mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: autyzm

Po kilku miesiącach załatwiania, dopytywania i dostarczania dokumentów, dowiedzieliśmy się w końcu, że córka dostała miejsce w świetlicy, która specjalizuje się w pracy z autystykami. Oczywiście w placówce miejsce dużo nie ma i najpierw wylądowaliśmy na liście oczekującej (to było w kwietniu), po tym jak powiedziano nam, że miejsca w puli są już rozdane. Oczywiście aby móc się w ogóle dostać, musieliśmy najpierw zgłosić wniosek do Jugendamtu bo on decyduje o przyznaniu miejsca i później ponosi koszty (prawdopodobnie częściowe, tego jeszcze nie wiem, bo we wniosku musiałam podać nasze zarobki). W ciągu tych kilku miesięcy zdążyłam poznać 2 panie z Jugendamtu, które nas odwiedziły w domu aby poznać córkę i napisać o niej opinię. Opinia ich chyba pomogła, bo kilka dni temu pytałam o miejsce to dowiedziałam się, że jeśli ktoś zdecyduje się zrezygnować z miejsca, to córka automatycznie wskoczy i w ciągu dwóch tygodni dowiemy się jaka jest decyzja. Muszę powiedzieć, że się cieszę z tej decyzji, tam będzie miałą wszystkie potrzebne jej terapie, na miejscu – logopeda, ergoterapeuta i wsystko inne co by jej mogło pomóc. Jedyny „minus” tego to, że mała będzie busikiem wracała do domu po 17, codziennie ale od ok 12;30-13;00 kiedy po szkole przyjedzie busem, musi mieć kiedy zobić zadania, zjeść obiad, mieć terapie no i się pobawić ;)

Oprócz tej pomocy w formie świetlicy, mamy prawo prosić Jugendamt o opłacanie tzw opiekuna szkolnego (Sculbegleiter) dla córki, tzn dorosłego, któy jest z córką podczas lekcji i pomaga jej. O tej pomocy wspomniała nam niedawno nauczycielka i tutaj też już kilka miesięcy trwa załatwianie bo najpierw nie mogłam złapać osoby, która się tym zajmuje a gdy udało się, to się dowiedziałam, że pewnie znów Jugendamt będzie płacił bo chodzi o diagnozę autyzmu … Teraz znów się dowiedziałam od Jugendamtu, że będzie prawie niemożliwe załatwienie takiej pomocy równolegle z uczęszczaniem córki do świetlicy bo żadna klinika, w której córka była badana nie napisała takiego zalecenia … O autyźmie dowiedzieliśmy się w lutym …. dzwoniłam już do kliniki, która wystawiła nam diagnozę i spytałam czy mogą coś napisać ale bez kolejnego jeżdżenia do Augsburga bo to moim zdaniem niewiele zmieni … Póki co czekam na info.

