mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: tenis

W zeszły czwartek rozpoczęły się coroczne mistrzostwa w tenisie ziemnym w naszym mieście. Brałam w nim udział już kilka razy, trzy lata temu nawet zajęłam pierwsze miejsce, rok potem trzecie a w zeszłym roku musiałam zrezygnować z występu bo miałam operowanego koślawego palucha i 6 tygodniu w ogóle ciężko mi było się ruszać …. W tym roku czeka mnie, jak pisałam w poprzednich postach, kolejna operacja, tym razem żylaków, już za miesiąc więc aby się odstresować, powiedziałam sobie a co mi tam sprawdzę, czy po tylu latach będę znów mistrzynią i …. udało się :) W weekend grałam swoje mecze, trochę się nabiegałam bo każdy mecz grałam z dużo młodszą od siebie co w tenisie akurat nie jest najlepsze :) Finał w każdym razie był z 14 – latką, która pokonała 2 rozstawioną turnieju. Stres był dodatkowy bo nie dość, że ponad 20 lat ode mnie młodsza, to ja grałam jako pierwsza rozstawiona i głupio byłoby przegrać:) Jeszcze ten dobijający 30 stopniowy upał … ale było warto :) Po południu, po zakończonych rozgrywkach, odbyło się wręczanie nagród a wczoraj w gazecie można było przeczytać o rozegrnaych zawodach. Może uda mi się wygrać jeszcze dwa razy z rzędu i puchar przechodni będzie mój :)

http://www.donaukurier.de/sport/lokalsport/pfaffenhofen/Favoritensiege-in-Geisenfeld;art1728,3265812

U nas wakacje zaczęły się dopiero 30 lipca, wtedy też ruszyliśmy na tygodniowe wakacje do położonego niedaleko Poznania Zaniemyśla. Nasz syn miał w okolicach obóz piłkarski, którego ofertę znalazłam z mamą w Internecie. Prowadzi go kadra trenerów z akademi sportowej Sportujmy.pl z Poznania. Obozy odbywają się w całej Polsce oraz zagranicą, np. w Hiszpani i termin obozu w Dolsku był idealny, bo właśnie zaczynał się z końcem lipca. W sobotę rano spakowani, ruszyliśmy i tu już pierwsza niemiła niespodzianka – z okaji rozpoczynających się ferii ceny benzyny od razu w górę – z 1,20 Euro na 1,40 Euro, nie wspominając o 10 km korku do granicy we Frankfurcie nad Menem oraz kilku zwężeniach na Berliner Ring (zapewne z okazji ŚDM). Trasę 700 km jechaliśmy nie 7 a 11 godzin …. Jakby tego było mało, w naszej miejscowości odbywały się coroczne „Bitwy morskie” i nie dość, że nie było gdzie zaparkować bo chyba cała Polska się tam zjechała, to jeszcze ulica, gdzie był nasz nocleg została zamknięta i kręciliśmy się dobre 15 minut żeby się móc zatrzymać i z bagażami podejść do hotelu, gdzie czekali na nas moi rodzice. No cóż, Zaniemyśl może nie przywitał nas najlepiej ale spędziliśmy tam miło tygodniowy urlop. Koło 23:00 był piękny pokaz sztucznych ogni, który mogliśmy podziwiać z naszego balkonu. Dzieciaki a zwłaszcza syn wreszcie miały okazję zobaczyć, bo zazwyczaj w Sylwestra nie dało się ich obudzić:)

Wyspa Edwarda na Jeziorze w Zaniemyślu

wyspa edwarda

W niedzielę, po przyjeździe, odstawiliśmy syna na obóz. Trochę się nam rozkleił jak rozdzielali pokoje ale jak zobaczył telewizję w pokoju, to mu się humor poprawił. Pożegnaliśmy się z nim i wróciliśmy do córki i taty. Podczas tygodniowego pobytu udało mi się wybrać do fryzjera i zrobić pierwsze w życiu ombre. Też śmieszna sytuacja, bo 3 fryzjerów w Zaniemyślu a żaden nie miał terminu (zapisy 3 tygodnie do przodu) a w pobliskim Śremie, to dopiero za 4 razem, udało nam się zaklepać wizytę. Jeden umer, chyba musiał być pomyłką bo pan, który odebrał, chyba robił sobie żarty po powiedział, że jest fryzjerem a kiedy zapytałyśmy czy można przyjść nałożyć sobie farbę, powiedział, że nie umie :)

