mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: przedszkole

Odkad zaczelo sie EURO dzieciaki w zerowce sa ciekawe z jakich krajow pochodza ich ulubieni gracze. W liscie, ktory jakis czas temu corka przyniosla poproszono aby zalazlo sie kilku rodzicow, ktorzy mieliby czas przyjsc i opowiedziec cos o swoim kraju pochodzenia (grupa corki jest wielokulturowa) i przygotowac z dziecmi jakis przepis. Postanowilam sie zglosic:) Dlugo myslalam co by tu z dzieciakami ugotowac ale wszelkie dania typowe dla Polski niestety byly zbyt czasochlonne albo istniala obawa, ze efekt koncowy albo mi nie wyjdzie, albo nie przypadnie do smaku dzieciakom:) Wymyslilam wiec moze niezbyt oryginalna ale latwa potrawe – nalesniki :) Opiekunka grupy przygotowala wszelkie potrzebne mi skladniki, wiec dzis na 10:30 przyszlam tylko z rekwizytami  potrzebnymi mi do prezentacji.

Co by tu opowiedziec niemieckim dzieciom o Polsce? Kilka dni sie do tego przygotowywalam i na jakims forum znalazlam troche pomocy:P Wydrukowalam dwie mapy Polski, takie typowo dzieciece, z charakterystycznymi dla Polski elementami. Pokazujac dzieciom mapy, mowilam, ze Polska jest podobna troche do Niemiec bo tez na polocy kraju mamy morze a na poludniu gory, mamy takze piekne lasy i jeziora i wazne rzeki – Wisle, Odre i Warte. Wspomialam, ze pochodze z miasta na Slasku, slynnego z Radiostacji, fabryki Opla, Palmiarni, klubu pilkarskiego PIAST. Wspomnialam tez, ze Gliwice to miasto Lukasa Podolskiego (to dla chlopcow wazne info:P). Opowiedzialam takze dzieciom, ze w Bielsku-Bialej powstawaly filmy dla dzieci – „Bolek i Lolek” oraz „Reksio” (tu pokazalam figurki Bolka i Lolka mojej corki). Opowiedzialam, ze niedaleko sa juz gory, w ktorych zyja Gorale i pokazalam fotografie laleczek w strojach ludowych oraz na przykladzie grajacej maskotki swistaka zaprezetowalam muzyke goralska:P Dalej opowiadalam o Krakowie (pokazalam laleczke w stroju krakowskim i rozne smoki wawelskie) i opowiedzialam historie powstania Krakowa i legende o smoku wawelskim.

Na koniec krotko opowiedzialam o miescie, z ktorego pochodzi Robert Lewadowski, czyli o Warszawie a dokladie skad sie wziela w herbie miasta syrenka i jak powstala Warszawa (legenda o Warsie i Sawie). Na koniec wreczylam dzieciom do pokolorowania wydrukowane herby miasta Gliwice a pozniej poszlismy do kuchni wspolnie robic nalesniki :) Kazde dziecko pomoglo pomagac a pozniej samo nalac ciasta na patelnie. Do nalesnikow przynioslam domowa konfiture z czerwonych porzeczek i 2 male konfiturki z „Krakowskiego kredensu” – dzieci byly zachwycone, wszystkie zjadly po 2 nalesniki:)

 

A oto wykorzystane mapki:


https://pl2014myotherblog.wordpress.com/author/eska77/page/7/

mapa Polski dla dzieci


http://www.szkola-marzen.pl/magnetyczna-mapa-polski-dla-dzieci/

mapa Polski

 

