Dzisiaj moja Tusia po dwóch przesuwanych terminach, przyszła na kontrolę do specjalistki od gimnastyki korekcyjnejw placówce w tak zwanym Frühförderung czyli centrum wczesnego wspierania. Pani chciała widzieć jakie postępy zrobiła mała od lipca, kiedy to byłyśmy ostatni raz. Poprzednio proponowano mi uczęszczanie na spotkania z mamami organizwanymi w hali sportowej gdzie rozkładano różne sprzęty sportowe i maluchy mogły tam baraszkować (Bobbycars, materace, konie gimnastyczne, piłki itp.). Tusia zrobiła na pracownicy ośrodka bardzo dobre wrażenie:) Od razu bez żadnego lęku wdrapała się na pochyłą kładkę (pewnie kojarzyła się jej ze zjeżdżalnią:P) i stamtąd dalej po drabince do góry! Nie była zadowolona, gdy ją stopowałyśmy :P Potem biegała i brała do rąk większą piłkę, rzucała nią i piszczała. Odkryła też trampolinę … Pracownica pomogła jej wejść na niewysoki stołek i obserwowała, czy mała bez pomocy sama zejdzie. Po dwóch, trzech próbach Tusia umiała to doskonale, prawie udawało jej się lekko zeskakiwać. Zalecono mi jedynie aby dużo uprawiała sportu – kopanie piłki, jeżdżenie na czterokołowym (!) rowerku, dużo spacerów, ustawianie jej niskiego stopnia aby ćwiczyła wchodzenie i lekkie zeskakiwanie. Pozatym nie stwierdzono aby była konieczna gimnastyka korekcyjna, o czym w raporcie dowie się pediatra. Co do „dolegliwości” Tusi jaką ma, czyli słabość wiązadeł, pracownica powiedziała, że to ma pewnie po którymś z nas i troszkę to opóźniło jej rozwój. Dowiedziałam się dziś, że być może ja mam tą dolegliwość bo poproszono mnie o odchylenie wyprostowanej w bok ręki do tyłu, ile będę w stanie i w mój łokieć jakby wygiął się w drugą stronę niż powinien więc chyba też mam tą „przypadłość” :P