mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: opinia

Witam po dłuższej przerwie spowodowanej chorobą (trwa nadal, bo teraz po mężu i dzieciach mnie złapało :/) oraz wieloma terminami w klinice Josefinum w Augsburgu. Od grudnia jeździłam tam na 4 terminy z Tusią aby wreszcie raz n zawsze wyjaśnić temat autyzmu, który towarzyszył nam odkąd córka skończyła 3 lata, zawsze nam się wydawało, że coś jest nie tak w jej zachowaniu (nie wspominając o tym, że miała problemy też problemy z rozwojem). W 2013 była już diagnozowana w Heckschner Klinik w Monachium, co jednak zakończyło się kompletną porażką, bo dziecko odmawiało zostania na testach (ja musiałam w tym czasie w spokoju odpowiadać na całą książkę pytań na temat zachowania i rozwoju córki). Po próbie zostawienia małej z badającą ją panią logopedą bodajże, po około 10 minutach, przyprowadzono mi zaryczane dziecko, bało się, że mnie nie ma w pobliżu :/ Jedyny test w jakim wzięła udział, oczywiście w mojej obecności, to zabawa przygotownymi dla niej zabawkami, ja siedziałam za nią i ewentualnie „tłumaczyłam” co córka mówi, bo miała w owym czasie swoją własną mowę – ani polski ani niemiecki język …. Wówczas stwierdzono jedynie, że mała ma lęk separacyjny i podejrzewano u niej wczesny autyzm dziecięcy. Czas mijał, mała robiła ogromne postępy w przedszkolu, w którym uczęszczała na przeróżne terapie – logopeda, ergoterapeuta … Jednak przed pójściem do szkoły, będąc ponownie w placówce Fruehfoerderung (wczesnego wspierania) rozmawiałam z psycholog i równocześnie prowadzącą placówkę, że gdzieś z tyłu głowy mam podejrzenie u córki autyzmu. Psycholog nie chciała mi nic sama sugerować ale skoro sama zaczęłam ten temat, to zwróciła uwagę, że podczas testu, gdy trzy razy z rzędu pokazywała palcem córce i zadawała zawsze pytanie co pasuje – to,to,to czy to?, to za  4 razem, gdy tego pytania nie zadała, córka, sama zwróciła na to uwagę, czyli jakby potrzebowała powtarzalności … No możliwe, że to jednorazowe zachowanie, jednak wcześniej sygnalizowano mi, że mała ma często problem z kontaktem wzrokowym, układając puzzle z obrazkiem ręki, miała problem zrobić to poprawnie i mimo patrzenia na swoją dłoń, nie umiała umiejscowić gdzie kciuk, gdzie palec wskazujący … Poradzono mi w takim razie wybrać się do kliniki Josefinum w Augsburgu (2-3 miesiące oczywiście oczekiwania na termin, standard), więc zanim córka poszła we wrześniu do szkoły, zrobiłam tam termin, wypełniłam jak umiałam ankietę z pytniami o Tusi i czekałam kiedy możemy się tam wybrać. Pierwszy termin dostaliśmy w grudniu. Ten termin to było zapoznanie się, musiałam przedstawić całą historię małej – przebieg ciąży, poród, wszelkie badania po porodzie, postępy małej, kiedy mówiła,siadała, raczkowała, chodziła, robiła papa, pierwsze słowa – jakie?, w jakim wieku?, ze sobą miałam oczywiście całą teczkę opinii i badań o córce. Małą obserwowały