Witam po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą (trwa nadal, bo teraz po mężu i dzieciach mnie złapało :/) oraz wieloma terminami w klinice Josefinum w Augsburgu. Od grudnia jeździłam tam na 4 terminy z Tusią aby wreszcie raz n zawsze wyjaśnić temat autyzmu, który towarzyszył nam odkąd córka skończyła 3 lata, zawsze nam się wydawało, że coś jest nie tak w jej zachowaniu (nie wspominając o tym, że miała problemy też problemy z rozwojem). W 2013 była już diagnozowana w Heckschner Klinik w Monachium, co jednak zakończyło się kompletną porażką, bo dziecko odmawiało zostania na testach (ja musiałam w tym czasie w spokoju odpowiadać na całą książkę pytań na temat zachowania i rozwoju córki). Po próbie zostawienia małej z badającą ją panią logopedą bodajże, po około 10 minutach, przyprowadzono mi zaryczane dziecko, bało się, że mnie nie ma w pobliżu :/ Jedyny test w jakim wzięła udział, oczywiście w mojej obecności, to zabawa przygotownymi dla niej zabawkami, ja siedziałam za nią i ewentualnie „tłumaczyłam” co córka mówi, bo miała w owym czasie swoją własną mowę – ani polski ani niemiecki język …. Wówczas stwierdzono jedynie, że mała ma lęk separacyjny i podejrzewano u niej wczesny autyzm dziecięcy. Czas mijał, mała robiła ogromne postępy w przedszkolu, w którym uczęszczała na przeróżne terapie – logopeda, ergoterapeuta … Jednak przed pójściem do szkoły, będąc ponownie w placówce Fruehfoerderung (wczesnego wspierania) rozmawiałam z psycholog i równocześnie prowadzącą placówkę, że gdzieś z tyłu głowy mam podejrzenie u córki autyzmu. Psycholog nie chciała mi nic sama sugerować ale skoro sama zaczęłam ten temat, to zwróciła uwagę, że podczas testu, gdy trzy razy z rzędu pokazywała palcem córce i zadawała zawsze pytanie co pasuje – to,to,to czy to?, to za  4 razem, gdy tego pytania nie zadała, córka, sama zwróciła na to uwagę, czyli jakby potrzebowała powtarzalności … No możliwe, że to jednorazowe zachowanie, jednak wcześniej sygnalizowano mi, że mała ma często problem z kontaktem wzrokowym, układając puzzle z obrazkiem ręki, miała problem zrobić to poprawnie i mimo patrzenia na swoją dłoń, nie umiała umiejscowić gdzie kciuk, gdzie palec wskazujący … Poradzono mi w takim razie wybrać się do kliniki Josefinum w Augsburgu (2-3 miesiące oczywiście oczekiwania na termin, standard), więc zanim córka poszła we wrześniu do szkoły, zrobiłam tam termin, wypełniłam jak umiałam ankietę z pytniami o Tusi i czekałam kiedy możemy się tam wybrać. Pierwszy termin dostaliśmy w grudniu. Ten termin to było zapoznanie się, musiałam przedstawić całą historię małej – przebieg ciąży, poród, wszelkie badania po porodzie, postępy małej, kiedy mówiła,siadała, raczkowała, chodziła, robiła papa, pierwsze słowa – jakie?, w jakim wieku?, ze sobą miałam oczywiście całą teczkę opinii i badań o córce. Małą obserwowały panie w mojej obecności, jak się bawi (głównie zabawkami dla 2-3 latków), później jedna z pań z nią wyszła do innego pomieszczenia a ja odpowiadałam dalej … Na szczeście w wieku 6 lat, nie było problemu rozstać się z mamą ale nigdy nie wiadomo :P Kolejne 3 terminy spotkań wyznaczono nam na styczeń i luty i 22 lutego razem z mężem miałam termin na rozmowę końcową, podczas której powiedziano nam, że podczas testów autystycznych, córka najgorzej wypadła jeśli chodzi o mowę (co raczej braliśmy pod uwagę, bo jest wychowywana dwujęzycznie i nieraz nie wie po niemiecku słowa albo nie rozumie w szkole co nauczycielka kazała zrobić) ale w 3 kolejnych obszarach wypadła w złotym środku. Jednak informacje zebrane ode mnie jako matki, od nauczycielki i z obserwacji jej ( krotnej) i wykonanych testów (np nie wchodziła w interakcje z osobą ją badającą gdy ta próbowała się włączyć w samotną zabawę Tusi), stwierdzono, że jest to jednak wczesny autyzm dziecięcy. Zalecono nam aby chodziła do logopedy mającego doświadczenie z autystycznymi dziećmi. Przede wszystkim musimy pracować nad rozwojem jej mowy, pokazywać jej książki z obrazkami nawet dla 2-3 latków i skontaktować się z placówką czy świetlicą „Haus miteinander” w Ingolstadt, dokąd córka by po szkole jeździła busikiem, tam odrabiała zadania z personelem wyspecjalizowanym w pracy z dziećmi autystycznymi, na miejscu miałaby wszelkie potrzebne jej terapie. Jeździłaby tam codziennie i po 17 byłaby w  domu. Jednak miejsca w takim ośrodku są ograniczone, grupy 9-10 osobowe. Muszę poczekać na opinię z Augsburga, następnie przesłać ją do Kinderzentrum w Monachium, gdzie zdążyliśmy być 2 tygodnie temu na kontroli (tam twierdzono, że może autyzm jako taki to nie jest ale zachowania spektrum autyzmu i także nam polecono „Haus miteinander”). Gdy Monachium dostanie opinię z Augsburga, wystawi nam opinię, z którą możemy wybrać się do Jugendamtu i tam złożyć wniosek o przyznanie miejsca w „Haus miteinander”. Jugendamt opłaca miejsce dla dziecka, dowóz busikiem, terapie i wyżywienie w placówce. W piątek byłam z małą właśnie obejrzeć tą placówkę, krótko opisałam historię córki, dlaczego nas tu skierowano i będę czekać na odzew w sprawie wolnego miejsca. Jak mnie telefonicznie zapewniono, dopiero w maju – czerwcu będzie wiadomo, czy córka dostanie tam miejsce od nowego roku szkolnego. W sumie dobrze, bo tak, będzie mogła pochodzić jeszcze na lekkoatletykę i zumba kids popołudniami, co później będzie raczej niemożliwe. Tusi się placówka bardzo podobała – w każdej sali ciekawe rzeczy – instrumenty muzyczne włącznie z perkusją, która zaraz ją zainteresowała, gry planszowe, sala gimnastyczna, miejsce gdzie można było malować i lepić figurki orz je wypalać w piecu …. Nie chciała stamtąd wychodzić :) 25 marca wybierzemy się może na dzień otwarty placówki, będzie okazja poznać terapeutów i zwiedzić całą placówkę :)