Dzisiaj świętego Marcina (St. Martin, w Nimeczech), które chętnie jest obchodzone w przedszkolach i żłobkach wraz z rodzicami dzieciaczków. My również byliśmy wczoraj zaproszeni na taką uroczystość w przedszkolu Tusi, jednak tym razem zaproszeni zostaliśmy przez partnerskie przedszkole, z którym współpracuje przedszkole naszej córki i które raz w tygodniu odwiedza. Przemarsz z latarenkami był zaplanowany na godzinę 17;00. Chcieliśmy się wybrać całą rodziną, więc rano zawiozłam męża do pracy, syna do szkoły i o 8;00 musiałam być w domu bo przychodziło moje Tageskind (dziecko, które pilnuję), dodatkowo nie posłałam córki do przedszkola, bo inaczej przyjechałaby busikiem do domu o 16:45 i nie zdążylibyśmy na 17:00 na spotkanie (po drodze jeszcze musiałam odebrać męża z pracy). Na szczęście córka się super bawiła z moją podopieczną, potem szybko pojechałam po syna do szkoły, krótkie zakupy, coś zjeść i pojechaliśmy. Na miejscu czekała jedna z opiekunek Tusi i wręczyła jej latarenkę, syn miał swoją, którą rok temu zrobił w szkole. Był też oczywiście św. Marci na prawdziwym koniu i wszyscy śpiewając ruszyliśmy w pochodzie.Nasze dzieciaki pobiegły do przodu i tym sposobem szły w pierwszej parze zara za św.Marcinem:) Potem rozegrano scenkę, w której św.Marcin dzieli się swoim płaszczem z żebrakiem a na koniec dzieci dostały po serduszku z piernika aby podzielić się ze swoimi rodzicami i rodzeństwem.Potem w ogródku przy ognisku można było posilić się brecelkami i kanapkami oraz rozgrzać się dziecięcym grzańcem (za symboliczne 1 Euro). Nasze dzieciaki jednak świetnie się bawiły na placu zabaw :)

Dzisiaj w grupie w przedszkolu Fikaczka zorganizowane zostalo wigilijne spotkanie z rodzicami, podczas ktorego dzieci wystawily „Jaselka”. Nasz Fikaczek gral Jozefa i trzeba bylo przyznac, ze postac ta mowila najwiecej tekstu :)

Poczatek wystepu troche sie przedluzyl, bo jedno dziecko nie chcialo wystepowac, drugiemu zgasla swieczka i tak dalej … W koncu dzieci poprzebierane w stroje wyszly niosac swieczki i spiewajac jedna z wyuczonych piosenek, o podarowaniu swiatla. Nastepnie kazde dziecko zanioslo rodzicom swoja swieczke i wrocilo na scene. Nastepnie dzieci zagraly swoje role, troche z podpowiedzia pan wychowawczyn. Potem zaspiewalismy wspolnie piosenki a na koniec dzieci wreczyly wlasnorecznie zrobione kartki i prezent – domek dla ptaszkow w ktorym umocowany byl pokarm. Dzieciaki potem mialy wolne i szalaly do woli. Poszlismy z Fikaczkiem i jego najlepszym kolega Oliverem na pietro, do pokojow, w ktorych odbywaja sie terapie i gdzie moga troche poszalec :) Fikaczek wreczyl paniom swoje prezenty i pojechalismy szukac choinki bo swieta tuz tuz … W koncu udalo nam sie ladne drzewko niedrogo kupic w Wolnzach i pojechalismy do domu i zostalismy z Fikaczkiem sami bo maz musial jechac do pracy – dostal pol dnia urlopu na wystep syna w przedszkolu. My czekalismy na mojego Tageskind i wspolnie dzis przygotowalismy sol do kapieli, ktora ladnie zapakowalismy i maly wreczy swojej babci na swieta :) Udalo mi sie naklonic chlopakow do robienia swiatecznych kartek :)

W piatek pierwszy raz dzieciaki mialy jechac busikiem do przedzkola. Ja niestety nie moglam im towarzyszyc :( Fikaczek sie denerwowal tym bardzo ale tlumaczylam mu, ze jakby tak kazde dziecko chcialo jechac z mama to by musialy duze autobusy jechac, ze sie tak nie da, ze mamusia nie ma potem jak wrocic sama do domku itp …

