mamawniemczech blog

Na moim blogu opisuję codzienne życie mamy w Niemczech. Jestem dumną mamą chłopca i dziewczynki. Serdecznie zapraszam na mojego bloga! Komentarze mile widziane!

Wpisy z tagiem: żylaki

Pisałam już na moim blogu, że czeka mnie operacja żylaków. Zdecydowałam się ją wykonać w klinice w Regensburgu i mogę się z Wami podzielić wrażeniami. Przede wszystkim muszę zoperować obie nogi, na „pierwszy ogień” poszła lewa, bardziej chora noga (największe, widoczne gulki miałam na wewnętrznej stronie uda i nieco nieżej na łydce). Zdecydowałam się na metodę nieinwazyjną, w moim przypadku były to fale radiowe (po niemiecku Radiofrequenzbliteration, chyba metoda Closure Fast). Termin umówiłam w sierpniu a operację miałam już w październiku a więc szybciutko :) Lekarz mógł wykazać, że wykonanie operacji jest u mnie konieczne, ponieważ jedna z głónych żył nadawała się niestety do usunięcia i dlatego za operację metodą nieinwazyjną nie musiałam płacić (normalnie jeśli chce się nieinwazyjnie, trzeba wyłożyć z własnej kieszeni), dodatkowo moja kasa chorych miała właśnie akurat z tą kliniką podpisaną umowę. Jeśli kogoś interesuje była to klinika Venen Fachpraxis Regensburg na Guenzstrasse 5 w Regensburgu :)

Tydzień przed operacją zadzwoniłam do kliniki spytać o godzinę zabiegu, niestety taka praktyka aha i operują tylko w środy. Z racji, że operację wyznaczono mi na 8:45 i musiał mnie tam ktoś zawieźć i po zabiegu zawieźć do domu (zakaz jazdy autem) a podróż do kliniki zajmuje 45-60 minut, musiałam coś pokombinować żeby dzieciaki dotarły do szkoły. Na szczęście mogłam liczyć na tatę, który przyjechał do nas na kilka dni i właśnie w dzień operacji zawiózł dzieci do szkoły a ja mogłam spokojnie pojechać z mężem na zabieg.

Cały zabieg trwał około 30 minut. Nie byłam całkowicie znieczulona, od pasa w dół postawiono nade mną zasłonkę (jak przy cesarce hihi wreszcie mogłam poczuć ten klimat :P) i następowało nakłuwanie nóg a później wprowadzanie drenaża przez które wprowadzano fale radiowe, później coś mówiono mi o laserze (na koniec) i proszono mnie abym mówiła, gdybym czuła dyskomfort albo poczuła zbytnie ciepło. Jedyne co mi przeszkadzało, to właśnie nakłuwanie, to było trochę bolesne, pozatym nie narzekam. Najbardziej bolała w okolicy głównego winowajcy właśnie – sporej gulce na udzie. Po zabiegu mogłam normalnie sama wstać, nie miałam zawrotów głowy ani nie było mi niedobrze. Założono mi uciskającą pończochę na opatrunek i na drugi dzień po południu miałam się stawić na kontrolę. Wróciłam z mężem do domu i trochę się położyłam, zmęczenie dało o sobie znać bo rano wcześnie wstawaliśmy no i nie ukrywam, denerwowałam się trochę. Kiedy wstałam, trochę było mi niedobrze ale umiarkowanie :P Mój tata odebrał dzieciaki ze szkoły, inaczej musiałabym po nie iść na piechotę. Wieczorem mogłam zdjąć pończochę i ochłodzić ją trochę, wzięłam też środki przeciwbólowe bo po czasie noga zaczęła „ciągnąć” w miejscu gdzie miałam gulkę i trochę ciężko mi było chodzić ale z racji, że miałam i tak zalecone mało chodzić to za chwilę położyłam się na kanapę, nogi ułożyłam wyżej. O prysznicu w ten dzień mogłam zapomnieć – zakaz.

Na drugi dzień na kontrolę pojechałam z tatą i przy okazji trochę obejrzałam Regensburg, oczywiście nie chodziłam godzinami bo wszędzie tata podjeżdżał autem :) Trochę pospacerowałam po starówce i przed samą wizytą zjedliśmy po pysznym ciachu naprzeciwko katedry. Na kontroli wszystko było ok, na usg widziałam, że żyły są zmniejszone, lekarz usunął mi tylko jedną z żył, która właśnie dochodziła do guli. Opatrunek został zdjęty, po 5 dniach mogę odkleić plaster, 10 dni muszę nosić uciskową rajstopę, przez 3 tygodnie muszę unikać kąpieli w wannie i wodach termalnych oraz unikać sauny. Mam chłodzić żelem lub takimi chłodzącymi opatrunkami, w razie czego brać tabletki przeciwbólowe, dawać nogi do góry. Noga muszę powiedzieć wyglądała najpierw nieciekawie, widoczne były siniaki wzdłuż żyły, która była operowana ale z dnia na dzień wyglądało to coraz lepiej. Uczucie ciągnięcia zniknęło w ciągu kilku dni. W marcu czeka mnie operacja prawej nogi, mam nadzieję, że pójdzie równie łatwo.

