mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: krankengymnastik

Witam po dłuższej przerwie. Jak już wcześniej pisałam, poddałam się operacji koślawego palucha w prawej stopie (tzw. halluks). Operację robiłam w klinice w Neuburgu, odbyła się w pełnej narkozie. Operację miałam wyznaczoną na 9:00 rano, więc spokojnie rano Tusię wyprawiłam na busa do przedszkola i zanim ruszyliśmy do szpitala, podrzuciliśmy Fikaczka do szkoły. Zgłosiliśmy się prosto na oddział chirurgii gdzie przydzielono mi pokój. Niestety operację przesunięto na 10:00 i musieliśmy czekać. W tym czasie kupiłam sobie kartę telefoniczną i aktywowałam ją, akurat zaraz zadzwoniła moja mama spytać jak się czuję przed zabiegiem. Mąż pojechał już do pracy a ja czekałam.. W końcu o 10:30 przyszła siostra, dała mi pierwsze leki uspokajające przed narkozą i zawiozła mnie na blok operacyjny. Tam podłączanie do rurek, wenflon, natychmiast wstrzyknięto mi narkozę, poczułam mimo leżenia dziwne uczucie, jakby mi się kręciło w głowie i zaraz zasnęłam. Obudziłam  się w sali „do wybudzania”, wszytko jeszcze mi tańczyło przed oczami ozywiście. Była około 14:00, nie wiem ile trwała operacja a ile z tego spałam po niej ale pytałam potem siostrę, to okazało się, że około 1,5 godziny chyba. Jeszcze troche poleżałam i siostra zawiozła mnie do mojego pokoju. Od 16:00 mogłam już jeść więc koło 17:00 dostałam swoją kolację, pić mogłam od 14:00, siostra przynosiła mi po kilka butelek wody mineralnej i tabletki przeciwbólowe bo jak się dowiedziałam, w nodze mam 2 śruby, noga obandażowana, lekko opuchnięta bo w tym czasie gdy byłam w klinice panowały okropne upały … Liczyłam, że na 2 dzień wyjdę z kliniki bo 2-3 dni maksymalnie miałam zostać ale okazało się, że dopiero wyjdę na 4 dzień czyli w czwartek. Trochę było stresowo bo mąż miał urlop żeby jeździć dwa dni z synem na ergoterapię ale gdy komisja lekarzy, która w środę przyszła obejrzeć nogę stwierdziła, że lepiej żebym jeszcze jeden dzień została (jeszcze czekały mnie spotkania z fizjoterapeutą i nauką korzystania z kryk), musiał dwa dni wracać wcześniej z pracy i odierać syna po południu ze szkoły. Gdy wypisano mnie ze szpitala, jeszcze szybko musieliśmy jechać do naszego lekarza rodzinnego żeby oddać list od lekarzy i żebym dostała recepty na środki przeciwbólowe, bo ze szpitala dostałam tylko leki na wieczór i na drugi dzień rano. U lekarza prawie godzinę mi zeszło na czekaniu, potem lekarka obejrzała nogę, zmieniła opatrunek i zakazała moczenia nogi w czymkolwiek, póki nie będą zdjęte szwy. Potem szybko do apteki i 26 euro dopłaty za leki (10 zastrzyków przeciwko trombozie, które codziennie muszę sama sobie robić, ibuprom 600 i jeszcze jakieś dwie inne leki). Wreszcie w domu …. Aha jeszcze się okazało przy odmeldowywaniu, że za każdy dzień pobytu trzeba dopłacać 10 Euro a więc wyszło 40 Euro za pobyt i jeszcze 6 Euro za wypożyczenie karty telefonicznej, 10 Euro dostałam z powrotem jako kaucja. Dodatkowo za specjalny but, który muszę nosić przez 6 tygodni też 10 Euro musiałam dopłacić …. No pobyt w szpitalu do tanich nie należy hehe ale jak za rok będę operować lewą stopę (tam zaczyna się powoli halluks), będę miała już buta i kryki przynajmniej :)

Po czwartkowej wizycie u lekarki, musiałam się znów pojawić w poniedziałek na kontroli. Lekarka zmieniła bandaż, pobrała krew do badania (żeby sprawdzić poziom trombocytów) i znów mam przyjść na kontrolę w piątek. Dostałam też receptę na Krankengymnastik (masaż limfatyczny), za który też 20 Euro trzeba dopłacić (6 zabiegów, raz w tygodniu po 40 minut). Na szczęście w naszym mieście mamy terapeutów i zgłosiłam się żeby ustalić wieczorne terminy (bo mąż musi mnie wszędzie wozić, nie mogę prowadzić samochodu). Pierwszy zabieg miałam wczoraj. W sumie taki masaż to nic innego, tylko delikatnie głaskanie nogi od kostki w górę aby udrożnić limfę. Terapeuta mi powiedział, że sama mogę podobnie robić w domu i duuuużo ruszać stopą, w miarę możliwości ruszać palcem bo jak nic nie będę robić, to po 6 tygodniach palce lub stopa będą bardzo usztywnione i nie w pełni sprawne a więc nie pozostaje mi nic innego jak ćwiczyć ….

Dzisiaj moja Tusia po dwóch przesuwanych terminach, przyszła na kontrolę do specjalistki od gimnastyki korekcyjnejw placówce w tak zwanym Frühförderung czyli centrum wczesnego wspierania. Pani chciała widzieć jakie postępy zrobiła mała od lipca, kiedy to byłyśmy ostatni raz. Poprzednio proponowano mi uczęszczanie na spotkania z mamami organizwanymi w hali sportowej gdzie rozkładano różne sprzęty sportowe i maluchy mogły tam baraszkować (Bobbycars, materace, konie gimnastyczne, piłki itp.). Tusia zrobiła na pracownicy ośrodka bardzo dobre wrażenie:) Od razu bez żadnego lęku wdrapała się na pochyłą kładkę (pewnie kojarzyła się jej ze zjeżdżalnią:P) i stamtąd dalej po drabince do góry! Nie była zadowolona, gdy ją stopowałyśmy :P Potem biegała i brała do rąk większą piłkę, rzucała nią i piszczała. Odkryła też trampolinę … Pracownica pomogła jej wejść na niewysoki stołek i obserwowała, czy mała bez pomocy sama zejdzie. Po dwóch, trzech próbach Tusia umiała to doskonale, prawie udawało jej się lekko zeskakiwać. Zalecono mi jedynie aby dużo uprawiała sportu – kopanie piłki, jeżdżenie na czterokołowym (!) rowerku, dużo spacerów, ustawianie jej niskiego stopnia aby ćwiczyła wchodzenie i lekkie zeskakiwanie. Pozatym nie stwierdzono aby była konieczna gimnastyka korekcyjna, o czym w raporcie dowie się pediatra. Co do „dolegliwości” Tusi jaką ma, czyli słabość wiązadeł, pracownica powiedziała, że to ma pewnie po którymś z nas i troszkę to opóźniło jej rozwój. Dowiedziałam się dziś, że być może ja mam tą dolegliwość bo poproszono mnie o odchylenie wyprostowanej w bok ręki do tyłu, ile będę w stanie i w mój łokieć jakby wygiął się w drugą stronę niż powinien więc chyba też mam tą „przypadłość” :P


  • RSS