Wśród moich wcześniejszych wpisów, można znaleźć informacje o rozwoju naszej dwójki. Każde z nich ma jakieś problemy. W przypadku naszej córci, od kilku lat „walczymy” o poprawę – praktycznie od ukończenia roczku odwiedzaliśmy z nią logopedów, jeździliśmy na rehabilitacje (metodą Vojty, metodą Bobath), w przedszkolu także ergoterapia oraz wszystko co pomoże nadgonić rówieśników oraz co najwżniejsze – poprawić mowę. Podczas kilku lat trwania tych wszystkich terapii, było wreszcie widać stopniową poprawę, jednak nadal niektóre zachowania córki nas martwiły. Dwa lata temu, gdy była jeszcze w przedszkolu, zgłosiliśmy ją na badanie w klinice diagnozującej między innymi autyzm. Z obserwacji własnej oraz obserwacji wychowawczyń a także z wyników badań wyłoniły się pewne niepokojące zachowania, które mogły lecz nie musiały wskazywać na autyzm, lub inne zaburzenie. Córka w sumie zawsze była pogodnym dzieckiem, jednak wykazywała niepokojące nas zachowania typu

- brak kontaktu wzrokowego

- uwielbiała i uwielbia do dziś samotne zabawy z odgrywaniem ról

- lubi bardzo zabawki dla 2-3 latków a chodzi już do szkoły

- nieraz przebywając w grupie dzieci zatyka sobie uszy,choć z drugiej strony sama z bratem nieraz robią niezły cyrk bawiąc sie razem

- przesadnie głośno się śmieje

- podczas zajęć w przedszkolu czy w szkole nagle ni z tego ni z owego ogłasza jakąś ważną dla niej informację, która w ogóle nie ma nic wspólnego z w danym momencie poruszanym tematem

- czasami choć nie zawsze córka wykonuje niekontrolowane ruchy dłońmi

- nie lubi nowych miejsc i sytuacji, reaguje lękliwie

- powtarza często różne rzeczy np pytania mimo, że dostała odpowiedź a dalej się pyta

- nauczycielka również powiedziała, że mała ma dużo problemów z podstawowymi rzeczami typu siąść w ławce, wyjąć teczkę z zadaniami, piórnik itp Nie pomaga nawet jak nauczycielka kilkakrotnie pomaga (a może bo w klasie 10 osób)

