mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: vojta

Wśród moich wcześniejszych wpisów, można znaleźć informacje o rozwoju naszej dwójki. Każde z nich ma jakieś problemy. W przypadku naszej córci, od kilku lat „walczymy” o poprawę – praktycznie od ukończenia roczku odwiedzaliśmy z nią logopedów, jeździliśmy na rehabilitacje (metodą Vojty, metodą Bobath), w przedszkolu także ergoterapia oraz wszystko co pomoże nadgonić rówieśników oraz co najwżniejsze – poprawić mowę. Podczas kilku lat trwania tych wszystkich terapii, było wreszcie widać stopniową poprawę, jednak nadal niektóre zachowania córki nas martwiły. Dwa lata temu, gdy była jeszcze w przedszkolu, zgłosiliśmy ją na badanie w klinice diagnozującej między innymi autyzm. Z obserwacji własnej oraz obserwacji wychowawczyń a także z wyników badań wyłoniły się pewne niepokojące zachowania, które mogły lecz nie musiały wskazywać na autyzm, lub inne zaburzenie. Córka w sumie zawsze była pogodnym dzieckiem, jednak wykazywała niepokojące nas zachowania typu

- brak kontaktu wzrokowego

- uwielbiała i uwielbia do dziś samotne zabawy z odgrywaniem ról

- lubi bardzo zabawki dla 2-3 latków a chodzi już do szkoły

- nieraz przebywając w grupie dzieci zatyka sobie uszy,choć z drugiej strony sama z bratem nieraz robią niezły cyrk bawiąc sie razem

- przesadnie głośno się śmieje

- podczas zajęć w przedszkolu czy w szkole nagle ni z tego ni z owego ogłasza jakąś ważną dla niej informację, która w ogóle nie ma nic wspólnego z w danym momencie poruszanym tematem

- czasami choć nie zawsze córka wykonuje niekontrolowane ruchy dłońmi

- nie lubi nowych miejsc i sytuacji, reaguje lękliwie

- powtarza często różne rzeczy np pytania mimo, że dostała odpowiedź a dalej się pyta

- nauczycielka również powiedziała, że mała ma dużo problemów z podstawowymi rzeczami typu siąść w ławce, wyjąć teczkę z zadaniami, piórnik itp Nie pomaga nawet jak nauczycielka kilkakrotnie pomaga (a może bo w klasie 10 osób)

