mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: urodziny

Troche mnie nie bylo na blogu – swietowalam urodziny w rodzinnym gronie ale pokolei … W sobote popoludniu przyjechali w odwiedziny tesciowie. Miala byc niespodzianka na moje urodziny ale sie mama sama wygadala :P

W piatek wieczorem wpadlam na pomysl zrobienia pierogow i przygotowalam sobie na drugi dzien farsz, oczywiscie dzieki niezawodnemu przepisowi z kotlet.tv. W sobote tescie akurat zajechaly na pyyyszne pierogi ruskie. W niedziele rano Fikaczek pojechal z tatusiem i dziadkiem na lotnisko odebrac kuzynke meza, ktora przyleciala sluzbowo do Monachium z Manchesteru a pozniej pojechal na urodziny do swojego najlepszego przyjaciela z przedszkola. Dla dzieci organizowano zabawe karanawalowa, na ktora trzeba bylo isc przebranym. Fiki znow sie przebral za rycerza i tym razem poprawilismy jego ekwipunek zeby mu nie spadal. Po poludniu przyjechal nasz gosc i zostal przez nas poczestowany bawarskim specjalem – golonka :) Gdy Fiki wrocil pod wieczor z zabawy, czekal na niego wspanialy prezent od cioci – maly zdalnie sterowany helikopterek :) Tusia dostala „starozytne” monety ukryte w gipsie, ktore musiala mloteczkiem wystukac a potem pedzelkiem oczyscic. Ale bylo zabawy :) Wieczorem nasz gosc niestety musial wracac do hotelu. O polnocy tesciowie i maz zlozyli mi zyczenia i wreczyli prezenciki :) W poniedzialek na 13 pojechalam z mezem na rozmowe z terapeutka Tusi (Heilpegagogin) a tescie zajeli sie mala (jeszcze byla w domu) i czekali az Fiki wroci busem z przedszkola. Maz mial pierwszy raz okazje porozmawiac z ludzmi zajmujacymi sie Tusia. Pani mowila nam, ze Tusia jest dzieckiem z bardzo silna wola :) Nalezy w jej przypadku bardzo uwazac aby dzien byl bardzo ustrukturyzowany i nie dawac jej za duzo do wyboru jesli chodzi o rozrywke :) Pani chwalila Tusie, ze jest bardzo kreatywna jesli chodzi o zabawy – na przyklad w sali gimnastycznej Tusia wymyslala rozne warianty zabawy np. zjezdzanie tylem na zjezdzalni a wszystkie dzieci ja nasladowaly. Rozmawialismy takze o niepokojacym mnie czasem zachowaniu Tusi – nie lubi sie czasem dotykac i przytulac – i pani terapeutka powiedziala, ze przeszlo jej przez glowe, czy mala nie ma autyzmu. Niestety zagadnienie to jest zbyt kompleksowe zeby tak jednoznacznie stwierdzic czy dziecko cierpi na ta przypadlosc, czy nie. Co przemawia przeciwko autyzmowi u malej to, to, ze mala chetnie eksperymentuje, np. podczas zabawy pianka do golenia mala „budowala’ z pianki balwanki i inne ksztalty, czego dziecko z autyzmem by nie robilo. Pani zaproponowala, ze w lecie mala moga obejrzec specjalisci, ktorzy mogliby potwierdzic lub wykluczyc autyzm u malej. Do tego czasu jednak liczy, ze u malej nastapi poprawa :) Po rozmowie pojechalismy jeszcze na zakupy i do domu na obiad a wieczorem, korzystajac z okazji, ze mamy z kim zostawic dzieci, skoczylismy do kina na „Wilka z Wall Street” . We wtorek, po powrocie Fikiego z przedszkola, tesciowie pojechali do domu. Tusia jeszcze zostala w domu bo zeby moc znow pojsc do przedszkola, potrzebuje zaswiadczenia od lekarza, ze jest zdrowa :) Niestety musielismy zrobic termin u naszego pediatry w Pfaffenhoffen bo u lekarzy w naszych miejscowosciach dowiedzialam sie, ze moga mala przyjac tylko, jesli nasz lekarz jest na urlopie lub jest to nagly wypadek. Zrobilam wiec termin na srode na 09:30 i mala pojdzie w czwartek do przedszkola. Z tatusiem oczywiscie mala byla grzeczna, dostali atest (jeszcze 5 Euro musielismy placic) i po zakupach wrocili do domku. Dzisiaj mala po prawie2 tygodniach pojechala busikiem ale nie podobalo sie jej i plakala. Na szczescie potem przestala, pan kierowca, ktory ja przyprowadzil, mowil, ze nie bylo problemow. Ja z moimi chlopakami za to dzisiaj spedzilam milo czas co nie zdarza sie zbyt czesto bo zawsze jakies male klotnie miedzy nimi sie zdarzaja. Dzisiaj jednak moj syn bardzo sie staral. Gdy oboje wrocili do domu, pomogli mi nakryc do stolu i zjedlismy obiad, pozniej razem zrobilismy „swiatla emocjonalne” – kazdy mial sygnalizator, na ktorym mogl zaznaczyc w jakim dzis jest humorze. Potem zabralismy Mailo i przed 15 poszlismy na plac zabaw. Chlopaki zgodnie jechaly na zmiane czarnym gokartem az do placu zabaw a tam … spotkali grupke innych dzieciakow i zagrali z nimi mecz :) o 16:00 ruszylismy do domu i czekalismy na Tusie. Fiki chcial zebym mu zrobila z kartonu auto wiec zabralismy sie do roboty, Tageskind kolo 17 pojechal do domu i mialam chwile dla siebie :) Z racji, ze w nocy mi nasza starsza latorosl nie dala spac a codziennie o 6 wstaje, musialam sie na chwile polozyc na kanapie. Jeszcze jutro trening pilki i weekend :) Tym razem na sportowo – gram pierwszy raz  w Monachium w jednodniowym turnieju. Zaczynam pierwszy mecz o 10 ale umowilam sie ze znajoma i kolo 9 odbierze mnie z Pfaffenhoffen.

