mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: szkoła

Dzisiaj odbyliśmy pierwszą rozmowę z nauczycielką naszej pierwszoklasistki, lekki stres był bo obwialiśmy się trochę usłyszeć, że mała ma nadal problemy w szkole (mimo uczęszczania do szkoły, gdzie są małe klasy i dzieciom poświęca się bardzo dużo czasu). Jak się okazało, strach ma wielkie oczy ale pokolei. Taka rozmowa odbywa się w szkole na początku roku i zastępuje świadectwo szkolne, bierze w nim przede wszystkim dziecko, nauczyciel oraz rodzice. Przed odbyciem takiej rozmowy rodzice dostają kwestionariusz, który mają wypełnić razem z dzieckiem – rodzice i samo dziecko oceniają się na podstawie symboli buziek. Następnie taki kwestionariusz ocenia nauczyciel. na rozmowie jest on punkt po punkcie omawiany. Nauczycielka opowiada dziecku co już umie dobrze a w czym jeszcze potrzebuje pomocy i nad czym trzeba popracować. Z racji, że nasza córka jest dwujęzyczna i ma czasem problemy ze znalezieniem brakującego słowa, ja dziś pełniłam rolę „tłumacza” ale wkraczałam jedynie do akcji gdy nauczycielka o to wyraźnie poprosiła, upewniałam się czy córka zrozumiała co było przed chwilką omówione. Bardzo ucieszył nas fakt, że w tak krótkim czasie (od połowy września w naszym Bundeslandzie) mała zrobiła bardzo duże postępy, bo nauczycielka przyznała że na samym początku obawiała się, czy mała sobie poradzi nawet w tak małej klasie, bardzo dużo trzeba było jej pomagać, począwszy od najprostszej rzeczy jak powieszenie plecaka, wyjęcie z placaka piórnika i teczki z zadaniem domowym i podaniu go nauczycielce do sprawdzenia. Córka też pozytywnie  zaskoczyła nauczycielkę gdy po feriach zaczęła pisać pisać wiele wyrazów. W klasie jest lubiana, już nie próbuje się „rządzić” i rozkazywać innym dzieciom aby robiły to co naszej córce pasuje. Szybko zauważyła, że tak się z dziećmi nie da :P W przyszłym tygodniu czeka nas kolejny termin w klinice w Augsburgu aby w końcu wykluczyć autyzm lub dowiedzieć się jakie zaburzenie ma córka, bo typowy głęboki autyzm to nie jest na pewno, córka jest na to zbyt kontaktowa.

Robi się coraz bardziej zimowo i świątecznie – sezon na wszelkiego rodzaju Weihnachtsfeier został właśnie wczoraj otwarty i to od razu podwójnie bo o 18:00 pojechałam z dziećmi do szkoły a zaraz po ich występach – do pracy Męża. W tym roku Córeczka miała swój debiut bo od września jest pierwszakiem. Bardzo przeżywała i chodziła dumna i blada, że będzie tańczyć:) Cały program występów trwał dobre półtora godziny, Córka występowała prawie na początku – taniec wyszedł jej idealnie, bardzo dobrze opanowała cały układ taneczny :) Dla mnie jako mamy jest to zawsze wzruszająca chwila jak mogę uczestniczyć w takich ważnych dla nich momentach. Synuś w tym roku prowadził ze swoją klasą quiz świąteczny :) Szybciutko po występach manewrując wśród dużej ilości rodziców czy dziadków uczniów, dotarliśmy do szatni po kurtki i rach ciach szybko pojechaliśmy autem do pracy Męża. Tam przyjęcie zaczęło się już o 17 więc koło 20 jak zajechaliśmy to trafiliśmy akurat na najważniejszą część – rozdawanie prezentów. W tym roku pracownicy zorganizowali tombolę – każdy miał przynieść z domu coś niepotrzebnego i zapakować to jako prezent. Na dany sygnał każdy miał podejść i wybrać jakikolwiek prezent. Kiedy skończyła grać muzyka, każdy na trzy cztery miał otworzyć prezent a później …. wymienić się z kimś na inny prezent :) Najlepszą zabawę miała moja córka, która biegała co całej sali i co chwila przynosiła jakieś coraz to nowe prezenty:P Suma sumarum na koniec przyszliśmy chyba z 10 prezentami :P Wynieśliśmy też co nieco a więc bilans wyszedł na zero:)