panie w mojej obecności, jak się bawi (głównie zabawkami dla 2-3 latków), później jedna z pań z nią wyszła do innego pomieszczenia a ja odpowiadałam dalej … Na szczeście w wieku 6 lat, nie było problemu rozstać się z mamą ale nigdy nie wiadomo :P Kolejne 3 terminy spotkań wyznaczono nam na styczeń i luty i 22 lutego razem z mężem miałam termin na rozmowę końcową, podczas której powiedziano nam, że podczas testów autystycznych, córka najgorzej wypadła jeśli chodzi o mowę (co raczej braliśmy pod uwagę, bo jest wychowywana dwujęzycznie i nieraz nie wie po niemiecku słowa albo nie rozumie w szkole co nauczycielka kazała zrobić) ale w 3 kolejnych obszarach wypadła w złotym środku. Jednak informacje zebrane ode mnie jako matki, od nauczycielki i z obserwacji jej ( krotnej) i wykonanych testów (np nie wchodziła w interakcje z osobą ją badającą gdy ta próbowała się włączyć w samotną zabawę Tusi), stwierdzono, że jest to jednak wczesny autyzm dziecięcy. Zalecono nam aby chodziła do logopedy mającego doświadczenie z autystycznymi dziećmi. Przede wszystkim musimy pracować nad rozwojem jej mowy, pokazywać jej książki z obrazkami nawet dla 2-3 latków i skontaktować się z placówką czy świetlicą „Haus miteinander” w Ingolstadt, dokąd córka by po szkole jeździła busikiem, tam odrabiała zadania z personelem wyspecjalizowanym w pracy z dziećmi autystycznymi, na miejscu miałaby wszelkie potrzebne jej terapie. Jeździłaby tam codziennie i po 17 byłaby w  domu. Jednak miejsca w takim ośrodku są ograniczone, grupy 9-10 osobowe. Muszę poczekać na opinię z Augsburga, następnie przesłać ją do Kinderzentrum w Monachium, gdzie zdążyliśmy być 2 tygodnie temu na kontroli (tam twierdzono, że może autyzm jako taki to nie jest ale zachowania spektrum autyzmu i także nam polecono „Haus miteinander”). Gdy Monachium dostanie opinię z Augsburga, wystawi nam opinię, z którą możemy wybrać się do Jugendamtu i tam złożyć wniosek o przyznanie miejsca w „Haus miteinander”. Jugendamt opłaca miejsce dla dziecka, dowóz busikiem, terapie i wyżywienie w placówce. W piątek byłam z małą właśnie obejrzeć tą placówkę, krótko opisałam historię córki, dlaczego nas tu skierowano i będę czekać na odzew w sprawie wolnego miejsca. Jak mnie telefonicznie zapewniono, dopiero w maju – czerwcu będzie wiadomo, czy córka dostanie tam miejsce od nowego roku szkolnego. W sumie dobrze, bo tak, będzie mogła pochodzić jeszcze na lekkoatletykę i zumba kids popołudniami, co później będzie raczej niemożliwe. Tusi się placówka bardzo podobała – w każdej sali ciekawe rzeczy – instrumenty muzyczne włącznie z perkusją, która zaraz ją zainteresowała, gry planszowe, sala gimnastyczna, miejsce gdzie można było malować i lepić figurki orz je wypalać w piecu …. Nie chciała stamtąd wychodzić :) 25 marca wybierzemy się może na dzień otwarty placówki, będzie okazja poznać terapeutów i zwiedzić całą placówkę :)