W jeden dzień z mężem i córcią wybraliśmy się autobusem pozwiedzać Poznań i zobaczyć słynne koziołki na Ratuszu, które o 12:00 się trykają. Jazda autobusem to dla naszych dzieci wielka atrakcja, więc oczywiście kupiliśmy bilety i udaliśmy się na przystanek który notabene był także w bliskiej okolicy naszej willi:) Jazda trwała godzinę, później kupiliśmy sobie bilety na cały dzień na tramwaje i autobusy w Poznaniu i ruszyliśmy w kierunku Rynku. Udało nam się w ostatniej chwili na koziołki, bo już grano hejnał kiedy biegliśmy uliczką koło Rynku. Sam pokaz może trochę dzieci rozczarować i tak też trochę było w przypadku naszej córki bo zaraz się rozglądała za balonami na straganach:)

ratusz

 

kamienice

Porobiliśmy sobie trochę zdjęć i w jednym ze sklepów z pamiątkami, kupiłam mojego pierwszego w życiu rogala świętomarcińskiego z białym makiem. Pycha ale cena niezła – mimo, że nie ma „gorącego okresu” (listopad, św. Marcina), to cena 7 PLN nie powiem, żeby była mała ale był naprawdę dobry, zaliczone :)

Później poszliśmy na Wroniecką gdzie pod numerem 17 można było posłuchać legen poznańskich i wejść w świat 6 D oraz poznać trochę poznańskiej gwary. Wstęp 15 PLN od osoby, weszłam tylko z córką, ubrałyśmy specjalne okulary, każda dostała magiczną pieczątkę, która zniknie po wyjściu. Przemieszczaliśmy się z pomieszczenia do pomieszczenia (jak w labiryncie) i naszym zadaniem zawsze było rozejrzeć się gdzie znajdują się kolejne drzwi oraz zapoznać się z eksponatami a dopiero później mogliśmy gdy byliśmy już gotowi, włączyć legendy na ipadzie. Po ich wysłuchaniu nagle pojawiała się pani i pytała najmłodszych co zapamiętali z legendy, fajna sprawa.

 

blubry

Wychodząc z Rynku dwiedziliśmy odrestaurowany zamek księcia Przemysła, który akurat tego dnia był ogólnie dostępny więc skorzystaliśmy i wjechaliśmy na wieżę widokową.

zamek

Później wszyscy zgłodnieli, pogoda zaczęła się też psuć i pojechaliśmy do wyszukanej przeze mnie w Internecie pizzerii „Frontiera” na Szewskiej. Z początku ją przeoczyliśmy ale dość szybko się zorientowaliśmy, polecam, jest tam pizza mająca 46 cm średnicy i naprawdę pyszna. Niestety nasza córka była baaardzo głodna i jedna taka duża pizza na nas troje nie starczyła, więc zamówiliśmy nieco mniejszą dodatkowo. Za obiad – 2 pizze i napoje wyszło dokładnie 50 pln ale naprawdę było smacznie :)

Na koniec ruszyliśmy na Ostrów Tumski – historyczną dzielnicę Poznania związaną z Mieszkiem I i Bolesławem Chrobrym, tam powstała kolebka Państwa Polskiego. Niedaleko katedry, w której są pochowani królowie, znajduje się bardzo ciekawe dla dzieci muzeum Brama Poznania ICHOT. W muzeum tym dzieciaki mogą naprawdę poczuć czym jest historia – przygotowano dla nich wiele sal edukacyjnych dla dzieci, w których na przykład mogły dotykać eksponatów, czy pojawiać się w makietach. Polecam, naprawdę warto!!!!! Później już musieliśmy powoli wracać na powrotny autobus do Zaniemyśla.

 

Brama Poznan ostrow studnia2

 

 

Po wycieczce do Poznania, przyszedł czas odwiedzić dawno nie widzianą rodzinkę która mieszka w okolicy. Z racji, że postanowiliśmy wracać do Niemiec już w sobotę a nie w niedzielę jak planowaliśmy i tam rzenocować przed powrotem do domu(przez długą podróż do Polski), odwiedziliśmy z mamą moją kuzynkę i jej córki oraz kuzynostwo i wujostwo mojej mamy. Wreszcie mogłam zobaczyć jak moja dawno nie widziana kuznka mieszka i poznać jej męża, trochę pogadać :)

Ostatnie dni spędziliśmy na zwiedzaniu pobliskiej miejscowości Kórnik – zwiedziliśmy zamek, gdzie podobno straszy słynna Biała Dama, obejrzeliśmy leżące przy zamku arboretum z wieloma gatunkami starych drzew,wśród nich także gruszki na wierzbie:P Na koniec wybraliśmy się w rej statkiem po Jeziorze Kórnickim i zatrzymaliśmy się na pysznej rybce w „Tawernie pod żeglami”. Sola była przednia :)

