Dzisiaj kolejny dzień zaplanowanego projektu „las” w przedszkolu. Z racji, że wczoraj nic mi nie wspomniano, żeby przed wyjazdem do lasu sprawdzić czy jednak dzieci nie są w przedszkolu, pojechaliśmy prosto do lasu. Niestety o 8:20 nikogo tam nie zastaliśmy :/ Wczoraj o tej porze było tam pełno aut. Nie byliśmy jedyni bo po chwili podjechały jeszcze dwa auta (dzieci z innych grup) i od nich wzięliśmy telefon do przedszkola ale oczywiście nikogo tam nie zastaliśmy, więc wróciliśmy do przedszkola … Tam okazało się, że … po wczorajszym dniu wiele rodziców z jednej grupy marudziło, że przy takiej pogodzie dzieci się pochorują i zdecydowano, że dzisiaj nici z wycieczki :/ Cóż, szkoda, że nas nie poinformowano :/ :/ :/ Na szczęście dość dobre wieści od pediatry – dzisiaj będąc na szczepieniu lekarka wypytywała jak idzie małej po sesjach terapeutycznych metodą Vojty i stwierdziła, że widzi też duży postęp w rozwoju :) Niestety nie dało się w żaden sposób pobrać małej krwi z żyły aby powtórzyć badanie krwi, które robiłam w Polsce … No nic, lekarka uspokajała, że być może trzeba to badanie (Aspat i Alat) robić bardzo wcześnie i na czczo i wtedy będą inne wyniki ale skoro i tak w ogóle nie dało się pobrać krwi z żyły, to i tak przynajmniej dziś nici z badania :) Uspokajała, żeby nie dać się zwariować, bo te niepokojące mnie wyniki i tak dużego wpływu nie ma na rozwój dziecka. Mała teraz jest na etapie większego rozwoju (prawdopodobnie przez dłuższą rehabilitację) i należy odczekać co będzie po skończeniu serii ćwiczeń metodą Vojty, oczywiście dowiedzieć się co na to kasa chorych (czy zechce kolejną sesję w takim krótkim czasie) zrefundować … Ach, pożyjemy zobaczymy …