W piatek w zerowce mojej corki (jak pewnie i w przedszkolach czy podstawowce) odbylo sie coroczne nocowanie dzieciakow. O 18 byla zbiorka w szkole, zaopatrzone w materac, posciel, pizamke i przytulaka stalam z coreczka przed glownym wejsciem. Po chwili podeszli do nas i do jeszcze jednej mamy z corka inni rodzice i pokazali gdzie  jest drugie wejscie do budynku – tam juz czekaly opiekunki grupy. Mialam szczerze mowiac lekkie obawy pozwolic corce zostac na noc bo roznie to z jej spaniem bywa a w nowym miejscu to juz w ogole ale ryzyk – fizyk – najwyzej zadzwonia po nas:)

W sali dzieci porozkladaly juz swoje materace i polozyly swoje rzeczy. Tusia wybrala sobie miejsce kolo 2 kolegow:P Na wszelki wypadek zostawilam malej jej nocna lampke, przypomnialam o wysiusianiu przed spaniem, dalam buziaka i pojechalam do domu. Dzieciaki mialy byc do odebrania na drugi dzien o 10:00 co akurat sie dobrze skladalo bo syn mial zbiorke na mecz pilkarski wlasnie krotko po dziesiatej. Corka byla zadowolona bardzo z takiej nocnej imprezy :P Pani mowila, ze w nocy bylo wszystko ok. Tusia opowiadala, ze dwa razy jedli na dworze i bawili sie w wodzie (akurat tego dnia bylo baaardzo goraco) a na noc kazdy dostal swiecace opaski na reke :)

Po tygodniowym pobycie mojej Tusi w szkole (pisalam o tym tu 
http://mamawniemczech.blog.pl/2016/04/06/tygodniowy-pobyt-tusi-w-szkole/
) i po kilkukrotnym dowiadywaniu sie co i jak od srody oficjalnie wiem, ze po feriach zielonoswiatkowych (w Niemczech sa takie i trwaja 2 tygodnie, przynajmniej  u nas na Bawarii:P) Tusia juz do letnich ferii zostaniie w zerwoce w szkole, do ktorej chodzi jej brat. Troche to wszystko sie przedluzalo bo przedszkole musialo wykonac badanie psychologiczne, ktore ostatecznie daloby odpowiedz czy we wrzesniu (w lipcu mala konczy 6 lat a jak wiadomo w Niemczech dzieci ida do szkoly w tym wieku, mozna natomiast na wniosek rodzicow poslac dziecko rok pozniej do szkoly) bedzie dla malej lepiej zostawic ja na rok w zerowce czy od wrzesnia pojdzie do 1 klasy. Nasz syn odwiedza szkole, ktora jest szkola prywatna i kierowane sa do nich dzieci, ktore  maja roznego rodzaju problemy, glownie z mowa lub lekkim opoznieniem w rozwoju (jednak w szkole tej nie ma dzieci opoznionych umyslowo!). Najwazniejsza roznica pomiedzy ta szkola a „zwykla” podstawowka, to fakt, ze material do opanowania 2 pierwszych klas, jest przerabiany w tej szkole 3 lata. Ma to pomoc dzieciom, ktore potrzebuja nieco wiecej czasu na przyswojenie wiadomosci, oczywiscie przejscie do „zwyklej” szkoly jest w kazdym momencie mozliwe, jednak zaleca sie pierwsza probe przeprowadzic w  2 lub 3 klasie. Dodatkowo w szkole syna klasy sa bardzo male, maksymalnie 10 dzieci (w porownaniu do 30-40 osobowych klas w podstawowce), klasy tez nazywaja sie odpowiednio klasa 1 (I rok nauki),klasa 1A (II rok nauki) i klasa 2 (III rok nauki) i oficjalnie nazywaja die Diagnose i Foerderklasse czyli z niemieckiego sa to klasy, w ktorych diagnozuje sie postepy dziecka w nauce i w razie wystepujacych problemow dziecko sie odpowiednio wspiera (rozne terapie). Wlasnie w ciagu tego dosc dlugiego pobytu do ferii letnich (w Niemczech dzieci do konca lipca musza chodzic do szkoly), powinno sie wyjasnic gdzie corka znajdzie sie we wrzesniu. Najwazniejsze, ze Tusia juz od roku wybiera sie do szkoly a tydzien spedzony w SVE (niem. Schulvorbereitungs Einrichtung czyli placowka przygotowujaca do szkoly, cos a la zerowka) bardzo milo wspominala i caly czas powtarzala, ze nie wybiera sie juz do jej dotychczasowego przedszkola:) Teraz juz oficjalnie ostatnie 5 dni w starym przedszkolu, 2 tygodnie ferii i szkola:)