Lekarze z kliniki  w Monachium raz w miesiącu odwiedzali przedszkole córki i obserwali jej zachowanie w grupie,następnie zaproponowano mi termin w klinice. To było chyba najgorsze bo córka znalazła się w nowym dla niej miejscu i gdy próbowałam żeby na czas badania została z psychologiem (ja w tym czasie miałam odpowiadać na dłuuugą listę pytań u innego lekarza), okazało się to w ogóle niewykonalne:/ Po 5 minutach przyprowadzoni mi zasmarkaną i zapłakaną Tusię i test nie mógł się odbyć. Jedyne co się udało, to że ja byłam z małą w pokoju, ona się bawiła i była filmowana a ja siedziałam z tyłu ciuchutko, jedynie jak mała coś po polsku mówiła albo w „swoim” języku – zlepku słów ni to po polsku ni to po niemiecku, „tłumaczyłam” lekarce. W domu wypełniłam całe listy słów, które córka mówi po polsku lub niemiecku, przedszkole także wypełniło swój arkusz. Na sam koniec zrobiono małej EEG i tu też miałam obawę czy w ogóle uda się to badanie przekonać bo w klinice dobre 4 godziny już byłyśmy a wiadomo, że dziecko podczas tego badania musi być spokojne ale jakoś udało się (oczywiście na kolanach). Po jakimś miesiącu  zaproszono nas do przedszkola i rozmawiano z nami o wynikach. Niestety ” jedyne” co mogli stwierdzić z pewnością, to tak zwany lęk separacyjny. Zaproponowano nam powtórzyć badania za rok, jednak podczas kolejnej kontroli w Monachium, w centrum zdrowia dziecka gdzie co rok jeździmy aby sprawdzić rozwój dzieciaków, psycholog nie widziała w zachowaniu małej niczego co by wskazywało na autyzm więc jakiś czas odetchnęliśmy jednak zawsze z tyłu głowy obserwując ją, coś nam mówi, że „coś” jest ale trudno to tak dokładnie opisać i nikt przez tyle lat nie potrafi nam jednoznacznie powiedzieć. W sumie temat autyzmu powrócił znów krótko przed pójściem we wrześniu do 1 klasy. Z racji, że mała chodziła do przedszkola, które dało jej dużo jeśli chodzi o rozwój, nie było też pewne czy mała pójdzie do zwykłej szkoły (mogłaby nie dać sobie rady), dlatego krótko przed rozpoczęciem szkoły, na próbę wysłano ją do tak zwanego SVE w szkole, do której teraz razem z bratem chodzi. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego odwiedziliśmy znów (po kilku latach) Fruehfoerderungstelle czyli miejsce, gdzie rodzice mogą zgłosić się z dziećmi mającymi problemy z rozwojem i między innymi z mową. W takim miejscu jest się poinformowanym gdzie można znaleźć pomoc, terapeuci (ergoterapeuci, logopedzi,psycholodzy) zajmują się terapią za darmo gdy dziecko nie ma 6 lat a więc nie chodzi jeszcze do szkoły. Jeśli jednak ma już 6 lat, to lekarz domowy wystawia jedynie receptę i wówczas terapia nie kosztuje nic rodziców. Z racji, że córka urodzona jest w pierwszy dzień wakacji (w Niemczech), od września miała obowiązek pójścia do szkoły. Można było ją puścić rok później, jednak z racji, że ma problemy, nie byłoby dobrze widziane zostawiać ją rok w SVE a potem wysyłać do szkoły gdzie obecnie chodzi (dzieciom daje się tam więcej czasu bo materiał z 2 lat, robi się w 3 lata). Wracając jednak do Fruehfoerderstelle, właśnie tam pracownica zwróciła uwagę na pewne zachowania małej i poleciła mi inną klinikę, która diagnozuje autyzm. Chodzi o klinikę Josefinum w Augsburgu. Dostałam wszelkie dane i zgłosiłam się w sprawie terminu. Oczywiście wiadomo, że dostanie tam terminu to okres do kilku miesięcy więc zgłaszając się tam w lato dostałam termin 13 grudnia. Póki co byłam tam z córką na zapoznanie się, opowiadałam wszystko na temat córki, począwszy od ciąży, porodu, później o rozwoju małej. Ogólnie wizyta trwała około 2 godziny, córka tym razem (z racji, że starsza) bez problemu poszła z 2 lekarką do pokoju obok aby ją poobserwować. Już na tej rozmowie dowiedziałam się, że mała wykazuje szereg zachowań, które są „podejrzane” i którym trzeba będzie się bardziej przyjrzeć podczas kolejnych terminów. Przede wszystkim jako pierwsze wzbudziło podejrzenie to jak córka się z paniami przywitała – nie patrzyła na nie, była zawstydzona (co można jeszcze zrozumieć) ale później, gdy podała w końcu rękę (lewą nie wiem czemu jak jest praworęczna), to przesadnie nią potrząsała. Powiedziano mi, że tak nie powinno się witać 6,5 roczne dziecko… Potem bawiła się w pokoju gdzie rozmawiałyśmy i też wybierała zabawki dla maluchów, głośne, naciskała po kilka razy na klakson zabawki. W pewnym momencie podeszła do szafki i chciała dosięgnąć zabawki, jednak nie poprosiła nikogo z nas o pomoc, tylko sama próbowała, jednocześnie wydając z siebie dźwięki jak małe dziecko, które nie umie się komunikować z otoczeniem. W końcu udało jej się i dosięgła co chciała. W domu nieraz z kolei o wszystko prosi żeby jej pomóc. No nic, pozostaje nam czekać na kolejne terminy w styczniu i lutym i być może koniec lutego będą mogli nam coś konkretnego powiedzieć, w co bardzo wierzę. Nie jest dla nas ważne, gdybyśmy się dowiedzieli, że ma autyzm lub co raczej podejrzewam, jakąś jego lekką odmianę, bo jest to nasze dziecko i będziemy je tak samo kochać, ważne jest abyśmy wiedzieli jak z nią prawidłowo postępować.

W środę drugi raz odebraliśmy mojego Tageskind ze świetlicy. Pogoda dopisywała, więc znów poszliśmy na plac zabaw i graliśmy wszyscy (!) w piłkę. Fikaczek strzelił kilka goli i miał frajdę z grania. Nawet grali mecz z dwoma spotkanymi chłopcami. Po godzinie ruszyliśmy do domu, niestety nie obyło się bez jęków Fikaczka, że go bolą nogi itp itd ale jakoś się w końcu zmobilizował i dotarliśmy do domu. Zrobiłam wszystkim po naleśniku i graliśmy w „Monopoly cars”. Najpierw jednak miałam swój debiut przy odrabianiu zadania domowego :)