Lekarze z kliniki  w Monachium raz w miesiącu odwiedzali przedszkole córki i obserwali jej zachowanie w grupie,następnie zaproponowano mi termin w klinice. To było chyba najgorsze bo córka znalazła się w nowym dla niej miejscu i gdy próbowałam żeby na czas badania została z psychologiem (ja w tym czasie miałam odpowiadać na dłuuugą listę pytań u innego lekarza), okazało się to w ogóle niewykonalne:/ Po 5 minutach przyprowadzoni mi zasmarkaną i zapłakaną Tusię i test nie mógł się odbyć. Jedyne co się udało, to że ja byłam z małą w pokoju, ona się bawiła i była filmowana a ja siedziałam z tyłu ciuchutko, jedynie jak mała coś po polsku mówiła albo w „swoim” języku – zlepku słów ni to po polsku ni to po niemiecku, „tłumaczyłam” lekarce. W domu wypełniłam całe listy słów, które córka mówi po polsku lub niemiecku, przedszkole także wypełniło swój arkusz. Na sam koniec zrobiono małej EEG i tu też miałam obawę czy w ogóle uda się to badanie przekonać bo w klinice dobre 4 godziny już byłyśmy a wiadomo, że dziecko podczas tego badania musi być spokojne ale jakoś udało się (oczywiście na kolanach). Po jakimś miesiącu  zaproszono nas do przedszkola i rozmawiano z nami o wynikach. Niestety ” jedyne” co mogli stwierdzić z pewnością, to tak zwany lęk separacyjny. Zaproponowano nam powtórzyć badania za rok, jednak podczas kolejnej kontroli w Monachium, w centrum zdrowia dziecka gdzie co rok jeździmy aby sprawdzić rozwój dzieciaków, psycholog nie widziała w zachowaniu małej niczego co by wskazywało na autyzm więc jakiś czas odetchnęliśmy jednak zawsze z tyłu głowy obserwując ją, coś nam mówi, że „coś” jest ale trudno to tak dokładnie opisać i nikt przez tyle lat nie potrafi nam jednoznacznie powiedzieć. W sumie temat autyzmu powrócił znów krótko przed pójściem we wrześniu do 1 klasy. Z racji, że mała chodziła do przedszkola, które dało jej dużo jeśli chodzi o rozwój, nie było też pewne czy mała pójdzie do zwykłej szkoły (mogłaby nie dać sobie rady), dlatego krótko przed rozpoczęciem szkoły, na próbę wysłano ją do tak zwanego SVE w szkole, do której teraz razem z bratem chodzi. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego odwiedziliśmy znów (po kilku latach) Fruehfoerderungstelle czyli miejsce, gdzie rodzice mogą zgłosić się z dziećmi mającymi problemy z rozwojem i między innymi z mową. W takim miejscu jest się poinformowanym gdzie można znaleźć pomoc, terapeuci (ergoterapeuci, logopedzi,psycholodzy) zajmują się terapią za darmo gdy dziecko nie ma 6 lat a więc nie chodzi jeszcze do szkoły. Jeśli jednak ma już 6 lat, to lekarz domowy wystawia jedynie receptę i wówczas terapia nie kosztuje nic rodziców. Z racji, że córka urodzona jest w pierwszy dzień wakacji (w Niemczech), od września miała obowiązek pójścia do szkoły. Można było ją puścić rok później, jednak z racji, że ma problemy, nie byłoby dobrze widziane zostawiać ją rok w SVE a potem wysyłać do szkoły gdzie obecnie chodzi (dzieciom daje się tam więcej czasu bo materiał z 2 lat, robi się w 3 lata). Wracając jednak do Fruehfoerderstelle, właśnie tam pracownica zwróciła uwagę na pewne zachowania małej i poleciła mi inną klinikę, która diagnozuje autyzm. Chodzi o klinikę Josefinum w Augsburgu. Dostałam wszelkie dane i zgłosiłam się w sprawie terminu. Oczywiście wiadomo, że dostanie tam terminu to okres do kilku miesięcy więc zgłaszając się tam w lato dostałam termin 13 grudnia. Póki co byłam tam z córką na zapoznanie się, opowiadałam wszystko na temat córki, począwszy od ciąży, porodu, później o rozwoju małej. Ogólnie wizyta trwała około 2 godziny, córka tym razem (z racji, że starsza) bez problemu poszła z 2 lekarką do pokoju obok aby ją poobserwować. Już na tej rozmowie dowiedziałam się, że mała wykazuje szereg zachowań, które są „podejrzane” i którym trzeba będzie się bardziej przyjrzeć podczas kolejnych terminów. Przede wszystkim jako pierwsze wzbudziło podejrzenie to jak córka się z paniami przywitała – nie patrzyła na nie, była zawstydzona (co można jeszcze zrozumieć) ale później, gdy podała w końcu rękę (lewą nie wiem czemu jak jest praworęczna), to przesadnie nią potrząsała. Powiedziano mi, że tak nie powinno się witać 6,5 roczne dziecko… Potem bawiła się w pokoju gdzie rozmawiałyśmy i też wybierała zabawki dla maluchów, głośne, naciskała po kilka razy na klakson zabawki. W pewnym momencie podeszła do szafki i chciała dosięgnąć zabawki, jednak nie poprosiła nikogo z nas o pomoc, tylko sama próbowała, jednocześnie wydając z siebie dźwięki jak małe dziecko, które nie umie się komunikować z otoczeniem. W końcu udało jej się i dosięgła co chciała. W domu nieraz z kolei o wszystko prosi żeby jej pomóc. No nic, pozostaje nam czekać na kolejne terminy w styczniu i lutym i być może koniec lutego będą mogli nam coś konkretnego powiedzieć, w co bardzo wierzę. Nie jest dla nas ważne, gdybyśmy się dowiedzieli, że ma autyzm lub co raczej podejrzewam, jakąś jego lekką odmianę, bo jest to nasze dziecko i będziemy je tak samo kochać, ważne jest abyśmy wiedzieli jak z nią prawidłowo postępować.