Jak pisalam w poprzednich postach, w tym roku postanowilismy naszemu pierworodnemu zorganizowac jego (szoste) urodzinki gdzies poza domem. Szczerze mowiac zrobilam to tez miedzy innymi aby nie miec znow powtorki z sytuacji kiedy w niedziele w godzinach popoludniowych kiedy to przyszla sie poskarzyc sasiadka na halas jaki robila trojka gosci Fikaczka (bawili sie w salonie balonami). Mieszkamy w szeregowcu i sasiadka ma „szczescie” mieszkac posrodku wiec halas (mamy parkiet w salonie) przenosi sie po podlodze przez fundamenty do nich. No nic, jest lekko przewrazliwiona ale to inny temat:) W kazdym razie zeby sprawic malemu frajde, pomyslelismy, ze super byloby gdyby swoich gosci zaprosil do parku zabaw polozonego 45 minut od nas, a ktory dobrze zna i lubi. Postanowilismy, ze zaprosimy dwoch kolegow – najlepszego kolege ze starego przedszkola i najlepszego z obecnego i wszyscy razempojedziemy naszym samochodem na 2 godzinna zabawe. Do grona zaproszonych mial tez dolaczyc moj Tageskind ale w koncu odmowil ale bylo mi niezwykle przyjemnie, gdy w piatek przyszedl jak zwykle do nas i wreczyl prezent:) Powiedzial, ze sam go kupil ze swojego kieszonkowego. Maly dostal to co sobie zyczyl – klocki Lego Star Wars :) Ale powrocmy do imprezy …

