdyby jej się coś stało, nie będzie ubezpieczona. Czasami mała mogła brać udział w torze przeszkód lub w grach związanych z bieganiem. Miałam ostatnio szczęście, bo podczas zajęć na stadionie (przy ładnej pogodzie), spotkałam grupę młodszych dzieci, którą trenowała para trenerów. Okazało się, że od niedawna prowadzą zajęcia lekkoatletyczne dla dzieci w wieku od 4 lat. Spytałam czy można spróbować wziąć udział zanim zapisze się dziecko do klubu. Początkowo mała w ogóle nie chciała spróbować ale jak ją trochę podprowadziłam i stałam w bezpiecznej odległości to przekonała się do zajęć. Tylko kontrolwała czy jestem i mówiła:” Mama tu stój!” Dzieciaki zaczynały od rozgrzewki w kółku i rundki wokół stadionu. Później były różne konkurencje biegowe. Całe zajęcia trwały 1,5 godziny. Na szczęście dla mnie zajęcia syna i córki odbywają  się tego samego dnia i przy ładnej pogodzie również na stadionie. Syn kończył swoje zajęcia pół godziny wcześniej niż córka i o 18:30 mogliśmy się już zbierać do domu. Ostatnio nawet udawało się mężowi po nas podjechać w drodze z pracy. Córka jest zachwycona swoim treningiem i jak tylko zajęcia się kończą, to pyta kiedy znów będzie trening:)

Dzisiaj odbył się pierwszy mecz piłkarski w nowym sezonie. Zbiórka była o 9:00 pod klubem a na 10:00 Fikaczek pojechał z tatusiem do pobliskiego Manching. W tym roku trenerzy zdecydowali, że dzieciaki takie zrobiły postępy w graniu, że zameldowali ich na mecze do grupy F3-Jugend (a nie G-Jugend), cokolwiek to znaczy :) Jedyne co zrozumiałam to to, że jest to specjalna grupa dla dzieci z rocznika 2008 i młodszych. Fanem piłki nożnej niestety nie jestem, więc tym bardziej w przepisach się nie orientuję :) W każdym razie drużyna Fikaczka wygrała 4:2 a ostatniego gola w meczu strzelił nasz syn :)

Wczoraj bylam z moim tata i dzieciakami w Monachium w Centrum Dziecka, bo Fikacz mial miec kontrole u pychologa i neurologa. Mielismy sprawdzic po pol roku jak Fikacz sie rozwija po pojsciu do szkoly. U neurologa poszlo szybko i sprawnie, lekarz nie wykryl jakichs nieprawidlowosci. Pytal malego z czego jest krzeslo (drewno), z czeko okno (szklo), choc Fiki odpowiedzial, ze lod :P ale na pytanie z czego jest to w co pan doktor puka, to powiedzial poprawnie szyba. Na pytanie z czego jest widelec powiedzial, ze ze srebra ale lekarzowi chodzilo o metal, chcial sprawdzic czy maly zna podstawowe rodzaje materialow. Potem bylismy u pani psycholog. Dalam jej kopie swiadectwa malego (na polrocze) gdzie wychowawczyni i inni nauczyciele pisza, ze oczywiscie wystepuje u niego problem z koncentracja. Psycholog po wykonaniu kilku testow z malym stwierdziala, ze oczywiscie maly koniecznie potrzebuje logopedy i to najlepiej dwa razy w tygodniu i jesli to mozliwe to nie dwie godziny z rzedu bo trudno mu bedzie sie skoncentrowac. Ergoterapie mozna w sumie zakonczyc bo maly nie ma problemow z pisaniem i koordynacja. Dodatkowo pani powiedziala, ze napisze nauczycielce aby dobrze zrozumiala z czym ma maly problem, bo chyba wychowawczyni nie jest do konca swiadoma problemu. Maly ma problem zrozumiec polecenia (typu na pytanie jak nazywa sie pomieszczenie, w ktorym sie gotuje, maly odpowiedzial kuchenka a nie kuchnia) wiec nauczycielka musi sie zawze upewniac czy maly zrozumial polecenie bo inaczej maly dalej nie ruszy. Jesli chodzi o slownictwo, to z testu wyniklo, ze w porownaniu z testem sprzed pol roku, to jest na tym samym, stalym poziomie ale w porownaniu z rowiesnikami, jet to troche ponizej normy :( Co prawda widac, ze maly w rozmowie umie sie wyslowic, duzo opowiada, z bledami i chaotycznie troche ale jak tlumaczyla mi psycholog, maly wie co chce powiedziec, szuka pasjacych mu slow zeby zbudowac zdanie, a jak ktos do niego wydaje polecenie, on wylapuje znane mu z tego slowa i probuje po wojemu jakby zrozumiec co ma zrobic, czasem dobrze „odgadnie”, czasem zle. Psycholog powiedziala, ze poki co mam sie skupic na zalatwieniu malemu dwoch potkan z logopeda w tygodniu, odczekaniu na wyniki a jesli nie bedzie poprawy, to poszukac psychologa dzieciecego, ktory by pomogl pracowac nad zachowaniem malego. Koszty takiej terapii pokrywalaby kasa chorych, nie muialabym ciagle chodzic do lekarza pediatry po recepte. Pytalam psycholog czy to, ze maly ma problemy z koncentracja i ma niespozyte poklady energii (ciagle lata po pokoju, kopie cos, ma ataki zlosci jak mu cos nie wychodzi albo jak za kare ma isc do pokoju mimo, ze doskonale wie co go spotka jak nie poslucha, zawse go najpierw ostrzegamy, maly buja w oblokach czesto, nie slucha itp.) moze byc ADHD (w Niemczech ADHS). Psycholog powiedziala, ze jesli nawet, to jest to dosc lagodna forma. Pycholog na szczescie jest „normalna” i nie uwaza, ze od razu dziecku pakowac leki na ADHD, ktore robia co prawda dziecko grzeczne i spokojne no ale nie o to przeciez tylko chodzi. Dostalam kilka broszurek na temat ADHD, byc moze odnajde tam naszego syna powiedziala pani psycholog. Dodatkowo musialam wypelnic kwestionariusz dotyczacy ADHD i taki sam zestaw dostalam tez do wypelnienia przez nauczycielke i zobaczymy co z tego wyjdzie. Poki co bede chyba probowala dawac mu tran i syrop neopasmine (ziolowy syrop wlasnie na taka nadpobudliwosc), najwyzej nie pomoze a nie zaszkodzi :)

Dzisiaj dzieciaki pojechaly z dziadkiem do Polski bo my mozemy dopiero ruszyc w Wielki Piatek, wiec niech dzieciaki maja troche dluzszy pobyt :)


  • RSS