W poniedziałek byłam na wizycie w klinice żył w Regensburgu aby skonsultować moje problemy z żylakami. Po wizycie u lekarza rodzinnego, który mnie wysyłał właśnie do Regensburga, zrobiłam jak najszybciej termin i po miesiącu czekania dostałam termin na koniec sierpnia. Moja lekarka mówiła żeby, jeśli operacja będzie konieczna, najlepiej wykonać ją na jesieni – zimie. Na wizytę nie musiałam na szczęście zabierać dzieciaków (wakacje),  bo są na wakacjach u babci i dziadka :P Haha jeden stres mniej:P Trochę mniej mi było do śmiechu gdy na wizycie dowiedziałam się, że nie dość, że czeka mnie operacja, to w dodatku dwukrotna, na obie nogi. Z miejsca dostałam terminy – pierwszy już w październiku więc o zimowym sezonie treningów mogę zapomnieć ale z racji na żylaki i tak miałam mniej grać :) Jedyna pociecha, że zabieg będzie (w miarę możliwości bo żyły są już dosyć uszkodzone) przeprowadzony metodą nieinwazyjną (fale,laser) ale czy to pomoże, okaże się dopiero na kontroli dzień po zabiegu … Jeśli nie – czeka mnie operacja inwazyjna, po której się dłużej niestety do siebie dochodzi … Na szczęście moja kasa chorych opłaci nieinwazyjny zabieg. Trwa on pół godziny, do żyły jest wprowadzany wenflon i za pomocą ciepła uszkodzona żyła jest zamykana, tak to mi przynajmniej przedstawił lekarz … No na razie nie myślę za wiele o zabiegu, szykuję się do VII otwartych mistrzostw naszego miasta – tak dla odstresowania się ….

Dzisiaj znów miałam wizytę na gimnastyce korekcyjnej a dokładnie miałam masowany dziś kark. Odkąd miesiąc temu skończył się dla mnie sezon tenisowy (drużynowo) to od tego czasu męczę się z bólem pleców (szczególnie, bo tak to pobolewanie w dole pleców mam już ładnych parę lat) i ścięgnem Achillesa – zerwałam je w obu nogach po ostatnim meczu drużynowym …. Problem polega na tym, że masaże i gimnastyka (6 razy na 1 receptę) niewiele przynoszą a jestem już po 5 sesjach …. Dodatkowo na początku września pojechałam aż do Monachium, do ortopedów, których poleciła mi koleżanka z drużyny a tam …. rozczarowanie :/ Dojazd zajął mi więcej niż pobyt w przychodni ale pokolei… Zrobiono mi rentgen całego kręgosłupa i czekałam dobre 15 minut aż się w końcu pojawi lekarz …. Obejrzał zdjęcie, kazał mi stanąć bez koszulki i stwierdził, że powinnam robić tylko gimnastykę :D Super, właśnie miałam ją zamiar zacząć (wcześniej mimo recepty nie szłam bo co chwilę miałam mecze więc granie „popsułoby” to co gimnastyka naprawiła … Świetnie, jechałam na darmo bo gimnastyki takie robię przynajmniej kilka razy w roku a plecy jak bolały tak bolą – co rano jak wstaję, to czuję na dole ból pleców, jakbym dzień wcześniej dźwigała ciężary :( U ortopedów niedaleko nas byłam kilka miesięcy temu z tego samego powodu i tam przynajmniej się dowiedziałam, że końcowy odcinek kręgosłupa mam lekko skręcony (prawdopodobnie o wielu lat grania w tenisa:/ tenis jest bardzo jednostronną grą). Jutro idę do lekarki po nową receptę za masaże/ćwiczenia i porozmawiać o tak zwanym Reha Sport – podobno 50 zajęć i to wszelkiego rodzaju – techniki relaksacyjne, gimnastyka, masaże ….. Zobaczymy, coś muszę zrobić bo zwariuje! Grać w tenisa już wiem, że muszę mniej, problem polega na tym, że mi ‚szkodzi” sezon czyli rozegranie od maja do lipca 7-8 meczy drużynowych czyli w sumie 14-16 pojedynków (7-8 meczy singlowych i tyle samo deblowych, bardzo często są to mecze zacięte i niestety w wielkic upałach…). Jakby tego było mało, odzywają się moje żylaki, które się też z tenisem nie lubią:/ W przyszłym tygodniu czeka mnie wizyta w klinice, mam nadzieję, że będę się nadawać do (nieinwazyjnej) operacji. W sumie jestem obciążona dziedzicznie żylakami – moja babcia i siostry mojego taty miały, obie siostry były też na nie operowane.


  • RSS