Busikiem jedzie w sumie 16 dzieci i po kolei sa zbierane z poszczegolnych miejscowosci i na 8:00 odstawiane pod przedszkolem. Nasze dzieci sa wedlug planu juz o 07:02 odbierane spod domu. Wstalam z mezem o 06:30 zeby dzieciaki wyszykowac. Czekalismy troszke przed domem, juz sie troche denerwowalam bo kierowca sie spoznial, w dodatku w czwartek o tej porze widzialam podobny transporter, ktory wydawalo mi sie, ze trabil i odjechal. Balam sie, ze mialam dac znac kierowcy, ze w pierwszy dzien sama zawoze dzieci ale sadzilam, ze to kierowcy wiedza. O 07:05 podjechal busik i dzieciaki wsiadly. Tusia dala sobie zdjac plecaczek i zapiac sie, przedtem jednak nam pomachala jak mala celebrytka :P Fikaczek poszedl w glab busika i siadl grzecznie i co najwazniejsze – nie plakal :) Pomachalismy im i poszlismy jeszcze sie polozyc chwile. O 13:30 wrocila Tusia. Wracala inna linia busika, z pania kierowca. Fikaczek wrocil jakos o 14:10 dopiero, jednak sporo czasu zajmuje im rozwiezienie wszystkich dzieci. Wrocil zadowolony i usmiechniety, mowil, ze nie plakal i ze podobalo mu sie w nowym przedszkolu. Oby tak dalej w poniedzialek !

Dzisiaj pojechałam z Tusia na próbny dzień do przedszkola. Fikaczka zawiozlam wcześniej do przedszkola, bo termin Tusi był już o 08:15. Myślałam, że obejdzie się bez większych problemów bo poprzednio gdy oglądaliśmy grupę, Tusi się tak podobało, ze nie chciała wracać do domu. Przywitalam się kolejno z paniami opiekunkami i zaczęło się … Tusia położyła mi się na podłodze i nie chciała wejść w ogóle do sali, gdzie już czekały dzieci. Miałam z Tusią zobaczyć jak wygląda Morgenkreis i po nim dzieci miały wspólnie zjeść śniadanie, potem miał być czas na wspólna zabawę. Tusia się długo boczyła, nawet nie chciała do mnie przyjść na ręce. W końcu jakoś udało mi się ją uspokoić, poszła też do sali ale trzymała się na dystans, zachęcił ją za to kącik zabaw. Potem nawet chętnie wymyła rączki i poszła z dziećmi zjeść śniadanie. Pani pokroiła jej jabłuszko i dała dziecięcy nóż żeby mogła posmarować sobie bułkę. Potem zainteresowana poszła za dziećmi do sali zabaw i bawiła się ręcznie zrobioną plasteliną. Potem była na dworze i huśtała się, jeździła na rowerku i hulajnodze. Potem zobaczyłam z nią piaskownicę i około 11:00 ruszyłyśmy do domu. Podczas naszej wizyty 8 dzieci zajmowała się 4 osób. Dostałam potrzebne informacje , miedzy innymi o tym co we wrześniu Tusia będzie potrzebowała, co spakować do plecaczka na śniadanie. Przedszkole zapewnia napoje i słoiczki z firmy Hipp ale tylko owoce, bo są one przeznaczone na deser. Na obiad dzieci dostają zupę i drugie danie plus sałatkę i według opiekunów, jest to sycący obiad. Dowiem się jeszcze czy za jedzenie muszę płacić bo według jedynej z pań, opłaca to region ale nie jest pewna. Raz na dwa miesiące płaci się około 22€ na materiały plastyczne i inne opłaty, miedzy innymi na prezent urodzinowy gdy dziecko ma urodziny i tak dalej. Zobaczymy jak będzie dalej ale pierwsze wrażenie było bardzo pozytywne.