 

Zamek kórnicki („Białej” damy)

zamek bialej damy

 

W ostatni dzień pobytu niestety pogoda od rana była kapryśna ale pomimo deszczu wybraliśmy się do Puszczykowa. Tam zwiedziliśmy Muzeum Arkadego Fiedlera – słynnego podróżnika i autora książki „Dywizjon 303″. Bardzo zależało mi zobaczyć centrum tenisowe „Angie”, które w Puszczykowie wybudował dla  słynnej tenisistki Angelique Kerber jej dziadek. Angelique mieszka i trenuje w Puszczykowie, niestety tym razem była na olimpiadzie w Rio więc nie miałam szczęścia jej spotkać, może za rok:P Wynajęliśmy na pół godziny kort i trochę poodbijałam z córeczką. Później krótki postój przy pałacu w Rogalinie ale deszcz nie zachęcał do spacerów, więc wróciliśmy do Zaniemyśla i w przytulnej restauracji „Pozytywka” zjedliśmy dobre pierogi i policzki wieprzowe:) Córka mogła pobawić się piętro wyżej w bawialni.

 

W Puszczykowie w centrum tenisowym

autograf puchary angie

Wieczorem oderaliśmy syna z obozu (nieco wcześniej, bo oficjalnie miał koniec obozu w sobotę) i wróciliśmy do Zaniemyśla. Rano pozbieraliśmy się dość szybko i ruszyliśmy do domu a dzieciaki zostały z dziadkami i jeszcze raz pojechali odwiedzić rodzinkę i przenocować.

Ach wszystko co miłe, tak szybko mija ….

wczoraj pojechałam na kolejny jednodniowy turniej tenisowy, tym razem zorganizowany w miejscowości Schweitenkirchen. Był to mój trzeci występ w takiej imprezie. Jak dotąd była to jedyna dla mnie możliwość zagrania z kimś a dodatkowo zdobycia punktów. Pierwszy mecz miałam zaplanowany na 12:00. Na miejscu, po uiszczeniu wpisowego (25€), dowiedziałam się kto będzie moją przeciwniczką. W turniejach tego typu, gra się zawsze dwa mecze – jeden z lepsza i jeden ze słabszą zawodniczką. Tym razem pierwszy mecz miałam z „miejscową”, która jak się pózniej okazało miała wyższą klasę ode mnie (15, ja mam obecnie 16). Nazywała się Vera Müller. Udało mi się wygrać z nią 6:2, 6:4. O 13:30 było już po meczu i do kolejnego, wyznaczonego na 15:00 miałam sporo czasu, mogłam się spokojnie wykąpać i coś zjeść w barku. Od organizatora turnieju dostałam kupon na 2,50€ i za niego kupiłam sobie bułkę z serem i banana. Pózniej skusiłam  się na kawałek ciasta ze śliwkami. Na kort weszłam pół godziny wcześniej, gdyż zwolnił się kort. Tym razem grałam z przeciwniczką z klasą 20, mamą jednej z uczestniczek, panią Martiną Steinberger z drużyny Damen 40 z Pfaffenhofen. Bardzo sympatycznie mi się z nią rozmawiało, tak dobrze, że podczas przerwy organizator wołał:”time!”;). Udało mi się wygrać 6:3, 6:0 i po raz pierwszy wygrałam oba mecze:) z tej okazji mogłam sobie wybrać prezent – do wyboru, z pudła z fantami. Wybrałam sobie saszetke z calvin klein, w której był loton „gucci” i różowa apaszka. Atmosfera była tam bardzo przyjazna i chętnie wybiorę się na kolejny taki turniej, który we wrześniu odbędzie się w Dachau, może znów będę miała szczęście.