W poniedziałek nasza Tusia mogła wreszcie isc razem z braciszkiem do szkoły a przynajmniej tak jej sie zdawalo, jak na razie jest to tak zwane schnuppern czyli takie przyjście na próbe żeby to zobaczyc co to jest szkoła, co sie w niej robi … A wiec poniedziałek byl ważnym dniem dla naszej córki. Ledwo dała sobie wytłumaczyc, że jeszcze nie może zabrac swojego plecaka z sowami, ktory dostała juz rok temu bo wybierała sie do szkoły. Na to przyjdzie czas dopiero we wrześniu …

W pierwszy dzien przypadł mi zaszczyt zawiezc oboje do szkoły, o dziwo mała bez problemow została, tylko buzi i głaskaj powiedziała i poszłam do domu. Miałam ją odebrac o 12, kiedy koncza sie lekcje, na swietlice do 16 jeszcze nie moze chodzic.dopiero we wrzesniu. Pierwszy dzien bardzo jej sie podobal, poznala dziewczynke w Polski ale glownie bawila sie sama, troche jadla ale wszystko ja interesowalo wiec czasu na jedzenie nie bylo.

Wczoraj dzieciaki byly na placyku cwiczen gdzie dzieci poznaja znaki drogowe, te, ktore umieja, jezdza na rowerach a te ktore nie umieja sa pieszymi. Tusia umie poki co na rowerku z dodatkowymi kolkami wiec mogla byc tylko pieszym ale w piatek znow tam sie wybiora, wiec moze przyniesc kask i moze sprobuje. Nadal bawila sie glownie sama.

Dzisiaj gdy ja odbieralam, musialam podpisac oswiadczenie, ze zgadzam sie na wymiane informacji miedzy obecnym przedszkolem a pania w szkole.W piatek mala masprobowac przyjsc na godzine do klasy brata bo wlasciwie obecnie odwiedza cos w rodzaju zerowki (sve) czyli placowki przygotowujacej do pojscia do szkoly. Mala w obecnym przedsykolu tez odwiedza SVE ale ma w grupie wiecej dzieci chorych umyslowo a wiec z 1-2 dzieci moze wchodzic w jakies interakcje i rozmawiac a wlasnie z powodu mowy panie z przedszkola powiedzialy, ze raczej widza Tusie w SVE albo przynajmniej w szkole gdzie sie wiecej czasu poswieca dziecku i pierwsze 2 lata robi w 3 aby dziecko w swoim tempie przyswoilo wiadomosci. Jestem ciekawa co z tego wyjdzie. Do konca tygodnia powinnam wiedziec gdzie ostatecznie wyladuje i kiedy sa zapisy.