Po krótkiej przerwie w pisaniu bloga, wracam ponownie :) Zabiegana byłam ostatnio mimo, że zaczął się pierwszy tydzień ferii u nas i teoretycznie mam wolne od biegania do przedszkola i pilnowania Tageskind, wcale przez to mniej stresów nie ma :) Zacznę od tego, że mąż dowiedział się, że na początku czerwca musi na trzy tygodnie lecieć służbowo do Indii. I zaczęło się … paszport nieważny a bez niego ani rusz! Nie wyrabiał nowego bo jeżdżąc po Unii nie bardzo ma to sens :P Ale do Indii nie dość, że paszport to i wiza potrzebna. Więc pierwszym krokiem był fotograf, później ratusz i składanie wniosku o paszport. Okazało się, że potrzebny nasz Stammbuch, stary paszport i poświadczenie, że posiada się także polskie obywatelstwo bo od teraz jest to wszędzie odnotowywane. Wszystko znaleźliśmy ale stary paszport jak zniknął tak do dziś go nie znaleźliśmy :P Mąż zawiózł papiery do ratusza krótko przed 12 bo już zamykali. Opłata za nowy paszport (z odciskiem papilarnym) to wydatek 60 euro. Z racji, że do wyjazdu daleko nie ma a na paszport czeka się normalnie 4-6 tygodni, dodatkowa opłata za wyrobienie paszportu ekspresem to 30 euro. Na szczęście tą różnicę nam zwrócą, chyba z racji tego, że to wyjazd służbowy ale pewna nie jestem. Potem dalej szczepienia, które trzeba sobie samemu wykupić w aptece (3 szczepienia na żółtaczkę typu A i B w odstępie tygodnia i chyba jeszcze jedno) a następnie przyjść z nimi do lekarza. Problem polega na tym, że receptę dostaje się na każdą szczepionkę osobno a nie na komplet trzech, które potem można u lekarza przechować :/ Tutaj też było stresowo bo nasza lekarka na urlopie, więc mąż pojechał do lekarza sportowego u nas w miejscowości ale co? Oczywiście do końca tego tygodnia ma urlop więc trzeba szukać innego lekarza, który ma wolne i jeszcze zrobi szczepionkę. Znalazłam takiego również w naszej miejscowości ale trzeba być już o 16:30 bo do 17:00 przychodnia otwarta a potem …. lekarze na urlopie :) Szczepionka musi być dziś zrobiona, powinna w sumie już wczoraj bo minął równo tydzień ale dzisiejszą datę mąż miał wpisaną w karcie szczepień. Bałam się czy mąż da radę tak szybko wyjść z pracy bo ostatnie dwa dni wracał do domu koło 22:00 :/ Ale udało się :) Co do kosztów za szczepionki, dostaliśmy od naszej kasy chorych formularz, który ma wypisać lekarz i wraz z oryginałami recept mamy je odesłać i dostaniemy zwrot kosztów. Wczoraj mąż odebrał paszport i w pracy dostał wniosek o wydanie wizy (koszty wizy pokrywa pracodawca). Ufff … Jeszcze tylko wymiana waluty (niestety w Sparkassie gdzie kurs jest bardzo niekorzystny a czegoś takiego jak kantor próżno w Niemczech szukać:P), jakieś zakupy na wyjazd typu torba, odpowiednie ubrania, kremy na słońce itp. Niestety podczas nieobecności męża mam co niedzielę mecze drużynowe tenisa :/ Udało mi się „zorganizować” teściów na weekend 15-16 czerwca żeby przyjechali i uważali na dzieci a ja w tym czasie mogę jechać na mecz. Później wpadną moi rodzice może na 2 tygodnie, to jak akurat będę brała udział w meczach, to znów skorzystam :)

Z racji, że są ferie mam dwa tygodnie dzieciaki non stop na głowie – przedszkole zamknięte, nie ma treningu tenisa ani piłki nożnej. Jest ciężko :P

Z gory przepraszam za literowki ale coś mi nawala klawiatura.

Z chrzcin w Polsce wracaliśmy sami bo dzieci zostały na tydzień z dziadkami. Powrót do rzeczywistości nastąpił w niedzielę, kiedy tata odwiózł nam nasze pociechy  hehe ….

Poniedziałek jeszcze był na luzie bo dziadek zawiózł Fikaczka do przedszkola ale wtorek zaczął już być stresowy, trzeba się było przestawić na ciągłe hałasy, kłótnie i szarpanie miedzy maluchami, przerywanie w rozmowie no ale cóż pozorna wolność  się skończyła … Dzisiaj Mikołajki i moja Tusia zrobiła mi miłą niespodziankę  bo przespała cala noc, dwie poprzednie to pobudki o 3 w nocy, jedynie noc po przyjeździe przespała, tak jak i cały tydzień u dziadków. Wczoraj postanowiłam ja zmęczyć i o 12 poszłyśmy na dłuugi spacer do oddalonego nieco LIDLA, potem wstąpiłyśmy po Fikaczka do przedszkola i już potem jej nie kładłam. Dzisiaj wymęczyłam ja półgodzinnym spacerkiem i potem godzinnymi sankami z braciszkiem ale mimo mojego poświęcenia na 2 stopniowym mrozie i braku czucia w placach rak i nog pomimo ubranej cieplej odzieży, dzieci nadal miały w domu pełno energii i zaczęło się denerwowanie mamusi poprzez robienie sobie wzajemnie na złość  a następnie wypieranie sie tego.

