mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: piłka nożna

Po grypie ani śladu a i pogoda się poprawiła – wiosna w pełni :) Wczoraj i dziś chyba z 26 stopni mieliśmy. Od środy znów opiekowałam się moim Tageskind. Na szczęście miałam samochód i po odebraniu chłopaków z przedszkola i szkoły, podjechaliśmy na plac zabaw i oczywiście tradycyjnie była piłka nożna :) Po raz pierwszy mój Tageskind odrobił u nas zadanie domowe i nawet do domu nie chciał wracać :P Kiedy skończyłam pracę, skoczyliśmy do obuwniczego kupić korki na trening piłki nożnej, na który dzisiaj idziemy. Fikaczek sobie wybrał pomarańczowe buty z Deichmanna i tak je pokochał, że nie chciał ich zdejmować i chciał z nimi spać :) Na dzisiejszy trening po południu przyjdzie też jego najlepszy kolega, więc cieszę się, że tym bardziej chętnie pójdzie. We wtorek natomiast razem z tym kolegą pójdzie na zajęcia tenisowe organizowane przez nasz miejski klub tenisowy. Rakietkę mamy, jedną nawet pożyczyliśmy koledze :) Już się cieszę :)

Dzisiaj poszłam z Fikaczkiem na próbę na trening piłki nożnej. Jak się dowiedzieliśmy, zajęcia dla grupy wiekowej Fikaczka odbywają się w piątki o 15:30, trwają godzinę. Dzisiaj były ostatnie zajęcia na hali sportowej, po feriach świątecznych dzieciaki będą grały na dworze. Z racji, że do 17 mam pod opieką Tageskind, musiałam jakoś to pogodzić. Umówiłam się z jedną mamą z przedszkola, że przywiezie mi do domu Fikaczka i Tageskind, żebym miała z głowy stres z odbieraniem o 14:00. Fikaczek przywiózł dzisiaj z przedszkola własnoręcznie zrobione wydmuszki i koszyczek wielkanocny – miał tam trochę łakoci od opiekunek. Chłopaki pograły w „Gwiezdne wojny” i o 15:00 powoli ruszyliśmy na piechotę w stronę hali sportowej. Pół godziny było nawet za dużo bo byliśmy 10 minut przed czasem ale nie wiedziałam ile nam zajmie dojście z trójką dzieci (Tusi nie miałam gdzie zostawić na ten czas).Na miejscu się okazało, że jeden z kolegów Fikaczka z przedszkola też przyszedł. Trener się zgodził, że mój Tageskind też grał i to na stałe. Fiki bez płaczu i cyrków przebrał się w szatni i poleciał na dół grać. Najpierw była rozgrzewka – wszyscy biegali a raz na jakiś czas trener wołał kolor i wszyscy musieli szybko przybiec do słupka w tym kolorze. Potem były różne ćwiczenia w parach – dzieci miały dryblować piłkę między pachołkami a na koniec strzelić bramkę. Trening kończył mecz na punkty. Po skończonym treningu czekaliśmy aż mojego Tageskind odbierze jego tata. I Fiki i Tageskind byli zadowoleni z zajęć więc mam nadzieję, że będziemy chodzili regularnie.

Dzisiaj jak co poniedziałek obie pociechy miały termin u logopedy. Fikaczek po swoich zajęciach zszedł ze mną i logopedą (i nieodłączną Tusią:P) piętro niżej do grupy przedszkolnej, która składała się jedynie z 10 dzieci i do której ewentualnie od września mały by poszedł. Miałam już obawy po podobnej wizycie w piątek w Pfaffenhofen ale o dziwo mimo pierwszych chwil nieśmiałości (chował się za drzwiami ale nie płakał na szczęście i nie robił nieszczęśliwej miny), wszedł do sali i nawet mu się spodobało – zwłaszcza drewniany sklepik, w którym się dobrze poczuł. Tusia oczywiście weszła bez oporów i jeszcze chciała dostać się do jedzenia bo dzieci akurat jadły drugie śniadanie. Okazało się, że opiekunka zna Fikaczka! Byłam zdziwiona bo ja tej pani nie kojarzyłam w ogóle ale okazało się, że spotkałyśmy się u kolegi Fikaczka z naszej ulicy :P Była tam kiedyś w odwiedziny, kiedy pierwszy raz przyprowadziłam tam małego i Tusię. Fikaczek poszedł potem znów do przedszkola a ja z Tusią do domu. Przed 14 ruszyłyśmy znów do miasta żeby małego odebrać i po drodze mojego nowego Tageskind, który obok przedszkola chodzi do świetlicy. Poszliśmy na piechotkę na plac zabaw i pograć w piłkę nożną. Fikaczkowi się bardzo podobało. Nawet spotkaliśmy jakieś dzieciaki, które mój „drugi” syn najwyraźniej znał. Po około 45 minutach wróciliśmy do domu i pograliśmy trochę w „Monopoly cars”. Fikaczek nieco był nieszczęśliwy bo nie wygrał i nalegał na grę w „Batmana”. Zgodziłam się bo obiecał najpierw w grę planszową. Niestety Tageskind się Batman nie podobał, więc włączyłam im piłkę nożną. Potem na szczęście się coś zacięło i chłopaki zajęły się graniem w piłkę na pomnmniejszonej wersji boiska – zabawce przypominającej piłkarzyki, z tą różnicą, że piłkarzami nie porusza się uchwytami ale przy każdej figurce, znajdują się zagłębienia, do których trafia piłka. Żeby strzelić piłką, wygina się piłkarzyka i w ten sposób „podaje” ją do kolejnego gracza. Prosta i tania zabawka oczywiście z niezawodnego sklepu rzeczy używanych w naszym mieście :) Tageskind został odebrany około 17:30, najpierw jednak musiałam z jego tatą załatwić resztę papierkowej roboty. Jedno dziecko a tyle papierków do wypełnienia :P Zobaczymy jak będzie w środę, gdy małego znów odbierzemy.


  • RSS