Za nami pierwsza w tym roku rozmowa z nauczycielem zastępująca od tego roku semestralne świadectwo naszego syna. Szkoła, do której chodzi nasz syn ma za zadanie wspierać dzieci, które mają problemy w nauce, problemy z koncentracją lub jakieś większe lub mniejsze problemy w rozwoju, podejrzewam, że dlatego też wprowadzono nowy system ocen w postaci buziek. Oceny wystawia sobie samo dziecko, jego rodzice i wychowawca a w wyznaczonym terminie nauczyciel rozmawia w obecności rodziców z dzieckiem na temat wystawionych ocen. W naszym przypadku zazwyczaj oceny się zgadzały, jedynie temacie „zadanie domowe” czy ‚rozwiązywanie problemów, współpraca” nasz syn oceniał się wysoko, co z kolei my i nauczyciel widzieliśmy zupełnie odwrotnie :) Wychowawca próbował wytłumaczyć synowi, że musi być bardziej samodzielny i pamiętać odrabiać zadania domowe bo to jest jego zadanie, że powinien umieć znaleźć w plecaku rzeczy, o które prosi nauczyciel (a nie twierdzić, że ich nie ma a potem się  jednak znajdują:P). Na koniec każdy  z nas podpisywał się pod „umową”, mały poszedł na lekcje a my mogliśmy zamienić parę słów z nauczycielem. Nauczyciel mówił nam, że syn bardzo dobry jest w wyszukiwaniu przeróżnych wymówek gdy czegoś zapomni lub coś źle zrobi. Jeśli chodzi o skargi syna na innych uczniów, którzy mu dokuczją lub robią krzywdę na przerwie, to oczywiście nie jest to tak tragiczne jak przedstawia to nasz syn:P Czasami któryś ze starszych chłopców popchnie go niechcący a Fiki uważa, że specjalnie i wymyśla niewiadomo co:P Oczywiście powtórzył się temat koncentracji, z którą syn ma nadal problem :/ W klasie ma 9 dzieci i wszystkie mają  z tym problem, jeden patrzy w lewo drugi w prawo, inny do góry  a między nimi jest nauczyciel, który ciągle musi ich sprowadzać na ziemię. Póki co, nauczyciel nie widzi możliwości pójścia na próbę do zwykłej podstawówki, właśnie z powodu braku koncentracji. z resztą zalecana jest zazwyczaj próba po skończeniu 3 klasy a więc mamy spokojnie jeszcze rok czasu, chyba że dostaniemy sygnał od nauczyciela, że można taką próbę na kilka tygodni podjąć. Nauczyciel zaproponwał aby codziennie Fiki zastanowił się co mu się w danym dniu najbardziej podobało/ najmniej podobało i zapisał na ten temat jedno zdanie. Zmusi go to przypomnienia sobie co w ciągu dnia robił, bo gdy my go pytamy jak było w szkole, z jakimi nauczycielami miał lekcje, to on zwyczajnie wyrzuca to z pamięci:)

Póki co najlepiej idzie nam lekcja samodzielności, którą jest wracanie samemu do domu:) Zaczęliśmy jakieś 2 miesiące temu i jutro wielka premiera – 1 raz czekam na syna w domu:) Dotąd czekałam kilkaset metrów od szkoły, później w niedalekiej uliczce, później jeszcze dalej a w końcu na rogu naszej ulicy ale syn się bardzo upierał, że jutro chce już całkiem sam wrócić.

Dzisiaj mieliśmy w przedszkolu rozmowę z opiekunkami Fikaczka. Niestety dowiedzieliśmy się niewesołych wiadomości, mianowicie, że w szkole może mieć problemy z przystosowaniem się. Ma co prawda jeszcze półtora roku czasu (w styczniu kończy sześć) ale opiekunki obawiają się, że będzie mu ciężko. W przeciwieństwie do tego jak się zachowuje w domu, w przedszkolu pozwala ze sobą robić wszystko, co mu dzieci każą, gdy mu ktoś coś zabierze, to się nie broni, ba nawet nie mówi opiekunkom, tylko dopiero mi w domu. Dodatkowo co więcej mu sprawi kłopotów, to to, że jest bardzo niepewny, gdy dostaje jakieś polecenie do wykonania (oczywiście zależy jakie, bo przyniesienie z lodówki mleka to dał spokojnie radę), zastanawia się, patrzy na innych i panie powiedziały, że w szkole od dzieci się o wiele więcej wymaga i on po prostu sobie nie poradzi. W grupie potrzebuje dla bezpieczeństwa swojego najlepszego kolegi – Miki, bez niego czuje się bardzo zagubiony a kontaktów z innymi dziećmi nie szuka, w przeciwieństwie do jego kolegi. Było nam bardzo przykro to słyszeć ale dla jego dobra od września pójdzie do innego ośrodka, który go mam nadzieję przygotuje lepiej. Opiekunkom też było trudno nam to mówić, bo bardzo naszego urwiska lubią. Podali nam namiary na jedną placówkę w Pfaffenhofen, do której na szczęście zabierałby małego spod domu busik. Tam będzie mniejsza grupa i dwie nauczycielki, więc mamy nadzieję, że problem tkwi w tym, że w dużej grupie mały się źle czuje i nie potrafi się skoncentrować dobrze.


  • RSS