Za to w dzisiejszej sesji z terapeutka Tusia dobrze współpracowała i pani powiedziała, że widzi duży postęp w rozwoju. Fikaczek we wtorek po przedszkolu tez się starał ale pierwszy raz płakał trochę za mną mimo, że lubi swoja terapeutkę ale myślę, ze 2 tygodnie przerwy w zajęciach, z czego tydzień bez mamy, zrobiły swoje. Na szczęście szybko się uspokoił.

Dzisiaj też dzięki uprzejmości sąsiadki mogłam podjechać z małym autem do przedszkola. W sumie miałam jechać z jej córką, której syn z Fikaczkiem chodzi do przedszkola ale kwadrans po 8 już jej nie było, dziś wyjątkowo pojechała wcześniej. Na szczęście jej mama nas szybko podrzuciła i w ten sposób zdążyliśmy a mała jeszcze pospała. Jutro puszczam małego pierwszy raz samego z kolegą, odbiorę go potem z Tusia.

Jak co roku w jesieni przedszkolaki jadą trzy dni w tygodniu do pobliskiego lasu aby obcować z przyrodą. Fikaczek coś gorączkował w weekend i do wczoraj był w domu. Dziś jednak zawiozłam go na zbiórkę do lasu. Nie  był rano zbyt szczęśliwy :/ O 12:00 odebrała go stamtąd mama jego najlepszego kolegi i zawiozła jeszcze na 2 h do przedszkola. Kiedy go odebrałam, rozpłakał się, dosyć przeżywa takie sytuacje gdy nie ma mnie przy nim ale cóż, musi się trochę samodzielności nauczyć … Gdy odstawiłam małego, szybko z Tusią na Kinderpark pojechałyśmy, chce żeby chodziła tam regularnie

Kinderpark

Brak komentarzy

Moja Tusia, jak mi zalecono w klinice, zaczęła chodzić na tzw. Kinderpark (raz w tygodniu dwie mamy zajmują się przez 2,5 h maluchami w zamian za drobną opłatę) przy naszym kościele. Z racji, że tydzień temu w środę było wolne (Dzień Zjednoczenia Niemiec), mała miała dość długą przerwę. Oddając ją, miałam trochę obawy czy zostanie po tak długiej przerwie. Jednak mała zainteresowała się co ma na drugie śniadanie spakowane do torby i zabrała się za pałaszowanie a ja bez zbędnych pożegnań, po prostu wyszłam. O 11:00 (po 2,5 h) odebrałam ją i jak mi panie mówiły, nie było żadnego problemu :) Jeśli chodzi o zabawę, bawiła się „obok” dzieci ale to normalne w tym wieku jeszcze. Wczoraj przekazałam opinię o Leti z Centrum Dziecka w Monachium Heilpedagogin, która się Tusią zajmuje. Tak samo przekazałam te info do przedszkola Fikaczka, bo psycholog z Centrum proponuje umieszczenie Tusi w grupie integracyjnej gdy mała pójdzie od września do przedszkola. Z racji, że nie ma tam zbyt dużo wolnych miejsc, postanowiłam już teraz się postarać o miejsce. Zobaczymy co z tego wyjdzie.Co do rozwoju mowy, Letusia ładnie mówi już: „Iwo”, „daj”, „gdzie”, „co”, „kaka”-kotek i piesek i „am am”.

Dziś mija tydzień przedszkola a mój Fikaczek o dziwo nie popłakuje jak kiedyś :P Co prawda co rano „buntuje się” mówiąc, że nie idzie, czasami nawet odbywa się rzucanko ale jakoś godzi się, że po prostu musi i jest o wiele lepiej :P Zastanawiam się czy po prostu jest już starszy i więcej rozumie czy dlatego mu lepiej bo dosłownie 5 dzieci przychodzi … Okaże się w poniedziałęk, gdy 12 nowych „minis” przyjdzie do grupy. Fikaczek jest już teraz „midi” i ma trochę mniej przywilejów niż „mini” (np tylko w poniedziałki może mieć zabawkę). Gdy będzie szedł ostatni rok przed szkołą, będzie „maxi” i także jego będzie czekało uroczyste pożegnanie :)


  • RSS