Goscie zjechali sie o 16 pod nasz dom, zapakowalismy chlopaki do auta i ruszylismy do Dasing (dla zainteresowanych – pojechalismy do Jimmy’s Fun Park – www.jimmysfunpark.de). Obecny najlepszy kolega – Oliver, pierwszy raz jechal bez rodzicow i troche sie jego tata martwil ale okazalo sie, ze nie bylo powodu :) Wsiadl dzielnie do auta i razem z Fikim patrzyli na bajke, na wszelki wypadek jednak wymienilismy sie telefonami – w razie czego :) Potem drugi kolega tez grzecznie wsiadl (mial zaszczyt siedziec na jednym z naszych dwoch rozkladanych siedzen z tylu, nasze auto bowiem jest na 7 osob:P) i ruszylismy w 45 minutowa podroz. Kiedy dojechalismy na miejsce bylo krotko przed 17, musielismy chwile poczekac bo od 17 wpuszczali za polowe ceny (4 euro od dziecka, zamiast 8 i 2,50 od doroslego zamiast 5). Zeby chlopaki troche zajac,pozwolilismy malemu rozpakowac jeden prezent. Wybral oczywiscie najwiekszy – od Olivera:) Okazalo sie, ze to byla walizka z piratami z Playmobil. Wreszcie moglismy kupic bilety, zalatwilismy sprawe z rezerwacja stolu i odbiorem zamowionego tortu urodzinowego. Troche bylo ciezko sie poruszac tam bo niestety o tej porze bylo tam pelno ludzi i bylo glosno i duszno ale co zrobic. Po chwili siedlismy do stolu, ozdobilismy go talerzykami i kubeczkami z Cars, wyjelismy swieczki i poszlismy zamowic maluchom cos do picia i zamowilismy kuferki Jimmiego, w ktorych dla dzieci byla porcja frytek, troche mieska, balony, zabawka, picie (Capri Sonne 0,2L), naklejka z malpka Jimmy i kartka. Chlopaki i Tusia polecieli bawic sie na pobliska wieze ze zjezdzalnia a ja poszlam odebrac tort. Musze przyznac, ze uwazac na taka czworeczke dzieci nie jest latwo :) Na szczescie zabawa sie udala, nikogo nie zgubilismy i nic nikomu sie nie stalo – chlopaki jezdzily na autkach, plywali pontonami, wspinali sie na wulkan, skakali na trampolinach … Tort byl (jak na kupny) calkiem zjadliwy, swieczki zostaly zdmuchniete, reszta prezentow zostala rozpakowana i … powoli trzeba bylo sie zbierac bo o 19 zamykali. Chwile grozy przezylismy tylko na koniec bo Tusia gdzies zapodziala swojego ukochanego misia i musielismy szukac. Na szczescie ktos go znalazl i oddal w kasie i maz jak zapakowal cala gromadke do auta, to poszedl jeszcze raz spytac i byl :) Ufff …. Potem czekala nas nieco mniej przyjemna czesc – rozwozenie po domach :) Droga powrotna troche byla stresowa bo zepsula sie ladowarka do ekranikow w aucie, na ktorych dzieciaki ogladaly bajki i pierwsza zaczela sie drzec Tusia a potem chlopaki zaczely znow bawic sie w szturchance i zapalanie i gaszenie lampek w aucie. No coz … Dzieci :P W koncu o 20:30 bylismy pod domem drugiego goscia i w domu kolo 20:45 – na szczescie drugi kolega Fikiego mieszkal w naszym miescie, tyle, ze na jego drugim koncu:) Mielismy troche problemow po ciemku ze znalezieniem ale maly nam pomogl :)Kazdy z gosci dostal swoj kuferek i byl zadowolony z zaproszenia. My jeszcze od mamy jednego z chlopcow, dostalismy zaproszenie na wystepy karnawalowe dzieci z danwego przedszkola Fikaczka i sie 8 lutego chyba wybierzemy. Bardzo to bylo mile z jej strony :) Musze powiedziec, ze dzien byl meczacy ale warto bylo :)

 

A tak prezentowal sie tort urodzinowy:

 

A tak bawily sie dzieciaki:

 

 

 

 

W zeszłą niedzielę nasz Fikaczek obchodził swoje urodzinki z kolegami z przedszkola i przyjaciółmi. Niestety z zaproszonej piątki, przyszło tylko dwoje dzieci – reszta była chora lub była zaproszona gdzie indziej. Przyjęcie zaplanowaliśmy na około 2,5 – 3 godzinki w godzinach popołudniowych, w domku. Zastanawialiśmy się nad organizacją przyjęcia w parku rozrywki ale stwierdziliśmy, że to zbyt stresujące uważać na takie stadko rozbrykańców :P Może jak Fikaczek będzie starszy. Z resztą w tym wypadku, gdy tylko 2 gości się zjawiło, fajnie byśmy wyglądali – przyjęcia są organizowane dla minimum piątki ….

Przyjęcie rozpoczęło się od zapalenie i zdmuchnięcia świeczek przez solenizanta a następnie zostały rozpakowane przyniesione prezenty :) Solenizant dostał zestaw LEGO Star Wars i grę wspomagającą techniczne myślenie. Aby zabawić dzieciaki proponowaliśmy im grę w różne gry planszowe ale nasz Fikaczek był niezadowolony bo chciał kolegom pokazać jak się gra w „Sonica” na Xboxie. W końcu znaleźli wspólną zabawę – podrzucanie balonika. Ale było pisku, uciechy i zabawy z tego! Niestety, krótko po 16:00 zjawiła się nasza niezadowolona z hałasów sąsiadka! Myślałam, że śnię! Kobieta nie stara, późno nie było, był weekend … Była wkurzona i prosto z mostu powiedziała żebyśmy uciszyli się i że ona wie, że to weekend ale moglibyśmy na nasze dzieci uważać! Zatkało mnie, nie dała mi się wytłumaczyć, że w domu zostało zorganizowane przyjęcie urodzinowe. Było mi bardzo nieprzyjemnie i przykro :( Szwagier mnie pocieszył, że nawet jak będzie upierdliwa i zawoła policję, to nic nam nie zrobią ale dla mnie to bardzo niekomfortowa sytuacja była – nie chcę mieć zatargów z sąsiadami, bo wiadomo, że dobre to nie jest. Nie rozumiem tej kobiety ale podejrzewam, że znów jej kochany pieseczek słyszał dzieci za ścianą a z racji, że ich nie zna, to szczekał i panią to denerwowało. Ale mam nadzieję, że miała po prostu gorszy dzień. Pewnie gdybyśmy ją uprzedzili o przyjęciu, to może by inaczej zareagowała. A wy mieliście podobne problemy?

Punktualnie na urodziny upiekłam Fikaczkowi tort urodzinowy w kształcie Zygzaka McQueena. Jutro zabierze go do przedszkola, gdzie razem z dziećmi będzie świętował. Tort wyglądana na mnóstwo roboty ale w praktyce to 45 minut pieczenia i około godziny dekorowania jadalnymi „mazakami: Dr. Oetker. Formę kupiłam jakiś czas temu w NKD.

Podoba Wam się mój torcik?

W sobotę pojechaliśmy do najlepszego kolegi Fikaczka – Philipka, którego on z uporem nazywa Hihipkiem :P Na www.mojescrapby.blog. pl możecie podziwiać kartkę urodzinową z Bobem Budowniczym, którą zrobiłam dla solenizanta. Philipek miał zaproszone kilkoro dzieci z przedszkola ale nasz mały nie bardzo umiał się tam odnaleźć – co chwila przychodził do nas i mówił, że mamy z nim iść do dzieci i powiedzieć im żeby się z nim bawiły. Było to trochę męczące ale w sumie na koniec zabawy mały powiedział, że było super :) Koło 19:00 wracaliśmy do domu bo wieczorem leciało „Schlag den Raab”, któe chcieliśy obejrzeć.


  • RSS