Terminy

Brak komentarzy

Dzisiaj mieliśmy z Fikaczkiem termin u ergoterapeuty. Na szczęście miałam dzisiaj auto a mój nowy Tageskind jak co wtorek był u kolegi po szkole. Pojechaliśmy nieco wcześniej, bo przed wizytą w centrum, chciałam z Tusią skoczyć do pediatry zrobić kontrolne badanie krwi, bo chciałabym mieć pod kontrolą wyniki prób wątrobowych (zawsze miała je podwyższone ale w sumie nikt nie potrafił wytłumaczyć dlaczego). Na miejscu okazało się, że jesteśmy za wcześnie – u pediatry trwała jeszcze przerwa. Mieliśmy ponad godzinę do spotkania z ergoterapeutą, więc pochodziliśmy trochę po mieście – kupiliśmy donutsa Fikaczkowi, potem poszukaliśmy sklepu papierniczego i powoli na piechotkę poszliśmy na umówiony termin. Tym razem mogłam zostać na teście. Rozpoczął się od części związanej z malowaniem. Na kartce papieru Fikaczek dostał tylko zarys domu i musiał go uzupełnić. Poszło mu super – namalował drzwi, potem okna a na koniec super dokładnie wyciął gotowy domek. Potem musiał namalować swój autoportret. Trochę potrzebował podpowiedzi ze strony terapeutki bo nie namalował na początku rąk i włosów. Potem były róże kręte drogi, np myszka musiała dojść do serka, rybka dopłynąć strumieniem do jeziora itp. Mały musiał ołówkiem namalować drogę i nie wyjść poza wyznaczone linie. to też poszło mu dobrze. Później musiał namalować to co pokazała pani a więc: kółko, krzyż, kwadrat i przekreślone dwie kreski – wszystko zrobił dobrze. Na sam koniec było najtrudniejsze zadanie – gra z figurkami o różnych kształtach. Fikaczek mógł wybrać sobie 2 plansze, na każdej było przedstawionych 5 przedmiotów – jajko, gruszka, sześcian itp. Następnie z pudełka musiał wyjąć odpowiednie figurki i postawić je na odpowiadającym im polu. Później wszystkie figurki musiał wsypać do woreczka i pojedynczo wyciągać i znów odpowiednio dopasować do pasującego obrazka na planszy. Wykonał to zadanie prawie bezbłędnie, miał problem tylko z sześcianem – na początku na jego miejsce wybrał bardziej płaską figurę. Następnie została sprawdzona jego zdolność ruchowa – czy umie każdym palcem dotknąć do kciuka, czy umie stać na jednej nodze i ile, czy umie skakać na jednej nodze, czy umie skakać do przodu susami. Wszystko to wykonał idealnie :) Potem przyszła pora na zabawę a ja chwilę mogłam wymienić się informacjami z terapeutką. Pokazałam jej opinie opiekunek z przedszkola, które, podobnie jak i ergoterapeutka, uważają, że Fikaczek ma problem ze zrozumieniem poleceń. Widać to było dziś podczas szukania pasujących przedmiotów – terapeutka podpowiadała, że szukany przedmiot jest bliżej niej, mały nie reagował. Potem mówiła, że jest koło młoteczka (to też był jeden z przedmiotów w grze), Fiki dalej nie reagował. Co mnie nieco uspokoiło, to to, że mały nie będzie potrzebował ergoterapii. Takich zajęć potrzebują dzieci, które mają problem z koordynacją, źle malują itp. Z dzisiejszego spotkania terapeutka była zadowolona, badała małego nieco ponad rok temu i była zadowolona z jego postępów. Stwierdziła jednak, że myśli, że zmiana przedszkola byłaby dla niego jednak wskazana. Porozmawia jeszcze z logopedą, która zajmuje się małym i po świętach dostanę opinię.

Po badaniu poszliśmy do pediatry na badanie krwi. Czekaliśmy wyjątkowo krótko :) Fiki bawił się ładnie w poczekalni a my z Tusią weszłyśmy do gabinetu. Mała przy pobieraniu krwi (z żyły!) była tak zaaferowana tym co robią, że bez problemu dała sobie zrobić zastrzyk! Udało się za pierwszym razem trafić w żyłę i szybciutko został pobrany materiał do badania. Omówiłam z lekarzem, że poprzednie wyniki badań krwi, zwłaszcza ASPAT i ALAT były podwyższone (próby wątrobowe). Badania były przeprowadzane ostatnio w 2011 roku, więc dla pewności chciałam je skontrolować. Lekarz na szczęście mnie uspokoił, że nie widzi powodów do niepokoju w wynikach, bo co laboratorium to inne wychodzą ale nie zbywał mnie opowiadaniem, że wyszukuję u dziecka choroby, jak to robiła pediatra z naszego miasta. Krew jutro pójdzie do badania i dostanę na piśmie wyniki.


  • RSS