Jak już wcześniej pisałam, dostałam propozycję dołączenia do drużyny tenisowej w kategorii od 30 lat. Dzisiaj dzwoniła szefowa drużyny i w następny czwartek wieczorem o 19:30 mogę przyjść na trening i poznać wszystkie dziewczyny. Co mi się bardzo spodobało to to, że w grupie jest 5 zawodniczek a więc o wiele mniej niż u nas i nie ma problemu kto kiedy gra jak to było w przypadku mojej obecnej drużyny – na każdym treningu 8 dziewczyn. Co jeszcze mi przypadło do gustu to to, że w zimie też się odbywają rozgrywki i będę mogła brać w nich udział, nie będąc jeszcze przepisana do drużyny. Zobaczymy jak będzie mi się tam podobało. Pierwsze pozytywne wrażenie odniosłam już rok temu, gdy graliśmy w meczu drużynowym przeciwko Pfaffenhofen. Przede wszystkim była tam ściana do odbijania, której na próżno szukam w niemieckich klubach, a która występuje na chyba każdych kortach w Polsce. Meczu co prawda wtedy nie wygrałam ale dostałam komplementy od przeciwniczek :)

Witam po nieco dłuższej przerwie … Mąż wyjechał do Indii (dwa razy przesuwali mu datę wylotu). Podczas jego nieobecności przy dzieciakach pomagała mu jego kuzynka z Krakowa. Świetnie dawała sobie radę jako babysitter :P Kiedy musiała tydzień temu wracać do Polski, wymienili ją moi rodzice. W dwa ostatnie weekendy mogłam więc spokojnie brać udział w tenisowych meczach drużynowych. Co prawda dwa razy przegrałam ale o włos. Mój Tageskind bardzo dobrze zareagował na moich rodziców, rozmawiał z nimi po polsku i zajadał się schabowymi :)

Dzięki pobycie taty, mogłam częściej chodzić na korty i ćwiczyć serwy a raz dzięki temu … znalazłam partnerkę do gry z innej drużyny :) Wymieniłam się z nią telefonem i dzisiaj gramy ze sobą drugi raz :) Mam nadzieję, że mi to trochę pomoże być bardziej regularną w grze.

Mężuś wraca już w sobotę rano a więc te 2,5 tygodnia rozłąki dość szybko minęło. Cały czas próbowaliśmy się łączyć na skypie ale miałam problemy z mikrofonem. Teraz już na szczęście mikrofon działa ale są problemy z połączeniem internetowym – przez rozmowę video, połączenie jest bardzo słabe :( Mam nadzieję, że mój biedny mężuś coś sobie w Indiach obejrzał – dopiero w zeszłym tygodniu miał wolne i miał coś zobaczyć i porobić zdjęcia pamiątkowe.

Dzisiaj brałam udział w jednodniowym turnieju tenisowym w oddalonym o 40 km od nas Petershausen. Zasada jest prosta, gra się  raz z lepszą , raz  z gorszą zawodniczką. Ja pierwszy mecz grałam  po 15:00  z  18-letnią dziewczyną  z klasą  11 a wiec o 5 klas wyższą niż moja. Niestety przegrałam 6:3 6:1 ale nie bez walki ;) Potem grałam  z klasą 15 i wygrałam 6:1 6:3 :) Wyczytalam, ze powinnam 100 punktów do rankingu :)

Witam ponownie,
jak obiecałam, po skończonych zawodach dam znać jak mi poszło. Zajełam 4 miejsce. Na każdym z meczy kibicował mi mój wspaniały mąż i dzieciaczki. Pogoda w pierwszym dniu niezbyt dopisała – grałam w deszczu, potem mecz przerwano z powodu ciemności. Kontynuowałam na drugi dzień w upale :/ Przegrałam z zawodniczkami drużyny, 10 lat młodszymi i co tu dużo mówić, nie grającymi zawsze fair. W grze o 3 miejsce przegrałam w 3 setach. I tak nieźle jak na matkę 2 dzieci, która miała paroletnią przerwę w graniu i na zawody poszła praktycznie bez treningu :P Może w przyszłym roku pójdzie lepiej!

Jak każda mama potrzebuję także czasu dla siebie, jakiegoś hobby. Jako, że w przeszłości grałam wiele lat w tenisa, postanowiłam zapisać się do klubu w naszym mieście. Oczywiście inaczej to wygląda w Polsce a inaczej w Niemczech … Przede wszystkim co mnie zawsze irytowało to, że jako nieklubowicz nie można wejść wynająć kortu - jedynie z partnerem należącym do klubu i dodatkowo wykupić tak zwaną Gastmarkę za 3 Euro. W Polsce – zupełnie inaczej! Dodatkowo w żadnym klubie tenisowym nie widziałam ścianki, na której możnaby dla treningu poodbijać piłkę. No cóż, co kraj to obyczaj :) Od maja jestem zatem członkinią klubu i mogę pograć choćby z tatą kiedy przyjedzie do mnie w odwiedziny :) Postanowiłam też się zapisać na otwarte mistrzostwa – jutro mój mecz. Zobaczymy jak mi pójdzie :P


  • RSS