Po pobycie cala niedziele w Monachium na meczu druzynowym w tenisie, poniedzialek zaczal sie pracowicie i nie bylo szans na odespanie:/ Rano zawiozlam meza do pracy i syna do szkoly i pojechalam dalej do Pfaffenhofen do Fruehfoerderstelle (osrodka zajmujacego sie wczesnym wspieraniem rozwoju dzieci). Dostalam tam termin dla corki, poniewaz po zmianie przedszkola mala potrzebuje znow terapii (logopedia, ergoterapia). Pracownica przeprowadzila z nia test psychologiczny aby miec obraz co mala rozumie i umie. Wymieniajac sie informacjami, wspomnialam, ze dwa lata temu bylismy z nia tez w Heckscher Klinik w Monachium aby wykluczyc autyzm. Pani powiedziala mi, ze wlasnie zanim jej o tym wspomnialam, tez miala takie wrazenie, czy corka nie cierpi na autyzm bo podczas testu potrzebowala aby prowadzaca test za kazdym razem powtarzala jej to samo polecenie. Dla pewnosci, poprosilam o adres do polecanego w Augsburgu osrodka i umowilam sie na testy, gdyz poprzednio corka nie wspolpracowala i ciezko bylo ja na tej podstawie zdiagnozowac, jedyne co mogli stwierdzic to lek separacyjny, zalecano takze kontrole po roku ale podczas ostatniej wizyty w centrum dziecka w Monachium (w grudniu) psycholog nie widziala nic niepokojacego, to nie chcielismy malej meczyc, jednak czasem mam nadal watpliwosci czy to nie jest lekka odmiana autyzmu (corka nie jest calkowicie zamknieta w swoim swiecie, jednak czasem trudno do niej dotrzec, trzeba kilka razy powtarzac aby zareagowala). Czekam wlasnie na kwestionariusz i za 4-6 miesiecy dostaniemy termin w klinice. Zobaczymy co wyjdzie