Wieczorem siadłam do komputera i postanowiłam dalej włączyć się w pomoc dla pewnej chorej dziewczynki ze Strzelec Opolskich – jej mama trafiła na mojego bloga i zwróciła się  do mnie z prośbą o pomoc. Wszelkie informacje można znaleźć na jej blogu:  http://malaoliwka.blog.pl/. Dziewczynka ma 3 latka i nie chodzi, nikt nie wie dlaczego :( Jej mama wystąpiła nawet „W sprawie dla reportera” w grudniu 2012 roku. Póki co, jak obiecałam, napisałam do kliniki w Monachiu, do której jeżdżę z moimi dziećmi. Niestety na razie nie dostałam odpowiedzi jak to wygląda, gdy dziecko z Polski chce się zgłosić do placówki. Przetłumaczyłam jej na język niemiecki prawie wszystkie wyniki badań i zaświadczenie o przyznaniu inwalidztwa. Wczoraj zajęło mi nieco czasu przetłumaczyć dla tej pani informacje, jakie znajdują się na kilkustronicowym formularzu, który Pani dostanie gdy zostanie ustalony konkretny termin wizyty. Pani jest ze mną w stałym kontakcie mailowym i ostatnio pisała, że ma nawet po niemiecku wypełniony wniosek o zgłoszenie małej na wizytę w klinice. Dla pewności, wysłałam jej skan tego jak ja jej to wypełniłam, z opisem dokładnie gdzie co się wpisuje. Mam nadzieję, że dostanie termin szybko! Mała jest bardzo pogodna i nie poddaje się tajemniczej chorobie, która nie pozwala jej chodzić. Tak trzymać!

Witam ponownie!

Dzisiaj byłam z Tusią na ostatnim spotkaniu (ćw. metodą Vojty). Zgodnie z zaleceniem neurologa z Monachium (syn Dr. vojty), mamy teraz miesiąc odczekać. Terapeutka przeprowadziła ze mną końcową rozmowę i nakazała:
- zapomnieć o prowadzeniu dziecka za rekę/ręce/palec …
- puszczać małą po domu bez butów (względnie rajtopy lub skarpetki z „ABS”:P) gdyż w tym wieku dzieci powinny ćwiczyć muskulaturę nóg aby w późniejszym wieku wytworzyło się prawidlowe  ”wgłębienie” w stopie. Jak wiadomo na początku dzieci mają płaskosotopie. Według terapeutki dużo dzieci ma obecnie problemy z postawą i różne deformacje stóp, bo zbyt szybko zakładano im buty i stopa zupełnie inaczej musiała pracować a dokładniej z butami, zwłaszcza trzymającymi kostkę, stopa inaczej pracuje, staje się „leniwa”, nie balansuje i jak w przypadku mojej Tusi nadal widać „niepewnośc” przy staniu. Mała jakby nie miała odwagi się odważyć i iść samodzielnie (nadal). Zademonstrowała mi jak wygląda sytuacja jak się stoi na jednej nodze boso (trzeba więcej balansować) a jak gdy ma się but – on własnie „załatwia” za nas, że nie musimy się tak wysilać i stoimi w miarę pewnie. Dla dorosłych, nie jest to takie tragiczne czy chodzimy więcej czy mniej w butach ale dla takich maluchów jak Tusia, ma to znaczenie. Mówiła też, że w sumie powinno się jak najwięcej spacerować boso, podobno są takie specjalne parki, gdzie są dróżki wyłożone drobnym zwirkiem i można sobie spacerować.
- dawać dziecku okazję do skakania na trampolinie, jeźdżenia na bobby car i rowerku trójkołowym, animować ją bo sama ma problem się „odważyć”
- chodzić na zajęcia na salę gimnastyczną (tak zwane turnen) gdzie spotykaja się mamy z dziećmi i wspólnie „ćwiczą” na materacach i drabinkach. Jestem właśnie w trakcie poszukiwania takich spotkań w naszym mieście.
- w ogródku można próbować zbudować miejsce do balansowania (deska nisko nad ziemią)
- patrzeć ile Tusia przesuwa przedmioty,  żeby za dużo tego nie robiła, czasem na godzine zabrać jej wszystko co może przesuwać żeby „z nudów” próbowała stawać i chodzić
Zobaczymy czy pomoże:) Dziś sadzałam ją na rowerek i Bobby Car a i plac zabaw z trampoliną też u nas jest, trochę dalej od domu ale znajdę czas z nia sie tam wybrać:)

Mogę pochwalić się, że nasza Tusia od 26 listopada sama wstaje, bez przytrzymywania się mebli (stołów, kanap, krzesel …). Zaczęła ćwiczyć tą trudną sztukę, gdy byliśmy na uodzinach teściowej w Wuppetalu. Dokladnie w jej urodziny nasza mała pociecha „ruszyła” i pierwsze póby zaczęła na materacu, na którym śpimy gdy przyjeżdżamy w odwiedziny. Ćwiczyła pilnie cały weekend (stanie po 20-30 sekund) aż w poniedziałek stanęła samodzielnie na środku pokoju :)Po powrocie od rodziców czekała na nas w skzynce na listy opinia Tusia z centum dziecka w Monachium (ponad 3 tygodnie czekania). Zgodnie z tym jak się umawialiśmy z lekarzem, Tusia do końca robi teapię metodą Vojty (do końca stycznia) i w marcu przychodzi na wszelki wypadek na kontrolę oraz zostaje przedstawiona pani psycholog. Opinię czytała też fizjoteapeutka Tusia i stwiedziła, że można pzestać z ćw Vojty i tochę więcej Bobath zacząć (ćw z piłką itp) ale to się Tusia też  nie podobało :P Zobaczymy jak będzie dalej :)


  • RSS