Dzisiaj o 10;00 mielismy wyznaczona (ponad miesiac temu) rozmowe z lekarzami z kliniki badajacej autyzm. Na szczescie musielismy jechac na spotkanie do przedszkola Tusi a nie jak w listopadzie do Monachium …. Krotko przed 9:00 zadzwonil telefon ze szkoly Fikaczka …. Okazalo sie, ze musimy go odebrac bo leciala mu krew z nosa. Jak mnie zapewniono przez telefon, nie jest to juz tak tragiczne jak na poczatku ale odebrany musi byc. Maz po niego szybko skoczyl i niestety musial z nami jechac do Tusi do przedszkola. Wedlug tego co mezowi powiedziano w szkole, malego uderzyl w nos jego kolega z klasy ale nasz synalek prowokowal go przezwiskami :P O 9:30 ruszylismy do przedszkola na rozmowe. Na rozmowie dowiedzielismy sie niewiele wiecej niz poprzednio czyli mala razej nie ma autyzmu, jednak nadal podtrzymywano, ze mala ma lek separacyjny. Lekarka z kliniki znow oserwowala mala w grupie i mowila, ze wiecej juz utrzymuje kontakt wzrokowy z wychowawczyniami (oczywiscie mniej z obserwujaca ja lekarka:P), opowiada wiecej, zachecala cala swoja grupe, zeby podeszla do okna i zobaczyla jaki ptaszek przylecial do ogrodka w przedszkolu. Wedlug lekarki, takie zachowanie zaprzecza temu zeby mala mogla miec autyzm ale trzeba pamietac, ze w listopadzie na badaniach mala nie chciala zbytnio wspolpracowac, wiec 100% pewnosci nie ma. Musimy odczekac troche czy pojawia sie kolejne postepy a jesli nie, to mala znow bedzie musiala przyjechac na kontrole do kliniki w Monachium. Podczas rozmowy nasz Fikaczek bardzo grzecznie i cicho sie bawil. Pozniej na chwile odwiedzilismy Tusie w jej grupie. Akurat sie bawili w ogrodku bo byla ladna pogoda:) Potem na 11:00 szybko polecielismy do terapeutki Tusi na rozmowe. Ogladalismy nagrany film, na ktorym sie ostatnio z Tusia bawilam. Terapeutka powiedziala, ze bardzo duzo robie dobrze, tzn. nie narzucam Tusi jak sie bedziemy bawic – pytalam ja kto bedzie jaka postacia posrod laleczek. Jak wolalam Tusie po imieniu i oczywiscie nie reagowala bo jej sie nie chcialo lub z jakiegokolwiek innego powodu, to probowalam dalej do niej dotrzec, jak slowa nie pomagaly, to musialam ja lekko w ramie dotknac i znow powtorzyc imie az zareaguje i udawalo sie :) Jedyne, co troche zle robilam, to jak Tusi sie przewrocilo cos w domku dla lalek, to ja od razu mowilam „A nic sie nie stalo” ale terapeutka mowila, ze dla nas doroslych to nic takiego ale dla dziecka to moze byc koniec swiata i choc to trudne, to nie reagowac schematycznym „nic sie nie stalo” tylko wspolczuc, mowic dziecku, ze rozumiemy jego zal i smutek. Umowilismy sie, ze nastepne spotkania bedziemy robic co kilka miesiecy bo tak czesto jak do teraz, nie jest to nam potrzebne. Pytalismy sie tez o obowiazek szkolny Tusi. Z racji, ze jest urodzona w koncu lipca, to do szkoly by szla w wieku 6 lat i kilku miesiecy a to, ze jak dotad ma troche brakow jesli chodzi o rozwoj (glownie slownictwo), to moznaby poczekac rok i wyslac ja do szkoly pozniej ale wtedy klasy diagnostyczne, do ktorej chodzi teraz jej brat, nie bardzo chetnie chca brac dzieci, ktore pozniej niz w wieku 6 lat poszly do szkoly ale znow terapeutka, z ktora na koncu rozmawialismy, mowila, ze zna wrecz przeciwne przypadki ale do tego czasu az bedzie szkola, Tusia moze zrobic bardzo duze postepy i pojdzie po prostu do „zwyklej” szkoly. Zobaczymy…

w zeszłym tygodniu przyszła, standardowo po miesiącu, opinia na temat Tusi Z centrum dziecka w Monachium, gdzie byłyśmy 16. Pazdziernika. W diagnozach napisano prawie to co zawsze czyli, ze ma lekkie opóznienie rozwoju, zwłaszcza w mowie, wymieniono tam tez, że są wychwycone błędy gramatyczne przy dwojezyczności, podejrzenie o wczesnodzieciecy autyzm, ze mała ma napady buntu, ze występują u niej poważne socjalne ograniczenia i są potrzebne specjalne działania na poziomie 5. Czytając to włos mi sie jeżył na głowie, głownie z powodu diagnozy podejrzenia autyzmu. W piśmie dalej stwierdOno, ze bedą czekać na opinie z kliniki, w której mała była szczegółowo badana pod katem autyzmu, wyniki maja przyjść na dniach. Wówczas, w zależności od tego co tam stwierdza,centrum dziecka w Monachium podejmie dalsze kroki. Prawdopodobnie bede musiała z mała dwa tygodnie spędzić tam na oddziale dla dzieci i rodziców i bede uczona jak najlepiej z mała postępować. Kilka dni po otrzmaniu tej opinii, dostałam telefon w sprawie terminu w klinice badającej autyzm. Termin wyznaczono nam na 26.11 na 9:00 w Monachium.

Jakis czas temu w przedszkolu Tusi pojawila sie pani psycholog z kliniki z Monachium specjalizujacej sie w diagnostyce autyzmu. Z racji, ze niektore zachowania Tusi nas niepokoily, postannowilismy mala przedstawic pani doktor. Dopiero wczoraj, po okolo moze 2 miesiacach, dostalam termin na omowienie spostrzezen psycholog co do Tusi. Tak sie akurat dzisiaj zlozylo, ze od 9 rano mialam w sumie 3 spotkania w przedszkolu. Najpierw z psycholog przedszkola, psycholog z kliniki i Heilpedagogin Tusi, potem u psycholog, ktora bada Tusie i Fikaczka – omowila ze mna wykonane testy (diagnozowanie autyzmu) a na sam koniec krotka rozmowa z fizjoterapeutka Tusi. Pierwsza rozmowa troche sie opozniala, bo psycholog z kliniki jechala z Monachium i pewnie trafila na korki. Dowiedzialam sie, ze Tusia byla obserwowana w grupie – podczas „Morgenkreis’, potem jedzenia i zabawy. Przede wszystkim uslyszalam, ze wiele przemawia za tym, ze mala nie cierpi na autyzm, jednak pewne zachowania sklonily psycholog do wyznaczenia nam terminu w klinice, aby tam mala dokladniej przebadac (przez godzine powinna sie sama bawic i bedzie wtedy filmowana, ja bede musiala wypelnic bardziej szczegolowy kwestionariusz). Te zachowania to: malo mimiki twarzy, interesowanie sie otoczeniem poprzez dotyk (mala sprawdzala fakture swetra psycholog poprzez glaskanie), nie interesowanie sie podczas obiadu tym co miala na talerzu – jesli jadla, to nie moglo byc nic ze soba pomieszane – jesli jakas fasolka dotknela ziemniaki czy zetknela sie z innym jedzeniem, mala to bardzo denerwowalo,co tez zwrocilo uwage psycholog, to to, ze mala poruszala w niekontrolowany sposob dlonmi (podczas siedzenia przy stole). Zaproponowano mi, po ewentualnym zdiagnozowaniu autyzmu (badz zdiagnozowaniu stanow lekowych, jakichs blokad czy czegos innego) okolo 2 tygodniowy pobyt w Centrum Dziecka w Monachium na oddziale dla dzieci i matek – tam odbywalby sie tzw. couching tzn. probowanoby mnie uczyc postepowania w sytuacjach „stresowych”, aby nie powtarzal sie u Tusi zly wzorzec zachowania i przede wszystkim uczono by mnie tego jak mam postepowac z dzieckiem, ktore zdiagnozowane schorzenie. Niestety wyznaczony termin na szczegolowe badanie wypadl troche niefortunnie, bo bedzie to pierwszy dzien Fikaczka w szkole (dzien wczesniej jest oficjalne powitanie) i prawdopodobnie maly wroci do domu dosc szybko (prawdopodobnie swietlica dopiero pozniej rusza) i nie zdazymy wrocic go odebrac. Uzgodnilam, sie sie dowiem jak to moze organizacyjnie wygladac i dam znac a pani psycholog   mi powie czy ewentualnie tydzien pozniej byly mozliwy kolejny termin badania ale moze to byc troche trudne bo w badaniu bierze udzial kilku fachowcow. Po tej rozmowie, musialam leciec na kolejna, aby sie dowiedziec jakie testy psychologiczne musiala Tusia robic (trwaly z dobra godzine, mala wytrzymala to nadzwyczaj dobrze, miala oczywiscie dwie przerwy na zabawe). Przeprowadzony test nazywal sie nieweralnym testem na inteligencje Snijdersa-Oomena. Jak mi wytlumaczyla pani psycholog, ten test mozna wykonac z kazdym dzieckiem i w jakimkolwiek jezyku bo nie chodzi w nim o rozumienie mowy. W praktyce wyglada to tak, ze nawet jakby prowadzacy nic nie mowil podczas kolejnych zadan, to dziecko intuicyjnie pojmuje czego sie od niego oczekuje – przyklad: dziecku przedstawia sie 4 obrazki, kazdy niedokonczony a nastepnie kladzie sie 4 brakujace elementy. Test ten byl podzielony na 6 podkategorii – mozaiki, kategorie, puzzle (nie takie typowe!), analogie, sytuacje i wzory. Kazda z tych podkategorii byla osobno oceniana, takze wiedzialam na jakim poziomie wiekowym byla Tusia. Ogolnie wynik testu wskazywal, ze mala jest na poziomie 3,5 roku (za kilka dni konczy 4 lata). Jesli chodzi o kategorie, to bylo bardzo duzo rozrzutu – w jednych byla ponad przecietna a w innych nawet na poziomie 2 lat i siedmiu miesiecy. Co pania psycholog nieco zaniepokoilo to sytuacja podczas ukladania puzzli. Byla to 10 ukladanka – do ulozenia byla dlon. Tusia od razu rozpoznala co to jest, zanim jeszcze zaczela ukladac, jednak mimo iz caly czas patrzyla na swoja dlon, nie udawalo jej sie poprawnie ulozyc klockow – za kazdym razem palce byly jakos nienaturalnie ulozone. Co pochwalila pani psycholog, to to,ze mala bardzo dlugo probuje sama rozwiazac problem, nie prosi o pomoc. Psycholog zauwazyla tez, ze mala nie utrzymuje kontaktu wzrokowego. Mala najlepiej zapunktowala w ostatniej podkategorii – rysowanie wzorow. Jesli chodzi o trzymanie olowka, trzyma go pewnie. Jej zadaniem bylo polaczyc kropki, najpierw prosta linie, pozniej coraz trudniejsze figury. Po rozmowie i otrzymaniu kopii testu, polecialam szybko do fizjoterapeutki, u ktorej  dostalam krotki feedback a mianowicie, po wakacjach fizjoterapia bedzie zastapiona terapia w dziedzinach, w ktorych Tusia ma nieco klopotow a wiec w mowie (logopedia). Po 11:00 bylam gotowa i moglam szybko podjechac na zakupy, potem do domu i czekac na Fikaczka az wroci z przedszkola. Zrobilismy dzisiaj dwa rodzaje ciasteczek – jedna z polewa czekoladowa, migdalami i platkami kukurydzianymi a drugie takze z migdalami, cos w stylu wloskich ciasteczek do kawy. Potem podjechalismy na trening lekkoatletyki, gdzie czekalismy na busik, ktorym miala wrocic z przedszkola Tusia (kolo 16:30 a wiec wtedy gdy zaczyna sie trening). Dzisiaj zajecia odbywaly sie na hali bo co chwile deszcz padal. Po 18 bylismy wreszcie w domku. Uffff….


  • RSS